Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EURO 2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą EURO 2008. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 czerwca 2008

Subiektywne podsumowanie turnieju

Skończyło się, wreszcie, można powiedzieć. Mistrzostwa kontynentu mają jedną wadę - to jednak za dużo spotkań. W pewnym momencie przychodzi pewne znużenie, zwłaszcza że drużyna której się kibicuje, bezczelnie odpadła w fazie grupowej. Przez chwilę nawet prowadzenie bloga przestało mnie bawić, dobrze że akurat trafiła się przerwa. Zastanawiam się, co zapamiętam z tych finałów. Występ Polski na pewno, to w końcu debiut. Nieobecność Anglii. Turcję wracającą wciąż do gry. Oglądanie meczów w ciszy i skupieniu, z wyłączoną fonią. Triumfującą Hiszpanię i pewnie kilka innych momentów. Teraz pozostaje poczekać do 16 sierpnia, zaczyna się wtedy kolejny sezon Premier League. Po drodze będziemy mogli obserwować, jak polskie drużyny odpadają, khem, dobrze sobie radzą w europejskich pucharach.

Austria (13 miejsce)
Gospodarz, który jedyny punkt zdobył w meczu z naszą reprezentacją. Mogą żałować, że nie sprawdziła się pewna prawidłowość związana z Polską. Na dwóch poprzednich mundialach byliśmy w grupie z gospodarzem, który swój udział kończył w strefie medalowej. Teraz to nie zadziałało, może dlatego że to EURO. Trzecie miejsce w grupie było wszystkim, co realnie mogli osiągnąć, więc nie powinni być za bardzo rozczarowani.

Chorwacja (5 miejsce)
Pokonanie Niemców i awans z grupy w ładnym stylu. Już można było rezerwować miejsca na półfinał, ale na drodze stanęła Turcja, która przez cały turniej głównie się wskrzeszała. Teoretycznie z tej górnej połówki drabinki awans do półfinałów miały wywalczyć zespoły Portugalii i Niemiec. Skoro Chorwaci wepchnęli Niemców na Portugalczyków w ćwierćfinale, to powinni zająć to jedno zwolnione miejsce. W takim kontekście występ pozostawia lekki niedosyt.

Czechy (11 miejsce)
Odpadnięcie w fazie grupowej to rozczarowanie, tym bardziej że rękę do tego (dosłownie) przyłożył własny bramkarz. Petr Čech po tym strasznym urazie spadł z kategorii "golkiper niezwykły" do "golkiper dobry", który od czasu do czasu popełni jakiś błąd. Kontuzja, której nabawił się Tomáš Rosický, też nie pomogła. Awans do ćwierćfinału był blisko, ale defensywna i wyrachowana gra przegrała z żywiołowością Turcji. Na pocieszenie, nie tylko oni z tym przegrali.

Francja (15 miejsce)
Jak dla mnie to największe rozczarowanie turnieju. W końcu to wicemistrzowie świata, mający naszpikowany gwiazdami skład. Skończyło się jednak drugim Waterloo. Kto był winien? Jakoś tak łatwo wskazać selekcjonera. Mniej za powołania, bardziej za nieporadzenie sobie z nieobecnością Zidana. Sukcesy z ostatnich lat francuskiej reprezentacji są nierozerwalnie związane z osobą Zizou. Gdy on grał dobrze, to i zespół grał dobrze. Gdy grał źle, zespół zawodził. Gdy przeszedł na emeryturę zadaniem selekcjonera było opracować plan gry bez genialnego pomocnika, a to nie zostało zrealizowane.

Grecja (16 miejsce)
Mistrz Europy nie powinien odpadać w taki sposób. Może i mieli lepszą ekipę niż cztery lata temu, ale teraz już nikt nie dałby się nabrać na te same zagrania. Starali się grać ofensywnie momentami, ale na to byli za słabi. Z drugiej strony Olimp zdobyli cztery lata temu i już na stałe weszli do historii, więc trudno było oczekiwać, że w tym roku powtórzą to osiągniecie. Aczkolwiek upadek do Hadesu nie powinien się przytrafić.

Hiszpania (Mistrz Europy)
Co tu dużo dodawać, ich mistrzostwa, ich zwycięstwo. Grali równo przez całe finały, czasami szczęśliwie (mecz ze Szwecją czy Włochami), czasami fantastycznie (dwumecz z Rosjanami), a czasami bardzo dojrzale i odpowiedzialnie (finał). Jest chyba jednak jeden piłkarz, który się nie cieszy. To Raúl González, który stał się pewnym symbolem nieudanych finałów dla Hiszpanów. Oczywiście nie można sprowadzać wszystkiego do osoby napastnika Realu Madryt, ale fakty są takie, że jak jechał na finały w ostatnich latach, to Hiszpania nic nie osiągnęła. Gdy nie pojechał, co rozpętało wielką debatę, Hiszpania wygrała. Luis Aragonés tę bitwę wygrał.

Holandia (8 miejsce)
Fantastycznie zaczęli. 3:0 z mistrzami świata, którzy praktycznie nie istnieli w tym meczu. Potem kolejne zwycięstwo, tym razem nad wicemistrzami świata, odniesione w podobnym stylu. Na pożegnanie z fazą grupową pokonana została Rumunia, rezerwami. Ileż pochwał i komplementów padło po tych meczach pod adresem Oranje. Stali się głównym faworytem do tytułu, bo nie dość że wygrywali, to grali pięknie. Pytanie czy to Holandia była taka mocna, czy rywale tacy słabi, zostało upchnięte gdzieś na głębokim marginesie. Okazało się, że rację miał jednak Victor Piţurcă mówiąc, że najważniejszą zasadą w meczach z Holendrami jest: "nie pozwól, by jako pierwsi strzelili bramkę". Rosja to zrealizowała i wyeliminowała Holandię na etapie ćwierćfinału. Jak widać plan był prosty, trudne było jedynie znalezienie wykonawców.

Niemcy (2 miejsce)
Grali słabo, ile razy ja to słyszałem. Mimo tego doszli do finału i dopiero tam nie mieli nic do powiedzenia, chociaż porażka jedną bramką to nie jest zły wynik. Nie sprawdziły się moje przewidywanie przed finałem, nie zawiódł ani Jens Lehmann, ani Joachim Löw. Po prostu rywal był za silny, a nie Niemcy za słabi. Poza tym jak zwykle dobrze wypadli na wielkiej imprezie. Poza ME w 2004 roku, trzy razy meldowali się na podium w tym wieku (ale za to przegrali już dwa finały).

Polska (14 miejsce)
Rozbudzone nadzieje, hurraoptymizm, a na koniec rozczarowanie i nadrabianie zaległości w krytykowaniu Leo Beenhakkera. Polskie piekiełko w najczystszej postaci, co tego dochodzi jeszcze kompletne niezrozumienie tego, co Holender robi lub mówi. Trudno było oczekiwać, że mając tak słabych piłkarzy (okazało się, że tylko półtora zawodnika zasługiwało na wyjazd, Boruc i pół Rogera) uda się osiągnąć coś na turnieju. No cóż, pms zawsze może sobie ponarzekać na trenera i jego pracę, domagać się zwolnienia, ale jakby jej przedstawiciel był selekcjonerem, to EURO polscy piłkarze oglądaliby w telewizji.

Portugalia (7 miejsce)
To wina Luiza Felipe Scolariego, czy po prostu rywale byli za silni? Nie da się ukryć, że w momencie ogłoszenia decyzji o przejściu do Chelsea, Portugalia zaczęła przegrywać. Ja nie wierzę za bardzo w przypadki, po prostu ta wiadomość musiała wpłynąć na zawodników. Cristiano Ronaldo, który miał być motorem akcji zaczepnych, też miał zajętą głowę tym planowanym transferem do Realu i jakoś tak portugalski monolit nie okazał się na tyle twardy, by wygrać z niemiecką solidnością.

Rosja (4 miejsce)
Wypadli lepiej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać. Po bardzo słabym początku z meczu na mecz grali lepiej. Ich pech polegał na tym, że w drodze do finału spotkali się znów z Hiszpanią, która potrafiła z nimi grać (1:7 bilans bramek). Przyszłość przed nimi, mieli najmłodszy skład ze wszystkich finalistów, mają bardzo dobrego trenera i pieniądze Romana Abramowicza na stworzenie solidnych podstaw w kraju. Całkiem możliwe, że za kilka lat nikt nie zdoła pokonać rosyjskiej reprezentacji.

Rumunia (12 miejsce)
Przed mistrzostwami faworyt do zajęcia ostatniego miejsca w grupie, z dorobkiem zero punktów i bramek. Wykorzystując słabość rywali, może też pewne zlekceważenie, przed ostatnim meczem w grupie mieli wielką szansę na awans. Mogło być jeszcze lepiej (Adrian Mutu i jego karny), ale i tak przed meczem z Holandią mieli wszystkie karty w ręku. Nie wykorzystali jednak tego prezentu od losu i tak właściwie trudno ocenić ich występ. Z jednej strony nie mieli wielkich szans na awans z grupy, więc odpadnięcie nie jakąś sensacją. Z drugiej strony przed ostatnim meczem to oni mieli najlepszą pozycję, ale nie potrafili z niej skorzystać.

Szwajcaria (9 miejsce)
Drugi gospodarz turnieju, który odpadł trochę pechowo już po fazie grupowej. Dobra gra na poprzednim mundialu (cztery mecze, zero straconych bramek), kilku zawodników w silnych klubach, można było mieć w miarę realne nadzieje na awans z grupy. Kontuzja kapitana, Alexandra Freia już w meczu otwarcia, a potem pierwsze tureckie zmartwychwstanie sprawiły jednak, że Szwajcarów nie oglądaliśmy w ćwierćfinałach.

