Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uefa cup. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uefa cup. Pokaż wszystkie posty

środa, 12 maja 2010

Atletico Madryt 2-1 Fulham Londyn

Pierwsza poważniejsza akcja miała miejsce w 12 minucie. Nie dziwię się, bo finał rządzi się swoimi prawami. Tutaj jeden błąd może mieć olbrzymie znaczenie i mieć katastrofalne konsekwencje. Obawiałem się, że Fulham da się zdominować rywalowi. Przestraszy się atmosfery finału i klasy hiszpańskiego zespołu. Tylko że Atletico sprawiało podobne wrażenie. We wspomnianej minucie błąd popełnił Danny Murphy i Diego Forlan mógł otworzyć wynik meczu. Na szczęście trafił tylko w słupek. W 15 minucie Dickson Etuhu podarował Hiszpanom rzut wolny z bardzo dobrego miejsca. Mark Schwarzer pokazał jednak, że jest dobrym bramkarzem i taki strzał nie mógł go zaskoczyć. Odpowiedź Fulham to strzał Zoltana Gery. Jednak nic z tej próby nie wyszło. W 20 minucie bardzo ładny strzał Simona Daviesa, ale bez efektu. Potem zaczęła się zaznaczać coraz wyraźniejsza przewaga Atletico. Fulham miało problemy z wyjściem z własnej połowy. Anglicy nie potrafili przejąć, a następnie utrzymać się przy piłce. Nic dziwnego, że Atletico zdobyło gola. Co prawda był minimalny spalony, ale akcja hiszpańskiego zespołu bardzo dobra. Dokładne zagrania, odważne wyjście do przodu, tu nie było przypadku. Fulham praktycznie nie istniało. W ich akcjach brakowało tego ostatniego, kluczowego podania. Atletico za to grało dużo spokojniej. Ale Fulham zdobyło bramkę z niczego tak właściwie. Wydawało się, że jest po akcji, że obrona Atletico panuje nad sytuacją. Jednak nie, a gola zdobył Davies. Atletico odpowiedziało strzałem Jose Antonio Reyesa, ale on nie mógł wyrządzić jakiejkolwiek krzywdy. Potem seria rzutów rożnych hiszpańskiej drużyny, na szczęście bez poważniejszego zagrożenia. Tylko że Fulham nie potrafiło za bardzo wyjść z własnej nie tylko połowy, ale nawet z 30 przed własną bramką. Do przerwy wynik jednak się nie zmienił.

Brak zmian w przerwie. Obraz gry podobny. Duża przewaga Atletico i próby kontrataków Fulham. Jak Anglicy utrzymali się trochę przy piłce, to i zaczęło się robić cieplej pod hiszpańską bramką. Fenomenalną okazję miał Zoltan Gera, ale źle przyjął piłkę, ta mu uciekła i szansa na zdobycie bramki przepadła. Były za to pretensje bramkarza Atletico o wejście Węgra. Moim zdaniem przypadkowe, nie zasługujące na żadne upomnienie. W 55 minucie zmiana. Bobby Zamora nie wytrzymał trudów meczu i przegrał z kontuzją. Zastąpił go Clint Dempsey. Co ciekawe Atletico przestało grać. Fulham miało inicjatywę. W 60 minucie znów przypadkowa akcja, odbita piłka, zamieszanie, strzał Daviesa i fantastyczna obrona Davida de Gei. Forlan natomiast znów, nie do powstrzymania. Na szczęście jego podanie było niecelne. Ale znów przewaga Atletico i kontrujące Fulham. Coraz wyraźniej zaznaczała się przewaga Hiszpanów w czysto piłkarskich umiejętnościach. Tylko że ta przewaga nie przekładała się na poważniejsze zagrożenie bramki przeciwnika. Fulham im bliżej końca, tym coraz bardziej statystowało. W 89 minucie dobrą akcję zmarnował rezerwowy, Erik Nevland, który pojawił się na boisku za Damiena Duffa. Zbyt szybko i zbyt mocno dośrodkował w pole karne. W doliczonym czasie gry za to duże zdenerwowanie, bo mógł być rzut karny. Na szczęście Fulham dojechało do dogrywki. Szczerze mówiąc to bardziej Atletico rozczarowało.

Dogrywka. Zaczęło się tak samo, czyli nijako. W 96 minucie Nevland znowu bardzo niecelnie. Niby Atletico było aktywniejsze, ale nic z tego nie wynikało. Zniknął gdzieś Forlan. Nie, nie zmienił go trener. Makabrycznie dużo niecelnych zagrań z obu stron. Zmęczenie obu zespołów było wręcz namacalne. Oczekiwanie na serię rzutów karnych też było bardzo widoczne. Wydawało się, że Atletico zdobyło bramkę. Fantastyczny rajd Forlana, ale podania nikt nie dobił. Skończyło się tylko boczną siatką. Zaczęło się ostatnie 15 minut spotkania. I zaczęły się faule na zawodnikach Fulham, ale z rzutów wolnych nic nie wychodziło. Oba zespoły grały zrywami, z których nic nie wynikało. Jednak ten cios przesądzający wynik meczu zadało Atletico. Akcja napastników, Aguero opanował piłkę i dośrodkował. Forlan dołożył umiejętnie nogę i Schwarzer nie miał szans. Fulham już nie miało atutów, którymi mogłoby doprowadzić do wyrównania. Owszem, próbowali, ale to nie mogło dać efektu. Takiego, którego chcieliby Anglicy. Tak więc Atletico Madryt triumfatorem pierwszej edycji Ligi Europejskiej, następcy Pucharu UEFA.

Atletico było lepsze dzisiaj i miało lepszych piłkarzy. To indywidualne umiejętności madryckich zawodników przesądziły wynik spotkania. Fulham miało swój plan na finał i realizowało go bardzo konsekwentnie. Może gdyby Bobby Zamora był w pełni zdrowy inaczej by to wyglądało. To był bardzo dobry sezon Fulham, tylko zakończony porażką. Bardzo mi szkoda londyńskiego zespołu, ale taki jest futbol. Tylko jedna drużyna mogła wygrać i niestety nie byli to londyńczycy.

1-0 Diego Forlan 32'
1-1 Simon Davies 37'
2-1 Diego Forlan 116'

Skrót pewnie się pojawi na 101 Great Goals
Wiedziałem klik

czwartek, 21 maja 2009

Szachtar Donieck 2-1 Werder Brema (po dogrywce)

Ostatni w historii finał Pucharu UEFA, a w nim drużyna naszego wschodniego sąsiada, z którym razem organizujemy finały EURO 2012. Wydaje mi się dość pewna sytuacja, że za trzy lata Ukraina może nie będzie miała tych wszystkich dróg i hoteli, ale na pewno będzie miała lepszy zespół. W końcu trudno o lepszą promocję piłki nożnej w danym kraju, jak występ drużyny w finale europejskiego pucharu. W składzie ukraińskiej drużyny polski akcent, czyli Mariusz Lewandowski. Jak sobie przypomnę ile spływało na niego krytyki na różnych forach internetowych, to po prostu należał mu się występ na poziomie nieosiągalnym dla 99% polskich piłkarzy.

