Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka w Anglii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka w Anglii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 maja 2012

Polacy w Premier League - sezon 2011/2012 podsumowanie


Podsumowanie sezonu w wykonaniu polskich zawodników w Premier League. Pozostaje mieć nadzieję, że za rok będzie można napisać o kimś, kto zdobył bramkę.


Tomasz Kuszczak (Manchester United)

Zagrał trzynaście meczów, ale nie w Manchesterze United, a na wypożyczeniu w Watford. Stał się podstawowym bramkarzem w klubie i nie zagrał tylko raz. Ale to dlatego, że dostał zwolnienie z klubu, skoro jego żona rodziła w szpitalu. Co dalej? W Manchesterze na pewno nie zagra, a następny klub może być w Bundeslidze. Chociaż nie będzie raczej narzekał na brak ofert z Anglii, bo przypomniał o sobie grając w Watford.


Łukasz Fabiański (Arsenal)

Zagrał sześć razy, ale wszystko w pucharach. Odpowiednio trzy razy w Pucharze Ligi, dwa razy w Pucharze Anglii i raz w Lidze Mistrzów. W Premier League nie zagrał ani razu (po raz ostatni 5 stycznia 2011). Ostatnie spotkanie w pucharach rozegrał 18 lutego. Wydaje się, że nie zostanie w klubie na przyszły sezon. Moim zdaniem to słuszny wybór, gdyż powinien bronić, a w Kanonierach nie będzie mieć na to szans. Powinien trafić do zespołu, gdzie będzie mieć miejsce w pierwszym składzie. Taki warunek oznacza, że może trafić do Championship, albo grać w innym kraju. Miejmy nadzieję, że będzie regularnie grał.


Wojciech Szczęsny (Arsenal)

Trochę się obawiam. Może jeszcze nie o pozycję w Arsenalu (zagrał w tym sezonie 48 razy dla klubu), ale o Euro. Doliczając cztery mecze w kadrze, grał przez cały rok średnio co tydzień. To był pierwszy taki sezon, więc na pewno organizm w jakiś sposób to odczuje. Już pod koniec rozgrywek mieliśmy kontuzję, a Polak grał z blokadą. To bardzo ryzykowne rozwiązanie. Przyszły sezon? Arsene Wenger już podobno szuka kogoś, kto będzie konkurentem dla Polaka. Pada nazwisko Michela Vorma, ale jest pewien problem. On nie przyjdzie siedzieć na rezerwie. Dlatego jego nazwisko, pojawiające się w kontekście Arsenalu, trochę dziwi. No ale wszystko rozstrzygnie się pewnie po Euro.

czwartek, 17 maja 2012

Transferowe oczarowania i rozczarowania w Premier League


Zacznę od ostrzeżenia. To bardzo subiektywne wybory, nie każdy może się z tym zgadzać. Zawsze staram się zwracać uwagę przede wszystkim na wpływ, jaki zawodnik wywarł na klub. Dodatkowo raczej unikam transferów zimowych. Po pierwsze w zimie trudniej zmienić barwy klubowe, po drugie to często są zakupy na teraz, a dopiero po sezonie okazuje się, czy ten zawodnik był potrzebny. Nie mówiąc o tym, że bardzo często są to zakupy pod wpływem paniki. Zaczynamy od rozczarowań.

Kenny Dalglish zwolniony


Tradycyjnie po sezonie jest wiele tematów, do których chciałbym się odnieść, ale ciągle pojawiają się nowe. Na przykład zwalnianie menedżerów. W przypadku Aston Villi to było zrozumiałe, bo zatrudnienie Alexa McLeisha się nie sprawdziło. Ale Liverpool i Kenny Dalglish?

Wydawało się, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Ktoś dla kogo Liverpool FC nie jest tylko kolejnym zespołem w CV, ale częścią serca i duszy. Chociaż ten sezon był trudny. W pucharach krajowych było można powiedzieć bardzo dobrze, bo zwycięstwo w Pucharze Ligi i finał Pucharu Anglii można uznać za sukces. Poprzedni miał miejsce w 2006 roku, a dla takiego klubu to wieczność. Jednak w lidze ... chyba nie można tego ubrać w słowa. Porażka taka dość prestiżowa, czyli zakończenie sezonu poniżej Evertonu. Brak miejsca dającego Ligę Mistrzów, ale o to byłoby bardzo trudno. No i zamieszanie na linii Luis Suarez - Patrice Evra. I menedżer, i klub, dziwnie się wtedy zachowywali. Nie chcę tutaj rozstrzygać, czy powinno się to zakończyć taką karą dla Suareza, ale słowo negro może źle się kojarzyć. Samo słowo znaczy po prostu czarny, ale użyte w tym kontekście raczej zostanie uznane za próbę rasistowskiego ataku na innego zawodnika. W tym całym dochodzeniu o opinię pytano ekspertów języka hiszpańskiego i dla nich było oczywiste, że użycie tych słów obrażało zawodnika. Dlatego solidaryzowanie się z Suarezem przez zawodników Liverpoolu było dość niezrozumiałe. Mnie osobiście zdziwiło, że menedżer w jakiś sposób to zaakceptował. Ale to i tak mały problem. Kontuzje, nieudane transfery, no i też brak umiejętności odpowiedniego zmobilizowania zawodników. Zdecydowanie za często The Reds grali poniżej poziomu swoich możliwości. 

Tylko że osobiście dałbym drugą szansę menedżerowi. Gdyby każdy klub zwalniał swojego trenera po takim sezonie, to nie wygrałby niczego. Walka o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów jest bardzo trudna, bo o cztery pozycje rywalizuje tak właściwie osiem, a nawet więcej zespołów. Za rok, niezależnie kto zostanie nowym menedżerem, trzeba będzie nawiązać walkę z Manchesterami (a tutaj nie widzę szans), Newcastle (bo oni raczej się wzmocnią), Chelsea (finał będzie najprawdopodobniej ostatni, ale o czwórkę będą walczyć), Evertonem (a jak tym razem uda im się trafić z formą od początku i utrzymają ją do końca), czy z Arsenalem (niezależnie od tego, jakie będą zmiany w składzie). Tak więc mimo lepszego sezonu, może się on zakończyć na szóstym miejscu i Ligi Mistrzów znów nie będzie.