Szwecja (10 miejsce)
Podobna sytuacja jak czeskiego zespołu, różniąca się jednak kilkoma szczegółami. Przede wszystkim Zlatan Ibrahimović miał robić różnicę z przodu. Turniej układał się planowo, najpierw pokonanie Grecji, potem porażka z Hiszpanią wkalkulowana w bilans, choć nieco pechowa, ale na koniec mecz z Rosją, który nie zakończył się tak, jak planowano. Dla mnie osobiście to nie było żadne zaskoczenie, bo Rosjanie po prostu są lepsi. Pech Szwedów polegał na tym, że akurat padło na nich. Jednak nawet jakby wygrali i awansowali, to i tak skończyliby swój udział w ćwierćfinale.

Turcja (3 miejsce)
Jako jedni z nielicznych mogą być zadowoleni i dumni ze swojej postawy w finałach. Losowani z czwartego koszyka (jak Rosja), mający nie wyjść z grupy, ostatecznie odpadli w półfinałach. Pozostawili po sobie wspomnienie wspaniałych meczów, bramek w końcówkach, walki i żywiołowości. Można powiedzieć, że przechodzili kolejne szczeble dzięki szczęściu, ale przecież szczęście sprzyja lepszym, bo oni wiedzą, jak mu pomóc.

Włochy (6 miejsce)
Udało się wyjść z grupy, chociaż gdy do piłki ustawionej na 11 metrze podchodził Adrian Mutu w 81 minucie drugiego spotkania w fazie grupowej wydawało się, że Italia właśnie kończy swój udział w finałach. Gianluigi Buffon broniąc tego karnego natchnął swoich kolegów do pokonania Francji i stawiania oporu przez 120 minut z Hiszpanami, ale w tych drugich karnych niewiele już mógł zrobić. Po zwycięstwie dwa lata temu każde miejsce oprócz pierwszego jest rozczarowaniem, ale tak właściwie ćwierćfinał to wszystko, co można było zwojować przy takiej turniejowej drabince i w takiej formie.

Najlepszy strzelec: David Villa Hiszpania - cztery bramki
Jakby to ująć, z jednej strony nikt nie strzelił takiej samej, lub większej liczby bramek. Z drugiej, to trochę zawstydzające, że wszystkie bramki zostały zdobyte w dwóch pierwszych meczach, kiedy turniej był jeszcze w wieku szkolnym i większość ekip mogła marzyć o wywalczeniu tytułu. Statystycznie jedna bramka na każde 86.25 minuty to dobry wynik, chociaż to kolejne potwierdzenie tezy, że statystyki są jak bikini.

Najwięcej asyst: Cesc Fàbregas Hiszpania i Hamit Altıntop Turcja - trzy asysty
Hiszpan był efektywniejszy, asystował średnio co 117.3 minuty. Turek co 162.3 minuty. Nie mogę oprzeć się jednak wrażeniu, że asysty Altintopa były ważniejsze. Druga klasyfikacja indywidualna, znów Hiszpan na czele, nic dziwnego, że wygrali.

niedziela, 29 czerwca 2008

Hiszpania Mistrzem Europy!

Stało się. Wszystkie futbolowe prawdy, na których opierała się piłka w ostatnich latach dzisiaj legły w gruzach. Hiszpania wygrała, Niemcy przegrali, a niewykorzystane sytuacje się nie zemściły. Jak oglądałem mecz, to nie miałem wrażenia, że Hiszpania aż tak dominuje. Jedni i drudzy przeplatali okresy dobrej gry, ze słabszą. Jedni i drudzy potrafili zamknąć rywala na jego połowie i atakować kilka razy z rzędu. Jednak w statystykach ten mecz wygląda zupełnie inaczej. Niemcy cztery strzały, Hiszpania trzynaście. W celnych mamy wynik 1:7. Widać przewagę Hiszpanów, Niemcy zupełnie nie potrafili poradzić sobie z defensywą rywala. Tą samą, która w fazie grupowej sprawiała wrażenie kruchej i delikatnej, ale w fazie pucharowej zachowała trzy razy czyste konto. To właśnie stało się fundamentem sukcesu. W ataku swoje dołożył Fernando Torres i Hiszpania może się cieszyć z tytułu. Bez wątpienia zasłużonego.


Tak właściwie nie ma co więcej pisać o tym finale. Do momentu objęcia prowadzenia, ten mecz mógł się różnie potoczyć, ale gdy Torres trafił do siatki, to już było widać, że Hiszpania tego nie odda. Czekali na to 44 lata i po prostu nie mogli tego zaprzepaścić. Gra Niemców też mi się podobała, mimo niekorzystnego wyniku zastanawiam się, czy to nie był ich najlepszy występ w tych finałach. Kłopot polegał na tym, że z taką Hiszpanią, to nie było za bardzo jak wygrać. Zastanawiałem się jedynie, czy te niewykorzystane sytuacje się nie zemszczą, bo Niemcy powinni przegrać kilkoma bramkami, a tak do końca mieli szansę na uratowanie wyniku, doprowadzenie do dogrywki. Tym razem jednak się nie udało.


Statystyki meczu (legenda jak we wcześniejszych postach):











PS Szkoda mi Michaela Ballacka. Przegrał w tym sezonie cztery finały: Pucharu Ligi, Premier League, Ligi Mistrzów, a na koniec Mistrzostw Europy. Trzeba być niezwykle odpornym, żeby wytrzymać takie porażki.

PS2 Jeszcze tylko jutro małe podsumowanie i będzie po mistrzostwach, a wydaje się, że kilka dni temu Polska grała z Niemcami.

PS3 Ależ mnie irytuje ten nowy edytor. Dwa tysiące poprawek, żeby ten wpis wyglądał tak, jak ja chcę, a nie on.


Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

piątek, 27 czerwca 2008

Czas na finał!

No i EURO się kończy. Trochę szkoda, jednak po tylu meczach można odczuwać pewien przesyt piłką nożną. Na deser zostaje nam spotkanie finałowe. Trudno oczekiwać, że to będzie taki mecz, który przyćmi wszystko to co się stało do tej pory, czyli kapitalne interwencje Artura Boruca, tureckie powroty do gry czy holenderską piękną grę. Stawka spotkania jest tak duża, że może zabrać kibicom piękną grę, tym bardziej, że tych grających teoretycznie najpiękniej już nie ma.



Z jednej strony mamy zespół niemiecki. Można powiedzieć, że prezentowali się gorzej niż na mundialu, ale są w finale. Po drodze do niego pokonali Polskę 2:0, Austrię 1:0, Portugalię i Turcję po 3:2. Przegrali z Chorwacją 1:2 w swoim najgorszym występie na EURO. Słabe drużyny nie mogą grać w finale, więc całe to narzekanie na to, jak Niemcy grają jest trochę śmieszne. Z drugiej strony mamy grającą dobrze Hiszpanię, zaczynającą turniej od zdemolowania Rosji 4:1. Potem były dwa zwycięstwa 2:1 ze Szwecją i Grecją, w ćwierćfinałach jedyny mecz zakończony remisem, czyli 0:0 z Włochami. W półfinale znów rozbicie Rosji, tym razem 3:0. Teoretycznie nie było tego słabszego meczu, który musi się przydarzyć każdej drużynie, chyba że za taki uznamy mecz rozgrywany na treningu, w którym rezerwowy skład pokonał pierwszy. Jednak czy to ma znaczenie?




Wydaje mi się, że Niemcy dopasowują się stylem do przeciwnika, to znaczy jak do pokonania rywala wystarczy styl regionalny, to tak właśnie grają. Jak potrzebny jest poziom międzynarodowy, to Niemcy bez kłopotu go osiągają. Na tych mistrzostwach imponują skutecznością, Hiszpania strzeliła co prawda jedną bramkę więcej (11:10). ale potrzebowała do tego 83 strzałów. Niemcy tylko 54. Potrafią bardzo ładnie wykorzystywać szybkość Lukasa Podolskiego po lewej stronie, zdobyli w ten sposób dwie bardzo podobne bramki:



Nie znaczy to oczywiście, że uda się taka akcja z Hiszpanią, ale Sergio Ramos będzie musiał poświęcić więcej uwagi obronie i raczej nie będzie grał tak ofensywnie. Hiszpania ma na pewno przewagę w bramce, bo Iker Casillas to bez porównania lepszy golkiper od Jensa Lehmanna. Defensywa w ostatnich meczach też zaczęła grać lepiej, ostatnia bramka została stracona jeszcze w fazie grupowej. Niemcy natomiast w fazie pucharowej tracą dwie bramki na mecz. Jeśli Hiszpania podtrzyma tę tradycję, to nie sądzę, że Niemcy zdobędą trzy bramki. W meczach z Portugalią i Turcją pomagał im w pewnym stopniu golkiper gości. W finale to raczej nie jest możliwe. Pomoc też mają lepszą, chociaż takiego pomocnika jak Michael Ballack to, zaryzykuję stwierdzenie, w drużynie hiszpańskiej nie ma. Atak też mieli lepszy, ale wypadł z powodu kontuzji David Villa. Jeśli wystąpi za niego Cesc Fàbregas to paradoksalnie Hiszpanie będą jeszcze mocniejsi w linii pomocy. Jednak najważniejszym pytaniem przed tym finałem jest kwestia, czy Niemcy stać na zagranie dobrego meczu z wymagającym rywalem. Polska, Austria i Turcja były przed finałami zaliczane do najsłabszych zespołów w całym turnieju. Portugalia zrobiła wiele, by się wyeliminować samemu. Wychodzi na to, że jak na razie jedynym silnym rywalem była Chorwacja, a to nie wróży dobrze. Hiszpania musiała zmagać się z Rosją, Szwecją, Włochami, jakby nie patrzeć drużynami silniejszymi od rywali, jakich mieli Niemcy. Jednak w finale to nie będzie miało wielkiego znaczenia, chociaż wydaje się, że z większą motywacją do gry przystąpią Hiszpanie. 44 lata po największym sukcesie reprezentacji jest szansa na powtórzenie tego osiągnięcia i przełamanie serii niezbyt udanych występów. Myślę, że tak się właśnie stanie, Hiszpania wygra finał. Może niekoniecznie w 90 minutach, ale powinna udowodnić, że jest w tym momencie lepsza od Niemców.