Odważniej zaczyna Szachtar. Werder mocno osłabiony, bo z powodu kartek nie mógł wystąpić Diego. W 6 minucie o mały włos padłaby bramka dla Szachtara. Luis Adriano minimalnie przestrzelił. Werder miał bardzo duże problemy z poradzeniem sobie z atakami Ukraińców i skonstruowaniem ataku. Zagrywanie długich piłek do Claudio Pizarro było jedynym pomysłem ze strony niemieckiego zespołu. Po okresie przewagi Szachtara, Werder uporządkował grę. Na pewno wygrywał w posiadaniu piłki, ale nie przekładało się to na klarowne okazje pod bramką rywala. W 25 minucie fantastyczna akcja Szachtara. Jedno podanie, które myli obronę Werderu i Luis Adriano otwiera wynik meczu, lobując Tima Wiese. Kilka chwil później kolejna dobra akcja ukraińskiego zespołu, ale tym razem Adriano zachował się zbyt samolubnie. Szachtar usypiał przeciwnika, długo rozgrywając piłkę na własnej połowie, ale jak przyspieszał to robiło się groźnie pod bramką Werderu. W 33 minucie bardzo pechowo upadł na boisko strzelec jedynej na razie bramki, na szczęście nie ucierpiał poważniej. W 35 minucie Naldo wyrównuje. Fatalny błąd Andrija Piatowa, na pewno mógł wybić tę piłkę poza bramkę, którą bronił. W 40 minucie widać było, że Piatow jeszcze nie pozbierał się po swoim błędzie i Werder o mało co nie zdobył kolejnej bramki. Minutę później bardzo dobry strzał oddał Mariusz Lewandowski, ale Wiese był tam, gdzie trzeba. Kapitalna interwencja bramkarza Werderu. Kilka chwil później po faulu na Polaku pierwsza żółta kartka tego meczu. Obejrzał ją Torsten Frings, a Lewandowski chwilę potem o mały włos nie zdobył bramki. Mimo remisu, to Szachtar mógł schodzić na przerwę z podniesioną głową.

Bez zmian w przerwie. Znowu aktywniejszy Szachtar. Przez pewien okres czasu Werder nie mógł wyjść z własnego pola karnego. Potem jednak tempo meczu wyraźnie spadło. Co prawda dalej tzw. optyczną przewagę miał Szachtar, ale niewiele z tego wynikało. Prawie po godzinie gry Werder przypomniał, że umie skontrować rywala, ale nic z tego szybkiego ataku nie wyszło. Mecz zaczął wyglądać zupełnie inaczej niż przed przerwą. Mniej składnych akcji i niestety mniej emocji. W 64 minucie dobrą okazję marnuje Werder. Kilka chwil później groźnie odpowiada Szachtar. Jednak wciąż brakowało poważnego zagrożenia pod którąś z bramek. Dobra gra ukraińskiego zespołu, kilka ciekawie wyglądających akcji, nie przekładała się na bramkę. Szachtar osiągał momentami spora przewagę, ale nie potrafił poważniej zagrozić bramce Werderu. Niemcy sprawiali wrażenie, że czekają na rzuty karne. W 77 minucie żółtą kartkę obejrzał Lewandowski za faul taktyczny. Minutę później kolejna interwencja Piatowa, tym razem wybił piłkę we właściwy sposób. Dogrywka rysowała się coraz wyraźniej. W końcówce odważniej atakował Werder, tak jakby chciał rozstrzygnąć ten mecz w regulaminowym czasie gry. W 91 minucie nawet zdobywa bramkę, ale ze spalonego. I dograliśmy do końca i zakończyliśmy regulaminowy czas gry. Druga połowa dużo słabsza niż pierwsza.

Czas na dogrywkę. No i znowu, zaczyna mocno Szachtar. Darija Srna strzela z dystansu, broni Wiese, kilka chwil później kolejna interwencja. Ale wciąż bez gola. Ale w końcu pada bramka! 97 minuta i do siatki trafia Rodrigues Jadson. Troszeczkę spóźnił się z interwencją Wiese. No ale błąd bramkarza za błąd. Minutę później odpowiedź Werderu i kapitalnie broni Piatow. Czas na ataki Werderu i konstruktywną, spokojną grę w obronie Szachtara. I od czasu do czasu kontry, jak w ostatniej minucie pierwszej części dogrywki.

Tym razem Szachtar spokojnie. To Werder atakuje. Albo raczej stara się zaatakować, bo ukraiński zespół bardzo umiejętnie się broni. Im bliżej końca, tym bardziej rozpaczliwie starali się Bremeńczycy o bramkę. I rozbijali się o mur defensywy Szachtara. Strzały z dystansu raczej nie mogły dać tego upragnionego gola. Wątpliwa sytuacja, bo można było dopatrywać się rzutu karnego dla niemieckiej drużyny w 112 minucie. Szachtar kradł na potęgę czas, a Werder chyba nie miał sił na poważniejsze ataki. I znowu nieuznany gol. Luis Medina Cantallejo uznał, że był faul na obrońcy Szachtara. Kolejna kontrowersyjna decyzja. I koniec.

Szachtar Donieck zdobywcą Pucharu UEFA!

Można się zastanawiać, jak wyglądałby ten finał gdyby grał Diego. Ale to nieważne, zwycięzca i tak mógł być jeden. Szachtar na pewno był bardziej agresywny, bardziej chciał, wydaje się że bardziej zasłużył. Po prostu pokazał, że bardziej mu zależy. Szkoda jedynie tych dwóch decyzji arbitra pod koniec, bo one zostawiają taki mały niesmak.


1-0 Luis Adriano 25'
1-1 Naldo 35'
2-1 Jadson 97'

Skrót meczu finałowego: klik i klik.

czwartek, 26 lutego 2009

Udinese 2-1 Lech

Lech zaczął bardzo odważnie. Gracze Udinese, wzmocnieni Antonio Di Natale, chyba nie myśleli, że to jest możliwe. W 13 minucie gol dla polskiej drużyny, który daje awans. Podrażnieni tym Włosi wrzucili wyższy bieg, jednak nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce Ivana Turiny. Potem mieliśmy długi okres wzajemnych ataków, ale bez takiego wyraźnego zagrożenia z obu stron. Ale Lech nie musiał się starać o kolejną bramkę. To musieli zrobić Włosi.

Po przerwie zaatakował odważniej włoski gospodarz. Jednak przez długie momenty Lech bronił się bardzo mądrze. Wybijał przeciwnika z rytmu, utrzymywał się przy piłce, normalnie tak, jakby to nie był polski zespół. Niestety w pewnym momencie poznaniacy cofnęli się za głęboko. Udinese wyrównało i miało z powrotem awans. Natychmiastowej reakcji Lecha to nie spowodowało. Były problemy zwłaszcza z utrzymaniem się przy piłce. Lech momentami próbował na stojąco zrobić akcję, a tak się nie da. Udinese wyglądało o wiele lepiej, zdecydowanie podkręcili tempo. Zbył łatwo gracze włoskiego zespołu przedostawali się przez szyki obronne Lecha. Semir Stilić praktycznie zupełnie wyłączony z gry. Nawet stałe fragmenty gry nie przynosiły większego pożytku. Komentatorzy zaczęli marudzić o złym arbitrze, co to kartek nie daje i faworyzuje jedną drużynę. Jednak największa wina spoczywała na graczach Lecha. Włosi grali bardzo dojrzale, szanując piłkę i nie pozwalając Lechowi praktycznie na nic. Zgodnie z zasadą "my mamy piłkę, nie ma jej rywal, a skoro jej nie ma, to nic nam nie zrobi" Udinese po prostu bardzo mądrze się broniło, od czasu do czasu kontrując. To nie jest silna drużyna, ale nawet takie potrafią dużo sprawniej operować piłką. Jedna z kontr praktycznie zakończyła mecz. Asamoah na szczęście trafił tylko w poprzeczkę. No ale potem "Kikut, rany boskie..." i skończyły się emocje.