Wiele będzie zależeć od następcy i na pewno klub już sprawdza, z kim może rozmawiać. Realistycznie patrząc może być powrót Rafy Beniteza (jego przygoda z Interem się nie udała, delikatnie mówiąc), albo zatrudnienie kogoś nowego. W prasie pada nazwisko Roberto Martineza, ale nie wiem, czy zrezygnuje on z Wigan. W końcu prezes mu zaufał, a on odpłacił się fantastycznym finiszem sezonu. Chyba będzie chciał dalej budować pozycję obecnego zespołu. Jest oczywiście Pep Guardiola, ale nie sądzę, że to realne. Jest też Frank Rijkaard, który kiedyś miał podobne wyzwanie w Barcelonie i poradził sobie bardzo dobrze, a przebudowa składu dawała efekty jeszcze w poprzednim roku. W zatrudnienie Brendana Rodgersa, czy Paula Lamberta, nie wierzę. Pamięć o Royu Hodgsonie jest zbyt świeża, żeby ryzykować jeszcze raz. To samo może dyskwalifikować też wspomnianego już Martineza, a to oznacza, że na placu zostaje tylko Benitez tak właściwie. Jedynie czas pokaże, czy to się potwierdzi.

wtorek, 15 maja 2012

Podsumowanie ośmiu ostatnich kolejek w Premier League


Bawiłem się w pisanie podsumowania po 10 kolejce klik, po 20 klik i po 30 klik, więc nie mogło zabraknąć podsumowania ośmiu ostatnich kolejek.


20-19 miejsce Blackburn i Wolverhampton po 3 punkty (średnia w porównaniu do poprzedniego okresu odpowiednio 0,375 do 1,4 i 0,375 do 0,5)

Forma jak na spadkowicza przystało, fatalna. Wolves jeszcze w miarę honorowo pożegnali się z ligą. Pamiętam bardzo emocjonalny moment, kiedy spadek został przesądzony. Może i wyniki były fatalne (nic się nie zmieniło w kwestii ostatniej wygranej, jeszcze za Micka MacCarthy'ego), ale zespół pożegnał się z uniesioną głową. Zwłaszcza w tym meczu ze Swansea (4-4) pokazali serce. Blackburn natomiast, cóż. Nie ma raczej sensu pisać więcej. Po 29 kolejce coś pękło w zespole i chyba już nikt nie mógł tego naprawić.

18-17 miejsce Aston Villa i Sunderland po 5 punktów (średnia odpowiednio 0,625 do 1 oraz 0,625 do 1,6)

W Sunderlandzie podejrzewam, że piłkarze dowiedzieli się kto zostanie na przyszły sezon, a kto się pożegna z zespołem. Dodatkowo po odpadnięciu z FA Cup nie było już o co walczyć, więc motywacja uleciała. Aston Villa natomiast, hmm. Najlepszym podsumowaniem jest dzisiejsza decyzja władz klubu i zwolnienie Alexa McLeisha. Niemoc w ofensywie straszyła po nocach. Tylko trzy razy zdobyli więcej niż dwie bramki. Dlatego chyba już nie miało znaczenia, że tak słabo Villa na własnym stadionie nie grała nigdy w swojej 138 letniej historii. Tak więc to było inevitable.

16-15 miejsce Bolton i Stoke po 7 punktów (średnia odpowiednio 0,875 do 1,3 oraz 0,875 do 0,9)

W przypadku Boltonu zabrakło bramek. Rok temu w ataku rozbijał się Darren Sturridge. Teraz liczono pewnie na to, że podobny efekt da sprowadzenie z Arsenalu Ryo Miyachiego. Nie dało. Chociaż nie da się ukryć, że zespół spadł na własne życzenie. W czterech ostatnich meczach trzy razy grali z zespołami, które o nic już nie walczyły tak właściwie. No i zakończyło się to trzema remisami. Wystarczyło tylko wygrać któreś z tych spotkań, no ale drużyna tego nie potrafiła. Stoke to historia związana ze zmęczeniem sezonem. Piłkarze rozegrali 56 meczów jak dobrze liczę i mieli prawo pod koniec sezonu grać gorzej.

14-13 miejsce Norwich i Swansea po 7 punktów (średnia odpowiednio 1 do 1,4 oraz 1 do 1,6)

W przypadku obu tych drużyn zagwarantowanie utrzymania się na przyszły rok spowodowało pewne rozprężenie. Można to zrozumieć, bo taki był cel postawiony przed sezonem. Dlatego Swansea przegrała cztery mecze pod rząd, a Norwich tylko jedna wygrana na siedem spotkań. No ale skoro się utrzymaliśmy, to skoncentrowanie się na meczach było trudne.

12 miejsce Liverpool - 10 punktów (średnia 1,25 do 0,8)

Poprawili się, ale to nie było trudne. Podejrzewam, że chcieli dogonić Everton w tabeli, ale zabrakło na to sił. Niepowodzeniem zakończył się też finał FA Cup. Ta wygrana w Pucharze Ligi rozbroiła nieco zespół i raczej nikt już nie mógł go poskładać. Pisze to po raz kolejny, ale nadzieja w tym, że za rok będzie lepiej.

11 miejsce West Brom - 11 punktów (średnia 1,375 do 1,4)

W końcówce chcieli zdobyć kilka punktów i pokazać, że wybór Roya Hodgsona na selekcjonera Anglii jest słuszny. W ostatnim meczu sezonu mieli pecha, bo przegrali przez swojego bramkarza, ale to nie miało znaczenia już.

10-9 miejsce Arsenal i QPR po 12 punktów (średnia odpowiednio 1,5 do 2,2 oraz 1,5 do 0,8)

QPR znalazł formę wtedy, kiedy to było ważne. W ostatnich dziesięciu meczach wygrali pięć razy. Z taką formą utrzymaliby się spokojnie i pewnie za rok pokażą coś specjalnego w lidze. Arsenal o mało co, a wyleciałby z miejsca dającego prawo gry w Lidze Mistrzów. Koniec był praktycznie równie nijaki, jak początek. Średnia z 10 pierwszych meczów to 1,6. Byłoby jeszcze gorzej, ale pomógł Marton Fulop, bramkarz West Brom, wrzucający sobie tak właściwie bramki za kołnierz.

8-7 miejsce Chelsea i Tottenham po 14 punktów (średnia odpowiednio 1,75 do 1,3 oraz 1,75 do 1)

Chelsea rozbija się w pucharach, więc liga siłą rzeczy zeszła na dalszy plan. Dlatego były dwie porażki, ale to zrozumiałe patrząc na to, kiedy rozgrywano mecze. Chelsea przetrwała ten maraton i został jej już tylko mecz sezonu w Monachium. Tottenham odzyskał formę po zamieszaniu z wyborem nowego selekcjonera. Będę się upierał, że to miało wpływ na zespół, gdyż jego siła brała się w głównej mierze z psychiki graczy. Tam było mniej taktyki, mniej drobiazgowego rozrysowywania miliona wariantów, ale piłkarze mieli po prostu wychodzić na stadion i pokazywać swój potencjał. Dlatego ten zespół jest tak wrażliwy na zamieszania pozaboiskowe. Teraz jego obecność w przyszłorocznej Lidze Mistrzów zależy od wygranej Bayernu. Chelsea, wygrywając finał, zabierze miejsce Spurs.