Statystyki Powered by Castrolindex.com

czwartek, 26 czerwca 2008

Rosja - Hiszpania 0:3

Nie było rewanżu za mecz w fazie grupowej, znowu górą była Hiszpania. Kto by pomyślał że José Mourinho trafi ze swoją prognozą. Do momentu strzelenia pierwszej bramki, ten mecz był bardzo równy, obie drużyny stwarzały sobie sytuacje. Kłopot polegał na tym, że Rosjanie nie potrafili uderzyć celnie w światło bramki (pierwszy taki strzał to okolice 88 minuty). Gdy Xavi zdobył gola, to Hiszpanie mogli zacząć grać z kontry, a Rosjanie musieli zmagać się z atakiem pozycyjnym. Jakoś nie dziwi, że padły kolejne bramki. Te ostatnie minuty to już wyczekiwanie na eksplozję radości wśród Hiszpanów i próby zdobycia bramki honorowej przez Rosjan.
Rosja rozczarowała, ten mecz z Holandią to był jednak jednorazowy wybuch formy. Hiszpańska defensywa zagrała znakomicie, rosyjski atak praktycznie nie istniał. Szkoda mi Davida Villi, doznać kontuzji w momencie wykonywania rzutu wolnego, po prostu pech. Mam nadzieję, że się wyleczy do finału i w nim zagra (dodane: wychodzi na to, że jednak nie). Jeśli miałbym kogoś wyróżniać po tym meczu, to nagrodę dostałaby formacja defensywna i defensywni pomocnicy Hiszpanii. Ten mecz Hiszpania wygrała obroną, choć wynik może świadczyć o czym innym. Teraz czekamy na finał.

Statystyki meczu:


kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki

Liczba i procent celnych podań:



Przebiegnięte metry:



Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

Niemcy - Turcja 3:2

Awans Niemców nie jest zaskoczeniem, ale że musieli odwołać się do tureckiego sposobu wygrywanie meczów? Od samego początku to oni wyglądali jak drużyna mająca spore problemy kadrowe (siedmiu zawodników na ławce Turcji, z czego nie wszyscy najprawdopodobniej zdrowi). Gdy w 13 minucie Kazim trafił w poprzeczkę, wydawało się, że to podziała jak dzwonek ostrzegawczy na Niemców. Nie podziałało, kilka minut później stracili bramkę, bo zaspała obrona. Zastanawiałem się, jak długo taki wynik się utrzyma, bo to w końcu nie było coś, co było w scenariuszu na ten dzień. Cztery minuty, bo Mehmet Topal bardzo biernie zachowywał się we własnym polu karnym. Tylko że potem na następną bramkę czekaliśmy prawie godzinę. Nie padłaby ona, gdyby Rüştü Reçber nie popełnił błędu. Wyszedł z bramki, by złapać dośrodkowanie gdzieś na 14-15 metrze. Miroslav Klose go wyprzedził i trafił do pustej bramki. Gdyby turecki bramkarz został na linii, to bramki by nie było. Wydawało się, że jest po meczu, ale tym razem błąd popełnili Niemcy. To chyba Philipp Lahm dał się ograć po lewej stronie i pozwolił dośrodkować, a bramkarz i reszta defensywa zbyt biernie czekała na piłkę. Wydawało się, że zmierzamy do dogrywki, ale Niemcy przeprowadzili wtedy chyba najlepszą akcję meczu. Włączył się Lahm, wymienił podania z Thomasem Hitzlspergerem i spokojnie pokonał tureckiego bramkarza.
Podsumowując, Turcja grała świetnie, to chyba był ich najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Michael Ballack? To on grał? Rzadko który zespół jest w stanie tak zminimalizować niemieckiego pomocnika. Jedyne co można zarzucić Turkom to nieskuteczność pod bramką rywala. Natomiast Niemcy wygrali skutecznością, trzy strzały w światło bramki, trzy gole. O reszcie lepiej nie mówić, ale w piłce decydują bramki i tylko bramki. Tak więc Niemcy, którzy grają słabo, nieciekawie, jeszcze kilka negatywnych epitetów, są w finale. Chciałbym, żeby kiedyś Polska zagrała w taki sposób, niby słabo, ale jednak dochodząc do finału.

Statystyki meczu:


kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki


Liczba i procent celnych podań.


Przebiegnięte metry.

PS Wystarczyła burza, żeby nie było transmisji. Jak się okazuje, na świecie było jeszcze gorzej.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

środa, 25 czerwca 2008

Półfinały!

Niemcy - Turcja
Ilość kontuzji i zawieszeń, z którymi musi się zmagać Fatih Terim (Emre Aşık, Tuncay Şanlı, Volkan Demirel i Arda Turan nie zagrają z powodu kartek; Nihat Kahveci, Emre Güngör, Servet Çetin, Tümer Metin i Emre Belözoğlu najprawdopodobniej nie zagrają z powodu urazów) nie pozostawia złudzeń. Czwarty raz Turcja nie uratuje się w cudowny sposób przed porażką. Nawet mając wszystkich tych zawodników Turcja nie byłaby faworytem, a teraz zwycięzca tego meczu wydaje się oczywisty. Jedyna nadzieja w tym, że Niemcy zlekceważą swojego rywala, ale na to za bardzo bym nie liczył. Trudno oczekiwać, że nasi zachodni sąsiedzi, stojąc przed tak wielką szansą i pamiętając o Chorwacji, odpuszczą choćby w minimalnym stopniu ten mecz. Szansa na finał jest bardzo duża, mimo tego że obecna kadra nie gra tak samo, jak na mundialu dwa lata temu. Co z tego, skoro są 90 minut od najważniejszego meczu na mistrzostwach. Żeby zabezpieczyć się przed kolejnym tureckim powrotem (w końcu nie ma co kusić losu), Niemcy postarają się strzelić dwie-trzy bramki, może nawet w pierwszej połowie. Czegoś takiego Turcy na pewno nie będą w stanie odrobić.

Rosja - Hiszpania
Jeśli pierwszy półfinał nie dostarczy emocji, to musi to zrobić drugi. Nie wiem dlaczego, ale pierwsze skojarzenie jakie mam patrząc na tę parę półfinałową, to mistrzostwa świata w 1954 roku. Za Hiszpanię podstawiamy Węgry. Za Rosję Zachodnie Niemcy. W grupie Węgrzy wygrali 8:3 ze swoim rywalem. W finale po 8 minutach prowadzili 2:0. Ostatecznie przegrali 2:3. Teraz są pewne różnice, ale wydaje się, że ogólny wzór jest bardzo podobny. Powiedzieć o tym meczu przedwczesny finał, to tylko stwierdzić oczywistość. Drugi pojedynek Rosji i Hiszpanii powinien mieć miejsce w finale, a nie w półfinale, niestety drabinka jest tak skonstruowana, że te dwie drużyny zmierzą się już teraz. Wydaje się, że faworytem są Hiszpanie, ale zwycięstwo w fazie grupowej, choć okazałe, nie ma żadnego znaczenia. Nie było wtedy Andrieja Arszawina, a David Villa rozegrał wówczas swój najlepszy mecz na tych mistrzostwach. Ogólnie Hiszpania bardzo dobrze zaczęła, strzelając cztery bramki, ale potem wydaje mi się, że grała z meczu na mecz słabiej (rozbicie Rosji, zwycięstwo w ostatnich minutach ze Szwecją, z Grecją grały rezerwy, mecz z Włochami emocjonujący, ale Hiszpanie nie potrafili przebić się przez włoski blok obronny). Rosja odwrotnie, zaczęła od bolesnej porażki, potem z trudem pokonała Grecję, Szwecję, by pełnię możliwości zaprezentować w spotkaniu z Holandią. Właśnie, pełnię. Jeśli to był jednorazowy przebłysk formy powiązany ze słabszym dniem Holandii, to nie ma szans na ogranie Hiszpanii. Jednak jeśli Rosję stać na zagranie na takim poziomie jak z Holendrami, albo jeszcze lepszym, to awansują do finału. Wydaje mi się, że hiszpańska defensywa może mieć spore problemy z grającymi ofensywnie rosyjskimi napastnikami i pomocnikami. Hiszpania w każdym meczu traciła bramkę na tym turnieju, poza ćwierćfinałem, ale Włosi swojej szansy szukali w defensywie. Z Rosją będzie inaczej, nie wyjdą schowani za murem obrońców i defensywnych pomocników, będą starali się grać ofensywnie. Hiszpania z takim rywalem do tej pory nie grała. Wiadomo że pierwsza była Rosja, ale to był zupełnie inny zespół niż teraz. Szwecja, Grecja i Włochy koncentrowały się na uważnej grze w tyłach, nie testowały za mocno, jak silna jest hiszpańska defensywa. Rosja będzie ją sprawdzać od pierwszej minuty i to, jak sobie poradzą hiszpańscy defensorzy jest kluczowe dla losów półfinału. Jeśli ofensywne zapędy rosyjskich zawodników uda się ograniczyć do jednej, a najlepiej żadnej bramki, to awansują Hiszpanie. Jednak jeśli Rosja obejmie prowadzenie, może to być początek końca Hiszpanii, bo Rosjanie grając z kontry są w stanie zniszczyć każdy zespół. Najgorsze co można zrobić, to pozwolić im grać szybki atak. O ile w tym pierwszym półfinale łatwo wskazać, kto awansuje, tak w drugim jest to bardzo trudne. Będą najprawdopodobniej decydować detale, kto popełni w tym dniu mniej błędów, ten awansuje.