Tak więc Lech odpadł. Nie przez Marcina Kikuta, ale przez mecz w Poznaniu. W rywalizacji pucharowej trzeba wykorzystać atut własnego boiska. Nie mamy jeszcze tak silnych zespołów, żeby odrabiały one straty na wyjeździe. Lech i tak osiągnął coś wielkiego. Za to każdy kibic polskiej piłki powinien być wdzięczny i podziękować trenerowi Franciszkowi Smudzie oraz piłkarzom, co niniejszym czynię. Za rok będzie lepiej!

0:1 Rengifo 13'
1:1 Simone Pepe 57'
2:1 Antonio Di Natale 91'

Bramki: klik

piątek, 7 marca 2008

NieRealne marzenia

Niektóre drużyny mają chyba patent na odpadanie z danych rozgrywek na pewnym etapie. Oprócz obrońców tytułu, w pierwszej rundzie odpada także madrycki Real, co ciekawe też czwarty raz z rzędu. W meczu z Romą widzieliśmy słaby Real, który przy większym szczęściu gości mógł przegrać trzy, cztery do zera. Kontuzje nie tłumaczą wszystkiego, no może wskazują jaki powinien być następny transfer. Tym razem może przyszedł czas na zmianę lekarzy klubowych, bo w tak wielkim klubie plaga kontuzji dziwi. Chelsea planowo wygrała z Olympiakosem, mimo wielu głosów w mediach, że bezbramkowy remis w pierwszym spotkaniu może się zemścić w rewanżu. Nie wiem, co musieliby zrobić Grecy, żeby wyeliminować wciąż podrażnioną Chelsea, ale większość z tego co przychodzi mi do głowy byłaby niemożliwa do zrealizowania przez grecki zespół. Frank Lampard, który w końcu wrócił po kontuzji, jest w świetnej formie i kto wie, czy nie da rady zaprowadzić The Blues do finałów, W poprzednich latach Anglik miał wręcz żelazne zdrowie i może pod koniec sezonu, w momentach kluczowych, brakowało mu sił i świeżości. Teraz jest w świetnej formie i jeśli ją utrzyma, może osiągnąć wiele z zespołem. Na koniec mecz Porto-Schalke, który zakończył się awansem niemieckiego zespołu. Podejrzewam że to złośliwość losu, bo widziałem wyraźnego faworyta w portugalskim klubie, ale nie przewidziałem, że Manuel Neuer rozegra mecz życia. Wiele świetnych interwencji w regulaminowym czasie gry, w dogrywce, a na koniec obronione dwa karne w serii jedenastek. W statystykach zaliczono mu dziesięć udanych interwencji w czasie meczu i nie będzie przesadą stwierdzenie, że w pojedynkę wyrzucił Porto z UCL.

W tym całym zamieszaniu w Ligą Mistrzów nie należy zapominać, że jest jeszcze Puchar UEFA. Wczoraj rozegrano 1/8 (jakoś bardziej wolę określenie Round of 16) finału i kluby angielskie się nieco skompromitowały. Honor Wyspiarzy obronił Glasgow Rangers, ale to marne pocieszenie, bo w następnej rundzie może nie być żadnego klubu z Anglii, a to znów będzie argument we wszelkich dyskusjach Premier League nie jest najsilniejszą ligą na świecie, tak jakby to tylko puchary europejskie o tym decydowały. Bolton zremisował ze Sportingiem 1:1, co praktycznie przesądza odpadnięcie w rewanżu, ale i tak wypadł najlepiej, mimo nie najlepszej pracy arbitrów (Gary Megson miał sporo zastrzeżeń, zwłaszcza do sytuacji z Rui Patrício, bramkarzem gości, który po zaledwie kwadransie mógł obejrzeć czerwoną kartkę, a nie zobaczył nawet żółtej). Zresztą priorytetem jest Premier League, a nie puchary, więc odpadnięcie nie będzie jakimś wielkim powodem do niepokoju. Everton i Tottenham walczą natomiast o puchar, więc słabe wyniki z pierwszych spotkań to duże rozczarowanie. The Toffees muszą odrobić dwie bramki straty i jeśli zagrają tak samo jak we Włoszech, to mogą o tym zapomnieć. Bardzo słaby występ, czego najlepszym dowodem jest statystyka celnych strzałów: 10:1 dla gospodarzy. Wynik 2:0 to chyba najmniejsza z możliwych porażek, ale i tak szanse na awans poważnie się zmniejszyły. Podobnie Tottenham zawiódł, bo przegrał pierwsze spotkanie, dodatkowo jeszcze na własnym stadionie. PSV nie jest już tą drużyną, która kilka sezonów temu czarowała w UCL (w końcu odeszło wielu graczy, van Bommel, Park, Vogel czy Lee, żeby wymienić tych najgłośniejszych), ale obecny skład wystarczył, by odnieść zwycięstwo na White Hart Lane. Fatalny błąd popełnił debiutujący w barwach gospodarzy Gilberto da Silva Melo, tracąc piłkę przed polem karnym, co wykorzystał Jefferson Farfan strzelając bramkę. Ja rozumiem, że zawodnicy Kogutów musieli odreagować zwycięstwo nad Chelsea, ale myślałem że wystarczy do tego mecz ligowy. Jak widać nie, strata bramki i nieudane próby strzelenia gola spowodowały, że rywalizacja z holenderskim klubem będzie bardzo trudna. Owszem zawsze w rewanżu można odrobić straty, zwłaszcza jak się ma takiego specjalistę na ławce rezerwowych jak Juande Ramos, ale odrobienie strat, przy takiej formie zespołu, wydaje się niemożliwością. Rewanże są zaplanowane na 12/13 marca, czyli już za tydzień możemy wiedzieć, czy w finale rozgrywanym w Manchesterze (na City of Manchester Stadium) będzie uczestniczyć angielska drużyna.