6 miejsce Newcastle - 15 punktów (średnia 1,875 do 1,7)

Pod koniec zabrakło chyba sił na to, by wedrzeć się na podium. Pięć punktów za Arsenalem, ale też trzy porażki w czterech ostatnich meczach. No ale to byli trudni rywale, będący w formie. Wigan, Manchester City i Everton. Tych drużyn jeszcze nie wymieniłem, a wygrana z Chelsea miała miejsce trzy dni przed finałem FA Cup i chyba piłkarze rywala szykowali się na ten właśnie mecz. Nie można jednak mówić o rozczarowaniu. Końcówka końcówką, ale sezon był bardzo udany.

3-5 miejsce Everton, Fulham i Manchester United po 16 punktów (średnia odpowiednio 2 do 1,6 i 1,3 oraz 2,8)

Everton tradycyjnie zanotował dobrą końcówkę sezonu. Grając tak od początku sezonu byłoby spokojnie miejsce w pierwszej czwórce. Jednak przygotowanie drużyny do rozgrywek jest pewnym problemem. Dlatego zawsze zespół wolno się rozkręca. W pierwszych dziesięciu kolejkach zdobywał średnio tylko punkt. Fulham kończy sezon bardzo mocno, co trochę dziwi. Mamy w pamięci przecież 14 spotkań w pucharach. Za rok powinno być więc jeszcze lepiej. Manchester United, tak. Cóż, przegrali walkę o tytuł. Dwie porażki (jedną bramką) i jeden remis o tym zdecydowały. Ciekawsze jest jednak to, że Czerwone Diabły przegrały z kretesem wojnę psychologiczną z Manchesterem City. Menedżer tej drużyny konsekwentnie powtarzał, że nie ma szans na wygranie ligi i presja zaczęła zjadać piłkarzy United. Stąd się wzięła porażka z Wigan, remis z Evertonem, czy bardzo niefortunna taktyka na mecz derbowy. Niby zabrakło niewiele, ale w rzeczywistości dość sporo, bo rywal uderzył w tych miejscach, w których teoretycznie nie miał czego szukać.

2 miejsce Wigan - 18 punktów (średnia 2,25 do 1)

Największe oczarowanie końcówki sezonu. Siedem wygranych z jedenastu ogółem odnieśli w dziewięciu ostatnich kolejkach. Pod koniec sezonu udawało im się praktycznie wszystko. Dlatego pozostanie w lidze nie było problemem. Jednak za rok trzeba troszeczkę bardziej uważać, bo może się nie udać. Po 29 kolejce wydawało się, że spadną. Trudne mecze w terminarzu, mało punktów. No ale kto mógł przewidzieć, że zawieje taki wiatr w żagle klubu.

1 miejsce Manchester City - 19 punktów (średnia 2,375 do 2,2)

Co ciekawe to nie był najgorszy okres sezonu dla zespołu. Gorzej szło w kolejkach 11-20, gdzie były dwie porażki i dwa remisy. Ale to się zamknęło średnią 2,0. Potem Manchester United złapał formę sezonu i wygrywał wszystko, a City po dwóch remisach przegrało z Arsenalem. Jednak nawet sam prezes klubu uznaje ten mecz za przełomowy. Po jego rozmowach z trenerem powstała drużyna zdolna do czynów wielkich. Po porażce z Arsenalem do końca sezonu straciła tylko trzy gole, z czego dwa w ostatnim meczu. Zdobyła osiemnaście. Końcówka spotkania z QPR w ostatniej kolejce przejdzie do historii. Narodził się zespół. Każda podróż zaczyna się od małego, pierwszego kroku i ten tytuł, te dwie bramki w ostatnim meczu, mogą stać się początkiem czegoś wielkiego. Wydaje się, że wszyscy wiedzą jak to osiągnąć, chociaż niektóre słowa wypowiadane przez prezesa można różnie interpretować. Mogłoby być różnie, gdyby zespół nie wygrał ligi, ale to i tak nie ma już znaczenia.

poniedziałek, 14 maja 2012

26 mgnień sezonu


Rzecz jasna mistrzowskiego sezonu Manchesteru City. Na początek zacznę jednak od pewnej dygresji. Wiele osób krytykuje wywalczenie tytułu przez zespół Citizens i niemal wieszczy upadek sportu. Od teraz mają rządzić już tylko pieniądze i nic więcej. Pamięć ludzka jest nie dość że krótka, to jeszcze bardzo zawodna. Chyba już nikt nie pamięta, jak Manchester United kupował (w ostatnim dziesięcioleciu), za każdym razem płacąc minimum kilkanaście milionów funtów Rio Ferdinanda, Wayne’a Rooneya, Michaela Carricka, Naniego, czy Dimitara Berbatowa. Różnica polega na tym, że władze klubu przyjęły inny model prowadzenia zespołu. Czerwone Diabły rozwinęły bardzo mocno marketing i mają bardzo duży stadion, a Citizens dostają te pieniądze od sponsora. To jednak nie ma znaczenia, bo o wynikach na boisku wciąż decyduje to, kto pieniądze wydaje najmądrzej, a nie to, kto wydał najwięcej. Wczoraj na Twitterze portal Sky Sports opublikował pewne ćwierknięcie. Wynika z niego, że koszt pierwszej jedenastki Manchesteru City wyniósł 161 milionów. Koszt pierwszej jedenastki Manchesteru United był wyższy o osiem milionów klik. Można co prawda powiedzieć, że City wydaje więcej. Płace, inni gracze którzy nie zmieścili się do składu i tak dalej. Tylko że to szukanie na siłę czegoś, do czego można się doczepić. Wiele osób kłuje w oczy bogactwo Citizens i fakt, że bogaty może więcej. Jednak tak jest wszędzie, a chyba nie chcemy kalki rozwiązań ze Stanów Zjednoczonych i czegoś w rodzaju draftu przed sezonem i budżetu płacowego. No dobrze, ale na temat. 