Mój typ na finał: Niemcy - Rosja

poniedziałek, 23 czerwca 2008

Hiszpania - Włochy 0:0 (4:2 w karnych)

Cały mecz można podsumować w dwóch zdaniach. Hiszpania miała optyczną przewagę i częściej atakowała, Włosi natomiast starali się strzelić bramkę po kontrze. O wyniku rozstrzygnęły rzuty karne. Tylko że takie suche podsumowanie nie odda emocji z tego meczu. Hiszpanie zdecydowanie bardziej chcieli, ale nie mogli przebić się przez włoską defensywę. W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, co Hiszpanie muszą zrobić, by dostać rzut karny lub wolny w okolicy włoskiego pola karnego. Herbert Fandel podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, nie reagując moim zdaniem wtedy, kiedy Włosi faulowali. W ofensywie Italia nie pokazała niczego szczególnego, starając się głównie wykorzystać wzrost Luci Toniego. Nie powiem, kilka razy musiał interweniować Iker Casillas, ale tak ogólnie to dużego zagrożenia pod jego bramką nie było. No i w taki mniej więcej sposób piłkarze dograli najpierw do dogrywki (już trzecia w tych finałach), a potem do serii jedenastek. Zdziwiłem się jedną zmianą w zespole Hiszpanii. Fernando Torres miał w końcu bardzo udany sezon w Anglii i może ta impreza nie do końca mu się udaje, ale ja bym go nie zdejmował, tym bardziej że Daniel Güiza, który go zastąpił, nie wykorzystał karnego. Może hiszpański selekcjoner zauważył, że Torres słabnie, bo coraz mniej biegał. A same jedenastki? No cóż, tym razem Gianluigi Buffon wybronił tylko jedną. Iker Casillas dwie i to jest właśnie cała różnica przesądzająca o wyniku.
Stało się tak, jak pisałem, czwarta drużyna awansująca z pierwszego miejsca w grupie nie odpadła. Będzie też rewanż za mecz z fazy grupowej, chociaż chyba nie do końca taki, jak chcieliśmy, bo ewentualny pojedynek Holandii i Włoch wydawał się być bardziej emocjonujący. Tylko że wysokie zwycięstwo Hiszpanii z Rosją w grupie niczego nie przesądza. To w końcu będzie inny mecz, inny scenariusz, a czy inny zwycięzca przekonamy się w czwartek. Teraz dwa dni przerwy, w sam raz na ochłonięcie po emocjach ćwierćfinałowych.


Statystyki meczu:

kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

niedziela, 22 czerwca 2008

Holandia - Rosja 1:3 (po dogrywce)

Największa sensacja mistrzostw. Holandia, która czarowała w fazie grupowej, stłukła Włochy i Francję, a potem rezerwami Rumunię, przegrała z Rosją. Pisałem że to będzie najważniejszy sprawdzian, bo za fazę grupową nie daje się medali, a dobre wrażenie nie ma znaczenia. Pisałem również że Rosję stać na sprawienie niespodzianki i nie zawiodłem się. Po prostu Rosjanie zagrali dzisiaj świetnie. Zupełnie zneutralizowali ofensywne poczynania swojego rywala. Co z tego że Holendrzy oddali 28 strzałów na bramkę Igora Akinfiejewa, jak tylko trzy z pola karnego. Jeden został zablokowany, jeden niecelny, a jeden zamieniony na bramkę. Rosjanie oddali siedem strzałów z holenderskiego pola karnego, co pokazuje na ile pozwala pomarańczowa defensywa. Wniosek jest prosty, słaba obrona plus słaby atak musiały dać porażkę. Porażkę która powinna nastąpić w regulaminowym czasie gry, jednak Ruud van Nistelrooy wykorzystał pewne zagapienie się rosyjskiej defensywy. Mając z przodu Andrieja Arszawina można jednak popełniać takie błędy. Rosjanin zagrał kapitalny mecz, zupełnie przyćmił holenderskich zawodników, zgarnął nagrodę dla gracza meczu i bez niego trudno sobie wyobrazić awans Rosji. Dla mnie bohaterem był jednak Jurij Żirkow. Po pierwsze biegał dużo (14577 metrów). Po drugie biegał szybko (31.32 maksymalna szybkość biegu, ale praktycznie cały mecz nie schodził poniżej pewnego poziomu). Po trzecie ciągle szturmował lewą stroną.

Podsumowując, Rosja znakomicie, oni grali jak Holandia. Ľuboš Micheľ także na plus, wycofał się z decyzji o pokazaniu drugiej żółtej kartki Denisowi Kołodinowi. Tam nie było faulu. Guus Hiddink fantastycznie rozpracował sposób gry Holendrów, to była zupełnie inna drużyna niż we wcześniejszych spotkaniach. Można mówić, że mieli słabszy dzień, ale ja myślę, że po prostu Rosjanie grali tak dobrze, że Holendrzy nie mogli zaprezentować się inaczej. Wielgachny minus przy całej ekipie Oranje. Właściwie tylko Edwin van der Sar grał na swoim poziomie, ale i tak został trzy razy pokonany. Cała reszta zawodników zupełnie nie przypominała tych graczy, którzy wręcz upokorzyli mistrzów świata.

Statystyki meczu:


kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki

PS To trzecia drużyna która awansowała z pierwszego miejsca w grupie, ale już zakończyła udział w turnieju. Coś czuję, że czwartej nie będzie.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

sobota, 21 czerwca 2008

Chorwacja - Turcja 1:1 (1:3 w karnych)

To był ten nudny mecz, który skończył się karnymi. Przez 120 minut oba zespoły atakowały, ale nie mogły znaleźć sposobu na pokonanie bramkarza rywala. Początkowo Chorwaci przeprowadzali bardzo ciekawe akcje lewą stroną za sprawą Danijela Pranjića, ale w momencie gdy Turcy przesunęli zawodników, autostrada po tej stronie boiska została zamknięta. Niby Chorwaci mieli lepsze okazje do strzelenia bramki, zwłaszcza że Turcja na początku grała bardzo defensywnie, ale wypracowanie sobie okazji to dopiero połowa sukcesu. Turcy powinni mieć rzut karny, ale sędzia go nie odgwizdał. Trochę dziwne, bo w innych sytuacjach Roberto Rosetti bardzo często przerywał grę, co bardzo negatywnie wpłynęło na płynność rozgrywania ataków. Najciekawszy moment w drugiej połowie zdarzył się koło 63 minuty, wyszedłem zrobić sobie herbatę. Potem było wyczekiwanie, najpierw na dogrywkę, potem na rzuty karne. Wydaje mi się, że lepiej wyglądali Turcy, tak jakby rywalom brakowało już trochę sił. Ten dość nudny mecz skończył się jednak prawdziwym trzęsieniem ziemi. Chorwacja wychodzi na prowadzenie w 29 minucie dogrywki. Ivan Klasnić pokonał Rüştü Reçbera. Wydawało się koniec meczu, awans Chorwacji. Nic z tego, Turcy znów się podnieśli w wydawało się beznadziejnej sytuacji. W drugiej minucie doliczonego czasu gry Semih Şentürk wyrównał. Tak więc karne, ale po niespodziewanych emocjach.

W konkursach jedenastek o wyniku decydują detale. Takie jak pudło Luki Modricia w pierwszej serii. Ten który strzelił pierwszą bramkę dla Chorwacji w turnieju, zawiódł teraz. Gdy spudłował Ivan Rakitić, Chorwacja potrzebowała gigantycznego cudu. Cudu nie było, Reçber obronił strzał Mladena Petricia i tak Chorwacja odpadła z turnieju. Zaskoczenie? Czy ja wiem, piorun uderzył trzeci raz w to samo miejsce, więc o jakim zaskoczeniu można tu mówić.

Statystyki meczu


kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki

PS Od razu widać, że była dogrywka. Darijo Srna 14153 metry, ośmiu innych graczy przekroczyło granicę 10 kilometrów. U Turków najwięcej nabiegał się Hamit Altıntop 14216 metrów, siedmiu innych graczy przekroczyło 10 kilometrów. Obie drużyny przebiegły w sumie 275 kilometrów i 23 metry, aż trudno w to uwierzyć patrząc na mecz. Nigdy nie sądziłem, że to może być aż taki dystans.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

czwartek, 19 czerwca 2008

Portugalia - Niemcy 2:3

Na szczęście się pomyliłem, pisząc że to będzie najsłabszy ćwierćfinał pod względem emocji czysto piłkarskich. Nie było tak źle, głównie dzięki Niemcom, bo Portugalia rozczarowała. Po spokojnym początku i groźniejszych atakach Portugalczyków do głosu doszli Niemcy. I to jak. Ładna wymiana podań na lewym skrzydle, Lukas Podolski dokładnie dośrodkowuje, a Paulo Ferreira zgubił Bastiana Schweinsteigera który władował piłkę do siatki. Nic dziwnego, że Chelsea chce sprzedać portugalskiego defensora. Po czterech minutach zrobiło się 2:0, tym razem po błędzie całej defensywy, która nie złapała na pozycji spalonej Miroslava Klose. Luiz Felipe Scolari stara się ratować mecz, zmienia João Moutinho w 31 minucie i wprowadza z ławki Raula Meirelesa. Wydaje się przynosić to efekty w 40 minucie, kiedy Nuno Gomes strzela kontaktową bramkę. W drugiej połowie Portugalczycy się starali, ale trzeci gol dla Niemców (po faulu Michaela Ballacka na Ferreirze; swoją drogą Scolari przewidział, gdzie Niemcy będą najgroźniejsi, tylko że niewiele mógł z tym zrobić, w końcu nie sprawi, że jego piłkarze staną się nagle wyżsi) to już było za dużo. Hélder Postiga strzela co prawda bramkę, ale to już takie trafienie pocieszenia. Nie można było spodziewać się tego, że Niemcy dadzą się dogonić. Cofnęli się we własne pole karne, pozwolili Portugalczykom rozgrywać atak pozycyjny praktycznie na linii własnego pola karnego, ale jednocześnie nie dopuszczali ich na czyste pozycje do oddania strzału, a z dośrodkowaniami radzili sobie obrońcy.
Pokonując Portugalię Niemcy wysłali bardzo mocny sygnał, że dalej liczą się w walce o tytuł. Mimo tego że Joachim Löw musiał odcierpieć karę odsunięcia od drużyny na czas meczu, rywal został pokonany dość pewnie. Co prawda to tylko jedna bramka różnicy, ale Portugalia cały praktycznie mecz musiała gonić. Zrehabilitował się za czerwoną kartkę w meczu grupowym Bastian Schweinsteiger (gol i dwie asysty). Portugalia zawiodła, widać że ogłoszenie odejścia Scolariego do Chelsea było błędem, bo to najprawdopodobniej był jeden z czynników, które miały wpływ na postawę drużyny. Nie sądzę, że to przypadek, iż drużyna wygrała dwa pierwsze mecze, a po ogłoszeniu przez Scolariego objęcia posady w Chelsea, przegrała dwa kolejne. Cristiano Ronaldo też nie pokazał takiej magii, jak w meczach Premier League. No cóż, wiadomo było, że jeden z faworytów odpadnie, ale większość osób spodziewała się porażki Niemców, którzy dość nieszczególnie prezentowali się w fazie grupowej. To jednak jest drużyna turniejowa, która w tym momencie jest o krok od finału i grając tak skutecznie, powinna go osiągnąć.