sobota, 22 grudnia 2007

Po losowaniach

Co prawda do 13 lutego (UCL rusza 19), kiedy zostaną rozegrane pierwsze mecze w pucharach na wiosnę, wiele się może zmienić praktycznie we wszystkich klubach, ale samo losowanie obu pucharów zasługuje na mały komentarz. W Pucharze UEFA Aberdeen wylosowało źle, trafiając na Bayern Monachium, murowanego faworyta do zwycięstwa w tej edycji rozgrywek. Bolton, zawodzący nieco w lidze, ale w Europie grający całkiem nieźle, trafi na Atlético Madryt i także nie będzie faworytem. Glasgow Rangers trafia na Panathinaikos i nie można powiedzieć, że szkocki zespół będzie faworytem. Dwa pozostałe angielskie kluby trafiły już lepiej. Everton zagra z SK Brann, a Tottenham ze Slavią Praga i na chwilę obecną są faworytami w tych konfrontacjach. Schody zaczną się w następnej rundzie, bo najprawdopodobniej trafi się na Fiorentinę i PSV Eindhoven, a to już nie będą ani łatwe, ani przyjemne mecze.
W UCL mamy hity w pierwszej rundzie, przede wszystkim dwa pojedynki angielsko-włoskie. Arsenal zagra z obrońcą tytułu, a Liverpool z Interem i trudno będzie wskazać faworyta w tych konfrontacjach. Na korzyść włoskich klubów przemawia przerwa świąteczna i sytuacja w tabeli. Inter ma taką przewagę nad resztą stawki, że może się skoncentrować na UCL, a Milan postara się raczej tylko wywalczyć miejsce w pierwszej czwórce, co powinien zrobić z łatwością. Kluby angielskie, walczące o tytuł u siebie w kraju, mogą nie być do końca skoncentrowane na walce w UCL, ale do lutego wiele się może w tym zakresie zmienić. Manchester United trafił dobrze, chociaż z klubu dobiegają pełne szacunku wypowiedzi o klasie rywala. Moim zdaniem to nie jest ten sam Lyon, co jeszcze rok temu, a młodzi zdolni zawodnicy francuskiego klubu nie dadzą rady pokonać Czerwonych Diabłów. Za dwa-trzy sezony może, ale teraz raczej nie. Co prawda do lutego sporo czasu i któryś zespół może złapać kryzys formy, ale na razie faworyt jest jeden. Najłatwiejszego rywala ma chyba Chelsea, bo grecki Olympiakos cieszy się już z tego, że awansował z grupy. Jeśli Chelsea straci szansę na wywalczenie tytułu mistrza Anglii (a jest tego dość bliska), to wtedy cała uwaga zostanie skupiona na UCL i taki przeciwnik jak Olympiakos nie może stanowić przeszkody.
No i na koniec Celtic z Barceloną. Dla szkockiego klubu to dobre losowanie z punktu finansowego, bo gra z takim rywalem wzbudzi olbrzymie zainteresowanie. Natomiast z punktu sportowego to złe losowanie, ale innego być nie mogło. Pozostaje liczyć na dobrą grę Artura Boruca i to, że Barcelona pokona się sama. To wbrew pozorom nie jest takie niemożliwe, bo zlekceważenie rywala jest dość prawdopodobne.

piątek, 5 października 2007

Następna szansa za rok

Miałem oglądać wczorajszy mecz Groclinu, ale ostatecznie zdecydowałem się na cztery odcinki CSI na AXN. To nic że powtórki, bo jak czytam telewizja zrobiła jakiś numer z transmisją, a Groclin mecz przegrał, tak więc nic nie straciłem. Z jednej strony grodziszczanie i tak zaskoczyli awansując tak daleko po osłabieniach przedsezonowych, z drugiej to smutne, że wszystkie polskie drużyny już odpadły. Z roku na rok jest coraz gorzej, a najgorsze jest to, że każda iskierka nadziei jest brutalnie gaszona. Pocieszające że na razie już niżej nie spadniemy w rankingu, ale i tak nie wyprzedzamy już nikogo znaczniejszego.
W środę jednym okiem patrzyłem na mecz Celticu z Milanem i byłem rozczarowany poziomem widowiska. Nie wiem czy to przez ulewny deszcz, ale to nie było jakieś wybitne spotkanie. Tak właściwie mecz nie miałby historii, gdyby nie wydarzenia z końcówki, kiedy padł na murawę Dida po uderzeniu? dotknięciu? przez kibica gospodarzy. Celtic powinien ponieść konsekwencje niezabezpieczenia w odpowiedni sposób meczu, bo taka sytuacja nie ma prawa zaistnieć. Z drugiej strony to co zrobił Dida też nie powinno mieć miejsca, bo to czysta próba oszukania całego świata. Ciekawe jakie konsekwencje wyciągnie UEFA, ale weryfikacja wyniku na walkower dla gości byłaby jednak nadmiernym ukaraniem klubu.
Reszta angielskich klubów, grająca w pucharach, ma mieszane wrażenia. Arsenal i Man Utd wygrały, co nie powinno dziwić. Chelsea wygrała w Hiszpanii, co nieco dziwi po słabszych występach w lidze. Natomiast tego, co zrobił Liverpool w meczu z OM nie mogę zrozumieć. Przegrać na własnym stadionie, grać słabo, postawić się w fatalnej sytuacji w grupie, nie wiem jak gracze The Reds mogli dokonać tych rzeczy. Z Pucharem UEFA pożegnał się zespół Blackburn, który co prawda wygrał u siebie z Larissą, ale nie odrobił dwubramkowej straty. Everton wygrał trudne spotkanie w Charkowie 3:2 z miejscowym Metalistem co zasługuje na uznanie. Ponieważ reszta drużyn także awansowała, to jedyną która przygodę pucharową ma zakończoną jest Blackburn. Tak więc już tylko trzy kraje mają komplet drużyn w pucharach: Niemcy, Rosja i Grecja. Anglii już nie ma w tym gronie, ale pozostałe siedem drużyn stać na finały.

piątek, 21 września 2007

Po pucharach

Jest co prawda rewanż, ale awans Groclinu do fazy grupowej stał się mało realny. Crvena Zvezda przyjechała z dość wyraźnym celem (nie stracić za dużo bramek), a jak wyszła na prowadzenie to oddała grodziszczanom inicjatywę. Można mówić że zabrakło szczęścia, ale nie da się tym wytłumaczyć straty szansy na awans. Wątpię że w rewanżu, przed swoją publicznością, Crvena pozwoli Groclinowi na strzelenie dwóch bramek. Co prawda jest szybki Sikora, ale w pojedynkę nie wygra on spotkania.
Odejście z klubu José Mourinho zepchnęło w cień występy pucharowe angielskich drużyn. W eliminacjach Pucharu UEFA zawiedli wszyscy poza Tottenhamem. W Premier League dyspozycja jest daleka od oczekiwań, a w pucharze przyszło przekonujące zwycięstwo 6:1 nad Anorthosisem Famagusta. Zwłaszcza wbicie trzech bramek w cztery minuty tuż przed przerwą jest swoistym wyczynem. Reszta angielskich drużyn zawiodła w mniejszym, lub większym zakresie. Everton zremisował z Metalistem Charków 1:1 w meczu, który ma szansę przejść do historii. Andrew Johnson nie wykorzystał dwóch rzutów karnych, wykorzystał pierwszy który wykonywał, ale sędzia zarządził jego powtórkę. Pozostałe dwa nie zakończyły się zdobyciem gola, a ponieważ goście skontrowali i zdobyli bramkę, wywieźli z Anglii wręcz znakomity rezultat. Bolton przywiózł remis z Macedonii, dość szczęśliwy. Gospodarze mieli szereg okazji na strzelenie bramki, nie zadowolili się jednobramkowym prowadzeniem, a Bolton swojego gola zawdzięcza w dużej mierze Filipovi Madzowskiemu, bramkarzowi Rabotnickiego Skopje. Teraz angielska drużyna jest w uprzywilejowanej sytuacji, ale z taką dyspozycją faza grupowa nie wygląda zbyt obiecująco. Największe rozczarowanie to postawa Blackburn Rovers. Porażka z Larissą nie powinna się zdarzyć. Kilka dni temu pochwaliłem na blogu angielski zespół, a ten odpłacił się właśnie takim występem. Fenomenalny gol Ibrahima Bakayoko, potem sprawę zawalił Emerton zagrywający piłkę zupełnie bez jakiegokolwiek zastanowienia się i w dwie minuty Blackburn straciło dwie bramki. Zamiast odpowiedzieć i postarać się strzelić gola, goście nie potrafili nawet wyraźniej zagrozić bramce swoich rywali. Rewanż u siebie wcale nie będzie łatwym spotkaniem, Larissa przyjedzie z nastawieniem na obronę dwubramkowego prowadzenia, a strata bramki praktycznie przesądzi losy rywalizacji. Nie wiem co się stało z drużyną, ale teraz jest ona w poważnych opałach.
W Lidze Mistrzów było lepiej. Man Utd i Arsenal wygrały swoje spotkania. Czerwone Diabły tradycyjnie 1:0, po bramce Cristiano Ronaldo, dla którego to było specjalne spotkanie. Arsenal natomiast wygrał przekonująco z Sevillą, drużyną która debiutowała w tej fazie rozgrywek. Wydawało się, że to będzie trochę bardziej wyrównane spotkanie, ale Kanonierzy chyba złapali formę i uwierzyli w siebie. Zwiastuje to ciekawą walkę o tytuł mistrzowski w Anglii.