niedziela, 13 maja 2012

Podsumowanie sezonu 2011/2012 w Premier League



Sezon był, sezon się skończył. To takie najkrótsze podsumowanie. Szczerze mówiąc, nie lubię pisać wstępu do podsumowania. To co później, jakoś idzie, a na te pierwsze wersy zawsze brakuje mi weny. Może to lepiej, bo uwaga koncentruje się na tym, co ważne, a więc na podsumowaniu rozgrywek. Jakie one były? Na pewno ciekawe, bo sytuacja wielu klubów potrafiła zmieniać się z kolejki na kolejkę. Było dużo niespodzianek, pozornych zwrotów akcji, wreszcie dramatów i łez radości. Jeszcze tylko link do moich prognoz przedsezonowych klik i po kolei kluby:


poniedziałek, 7 maja 2012

37 Gameweek Premier League


Trochę niezręcznie pisać to przed najważniejszym meczem kolejki. W końcu dzisiejszy mecz Blackburn z Wigan najprawdopodobniej przesądzi spadek tego pierwszego zespołu z Premier League. Pytanie nie brzmi już czy, a kiedy Blackburn spadnie i może stać się to dzisiaj. Jednak nawet trzy punkty niewiele dadzą zespołowi, ba, nawet zwycięstwo w ostatniej kolejce na Stamford Bridge może niczego nie dać. No ale problemy Blackburn są konsekwencją całego sezonu.

sobota, 5 maja 2012

Finał Pucharu Anglii


Co tu pisać długie zapowiedzi, skoro wiadomo było, z jakich pozycji ruszają oba zespoły. Dla Chelsea to jedna bitwa w długiej serii spotkań ważnych, której ukoronowaniem będzie monachijski finał. Dla Liverpoolu ostatnia szansa na wyjście z tego sezonu z twarzą, bo zdobycie Pucharu Ligi to nie jest osiągnięcie, którym można się głośno chwalić. Ligi Mistrzów nie będzie, będzie Liga Europejska, a to nie to samo. No ale Puchar Anglii smakuje inaczej. Dlatego wygranie go jest tak wielką sprawą.

Rozpoczęła Chelsea. Pierwszy strzał oddał Didier Drogba po kilkunastu sekundach, ale to było bardzo dalekie od powodzenia. Potem gra była spokojniejsza, oba zespoły starały się uporządkować na boisku. W 11 minucie Chelsea zdobywa bramkę. Ramires, kontra, nie taka jak w Barcelonie, ale efekt ten sam. Błąd Jose Enrique, bo dał się objechać jak dziecko i zawodnik Chelsea nie mógł tego zmarnować. Zwłaszcza jak drugi błąd w prezencie dorzucił Pepe Reina, bo mógł się zachować inaczej w tej sytuacji (chyba nie mógł się zdecydować w którą stronę się rzucić i został pokonany strzałem w krótki róg). Błąd w środku pola i strata piłki to już małe piwo w tym wszystkim. Dwie minuty później mógł być remis, ale Branislav Ivanović zablokował strzał. Do końca pierwszej połowy mieliśmy więc Chelsea zadowoloną z wyniku i Liverpool nie mający żadnego pomysłu na zagrożenie bramce rywali.

To chyba kara za te gwizdy podczas hymnu w wykonaniu fanów Liverpoolu, bo The Reds bardzo słabiutko. Nie chodzi o błędy przy straconym golu, ale o brak jakiegokolwiek pomysłu na ofensywną grę. Nie ma po co wychodzić na drugą połowę, bo można tak próbować nawet i sto godzin bez efektu. Dlatego ta przerwa miała tak wielkie znaczenie dla Liverpoolu.

Tylko czy piłkarze Liverpoolu o tym wiedzieli? Po niemrawych atakach w 52 minucie Didier Drogba chyba zakończył ten mecz. Ósmy gol w ósmym spotkaniu na Wembley, zdobyta bramka w czterech finałach Pucharu Anglii. Jak odpowie Liverpool? Na boisku pojawił się Andy Carroll. I to on w 64 minucie strzela bramkę. Gdyby któraś z kontr The Blues zakończyła się trzecią bramką, to mielibyśmy po meczu. A tak jest nadzieja dla Liverpoolu, a sama bramka bardzo ładna. Po tym golu The Reds groźniejsi, ale to wcale nie oznaczało zagrożenia dla bramki Chelsea. W 82 minucie prawie gol, bo Petr Cech wybijał piłkę z linii na własną poprzeczkę. Piłka nie przekroczyła jednak całym obwodem linii bramkowej, więc to dobra decyzja arbitrów. Do końca meczu Chelsea nie pozwoliła na strzelenie drugiego gola, a Liverpool nie miał pomysłu co zrobić.

Podobno w okolicach stadionu były korki, ale żeby drużyna Liverpoolu przez nie spóźniła się ponad godzinę na mecz? Do bramki Carrola Liverpoolu tak faktycznie nie było. Chelsea może nie zagrała wielkiego spotkania, ale na The Reds to wystarczyło. Bohater meczu Petr Cech, bo gdyby nie wybronił w końcówce tego strzału Carrola na poprzeczkę, to wynik mógłby być inny. A do angielskiego napastnika można też mieć pretensje, bo gdyby został i dobił ten strzał, to byłoby 2-2. A tak ani nie pokonał Cecha (już to można nazwać kryminałem, bo to była setka), ani nie został na dobitkę, tylko pobiegł świętować gola, którego nie było. Dlatego Liverpool kończy sezon tylko z Pucharem Ligi. No a Chelsea, zdobywca Pucharu Anglii, pojedzie zdobywać Monachium, bo teraz liga krajowa nie ma już znaczenia.


Chelsea 2 – 1 Liverpool

1-0 Ramires 11’ (asysta Juan Mata)

2-0 Didier Drogba 52’ (asysta Frank Lampard)

2-1 Andy Carroll 64’ (asysta Stewart Downing)


Skrót (tradycyjnie na 101 Great Goals) klik.

czwartek, 3 maja 2012

Dwie kolejki do końca


Tak niewiele zostało nam do końca sezonu, a wciąż nie znamy odpowiedzi na tak wiele pytań. Nie wiemy kto zajmie pierwsze miejsce, kto 3, 4 i piąte. Dalej też nie wiemy, kto się utrzyma na następny sezon. No i właśnie od walki w dole tabeli zacznę, bo tam znamy już jednego spadkowicza.