Statystyki meczu (kliknąć żeby powiększyć):

kolejno bramki, strzały razem, strzały niecelne, celne i zablokowane, popełnione faule, kartki żółte, czerwone, spalone, rzuty rożne, posiadanie piłki


Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

Czas na ćwierćfinały

Skończyła się zabawa, oddzielono już chłopców od mężczyzn, słabych od silnych, zaczyna się poważna gra. Teraz już nie ma miejsca na błędy czy słaby mecz. W fazie grupowej niektórym drużynom udało się wybrnąć z kłopotów, mimo że przegrały pierwsze spotkanie, teraz już się to nie powtórzy (właściwie tylko z naszej grupy nikt tego nie dokonał; Turcja, Włochy i Rosja zaczynały od porażek, można powiedzieć, że dotkliwych). Faza grupowa rozbudziła nasze oczekiwania, bo wygrywały drużyny grające ofensywnie, starające się strzelać bramki, a będąca synonimem nudnej, defensywnej gry Grecja nie zdobyła nawet punktu. Teraz oczekujemy tego samego. Dwa rewanże za mecze grupowe też byłyby miłe.


Portugalia - Niemcy
Mam dziwne wrażenie, że to będzie najsłabszy ćwierćfinał pod względem emocji czysto piłkarskich. Niemcy pomału zapominają przemianę, którą zafundował im Jürgen Klinsmann. Polskę pokonali, ale Chorwacja boleśnie ich pokonała, obnażając wszelkie słabości. Gdyby nie to, że z drugiej strony będzie Portugalia, to w miarę pewne wydawałoby się odpadnięcie naszych zachodnich sąsiadów z turnieju. Portugalczycy jako jedyni liderzy grupy przegrali trzeci mecz, w którym generalnie prezentowały się rezerwy. Owszem, to może być nie mający znaczenia epizod albo początek kryzysu. Wiadomo, że selekcjoner po finałach odchodzi prowadzić Chelsea i trudno powiedzieć, jaki to będzie miało efekt na piłkarzy. W końcu po poinformowaniu o tym drużyny, ta przegrała ze Szwajcarią. Na mecz z Niemcami trzeba wrócić do formy, mam nadzieję że nie takiej, jak w meczu Holandią na ostatnim Mundialu, który dorobił się miana bitwy o Norymbergę. Dziewięć żółtych i dwie czerwone kartki ujrzeli wtedy Portugalczycy, rywale tylko dwie żółte mniej i mimo że popełniono tylko 25 przewinień, to niemal każde zasługiwało na upomnienie. Obawiam się, że w dzisiejszym meczu będzie podobnie, wiele fauli, emocji, ale pięknych akcji i bramek niewiele. Najprawdopodobniej skończy się rzutami karnymi, a tutaj pewną przewagę mają Portugalczycy, ale nie należy zapominać, że karne to w gruncie rzeczy loteria.

Chorwacja - Turcja
Dość zaskakująca para ćwierćfinalistów, z takim dość pewnym faworytem. Jeśli Chorwacja zagra tak jak z Niemcami, to powinna spokojnie wygrać i sztuka z cudownymi powrotami, zaprezentowana dwa razy przez Turcję, nie powinna mieć znaczenia. Dochodzi tu również kwestia nastawienia graczy. Chorwacja wciąż liczy na coś więcej, po udanych eliminacjach i pokonaniu Niemców. Natomiast Turcja może spocząć na laurach. Sam awans z grupy, wywalczony w takich dramatycznych okolicznościach, jest dużym sukcesem, zwłaszcza że pokonane zostały drużyny Czech i Szwajcarii, wydawało się mocniejsze przed startem imprezy. Skoro sukces już jest, to może przyjść pewne rozprężenie, inna może być też motywacja. Myślę że Chorwacja wygra to spotkanie, a biorąc pod uwagę przebieg wcześniejszych spotkań Turcji w grupie, to zwycięstwo może być bardzo wysokie. Nie spodziewam się, że Chorwaci zadowolą się jedno, czy dwubramkowym prowadzeniem. W końcu nie będą kusić losu, piorun przecież może uderzyć trzeci raz w to samo miejsce, pod warunkiem, że to piorunochron.

Holandia - Rosja
Najciekawiej zapowiadające się spotkanie. Z jednej strony Holandia, która już zdążyła zachwycić cały futbolowy świat. Spotkania Oranje na tych mistrzostwach były futbolowymi świętami, gwarantującymi wiele piłkarskich emocji. Tak więc spotkanie jednej Holandii, z drugą, powinno przynieść jeszcze więcej emocji. Dlaczego drugiej? Obie drużyny mają podobną filozofię futbolu, ofensywną, atrakcyjną dla oka. Połączenie tak grających drużyn powinno dać dobry mecz. Obawiam się jedynie tego, że tak rozbudzone apetyty mogą nie zadowolić się meczem dobrym, ale nie świetnym. Kto awansuje? Faworyt jest pomarańczowo oczywisty, dodatkowo los już chyba planuje wielki półfinał, będący rewanżem za mecz w grupie. Jednak Rosję stać na sprawienie niespodzianki, dotkliwa porażka z Hiszpanią nie powinna skłaniać do wyciągania daleko idących wniosków. Rosjanie nic w tym meczu nie muszą. Oni mogą, bo za porażkę z Holendrami, tak grającymi w fazie grupowej, raczej nikt nie będzie ich krytykował. Holendrzy natomiast muszą, bo na razie zrobili tylko dwa kroki w tej dalekiej podróży po tytuł. Jeśli nie zdobędą żadnego medalu, to za kilka tygodni tylko nieliczni będą pamiętać wspaniałą grę w fazie grupowej. To spotkanie jest najważniejszym sprawdzianem, przed którym stoją Holendrzy na tym turnieju. Ciekawe czy zaliczą go w takim stylu, jak poprzednie, próbne testy. Wydaje się, że wygra Holandia, według bukmacherów najpewniejszy faworyt we wszystkich ćwierćfinałach, ale Rosję stać na sprawienie tutaj niespodzianki, chyba bardziej niż jakąkolwiek inną drużynę.

Hiszpania - Włochy
Jeśli poprzedni mecz nie dostarczy emocji, to ten powinien. Włosi uciekli w ostatniej chwili spod topora i teraz zaczynają od początku cały turniej. Dla nich nie ma już mdłej fazy grupowej, jest szansa na wygranie mistrzostw. Kłopot w tym, że na drodze stoi Hiszpania. Wydaje się, że inna niż w ostatnich turniejach, grająca nieco inaczej i chyba jednak wciąż mająca rezerwy. Nie było jeszcze wielkiego meczu Ikera Casillasa, kilku innych zawodników też nie pokazało wszystkiego, czym dysponują. Na razie najjaśniej błyszczą napastnicy, chociaż tak właściwie tylko jeden - David Villa. Taki mecz ćwierćfinałowy to w końcu najlepsza okazja, by zabłysnęli też inni. Włosi do tej pory rozczarowywali, tylko że faza grupowa nie ma już żadnego znaczenia. Tak właściwie myślę, że Włosi są bliżsi zwycięstwa w tym meczu. Ich linia defensywna popełniła już chyba wszystkie błędy, jakie miała popełnić w tym turnieju. Powstrzymanie hiszpańskich napastników będzie kluczowe dla losów tego meczu, bo hiszpańska defensywa jakoś tak nie zachwyca i sprawia wrażenie, że w każdym meczu musi stracić choć jednego gola. Wniosek jest prosty, jeśli Hiszpania nie strzeli gola w pierwszej połowie, to z każdą minutą drugiej szanse na awans będą maleć. Jak powtórzy się jeszcze sytuacja z dwóch spotkań grupowych (strata bramki do przerwy), to już zupełnie nie widzę Hiszpanii w półfinale. Włosi są za silni i zbyt doświadczeni, żeby takie coś roztrwonić.

Grupa D - podsumowania


Wydaje się, że niedawno zaczynały się mistrzostwa, a już jest koniec fazy grupowej. Przynajmniej z ostatniej grupy trafnie wytypowałem te drużyny, które awansowały. Nie spodziewałem się, że Hiszpania zakończy rywalizację w grupie z kompletem punktów, ale ten mecz z Grecją pokazał, jak silne są rezerwy. Grecy pierwsi objęli prowadzenie, walczyli o honor, ale ostatecznie przegrali, czym podsumowali bardzo słaby występ na tych finałach. Trochę nie wypada, żeby wciąż urzędujący mistrz żegnał się w taki sposób. Drugi mecz miał wyłonić drużynę, która wpadnie na Holandię. Gdybyśmy mieli lepszych piłkarzy, to gralibyśmy jak Rosja z tego spotkania, z polotem, finezją, ofensywnie i skutecznie. Niestety nie mieliśmy. Widzieliśmy za to, czego może dokonać holenderska szkoła trenerska. W statystyce mecz może wygląda i na wyrównany (9:7 w strzałach celnych, 56:44 w posiadaniu piłki) ale nawet przez moment nie można było odnieść wrażenia, że Szwecję stać na przechylenie szali na swoją stronę. Tak widzę, że pojawiły się porównania sytuacji Arszawina z Błaszczykowskim tu i ówdzie w necie. Myślę, że nie ma to akurat większego sensu. Polak mógł, ale wcale nie musiał, wyleczyć się na ostatni mecz fazy grupowej, a ryzyko związane z jego występem było zbyt duże. Nie chodzi o to, że mógł zagrać źle (po kontuzji w końcu to nie byłaby wielka niespodzianka), bardziej o to, że udział w meczu zaraz po wyleczeniu urazu mógł spowodować kolejny uraz, który mógł wykluczyć Błaszczykowskiego na kilka kolejnych tygodni a może nawet miesięcy. Polska potrzebuje Błaszczykowskiego, ale zdrowego i nie można ryzykować jego zdrowiem.