piątek, 31 sierpnia 2007

Utopieni w Dnieprze

Skończyła się przygoda wicemistrza Polski z Pucharem UEFA zaledwie po czterech spotkaniach. Ostatni mecz to porażka i to naprawdę bolesna, zwłaszcza że po pierwszym meczu można było mieć powody do optymizmu. Najbardziej zawiodła ta formacja, która akurat w lidze spisywała się najlepiej, czyli defensywa. Stracić cztery bramki to już spory wyczyn, ale stracić trzy w kilka minut to już naprawdę spora przesada. Gra ofensywna sprawiała i sprawia kłopoty, więc nie mogło się to zakończyć inaczej, jak porażką. Po świetnym poprzednim sezonie przyszedł kryzys i to chyba dość spory, szkoda że to akurat PGE reprezentowało Polskę w pucharach.
Najbardziej chyba niedoceniany Groclin pokonał Toboł 2:0 i pewnie awansował. Przed sezonem wydawało się, że grodziszczanie najszybciej odpadną z pucharów, zmiana trenera, rozbity środek pomocy. Jak już sezon się zaczął, to podobno w szatni piłkarze nie zgadzali się z trenerem. W tym momencie Groclin jest jedynym polskim zespołem, który gra w pucharach, jak to czasami los bywa przewrotny. Wczorajszy mecz nie stał na wysokim poziomie, ale nie mógł na takim stać z prostego powodu, korzystny wynik w pierwszym meczu, plus szybko strzelone bramki ustawiły przebieg spotkania. Gospodarze nie marnowali sił, goście nie potrafili czegoś zwojować, więc emocji też nie było. Teraz pozostaje poczekać do losowania i przekonać się, z kim Groclin zagra w następnej rundzie.
Zapomniałem dodać, jest jeden pozytyw: nie spadniemy niżej w rankingu UEFA. Co prawda mogą nas przeskoczyć Szwedzi (pięć drużyn, wszystkie grają), ale inne kraje tej szansy raczej nie mają. Tak więc cieszmy się z małych rzeczy.

piątek, 17 sierpnia 2007

Miła niespodzianka

Po występach w poprzedniej rundzie kwalifikacji do Pucharu UEFA spodziewałem się wszystkiego co najgorsze we wczorajszych meczach, bo rywale byli silniejsi niż wyeliminowani poprzednio, a gra Groclinu i PGE nie dawała powodów do optymizmu. Nie było jednak tak źle, można powiedzieć że było nawet dobrze, bo obie polskie drużyny osiągnęły wynik promujący je do następnej rundy. To rywale będą musieli atakować, a przecież gra z kontry to jest chyba to, co polskie drużyny potrafią najlepiej. Gra przed własną publicznością będzie kolejnym atutem. Spotkania rewanżowe dopiero za dwa tygodnie, ale można być optymistą. Tego ostatnio brakowało w kontekście występów polskich drużyn w europejskich pucharach.

piątek, 3 sierpnia 2007

Awans w bólach

PGE GKS Bełchatów i Groclin Grodzisk Wielkopolski awansowały do następnej rundy kwalifikacji w Pucharze UEFA, no i to koniec dobrych wiadomości. Bełchatowianie przegrali swój wyjazd i do awansu potrzebowali serii rzutów karnych, a drużyna Ameri ma prawo czuć się pokrzywdzona przez los. Na pewno nie grali tak jak Bayern, ale i tak prezentowali się dużo lepiej niż wicemistrz Polski. Groclin to inna historia, bo przez 88 minut nie potrafił strzelić gola. W końcu się udało, ale kompromitacja była o krok, bo remis z tak słabą drużyną chluby nie przynosi, zwłaszcza remis na własnym boisku.

Dzisiaj odbyło się losowanie kolejnych rund. Zagłębie Lubin, jeśli awansuje, zagra ze zwycięzcą dwumeczu FH Hafnarfjördur - FC BATE Borysów, a wynik pierwszego spotkania (wygrana białoruskiego zespołu na wyjeździe 3:1) raczej wskazuje kto nim będzie.
W Pucharze UEFA PGE zagra z Dnipro Dniepropietrowsk, a Groclin z Tobołem Kostanaj. Znowu podróże na wschód, znowu trudni i wymagający przeciwnicy. Toboł awansował poprzez Puchar Intertoto. Ciężko będzie, ale trzeba wierzyć (mam ważenie, że nadużywam tego zwrotu w kontekście gry polskich drużyn w europejskich pucharach).

piątek, 20 lipca 2007

Pierwsze mecze pucharowe

Oglądałem tylko jedno spotkanie, tak więc o meczu PGE GKS Bełchatów mogę powiedzieć jedynie tyle, że dwie bramki zaliczki przed rewanżem powinny wystarczyć do awansu. Wicemistrz Polski ma na tyle silną drużynę, że powinien spokojnie poradzić sobie w spotkaniu wyjazdowym. Oglądanie spotkania Groclinu to była istna męka. Nudny mecz, w którym ciekawych momentów było bardzo niewiele. Szkoda strzału w słupek Adriana Sikory, bo cała akcja była bardzo ładna. Dwie dogodne sytuacje zmarnował Filip Ivanovski, co spowoduje znowu wysyp zapytań, czy ten transfer do klubu był trafionym pomysłem. Najprawdopodobniej Groclin u siebie spokojne wygra i awansuje, bo po piłkarzach MKT Araz nie widać umiejętności, które mogłyby zagrozić polskiemu zespołowi. Jednak mimo tego można było postarać się o strzelenie chociaż jednego gola na wyjeździe, tak aby być w pełni spokojnym o losy dwumeczu.
Inną kwestią jest odmowa występu w meczu o Superpuchar Polski. To nie przystoi klubowi, który zdobył Puchar Polski. Kara za takie zachowanie, która może sięgnąć 100 tysięcy złotych, jest moim zdaniem całkowicie nieadekwatna, bo klub zlekceważył w ten sposób kibiców i same rozgrywki. Kara nie powinna polegać na zapłaceniu określonej sumy pieniędzy, bo w ten sposób bogate zespoły będą sobie wybierać mecze do gry. W takim wypadku Groclin powinien zostać zdyskwalifikowany z rozgrywek Pucharu Polski, dodatkowo można jeszcze ukarać klub walkowerami w lidze. Może i jestem w tym momencie surowy, ale mnie bardzo irytują takie zachowania, bo one pokazują jaki dystans dzieli polską piłkę od tej europejskiej.