Do zespołu Wolves dołączy najprawdopodobniej zespół Blackburn. Jedna wygrana na siedem spotkań i sześć porażek to zdecydowanie za dużo. Drużyna nie ma formy i nie ma też chyba pomysłu na to, jak się utrzymać. Następny mecz z Wigan trzeba wygrać, ale łatwe to nie będzie. Jednak nawet komplet punktów z tego meczu niewiele da. Potem i tak trzeba będzie szukać jakieś zdobyczy w Londynie z Chelsea. Szczerze mówiąc nie zapowiada się na szczęśliwy koniec, ale na własne tak właściwie życzenie.

O ostatnie miejsce spadkowe rywalizują cztery zespoły. Bolton ma niby łatwych rywali, bo nie rywalizujących o jakieś miejsce w lidze, a jednocześnie rywali preferujących dość fizyczny styl gry. No i forma zespołu też gdzieś uciekła. Potrzebne są dwie wygrane, ale nawet wtedy można spaść z ligi. Bardzo dużo zależy od rezultatów spotkań innych drużyn, a to nigdy nie jest dobra sytuacja.

Nadzieja w tym, że QPR będzie mieć gorszy finisz. Oni też muszą wygrać swój najbliższy mecz ze Stoke, ale potem wyjazd na Etihad zakończy się porażką. Bardzo trudno mi sobie wyobrazić, żeby Citizens stracili punkty na pożegnanie sezonu, nawet jak ten mecz nie będzie decydował o tytule. Ostatni punkt zdobyty na wyjazdach przez QPR to pierwszy luty. Ostatnia wygrana 19 listopada. Niby każda seria się kiedyś kończy, ale tutaj nie widać za bardzo argumentów na jej przerwanie.

Wigan jest z kolei praktycznie pewne utrzymania się. Co prawda piłkarze muszą dołożyć do tego trochę wysiłku, ale mają chyba najłatwiejszy z możliwych terminarz. Nawet jeśli nie zdobędą punktów z Blackburn, to podejmowanie spadkowicza na koniec sezonu jest wręcz marzeniem. To muszą być pewne trzy punkty.

Aston Villa z kolei, cóż, tu mam kłopot. Z jednej strony niby są za silni na spadek i mają trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Kolejny można dopisać z bardzo korzystnej różnicy bramkowej. Z drugiej, do końca sezonu mogą przegrać wszystko. Wtedy różnica bramkowa może nic nie dać. Będą musieli zdobyć minimum punkt z tych dwóch spotkań, ale to wydaje się bardzo trudnym zadaniem. Liczymy więc na innych.

Podobnie zacięta jest walka na szczycie tabeli. Jak już pisałem wcześniej, czwarta pozycja może nie dać prawa gry w Lidze Mistrzów, bo to ostatnie miejsce może zabrać dla siebie Chelsea wygrywając finał. Dlatego walczymy o trzecią lokatę w tabeli i mamy aż trzy drużyny.

Arsenal teoretycznie jest faworytem. Dwa w miarę łatwe mecze przed nimi powinny dać sześć punktów i podium na koniec sezonu. Ale, bo zawsze jest jakieś ale, zablokował się chyba Robin Van Persie. Bez jego bramek drużyna od razu osiąga gorsze wyniki, a jakiekolwiek straty punktów mogą się skończyć tragicznie dla Kanonierów. Liga Europejska to nie to samo, co Liga Mistrzów. Nie ten wabik dla graczy. Może się okazać, że Kanonierzy słabo zaczęli sezon i słabo go zakończą.

Tottenham z kolei ma chyba już wszystko co najgorsze za sobą. Piłkarze mogą się skupić na grze, bo zamieszanie z selekcjonerem Anglii jest już rozstrzygnięte. Mecze czekające drużynę też nie zapowiadają się jakoś trudno. Sześć punktów do końca sezonu nie jest niemożliwe, a tylko to tak właściwie daje cień szansy na Ligę Mistrzów.

Newcastle natomiast czeka mecz sezonu. Nie tylko dla klubu, ale tak właściwie dla całej ligi. Ich spotkanie z Manchesterem City rozstrzygnie najprawdopodobniej losy tytułu. Spotkają się dwie drużyny będące w formie, chcące wygrać i mocno zakończyć ten sezon. Sroki już i tak osiągnęły bardzo dużo. Zagrają za rok w Europie, nie wiadomo jedynie w jakim pucharze. Jednak sezon mogą zakończyć dwiema porażkami, bo czeka nie tylko Man City, ale też wyjazd na spotkanie z Evertonem. Jednak nawet te dwie porażki nie przekreślą tego, że jest to fantastyczny rok.

Citizens z kolei mają swój mecz stulecia. Może to przesada, ale jeśli tak, to bardzo delikatna. Mogą wygrać tytuł, jeśli pokonają Newcastle na ich boisku. Może to jest ten mecz, w którym Carlos Tevez zdobędzie tego najważniejszego gola dla klubu, gola przesądzającego wygraną. Najlepiej w końcówce, albo w doliczonym czasie gry. To byłoby piękne zwieńczenie historii o synu marnotrawnym, który wraca i w tym przypadku gwarantuje tytuł dla swojego zespołu. Chociaż wyzwanie jest bardzo trudne, Newcastle jest fantastyczną drużyną. Jednak drużyną, która czasami jest bardzo wrażliwa w defensywie. Jeśli Citizens to wykorzystają, to nic ich nie może zatrzymać w drodze do pierwszego miejsca.

Jest jednak pewna nadzieja dla Czerwonych Diabłów, nawet jak rywale zdobędą komplet punktów. W tym momencie Citizens mają osiem bramek przewagi, zakładając dwie wygrane możemy mieć plus 12 na przykład. Gracze United w tym sezonie cztery mecze rozstrzygnęli wynikiem 5-0, a raz potrafili wygrać sześcioma bramkami. Tak więc scenariusz, w którym Manchester United wygrywa tytuł odrabiając tak duże straty, nie jest czymś niemożliwym. Mało prawdopodobnym, ale nie można tego wykluczać.

Trudno też sobie wyobrazić, że już za 10 dni będziemy mieć koniec sezonu. Ostatnia kolejka 13 maja, wszystkie mecze zaczną się od szesnastej naszego czasu i kilka minut przed 18 będziemy już wszystko wiedzieć.

wtorek, 1 maja 2012

Derby Manchesteru


Ile się naczytałem przed tym spotkaniem jak ważny to pojedynek. Ile rozważań o zawodnikach, analiz taktycznych, przewidywań jak to się skończy. Twitter, subskrypcje w Google Reader, strona BBC i Sky Sports wręcz puchły od informacji, no można było zwariować. Tylko że to taki ważny mecz, taka stawka w grze, iż nie dziwiło takie zainteresowanie.