Na koniec małe podsumowania fazy grupowej. Najpierw tabela zbiorcza:


Natomiast drugie podsumowanie dotyczy koszyków przy losowaniu grup na finały.
  • Koszyk 1:
  1. Szwajcaria (gospodarz) - 1.800
  2. Austria (gospodarz) - 1.500
  3. Grecja (obrońca tytułu) - 2.167
  4. Holandia - 2.417
  • Koszyk 2:
  1. Chorwacja - 2.409
  2. Włochy - 2.364
  3. Czechy - 2.333
  4. Szwecja - 2.273
  • Koszyk 3:
  1. Rumunia - 2.250
  2. Niemcy - 2.250
  3. Portugalia - 2.192
  4. Hiszpania - 2.182
  • Koszyk 4:
  1. Polska - 2.167
  2. Francja - 2.091
  3. Turcja - 1.958
  4. Rosja - 1.958

Tak to wyglądało przy losowaniu. Z pierwszego koszyka awans do ćwierćfinałów wywalczyła tylko Holandia, głównie z powodu rozbłyśnięcia we właściwym momencie. Reszta miejsc, przydzielona gospodarzom i obrońcy tytułu, spowodowała, że ten koszyk miał opinię najsłabszego, co znalazło potwierdzenie na boiskach. Z drugiego w wielkim stylu awansowała Chorwacja i w bardzo malutkim Włosi. Czechy i Szwecję łączyło coś więcej, pewna pozorna wielkość. Na papierze to były silne reprezentacje, mające w składzie gwiazdy. W rzeczywistości okazało się, że solidność to za mało w tych finałach. Trzeci koszyk był najsilniej obsadzony, bo trzy drużyny wywalczyły awans, a Rumunia była o krok od tego osiągnięcia. Z czwartego stawkę ćwierćfinalistów dopełniły dwie drużyny, szkoda dla nas, że akurat te teoretycznie najsłabsze.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

środa, 18 czerwca 2008

Grupa C - podsumowanie


Anglii nie ma, Polska już odpadła, to można spokojnie cieszyć się mistrzostwami. Chociaż w przypadku grupy C nie można było mówić o spokoju. Trzy drużyny walczące o awans i Rumunii zaczynający dzisiaj z pole position. Holendrzy mieli już awans, nie odpuściliby, ale jednak motywacja w takim meczu jest mniejsza, chociaż rezerwowi zawsze chcą się pokazać. Zresztą Holendrzy mają takie rezerwy, o których inni mogą jedynie marzyć. Skakałem z kanału na kanał starając się śledzić przebieg wydarzeń w obu meczach, tak więc można powiedzieć, że nie widziałem żadnego spotkania, zresztą po odpadnięciu Polski potrzebny był moment wytchnienia więc nie śledziłem tych spotkań tak dokładnie. Widziałem Rumunię, która chciała, ale nie mogła pokonać Holendrów. Chyba presja dopadła w końcu rumuńskich piłkarzy, bo przed meczami z Francuzami, czy Włochami nie było realnych szans na awans. Teraz były i coś mi się wydaje, że na taką sytuację nie byli przygotowani. Ten rzut karny, niewykorzystany przez Adriana Mutu w poprzednim meczu, zemścił się okrutnie. Skoro Rumunia nie zdołała awansować, musiał ktoś z dwójki Francja-Włochy. Mistrzowie świata okazali się lepsi od wicemistrzów. No cóż, Francuzi mieli pecha (a może niekorzystny horoskop). Franck Ribery, mający zastąpić Zidana, doznał kontuzji po zalewie dziesięciu minutach. Czternaście minut później Eric Abidal także musiał udać się do szatni, ale on zobaczył czerwoną kartkę. Czy ktoś wtedy wierzył, że grająca w 10 Francja strzeli dwie bramki Włochom?

Awansowała Holandia i Włochy, czyli moje prognozy sprawdziły się w połowie. Holendrzy na razie są w kapitalnej formie i bazując na atutach (Van der Sar i umiejętność rozgrywania błyskawicznego ataku) zasłonili zupełnie niedoskonałości (gra defensywna, środek pola). Włosi się wczołgali do ćwierćfinału, ale mogą się teraz rozkręcić. W końcu wyjście z tak podbramkowej sytuacji powinno dodać pewności siebie i wiary we własne możliwości. Rewanż z Holandią to byłby mecz. Rumuni mieli nie wyjść z grupy i dopóki nie mieli dużych szans na awans, to gra się układała. Pojawiła się szansa, a piłkarze rumuńscy stracili rytm. Francja wyjedzie do domów z tytułem największego rozczarowania turnieju. Mają gorszy bilans niż Polska i podobnie jaka my wiele pytań na przyszłość. Grupa dobrych, by nie rzec bardzo dobrych piłkarzy, nie potrafi wygrywać w momencie gdy brakuje tego największego. Zinedine Zidane nie wróci i Francja musi to zaakceptować. Nie można szukać drugiego Zidana i stosować te same sztuczki. Trzeba znaleźć sposób na wygrywanie mając do dyspozycji młodych, zdolnych zawodników. Trzeba przebudować styl gry, ale przede wszystkim zapomnieć o tym, że Zidane grał w kadrze, bo inaczej zawsze będzie się w jego cieniu. Na razie nie ma Zidana, nie ma happy endu.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

wtorek, 17 czerwca 2008

Miłość to jest to, co pozostaje, gdy już zabrane jest wszystko. Nawet nadzieja *

No to po zabawie, po trzech meczach nasza drużyna wraca do domu. Wypadałoby napisać jakieś podsumowanie naszego występu, ale tak właściwie nie wiem, czy to ma jakiś większy sens. Przegraliśmy, więc trzeba szukać winnego porażki. Wiadomo, że największa odpowiedzialność spada na selekcjonera, bo skoro zawiedliśmy, to musiał popełnić błędy. Tylko że mądrzenie się teraz nie jest jakoś specjalnie mądre. Łatwo powiedzieć powinni jechać zawodnik x, czy y, zamiast tych, którzy są w kadrze, ale nie wiadomo, jaki by to miało skutek. Czy ktoś mógłby przewidzieć, że zawiodą ci, którzy byli filarami reprezentacji w eliminacjach? A jakby już przewidział, że będą grali słabiej, to czy zostawiłby ich na ławce, lub w kraju? Przecież wtedy krytyka byłaby o wiele większa i łatwiejsza. Teoretycznie Leo Beenhakker zdobył mniej punktów, niż jego poprzednicy w ostatnich wielkich imprezach, ale czy to świadczy że jest gorszym trenerem? Ten trzeci mecz, z Chorwacją, był najsłabszy w naszym wykonaniu, ale poprzednio w tym trzecim spotkaniu grali rezerwowi, a zawodnicy nie byli spętani presją. Trzy mecze w dziesięć dni to trochę za dużo, zwłaszcza że polscy zawodnicy rzadko tak grają w klubach. Właśnie brak ogrania w meczach o wysoką stawkę jest jednym z powodów słabego występu. Jedyny, o którym można powiedzieć, że nie zawiódł, czyli Artur Boruc, gra pod presją w Lidze Mistrzów z Celtikiem, w końcu to od niego często zależy, czy szkocki zespół wyjdzie z grupy. Po występach w tych finałach widać, co daje regularna gra w takich meczach. Innym zawodnikom takich doświadczeń brakuje, nic więc dziwnego, że nie wytrzymują mentalnie spotkań. W porównaniu z poprzednimi Mundialami widać że zrobiono mały kroczek do przodu, ale to za mało, żeby myśleć realnie o awansie. W barwach Chorwacji jest dwóch zawodników grających w najsilniejszej lidze w Europie, a trzeci właśnie tam trafia po mistrzostwach (za £16.5 miliona). W polskiej kadrze było dwóch, został się jeden bo Tomasz Kuszczak wyjechał ze zgrupowania, z powodu kontuzji, ale to bramkarze, a nie zawodnicy z pola. Zresztą Chorwacja rozbiła Anglię na Wembley co było trzęsieniem ziemi dla wyspiarskiego futbolu. Nasze zwycięstwo i remis z Portugalią takich reperkusji nie spowodowało. Niemcy mają większość zawodników z własnej ligi, ale Bundesliga jest lata świetlne przed naszą OE. Po prostu byliśmy za słabi by realnie myśleć o awansie, ale pozostawanie w świecie złudzeń było takie miłe. Nic dziwnego, że skoro się to wszystko rozsypało, to najmocniej obrywa selekcjoner, za to, że te nadzieje rozbudził.