piątek, 29 czerwca 2007

I po losowaniu

Na początku wydawało się, że losowanie jest w miarę korzystne dla mistrza Polski, ale to wynikało tylko z błędu na stronie UEFY. Ostatecznie przeciwnikiem polskiego zespołu będzie Steaua Bukareszt, czyli bardzo niewygodny i bardzo trudny przeciwnik. Rumuński klub przeżywa swoje złote lata od momentu, kiedy prezesem został George Becali, a pewnym ukoronowaniem tego okresu był rok 2006, kiedy Steaua dotarła do półfinału Pucharu UEFA. W ostatnim sezonie Steaua brała udział w fazie grupowej UCL, gdzie nie sprostała drużynom z Lyonu i Madrytu, a w pierwszych meczach Pucharu UEFA trafiła na Sevillę, późniejszego triumfatora rozgrywek. W kraju Steaua zajęła drugie miejsce, dlatego musi grać już w drugiej rundzie, tak więc sezon był rozczarowaniem, a chęć rewanżu będzie jeszcze większa. Czy Zagłębie ma szansę na awans? Teoretycznie co roku powinna zdarzyć się jakaś niespodzianka, ale w tym przypadku trudno być optymistą. Jedyna nadzieja w tym, że Rumuni zlekceważą miedziową jedenastkę, a Czesław Michniewicz stworzy coś, co zaskoczy rywala. Pewnej szansy upatrywałbym w osobie trenera rumuńskiego zespołu, bo Gheorghe Hagi nie odnosił do tej pory sukcesów jako trener, poza zdobyciem Pucharu Turcji z drużyną Galatasaray. Reszta klubów rozstawała się z nim jednak dość szybko, z reguły po serii słabych wyników. Na pewno potencjał Steauy jest o wiele większy niż Zagłębia, i dziewięć z dziesięciu rywalizacji rumuński klub rozstrzygnąłby na swoją korzyść, ale może będzie ten jeden raz i to polski zespół awansuje dalej. Na razie pozostaje trzymać kciuki i wierzyć w awans.
W Pucharze UEFA polskie drużyny pojadą w te okolice, które niedawno zwiedzała reprezentacja Polski. Azerski FK MKT Araz, przeciwnik Groclinu, zajął piąte miejsce w lidze, czyli musiał awansować poprzez puchar krajowy. Rok temu odpadli z Pucharu Intertoto, po porażce 1:2 z FC Tiraspol (ta sama drużyna, która potem wyeliminowała Lecha Poznań), ale u siebie wygrali 1:0. Ameri Tbilisi z Gruzji jest przeciwnikiem wicemistrza Polski i podejrzewam, że ta drużyna uzyskała awans poprzez puchar krajowy, ponieważ w lidze zajęła trzecie miejsce. W sezonie 2006/2007 Ameri brało udział w rozgrywkach Pucharu UEFA i nawet wyeliminowało swojego pierwszego przeciwnika, FC Banants, dzięki większej liczbie strzelonych bramek na wyjeździe. W drugiej rundzie kwalifikacyjnej napędzili trochę stracha Hercie Berlin, bo na wyjeździe przegrali tylko 0:1, a u siebie zremisowali 2:2, dwa razy obejmując prowadzenie. Mimo wszystko nie są to przeciwnicy, których trzeba się obawiać. Oba polskie zespoły pierwszy mecz grają u siebie i to jest korzystne, bo losy dwumeczu można rozstrzygnąć jeszcze w Polsce, a tym samym uniknąć nerwowych chwil na Zakaukaziu. Jak widać te drużyny są groźne raczej tylko na swoim stadionie, tak więc wypracowanie bezpiecznej przewagi w pierwszym meczu może być kluczowe do awansu.

czwartek, 17 maja 2007

Ukarany Espanyol

Szkoda mi tej przegranej hiszpańskiej drużyny, bo wczoraj zostawiła ona na boisku sporo zdrowia. Sevilla grała tak, by nie stracić za dużo sił, a Espanyol liczył na kontry. No i kontry się doczekał, tyle że stracił po niej bramkę. Zastanawiałem się, w jaki sposób zespół z Barcelony odrobi stratę gola i doczekałem się indywidualnej akcji. Potem był mecz bramkarzy (obie drużyny oddały 43 strzały, z czego 18 celnych), czerwona kartka dla Moisésa Hurtado, początkowo niezrozumiała decyzja Juande Ramosa o wpuszczeniu na boisko Jesúsa Navasa, który psuł co popadnie, aż miał w dogrywce asystę przy bramce na 2:1, bramce, która miała zakończyć spotkanie. Rozpaczliwe ataki Espanyolu, kontry Sevilli i strzał życia Jônatasa dopełniły dramatu sportowego na Hampden Park. W serii rzutów karnych gracze Espanyolu chyba już nie mieli siły, by strzelać. Andrés Palop obronił trzy jedenastki i po raz kolejny stał się bohaterem andaluzyjskiego klubu, który obronił trofeum i w ten sposób powtórzył osiągnięcie Realu Madryt. Mieliśmy w tym meczu wszystko, bramki, czerwoną kartkę, rzuty karne, emocje, smutnych i płaczących oraz szalejących z radości kibiców i szkoda, że tylko jedna drużyna mogła wygrać. Za rok nie zobaczymy w Pucharze UEFA ani Espanyolu (który nie zakwalifikuje się z ligi), ani Sevilli, która ruszy na podbój UCL. Mam nadzieję, że inne drużyny będą w stanie zagrać jeszcze lepszy mecz.