Zaczynają piłkarze Manchesteru City. Pierwszy korner dla United, ale potem tempo gry opadło. Widać było, że nikt nie chce popełnić głupiego błędu, więc gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Tylko że tam nie było ani miejsca, ani czasu na rozegranie jakiejś akcji. Z czasem przewagę zyskiwał Manchester City. Tylko nie przekładało się to na jakieś akcje podbramkowe. I tak zmierzaliśmy do przerwy, ale w doliczonym czasie gry rzut rożny. David Silva, dośrodkowanie, do piłki dochodzi Vincent Kompany i mamy bramkę. Minimalny błąd w defensywie, ale na takim poziomie to wystarczyło do straty gola. Przepchnięty obrońca? No ale skoro dał się przepchnąć, to popełnił błąd.

Tak więc w miarę nudnawa pierwsza połowa zakończyła się bramką. Dość niespodziewaną, bo nic nie zapowiadało tego, że któryś zespół strzeli gola. Jednak błąd w defensywie, bo nie powinno zostawiać się tyle miejsca rywalowi na piątym metrze przed własną bramką, pozwolił gospodarzom objąć prowadzenie. United nastawiony na remis, nie kwapił się do ataków, ale po przerwie musiał zacząć grać inaczej.

No ale nie zaczął. Dlatego zmiany. Pierwsza w 58 minucie i Danny Welbeck na boisku. Zmieniło to trochę obraz gry, bo goście zaczęli atakować coraz groźniej. Może dlatego NIgel De Jong pojawił się na boisku w 68 minucie. Co ciekawe zszedł Carlos Tevez. Goście dalej z delikatną przewagą, a gospodarze bardzo mądrze w defensywie i starali się kontrować. Emocje wybuchły po wejściu De Jonga w nogi Welbecka, bo skoczyli do siebie nawet menedżerowie. Od tego momentu City grało lepiej, przetrzymując piłkę z daleka od swojej bramki. Zmiany United nie dały spodziewanego efektu. Dlatego skończyło się wygraną gospodarzy. Skromną, jednobramkową, ale wygraną.

Słabo wypadł zespół gości. Tak właściwie bez jakiegokolwiek pomysłu na grę. Remis piłkarze Czerwonych Diabłów wzięliby w ciemno, ale nie upilnowali tego kornera, a potem nie wiem na co liczyli. Brakowało argumentów, przede wszystkim w środkowej strefie boiska. Yaya Toure to gracz meczu. W pojedynkę zrobił więcej, niż cała pomoc Manchesteru. No i właśnie tu leży przyczyna tego wyniku. City rozjechało tak właściwie swojego przeciwnika w linii pomocy. Według statystyk zero celnych strzałów gości. Dwa niecelne. Niczego w ten sposób nie da się ugrać. Rywalizacji o tytuł to nie zmienia za bardzo, bo Citizens w niedzielę grają w Newcastle. No ale jak tam wygrają, to QPR na koniec sezonu nie może być już przeszkodą. Nawet jeśli ten mecz będzie decydował o spadku tego zespołu.

PS Przypomniał mi się finał Ligi Mistrzów Barcelona – Manchester United. Tam też Czerwone Diabły grały dobrze przez pierwsze kilkanaście minut, a potem mecz kontrolował rywal. Tutaj było bardzo podobnie. Mogło skończyć się wyższym wynikiem, ale szczerze nie było takiej potrzeby.


Manchester City 1 – 0 Manchester United

1-0 Vincent Kompany 45+1’

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

36 Gameweek Premier League


Rywalizacja o czwarte miejsce może niczego nie dać zespołowi, który je ostatecznie zdobędzie. Jeśli Chelsea wygra finał Ligi Mistrzów, to zajmie jedno miejsce, a drużyna z czwartej pozycji będzie musiała obejść się smakiem. Nie mówiąc o tym, że sama Chelsea może wdrapać się na to czwarte miejsce i zakończyć jakiekolwiek rozważania. Co prawda zespół czeka jeszcze pięć spotkań, z czego cztery zapowiadają się na trudne, ale piłkarzy cementuje świadomość, że albo teraz, albo nigdy. 

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

35 Gameweek Premier League


Ważna kolejka z jednego powodu. Poznaliśmy pierwszego spadkowicza. Tylko że Wolverhampton bardzo mocno na to pracował w tym sezonie, więc to nie budzi zdziwienia. Problemem jest to, że takie wydarzenie może bardzo poważnie zaszkodzić klubowi. Nieudana walka o miejsca w górnej połówce tabeli nie kończy się z reguły takimi konsekwencjami. Natomiast nieudana walka o pozostanie w danej lidze, zakręcenie kurka z pieniędzmi, może zaowocować popadnięciem na lata w stan hibernacji w niższych ligach. Dlatego ta walka w dole tabeli jest taka ważna i intensywna.

środa, 18 kwietnia 2012

Premier League i punkty


Ostatnio w kilku miejscach spotkałem się ze stwierdzeniem, że 40 punktów gwarantuje pozostanie w lidze. Zbliża się końcówka sezonu, więc każdy chciałby wiedzieć, ile punktów zagwarantuje pozostanie w lidze. Tak samo ile punktów da tytuł, ile czwarte miejsce w lidze i tak można mnożyć. Tylko że takie dość kategoryczne stwierdzenie, że 40 na pewno wystarczy do utrzymania się, wzbudziło moją ciekawość. Dlatego korzystając ze strony Statto.com klik, postanowiłem sprawdzić to samemu. Ta tabelka jest tego efektem:



Co z niej wynika? Od sezonu 1995/96 (pierwszy z 20 drużynami w Premier League) 40 punktów nie dało utrzymania się w lidze na pewno trzy razy, a licząc dorobek siedemnastego zespołu, to mamy siedem takich zdarzeń (różnica bramkowa to bardzo ryzykowna zabawa, dlatego zawsze trzeba mieć plus jeden i się nie martwić o bramki). Stosunkowo wiele takich przypadków, jak na 16 sezonów. Dziewięć razy mniej niż 40 punktów wystarczyło do zajęcia miejsca siedemnastego, ale trudno robić z tego prawidłowość, skoro mamy tak właściwie pół na pół. Walka o pozostanie w lidze jest bardzo zacięta. Aż 10 razy na szesnaście sezonów różnica między 17 i 18 zespołem wynosiła trzy albo mniej punktów (w ostatnich latach cztery razy na pięć sezonów). Czyli jeden mecz, co jak na 38 rozegranych spotkań może sprowadzać się do jednego błędu arbitra czasami. Tylko dwa razy to było sześć punktów, albo więcej, czyli dystans dwóch spotkań.