Statystyki występu Polski na mistrzostwach (starałem się wszystko posprawdzać, ale mogą być jakieś małe błędy)

Ogólnie: jedna bramka (Roger), jedna asysta (Saganowski), jeden punkt (za mecz z Austrią), cztery stracone bramki, czwarte, ostatnie miejsce w grupie B

Minuty spędzone na boisku:


Dystans w metrach:








Statystyki Powered by Castrolindex.com i UEFA.com


*słowa Anny Kamieńskiej

Staystyki meczu Polska Chorwacja

Odpowiednio zawodnik, największa szybkość biegu (w km/h), przemierzony dystans na boisku (w metrach); kliknąć żeby powiększyć





Polska razem: 26,61; 110941
Napastnicy: 25,69; 11272
Pomocnicy: 26,39; 48968
Obrońcy: 26,61; 46865

Chorwacja razem: 30,02; 111375
Napastnicy: 27,56; 19152
Pomocnicy: 28,72; 57587
Obrońcy: 30,02; 30472

Bramki - 1
Ivan Klasnić
Asysty - 1
Danijel Pranjić

Strzały - 17:17 (strzały celne 3:7)
cztery: Dudka (0 celnych), Krzynówek (0), Pranjić (3), Rakitić (1) i Klasnić (3)
dwa: Roger (1), Smolarek (0) i Pokrivač (0)
jeden: Wawrzyniak, Zahorski, Murawski, Saganowski, Lewandowski, Vejić, Petrić, Leko; Saganowski i Zahorski celnie

Strzały zablokowane: dwa Krzynówek, po jednym Dudka i Pokrivač; reszta to uderzenia niecelne

Rzuty rożne - 5:1
wszystkie Krzynówek i Rakitić
Spalone - 5:2
Saganowski dwa razy; po jednym razie Smolarek, Łobodziński, Krzynówek, Petrić, Kalinić

Faule - 24:16
Najczęściej faulowali Wasilewski (pięć razy) i Vukojević (cztery)
Najczęściej faulowani: pięć razy Roger, po cztery razy Saganowski, Petrić, Pokrivač, Rakitić
Żółte kartki - 2:2
Odpowiednio Lewandowski, Zahorski, Vejić, Vukojević

Posiadanie piłki 54:46

Podania
Najwięcej Dudka, Żewłakow, Wawrzyniak (odpowiednio 64, 56, 55); dla Chorwacji Pranjić, Rakitić, Pokrivač (63, 59, 49)
Procent podań celnych - Kokoszka 100 (tak tak, wszystkie 33 podania celne), Pokrivač i Vukojević 88

Dośrodkowania
po trzy Wasilewski, Łobodziński, Roger (1, 0, 2 celne), dla Chorwacji Rakitić cztery dośrodkowania, jedno celne; tym razem najcelniej dośrodkowywał Wawrzyniak (2/2) i Krzynówek (1/1)

Wszystkie statystyki Powered by Castrolindex.com i UEFA.com

poniedziałek, 16 czerwca 2008

Polska - Chorwacja 0:1

Na dwóch poprzednich wielkich imprezach trzeci mecz Polaków o niczym już nie decydował. Teraz wciąż były szanse na awans, ale te szanse były tak niewielkie, że praktycznie to był znowu mecz o honor. Nie ma co zwalać winy na Howarda Webba, bo to jego decyzja (ten karny z ostatnich minut) dała nam tę niewielką szansę. Brzmi paradoksalnie, ale gdybyśmy mieli trzy punkty, to dzisiaj Chorwaci graliby w najsilniejszym składzie, a Austria nie miałaby żadnej specjalnej motywacji do tego, by pokonać Niemców. Tak więc nie zawsze trzy punkty są lepsze niż jeden. Zaskoczył nieco nasz selekcjoner, nie wystawiając w pierwszej jedenastce Jacka Bąka i Euzebiusza Smolarka, jakby nie patrzeć kluczowych zawodników w eliminacjach. Szkoleniowiec Chorwatów wystawił rezerwy, jednak za wiele nam to nie pomogło. Dobry początek z naszej strony, kilka udanych, ciekawych zagrań, ale potem przestaliśmy dobrze grać. Chorwaci zaczęli opanowywać sytuację na boisku, coraz składniej atakować. Kilka razy wejścia chorwackich bocznych obrońców siały zamęt w naszym polu karnym. Statystyka w strzałach wskazuje remis, było 17:17*, ale już w celnych widać przewagę Chorwatów (3:7). Nic dziwnego, że straciliśmy bramkę. Potem próbowaliśmy atakować, czasami dość nieskładnie i chaotycznie, czasami w miarę składnie, ale nie udało się zdobyć bramki. Zresztą Niemcy i tak prowadzili i ostatecznie wygrali z Austrią, więc nawet jakiś niesamowity zryw nic by nie dał.
Odpadliśmy, trudno stało się. Dziękuję piłkarzom, trenerom i innym osobom, które pomagały w przygotowaniach do turnieju, za trzy mecze w finałach, emocje, piękne momenty, może nieliczne, ale zawsze. Szkoda że się nie udało. Trzeba wierzyć, że na następnej imprezie będzie lepiej.

* inne na Castrolu, inne na UEFA, mam nadzieję, że do rana to się jakoś ustabilizuje
Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

Grupa A - podsumowanie


Ostatnie mecze w grupie tradycyjnie są rozgrywane o tej samej godzinie, chociaż w tym przypadku można było sobie tę zasadę darować, bo walczyły ze sobą bezpośrednio dwie drużyny o jedno wolne miejsce. Meczu Szwajcarów z Portugalią nie oglądałem, poza kilkoma drobnymi fragmentami, bo jakoś nie lubię powtórek, zwłaszcza jak znam wynik. To miłe, że gospodarze pożegnali się z turniejem wygrywając mecz, chociaż na koniec mają jakiś mały powód do radości. Natomiast konfrontacja turecko-czeska miała przynieść wiele emocji i ostatecznie przyniosła. Początkowo lepsze wrażenie sprawiali Czesi, którzy w nieco ponad godzinę strzelili dwie bramki. W końcu wyszła akcja pod kryptonimem wrzutka ze skrzydła do Jana Kollera, a potem Jaroslav Plašil, już w drugiej połowie, wydawało się że ustalił wynik meczu. Wszystko niemal zdawało się świadczy na korzyść czeskiego zespołu. Od statystyki (Czechy nigdy nie przegrały meczu o punkty, w którym Koller strzelił bramkę) po bramkarza, bo Petr Čech zawsze był tam, gdzie powinien. Tak się zastanawiałem, czy nie zawiódł bramkarz Turcji, bo miałem wrażenie że próbował łapać te strzały, a nie odbijać i ta piłka przełamywała mu ręce znajdując drogę do siatki. Nic nie wskazywało na to, że Czesi ten mecz mogą przegrać, zwłaszcza że Jan Polák w 71 minucie trafił w słupek.
Gdyby czeski zawodnik trafił wtedy do siatki, to Turcy by się już nie podnieśli. Czekali na pierwszego gola, którego jakoś strzelił bohater poprzedniego spotkania Arda Turan. Jakoś, bo czeski bramkarz sprawiał bardzo solidne wrażenie i trudno było oczekiwać, że uda się pokonać go drugi raz. Czesi się cofnęli, próbując kontrować, ale znów liczyli tylko na swoją defensywę. Ze Szwajcarią się udało, tutaj już nie. Pomógł właśnie Čech po którym trudno było się spodziewać takiego błędu. W miarę proste dośrodkowanie, wypuszczone z rąk i ten, który zawodził do tej pory, czyli Nihat Kahveci, strzela bramkę. Czyli mamy karne, bo przecież więcej bramek już raczej nie padnie. Jednak tym razem błąd popełnił jeden z obrońców (chyba Tomáš Galásek), który nie pilnował linii defensywy. Nihat raz jeszcze, tym razem cudownym strzałem nie dał szans czeskiemu bramkarzowi, ale to nie był koniec emocji. W doliczonym czasie gry Volkan Demirel odepchnął Kollera i zobaczył czerwoną kartkę. Limit zmian już był wyczerpany, więc na bramce stanął Tuncay Şanli. Jedyne co musieli wtedy zrobić Czesi, to oddać celny strzał, ale na to nie pozwolili już Turcy.

Tak więc z grupy A awansowały Portugalia i Turcja. Awans tych pierwszych nie jest żadnym zaskoczeniem, w końcu to kandydat do gry w finale. Awans tych drugich jest, wiele osób typowało Czechy do zajęcia drugiego miejsca, niektórzy (w tym ja) Szwajcarię. Przypomina się trochę historia z 2000 roku, kiedy Turcy także pokonali gospodarzy w grupie. Nie można powiedzieć, że to niezasłużony awans, Turcja miała/ma niesamowitą umiejętność wracania do gry w momencie, kiedy wydaje się, że nie ma już na to żadnych szans. Mecz ze Szwajcarią i gol w doliczonym czasie gry. Mecz z Czechami i dwie bramki w końcówce. Co z tego, że ten powrót to głównie zasługa Čecha i niefortunnej interwencji. W końcu żeby bramkarz popełnił błąd, trzeba dać mu do tego okazję, a to Turcy zrobili znakomicie.

Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

sobota, 14 czerwca 2008

Grupa D - odpadł mistrz

Spotkanie, które miało, przynajmniej w teorii, wyłonić drużynę która wpadnie na Holandię. Hiszpania w tym samym składzie, co ostatnio, ale gra była inna. Szwedzi bardzo udanie przeszkadzali konstruować akcje zaczepne, a sami grozili kontratakami. W 15 minucie Fernando Torres strzela bramkę, wydawało się, że Hiszpania będzie spokojnie pilnować wyniku. Trudno jednak zrealizować taki cel w momencie, gdy nie upilnuje się Zlatana Ibrahimovicia. Któryś obrońca zgubił szwedzkiego napastnika, a ten przepchnął kolejnego defensywnego gracza z Hiszpanii i nie dał żadnych szans Ikerowi Casillasowi. Całkiem możliwe że wpływ miała na to kontuzja, której doznał Carles Puyol. Bez niego linia obrony nie sprawia już takiego solidnego wrażenia. Potem ataki Hiszpanów, obrona Szwedów, czasami dramatyczna, czasami rozpaczliwa, ale mecz zmierzał do rozstrzygnięcia remisowego. Przewaga w posiadaniu piłki (38:62), rzutach rożnych (0:7), strzałach (9:15, ale 2:10 w celnych) nie przynosiła żadnych efektów. Do momentu aż Joan Capdevila zagrał fenomenalną piłkę, mijającą obrońców i trafiającą pod nogi Davida Villi, który w końcu zmusił do kapitulacji Andreasa Isakssona. Tak więc Szwecja zyskała mocną pozycję w wyścigu o prawo gry z Holandią w ćwierćfinale.