piątek, 4 maja 2007

Nie było cudu na Weserstadionie

Przed meczem, dzięki artykułom prasowym, można było sobie przypomnieć dwa dramatyczne spotkania między Espanyolem a Bayerem Leverkusen. W 1988 Hiszpanie wygrali pierwsze spotkanie finałowe 3:0, jednak w rewanżu przegrali w takim samym stosunku, a potem ulegli też w rzutach karnych i ostatecznie przegrali finał. Ernesto Valverde, obecny trener Espanyolu, brał udział w tamtych meczach, więc wiedział, że losy rywalizacji nie są rozstrzygnięte aż do momentu, gdy zabrzmi ostatni gwizdek arbitra. Pierwsze minuty meczu zdawały się potwierdzać starą prawdę, że historia lubi się powtarzać. Bramka dla Werderu już w czwartej minucie zwiastowała emocje i dalsze ataki niemieckiej drużyny. Wszystko się jednak urwało w 19 minucie, kiedy drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę, obejrzał kluczowy gracz gospodarzy, napastnik Miroslav Klose. Czy to był błąd sędziego? Wydaje mi się że tak. Niemiec już miał kartkę na koncie, więc nie symulowałby faulu. Po obejrzeniu kilku powtórek mam wrażenie, że Klose po prostu się potknął, ale zaraz wstał i nie próbował wymuszać rzutu wolnego. Szkoda że Bertrand Layec podjął taką decyzję, bo od tego momentu gra gospodarzy siłą rzeczy nie mogła już być taka ofensywna, z kolei Hiszpanom nie spieszyło się ze strzelaniem bramek. Jakiekolwiek nadzieje graczy Werderu na odrobienie strat rozwiały się w 50 minucie, kiedy po błędzie Andreasa Reinkego gola zdobył Ferrán Corominas. Gdy dziesięć minu później Jesús María Lacruz strzelił drugą bramkę, już było pewne, że awans wywalczą Hiszpanie. Wracając do sędziego, zastanawiała mnie podczas transmisji jedna rzecz, dlaczego bramkarz Espanyolu, Gorka Iraizoz, nie obejrzał żółtej kartki za grę na czas.
Drugi półfinał zgodnie z oczekiwaniami wygrała Sevilla i stanie przed szansą obronienia wywalczonego rok temu trofeum, co po raz ostatni udało się Realowi Madryt 21 lat temu. Mimo że Osasuna miała swoje szanse na strzelenie gola dającego awans (chyba najbliżej był Pierre Webó, który trafił w słupek), to awans Sevilli nie był praktycznie zagrożony. 16 maja w Glasgow dwie hiszpańskie drużyny zmierzą się w finale i trudno wskazać faworyta. Co prawda Sevilla wygrała 29 kwietnia spotkanie ligowe z Espanyolem 3:1, ale drużyna z Barcelony u siebie wygrała 2:1, a w poprzednim sezonie nawet 5:0. Jedno wydaje się niemal pewne, na pewno padną bramki, bo obie drużyny w tej edycji Pucharu zdobyły już 48 goli.

czwartek, 26 kwietnia 2007

Do przerwy hiszpański finał

Ledwie napisałem notkę, że upatruję Werder jako faworyta dwumeczu z Espanyolem, a już niemiecki zespół praktycznie stracił szansę na awans. Ja rozumiem, że mecz można przegrać, ale porażka 3:0 rozstrzyga na 95% losy rywalizacji. Dodatkowo Tim Wiese obejrzał czerwoną kartkę i nie zagra na Weserstadion, a to jest podstawowy bramkarz niemieckiej drużyny w tych rozgrywkach. W statystykach nie wygląda to źle, w strzałach 14-10, w celnych 7-5, posiadanie piłki 41-59 (na korzyść Werderu), a wynik tragiczny. Pierwsza bramka po stałym fragmencie gry, druga stracona w taki sam sposób, trzecia po kontrze i po meczu. Spodziewałem się lepszej gry po niemieckim zespole, ale przełomowa była 58 minuta, w której bramkarz Werderu zobaczył czerwoną kartkę. Do tego momentu goście w miarę grali w piłkę, stwarzali sobie sytuacje dążąc do wyrównania. Druga bramka, stracona w 50 minucie, zachwiała drużyną, ale przecież niczego jeszcze nie przesądzała. Czerwona kartka i konieczność gry w osłabieniu już tak, a starający się strzelić choć jednego gola Werder, został skarcony trzecią bramką. Trochę szkoda, że ta bramka dla gości nie padła, bo to dawałoby jakieś nadzieje na emocjonujący mecz w rewanżu, a tak będziemy mieli spotkanie praktycznie o nic. Co prawda strzelenie trzech bramek jest jak najbardziej możliwe, ale będzie bardzo trudne, zwłaszcza że Espanyol przyjedzie bronić wyniku wszelkimi sposobami. W drugim meczu Osasuna pokonała Sevillę, ale tylko 1:0. Tak skromna zaliczka może nie wystarczyć w rewanżu, ale skoro w pierwszym meczu jest niepodzianka, czemu nie może być jej też w drugim.

Do przerwy dwie jedynki

Po pierwszych meczach półfinałowych nie ma żadnej drużyny, która może czuć się pewna awansu do finału, co powinno zaowocować emocjonującymi meczami rewanżowymi. Man Utd mecz z Milanem zaczął najlepiej jak się da, już w piątej minucie gospodarze strzelili bramkę, chociaż dla mnie to bardziej samobójcze trafienie Didy, niż Cristiano Ronaldo. Wydawało się w tym momencie, że czeka nas powtórka meczu z Romą, zwłaszcza że Czerwone Diabły osiągnęły sporą przewagę. Jednak trwało to zaledwie 20 minut, a potem zaczął się show Kaki, który dwa razy poradził sobie z obroną Man Utd i wyprowadził Milan na prowadzenie. W przerwie musiał zejść Paolo Maldini, osiem minut później Gennaro Gattuso i gra Milanu już nie była tak skuteczna jak wcześniej. Goście zaczęli bronić wyniku, bardzo głęboko cofając się w swoją strefę obronną, a to jedynie dało możliwość bocznym obrońcom Man Utd na włączanie się do praktycznie każdej akcji ofensywnej. Ataki Man Utd przyniosły dwa gole Rooneya, które dają skromną zaliczkę graczom Man Utd przed rewanżem. Teoretycznie wynik stawia w lepszej sytuacji Milan. W rewanżu musi on strzelić tylko jedną bramkę, co nie wydaje się trudnym zadaniem, zwłaszcza jak się spojrzy na dokonania Man Utd na wyjazdach w tej edycji UCL. Z drugiej strony możliwość wyprowadzenia skutecznej kontry (a gracze Man Utd potrafią to znakomicie) zmusi Milan do ostrożnej gry, więc ataków od pierwszej minuty nie ma się co spodziewać.
Drugi mecz był trochę mniej ciekawym spotkaniem, tu górę wzięła taktyka i przestrzeganie przedmeczowych schematów. Chelsea wygrała zasłużenie, ale wynik 1:0 zdecydowanie pozwala myśleć graczom Liverpoolu o ateńskim finale. Joe Cole strzelił bramkę i to jest pierwsze trafienie tego zawodnika od 25 października. Anglik ma ten sezon praktycznie zmarnowany przez kontuzje, ale zdołał wykurować się na jego końcówkę i pokazał, że jest w dobrej formie. Jego powrót to wzmocnienie londyńskiego klubu, zwłaszcza w obliczu kontuzji Arjena Robbena. Rewanż na Anfield zapowiada się ciekawie, zwłaszcza w kontekście ostatniego meczu ligowego między tymi drużynami. To było jedno z najsłabszych spotkań Chelsea w tym sezonie i gospodarze zasłużenie wygrali ten mecz 2:0. Jeśli powtórzą ten wynik, to awansują, ale nie można zapomnieć że od tego czasu Chelsea przebyła długą drogę i wydaje się być mocniejsza. Na pewno stać ją na strzelenie gola w rewanżu, a to zdecydowanie skomplikuje plany Liverpoolu. Ciekawie zapowiada się też starcie menadżerów obu zespołów, Benítez do tej pory potrafił bezbłędnie rozpracować Barcę i PSV, rozstrzygając losy rywalizacji już w pierwszym, wyjazdowym spotkaniu. Teraz na Anfield trzeba odrabiać straty, a Barca już udowodniła, że można tam wygrać.