Idźmy w górę tabeli. Rywalizacja o czwarte miejsce nie zawsze była walką o małe mistrzostwo Anglii, ale od sezonu 2000/2001 czwarty zespół ma szansę zagrać w Lidze Mistrzów, jeśli przebije się przez eliminacje. Dlatego różnica między czwartym, a piątym miejscem, zaczęła przeliczać się na duże pieniądze. Cztery razy zespoły dzielił tutaj dystans jednego meczu. Podobnie cztery razy było sześć, lub więcej punktów różnicy.

Walka o tytuł powinna również być zacięta, ale tak nie było. Tylko cztery razy decydować mógł jeden mecz. W ostatnich pięciu latach tak się zdarzyło dwa razy, więc to może sugerować, że różnice między zespołami się zmniejszają. Dwa razy tak wygrywał Manchester United, raz Chelsea, a raz Arsenal. Aż osiem razy różnica między liderem, a wiceliderem, wynosiła więcej niż sześć punktów. Jednak w ostatnich sześciu sezonach zdarzyło się to tylko dwa razy. Nie zapowiada się, że teraz będzie podobnie, bo oba zespoły z Manchesteru chcą mocno zakończyć sezon. Jeśli Czerwone Diabły wygrają wszystko do końca, to zakończą sezon z 94 punktami. Będzie to drugi wynik po fenomenalnym sezonie Chelsea, kiedy to zespół ustanowił wiele rekordów. Jeśli Manchester City przegra trzy mecze z czterech do końca, to zakończy sezon z 86 punktami. Aż osiem razy taki wynik dałby tytuł, tylko że w tym sezonie trzeba mieć więcej. Minimum 90, ale to pokazuje, jak bardzo zespoły z Manchesteru zdominowały całą ligę. Rekord piętnastu punktów przewagi drugiej drużyny nad trzecią w tabeli na koniec z sezonu 2006/07 jest zagrożony. Bo to, że prymat Londynu (dwie drużyny z tego miasta na czele Premier League, tak jak to było w 2004 i 2005) na pewno przeszedł do historii, już wiemy. Arsenal może mieć maksymalnie 76 punktów, a to nie da pozycji wicelidera.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

34 Gameweek Premier League


Kolejka w wersji mini, bo z uwagi na półfinałowe mecze w Pucharze Anglii rozegrano tylko pięć spotkań. Szóste będzie dzisiaj, ale jego wynik może mieć znaczenie tylko na dole tabeli. Pierwsze trzy miejsca w tabeli już są jasne. Arsenal, poza derbami z Chelsea, ma w miarę łatwe mecze, a jak dodamy do tego formę Robina Van Persiego, to nie ma wątpliwości, że Kanonierzy skończą na trzecim miejscu. A kto na drugim i pierwszym?


czwartek, 12 kwietnia 2012

33 Gameweek Premier League


Ech. Naprodukowałem się tworząc tę notkę klik, w której opisałem rywalizację o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. Minęło kilka dni i już można to wyrzucić do kosza tak właściwie. No ale co poradzę, że niektóre drużyny zapomniały jak się gra. Kryzys w tym momencie jest bardzo niedobrym znakiem. Wcześniej zawsze można było odrobić straty. Teraz już nie ma miejsca na pomyłki. W każdym meczu trzeba gryźć murawę i walczyć o trzy punkty.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

32 Gameweek Premier League


Przyspieszyliśmy i gramy bardzo często. Następna kolejka zaczyna się już dzisiaj, ale w tej zakończonej dostaliśmy znów kilka odpowiedzi. Co prawda nie znamy jeszcze dwójki pozostałych spadkowiczów (bo Wolves już spadli i cud się nie zdarzy), ale wiemy, kto zostanie mistrzem Anglii. Osiem punktów przewagi na sześć spotkań przed końcem to za dużo, żeby Manchester City odrobił tę stratę i dogonił sąsiada w tabeli. 

czwartek, 5 kwietnia 2012

Walka o Ziemię Obiecaną


Czyli Ligę Mistrzów, bo to przecież jest ta kraina szczęścia i pomyślności, do której każdy praktycznie klub zdąża cały długi sezon. To jest na pewno inna rywalizacja, niż ta o pozostanie w lidze. Konsekwencje niepowodzenia są mniejsze, niż w przypadku walki o pozostanie w lidze. Nie udało się w tym roku, spróbujemy w kolejnym. Odejdą wyróżniający się piłkarze? Jak siatka scoutów i szkolenie młodzieży w klubie działają dobrze, to znajdą się następcy. No a spadek z ligi może oznaczać pewien koniec. Dlatego jeśli rywalizacja o pozostanie w lidze bardzo często jest walką na śmierć i życie, tak rywalizacja o Ligę Mistrzów przypomina starcia najedzonych o deser. Fakt że ten deser jest bardzo prestiżowy, ale można bez niego się obyć. Wracając do rywalizacji o małe mistrzostwo Anglii. 

wtorek, 3 kwietnia 2012

Kto spadnie?


Oczywiście z Premier League. Do końca sezonu zostało nam siedem kolejek, a drużyn rywalizujących o to mało zaszczytne miano jest tak właściwie sześć. Tylko że jak szanse Aston Villi są najmniejsze, tak Wolves największe. Spróbuję jednak pobawić się w pewne przewidywania, bo to po pierwsze bardzo dobra zabawa, a po drugie zawsze można sprawdzić siebie. To chyba największa przyjemność z tego całego blogowania.

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

31 Gameweek Premier League


Jedna kolejka, a tyle odpowiedzi. Chyba już znamy mistrza Anglii i jednego spadkowicza. Co prawda siedem kolejek jeszcze przed nami, 21 punktów do zdobycia, ale wydaje się, że wszystkie karty w ręku ma Manchester United. Oczywiście Czerwone Diabły mogą zaprzepaścić szansę na pierwsze miejsce, ale wtedy przejdzie to do historii jako strata pewnego mistrzostwa. Manchester City traci szansę na tytuł troszeczkę na własne życzenie. 

środa, 28 marca 2012

Podsumowanie kolejek 21-30 w Premier League


Jak w tytule, podsumowanie kolejek 21-30. Zaczynamy tradycyjnie od dołu:


20 miejsce - Wolverhampton 5 punktów (minus cztery w porównaniu do poprzedniego okresu)

Mało punktów, jeszcze mniej bramek, już chyba zero nadziei na pozostanie w lidze. Ostatnia wygrana to czwarty luty. Najkrótsze podsumowanie, jakie ciśnie się na usta, to spadkowicz.