Mecz ostatniej szansy dla obu drużyn i to było widać, niemal od początku meczu. Grecy dużo bardziej ofensywnie, niż w ostatnim spotkaniu, ale rosyjska defensywa nie dawała się zaskoczyć. Natomiast w ofensywie Rosja grała bardzo ładnie. To wymienianie podań, to stwarzanie sobie okazji, wyglądało naprawdę bardzo przyjemnie dla oka. Na nieszczęście dla Rosjan bardzo nieskuteczny był Roman Pawliuczenko, który mógł w pojedynkę wygrać ten mecz. W przełamaniu impasu pomógł Antonis Nikopolidis, który dość lekkomyślnie rzucił się w pościg za piłką i nie przewidział, że Siergiej Siemak zagra futbolówkę w akrobatyczny sposób. Błąd bramkarza, bo piłka nie była już w świetle bramki, dodatkowo był grecki obrońca, który już dobiegał do Rosjanina i nie było żadnej potrzeby, żeby golkiper interweniował w taki sposób. Jak się okazało ten błąd z 33 minuty ustalił dalszy przebieg meczu, bo Grecy musieli atakować, a Rosjanie mogli kontrować. Wpłynęło to również na grę obu drużyn, która była otwarta, nastawiona na atak i strzelenie bramek. Mecz naprawdę mógł się podobać i jedynie szkoda, że tak szybko odpadł obrońca tytułu. Rosja natomiast stoi przed poważną szansą na awans do ćwierćfinałów. Ich główny rywal w tym momencie, czyli Szwecja, chyba stracił swoją główną broń, czyli Ibrahimovicia z powodu kontuzji, a tak grająca Rosja może pokonać Szwedów.


Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

Grupa C - żegnamy faworytów


No i zaraz dwójka moich faworytów do wyjścia z grupy bezczelnie sobie odpadnie z turnieju. Zastanawiałem się, jak zareagują Włosi po porażce z Holandią, co by nie mówić lekko upokarzającej. Spodziewałem się, że to teraz Rumunia będzie w takiej sytuacji jak Italia w tamtym meczu, a Włosi zagrają jak Holendrzy. Momentami tak było, Włosi zamknęli swojego rywala na połowie boiska, czasami nawet w polu karnym, często atakowali, ale jednak mieli kłopot ze strzeleniem bramki (aż się zdziwiłem patrząc na statystyki, 10:16 w strzałach). Fakt faktem, że mieli przewagę w rzutach rożnych (12:5), ale to jednak nie to samo. Miałem wrażenie oglądając mecz, że Rumuni atakują rzadziej, ale groźniej, chociaż w pewnym momencie zaczęli atakować i częściej, i groźniej. Gianluigi Buffon miał sporo pracy i nie da się ukryć, że gdy nie ma Alessandro Nesty i Fabio Cannavaro, to są kłopoty z defensywą. Na bramki czekaliśmy prawie godzinę, ale za to od razu padły dwie. Najpierw spory błąd Gianluci Zambrotty, który nie dopilnował gdzie jest Adrian Mutu (fantastycznie przewidział rozwój wypadków na boisku) i zagrał niedokładną piłkę w stronę własnej bramki. Minutę później Włosi wyrównali, po stałym fragmencie gry który zaskoczył obronę rywala. Antonio Cassano wprowadził sporo ożywienia w atakach swojej drużyny, ale z reguly na drodze stawał bramkarz Rumunów Bogdan Lobont, bądź obrońca. Christian Chivu jako defensywny pomocnik wykonał sporą pracę, rozbijając włoskie ataki. Nieoczekiwanie to Rumunia miała szansę na zwycięstwo. Rzut karny po faulu na Danielu Niculae (takim dość miękkim swoją drogą) wybronił jednak Buffon, ale nie zmienia to faktu, że Włosi są o krok od odpadnięcia. W tym momencie nie wszystko zależy już od nich. Muszą pokonać Francję i liczyć na to, że Holandia mająca już awans, urwie punkty Rumunii.




Czy zderzenie z pomarańczą może być bolesne? W przypadku reprezentacji Włoch i Francji okazuje się, że tak. W przypadku Francuzów boli chyba bardziej, bo ta porażka praktycznie eliminuje ich z turnieju. Poprzedni mecz z Rumunią był przez długie fragmenty po prostu nudny. Ten miał być inny i był, chociaż nie do końca tak, jak oczekiwali tego Francuzi. Zaczęło się dla nich fatalnie, po tym jak Dirk Kuyt otworzył wynik meczu po zaledwie dziewięciu minutach. Nie upilnował go Florent Malouda, który po transferze do Chelsea nie może się odnaleźć. Przez następne 50 minut Francja starała się wyrównać. Franck Ribery próbował konstruować ataki (swoją drogą on biegał najwolniej, poza bramkarzem, w swojej drużynie; fakt że utrzymywał przez cały niemal mecz stałą szybkość), Thierry Henry próbował strzelić bramkę (w Arsenalu chyba się cieszą, że zdążyli go sprzedać, zanim gwiazda mocno przygasła), ale Edwin Van der Sar w bramce wyrasta w szybkim tempie na bramkarza turnieju. Po godzinie gry doczekaliśmy się drugiej bramki, ale znów dla Holendrów. Arjen Robben jest bardzo szybki jak biega po skrzydle (może w statystykach tego nie widać, ale jest szybki), potrafi dobrze dośrodkować i gdyby miał lepsze zdrowie, to już byłby wielką gwiazdą. Dośrodkowanie wykorzystał Robin van Persie, który kłopoty ze zdrowiem ma już chyba za sobą. Francuzom udało się strzelić bramkę kontaktową, Henry dostał takie podanie, że grzechem było nie strzelić i gdy wydawało się, że zaraz Francja zamknie Holandię na ich połowie boiska, padł kolejny gol. Holendrzy zaczęli akcję od środka, wymienili sześć podań, piłka trafiła do Robbena, który tym razem strzelał, a nie dośrodkowywał. Fantastyczny gol, który spuścił z Francuzów powietrze. Wesley Sneijder ustalający wynik w doliczonym czasie gry, również popisał się kapitalnym uderzeniem.


Zapomniałem wspomnieć, tu i tu błędy sędziego. Nieuznany prawidłowy gol Włochów, niepodyktowany karny dla Francuzów.

Wiele wskazuje na to, że z tej grupy będą dwa rozczarowania, a nie jedno. Sytuacja Francji i Włoch jest krytyczna, cała nadzieja w Holandii, która już ma awans z pierwszego miejsca i nikt go już nie zabierze. Nie sądzę jednak, że w tym meczu Holendrzy będą grać z takim zaangażowaniem, jak w dwóch poprzednich spotkaniach, za to Rumuni będą, bo mają szansę na ćwierćfinał. Zresztą w ewentualnym półfinale, lepiej trafić na Rumunię, niż znów na Francję, czy Włochy.

PS Jakby mi ktoś powiedział przed finałami, że po dwóch meczach będziemy mieć lepszy bilans niż Francja i Włochy, to uznałbym, że bredzi. A jednak mamy, jedną bramką, ale lepszy.


Wszelkie statystyki Powered by Castrolindex.com, dostępne jako screeny tutaj i tutaj, jak również jako pliki video tutaj.

piątek, 13 czerwca 2008

Statystyki meczu Austria Polska

Odpowiednio zawodnik, największa szybkość biegu (w km/h), przemierzony dystans na boisku (w metrach); kliknąć żeby powiększyć





Austria razem: 29,36; 109842
Napastnicy: 29,36; 24694
Pomocnicy: 28,51; 51591
Obrońcy: 28,35; 29330

Polska razem: 30,13; 108440
Napastnicy: 27,45; 9659
Pomocnicy: 28,35; 44441
Obrońcy: 30,13; 50214


Bramki - 2
Roger Guerreiro
Ivica Vastic
Asysty - 2
Marek Saganowski
Sebastian Prödl

Strzały - 13:13 (strzały celne 5:7)
po trzy strzały Ivanschitz i Harnik
po dwa Vastic i Leigeb
po jednym Säumel, Aufhauser, Prödl
sześć strzałów Krzynówek (trzy celne)
trzy Lewandowski (jeden celny)
po jednym Dudka, Roger, Smolarek, Bąk (Smolarek, Roger, Bąk celnie)


Strzały zablokowane: po jednym Aufhauser, Harnik, Lewandowski, Krzynówek; reszta to uderzenia niecelne

Rzuty rożne - 9:8
(Vastic, Ivanschitz, Leitgeb po trzy, a dla Polski wszystkie Krzynówek)
Spalone - 1:2
(Vastic, Smolarek, Krzynówek)

Faule - 13:25
Najczęściej faulowali Żewłakow i Wasilewski (po cztery razy; prawdopodobnie Wailewski jeden mniej, bo strona UEFA.com podaje, że to on faulował przy karnym) w polskim zespole. W austraickim Korkmaz i Aufhauser (po trzy przewinienia).
Najczęściej faulowani: po cztery razy Harnik i Wasilewski
Żółte kartki - 2:3
Odpowiednio Prödl, Korkmaz, Bąk, Wasilewski, Krzynówek

Posiadanie piłki 53:47

Podania
Najwięcej Garitz, Leitgeb, Pogatetz (odpowiednio 68, 47, 45); dla Polski Roger, Krzynówek, Dudka (45, 44, 38)
Procent podań celnych - Stranzl 84, Bąk 82

Dośrodkowania
po trzy Ivanschitz, Leitgeb, Korkmaz (2, 0, 2 celne); po trzy również Golański i Roger (po jednym celnym); tym razem najcelniej dośrodkowywał Smolarek (2/2)

Wszystkie statystyki Powered by Castrolindex.com i UEFA.com