18-19 miejsce - QPR 8 punktów (plus trzy)

Problemem jest to, że zdobywają wciąż za mało punktów. Tylko dwie wygrane, z Wigan i Liverpoolem. Do tego sześć porażek. No i Djibril Cisse. Pięć meczów, trzy bramki, dwie czerwone kartki. W taki sposób można załapać się do pierwszej trójki w dole tabeli.

Liverpool - 8 punktów (minus osiem)

Zastanawiam się jaka byłaby reakcja mediów, gdyby to inny menedżer w tym klubie notował takie wyniki i tak niezręcznie się tłumaczył. Puchar Ligi to nie jest jakieś wielkie trofeum, ale na to chyba nikt nie zwraca już uwagi w zespole The Reds.

17 miejsce - Stoke 9 punktów (minus osiem)

Podejrzewam, że piłkarzy dopadło zmęczenie sezonem. W lutym, bo w pięciu ostatnich meczach zdobyli osiem punktów, więc ten kryzys już chyba za nimi.

13-16 miejsce - Aston Villa 10 punktów (minus jeden)

Aż szkoda słów. Myślałem, że będzie lepiej, a jest osiem punktów przewagi nad strefą spadkową i tak właściwie brak szans na to, żeby iść w górę tabeli.

Bolton - 10 punktów (bez zmian)

Mają jeszcze mecz zaległy, ale stracili zawodnika. Fabrice Muamba zszokował piłkę, gdy upadł w meczu FA Cup. Zespół wciąż czeka ciężka walka o pozostanie w lidze. Jak mam być szczery, będzie na pewno trudno.

Wigan - 10 punktów (bez zmian)

Można powiedzieć stabilizacja, ale w strefie spadkowej. Trudno będzie się utrzymać z takimi wynikami. Niby to tylko punkt straty, ale po 38 kolejkach to będzie oznaczać i tak jedno.

Tottenham - 10 punktów (minus trzynaście)

Mamy zwycięzcę w klasyfikacji kto stracił najwięcej. Możemy się zastanawiać co się stało, ale problem zapewnienia sobie miejsca dającego prawo gry w Lidze Mistrzów dalej jest aktualny. A jeszcze niedawno wydawało się, że zespół będzie walczył, ale nawet o tytuł.

11-12 miejsce - Fulham 13 (bez zmian)

Zespół ma problemy z ustabilizowaniem formy. Dobry wynik, potem słabszy. Seria wygranych, potem porażek. Może też brakować jakiegoś celu przed piłkarzami, bo sama środkowa strefa tabeli to za mało, żeby się mobilizować.

Chelsea 13 (minus pięć)

Takie mam wrażenie, że tutaj liczy się już tylko wywalczenie jakiegoś trofeum na koniec sezonu, a skoro w lidze to niemożliwe, to koncentrujemy się na pucharach. Liga Mistrzów i Puchar Anglii to dwie szanse. Dla niektórych graczy już chyba po raz ostatni w karierze.

8-10 miejsce - West Brom 14 (plus trzy)

Oni też mają problemy z ustabilizowanie formy, ale gromadzą konsekwentnie tyle punktów, że nie będzie spadku z ligi. Ale żeby walczyć o coś więcej, to są za słabi.

Norwich 14 (plus dwa)

Można powiedzieć, że się już utrzymali. Czternaście punktów przewagi nad strefą spadkową to bardzo bezpieczny dystans. Teraz co prawda może przyjść rozluźnienie, gorsze wyniki, ale najgorsze już chyba za nimi.

Blackburn 14 (plus sześć)

W tym okresie wygrali aż cztery razy, a jak weźmiemy pod uwagę ostatnich 12 meczów, to mamy pięć wygranych i 17 punktów. Teraz jedynym problemem będzie podtrzymanie tej formy, bo ona zapewni utrzymanie się w lidze.

5-7 miejsce - Swansea 16 punktów (plus pięć)

Praktycznie taki sam komentarz, jak przy Norwich. Maraton się praktycznie kończy, a do mety zostało już tylko kilka kroków. Raczej tego nie zepsują.

Sunderland 16 punktów (plus dwa)

A tutaj widzimy co potrafi dać zmiana menedżera, ale pod warunkiem, że zastępca zna się na swojej robocie. Sunderland konsekwentnie zdobywa punkty. Spadek z ligi, a kiedyś było takie zagrożenie, już nie jest aktualny.

Everton 16 punktów (plus dwa)

Bez wielkich fajerwerków, ale konsekwentnie gromadzą punkt po punkcie. W drugiej części sezonu tradycyjnie wyglądają lepiej, a zamieszaniu po transferach nie zostawiło większych śladów.

4 - Newcastle 17 punktów (plus sześć)

W tym zestawieniu jest ta upragniona Liga Mistrzów. Od połowy listopada do końca grudnia tak właściwie mieli gorszy okres, ale potem systematycznie gromadzą punkty. Bardzo ciekawie to wygląda. Zwłaszcza para napastników Demba Ba - Papiss Cisse.

2-3 - Manchester City 22 punkty (plus dwa)

Jest drugie miejsce w tabeli, ale nie dlatego, że City gra źle. To sąsiedzi grają rewelacyjnie. Piłkarze City zobaczyli co oznacza bycie liderem. Sytuacja, że rywal w bramce parkuje nie tylko autobus, ale również samolot, prom i większą część klubowych budynków stała się tak właściwie codziennością. Przewaga nad resztą ligi jest kolosalna, a pierwsze miejsce nie zostało jeszcze przegrane.

Arsenal 22 punkty (plus dwa)

Siedem kolejnych wygranych i już nawet nie są potrzebne bramki pewnego Holendra do wygrywania meczów. No ale zespół bardzo mocno zależy od Robina Van Persiego. 26 bramek i 10 asyst najlepiej o tym świadczy. Zobaczymy jednak, czy uda się utrzymać tę formę do końca sezonu.

1 - Manchester United 28 punktów (plus sześć)

To praktycznie wynik jak marzenie z dziesięciu spotkań. Tylko jeden remis, a tak same wygrane. Utrzymanie tego da tytuł mistrzowski i takie mam wrażenie, że Sir Alex Ferguson traktuje to bardzo poważnie. Na razie więcej atutów mają Czerwone Diabły. Łatwiejszy terminarz może sprawić, że mecz derbowy o niczym nie będzie decydował. Ale jak rywale teraz znajdą formę, a Czerwone Diabły ją stracą?