Dzisiaj, tradycynie w cieniu UCL, odbędą się pierwsze mecze półfinałowe Pucharu UEFA. Tutaj mamy faworytów i to nawet dość wyraźnych. Werder Brema i FC Sevilla wydają się być dużo silniejsze od swoich przeciwników (odpowiednio Espanyol i Osasuna), a drugi mecz rozgrywają na swoim stadionie, co pozwoli odrabiać ewentualne straty z pierwszego spotkania. Owszem, zawsze jest szansa na niespodziankę, ale moim zdaniem nie będzie jej akurat teraz. Co prawda zarówno Werder, jak i Sevilla, walczą o tytuł mistrza w swoich ligach, co teoretycznie może doprowadzić do potraktowania półfinałów nieco ulgowo, ale z drugiej strony triumf w tych rozgrywkach to będzie spore osiągnięcie dla obu klubów. Nie należy też zapominać, że hiszpański klub broni wywalczonego przed rokiem trofeum. Ja jedynie mam nadzieję, że faworyci spotkają się w finale, bo taki mecz zwiastuje spore emocje.

piątek, 13 kwietnia 2007

Hiszpański Puchar

Trzy drużyny na cztery miejsca w półfinałach Pucharu UEFA. Jedynie Werder Brema reprezentuje resztę Europy, która tym razem dość zdecydowanie przegrała z klubami hiszpańskimi. Osasuna zaskakująco łatwo odprawiła Bayer Leverkusen, wygrywając na wyjeździe 3:0, a potem u siebie 1:0. Rozczarował niemiecki zespół, który do tej pory u siebie z reguły wygrywał, a drugi mecz przy takim wyniku to praktycznie formalność. Espanyol też sprawił małą niespodziankę, bo nie dał sobie wbić bramki na Estádio do Sport i dowiózł jednobramkową zaliczkę z pierwszego spotkania. Werder powstrzymał napastników AZ którzy wcześniej strzelali jak na zawołanie. Bezbramkowy remis w pierwszym meczu wyraźnie stawiał w roli faworytów drużynę z Bremy, a rewanż pokazał największą wadę holenderskiej drużyny - grę w obronie. Passę 907 minut bez strzelonej bramki zakończył Miroslav Klose, po bramce dołożyli Borowski i Diego, a gości stać było jedynie na cztery minuty utrzymywania wyniku, który dawał im awans. Mecz ostatniej pary, Tottenhamu i obrońców trofeum, zapowiadał się chyba najciekawiej, jednak szanse na wyeliminowanie Sevilli rozwiały się już po ośmiu minutach, kiedy było 0:2. Potem Koguty starały się, atakowały jednak bez efektu. Bardzo podobała mi się reakcja polskich komentatorów na zmianę w 64 minucie, kiedy zszedł Zokora a wszedł Defoe. Krytyka decyzji Martina Jola trwała kilkanaście sekund, do momentu w którym Anglik zdobył gola, a potem dziennikarze zaniemówili. Minutę później zrobił się remis i wydawało się że to może zwiastować emocje do końca meczu, jednak obrońca trofeum szybko się pozbierał i mimo że Tottenham miał swoje okazje na strzelenie dalszych bramek, to jednak Sevilla miała wszystko pod kontrolą.

W półfinałach Sevilla zagra z Osasuną (ostatni mecz ligowy między tymi zespołami zakończył się wynikiem 0:0), a Werder zmierzy się z Espanyolem. Trudno na tym etapie typować faworyta, ale chyba finał Werder - Sevilla byłby najciekawszy.

piątek, 16 marca 2007

Andrés Palop saved the day

Gol bramkarza bardzo często ratuje drużynę przed wyeliminowaniem i w meczu Szachtara z Sevillą było podobnie, rzut rożny, główka Palopa i obrońca trofeum uratował dogrywkę, a w niej wyraźnie podłamani gracze donieckiego zespołu już nie byli w stanie stworzyć jakiegoś poważniejszego zagrożenia, a bramka Chevantóna wręcz wisiała w powietrzu. Goście grali całkiem dobre spotkanie, ale dwa razy musieli gonić wynik. Za pierwszym razem wystarczyły 4 minuty, ale gdy w 83 minucie Elano strzelił gola na 2:1 wydawało się, że Sevilla jednak odpadnie, aż nadeszła ta 94 minuta, fatalny błąd w ustawieniu defensywnym Szachtara (przy Palopie nie było nikogo) i praktycznie w tym momencie gospodarze odpadli.
Można powiedzieć, że Sevilla przełamała pewną prawidłowość, w siedmiu spotkaniach awans wywalczył zespół, który pierwszy mecz grał na wyjeździe. Spotkanie numer osiem w tej serii według UEFY to właśnie dwumecz Szachtara i Sevilli. Sroki nie sprostały ofensywnemu potencjałowi drużyny AZ i straciły dwie bramki (zastanawiające jest, że drużyna Newcastle nie potrafiła strzelić gola na DSB-Stadium, holenderska drużyna strzela i traci dużo bramek, bilans po meczach z Anglikami wynosi 21:14), tak więc odpadł zwycięzca Pucharu Intertoto. Honoru Anglii będzie bronił teraz Tottenham, który wyeliminował Sporting Braga, ale niepokoją aż cztery stracone bramki. Dwa hiszpańskie kluby zgodnie z oczekiwaniami wyeliminowały swoich rywali, a Celta nie sprostała Werderowi. Lens rozczarował w starciu z Bayerem Leverkusen przegrywając rewanż na BayArena 0:3. Bramka Paulety w 32 minucie spotkania w Lizbonie aż do 89 minuty dawała dogrywkę w meczu Benfici z PSG. Wtedy Youssuf Mulumbu faulował w polu karnym Léo (i dostał przy okazji druga żółtą kartkę), Simão wykorzystał rzut karny i klub ze stolicy Francji odpadł z rozgrywek, chociaż może to i lepiej, bo PSG jest w strefie spadkowej i musi walczyć o utrzymanie. Trochę szkoda by było, gdyby taki klub musiał grać w drugiej lidze.

Dzisiaj w Glasgow odbyło się także losowanie pozostałych rund Pucharu w tej edycji. Sam finał odbędzie się na Hampden Park dokładnie za dwa miesiące.

Ćwierćfinały (5 i 12 kwietnia):
AZ Alkmaar - Werder Brema
Bayer Leverkusen - Osasuna Pampeluna
Sevilla - Tottenham
Espanyol Barcelona - Benfica Lizbona

Półfinały (26 kwietnia i trzeci maja):
Espanyol/Benfica - AZ/Werder
Bayer/Osasuna - Sevilla/Tottenham

piątek, 9 marca 2007

To już 1/8

Sevilla ma szansę powtórzyć osiągnięcie Barcelony, czyli odpaść na tym samym etapie rozgrywek broniąc wywalczonego tytułu. Mecz z Szachtarem Donieck miał być łatwy i przyjemny, skończyło się na nerwówce i uratowaniu remisu dopiero w 88 minucie. Niby gospodarze przeważali, ale gole potrafili zdobywać tylko z karnych, więc mamy dość sensacyjny wynik. Hiszpański zespół musi wygrać rewanżowe spotkanie, bo remis 3:3 czy więcej raczej nie wchodzi w grę. Szachtar ma na wyciągnięcie ręki chyba największe osiągnięcie w europejskich pucharach, szkoda że bez udziału Mariusza Lewandowskiego, który pauzował za nadmiar kartek.
Zespoły angielskie zgodnie z planem, niepokoić może strata dwóch bramek w konfrontacji z AZ drużyny Newcastle, chociaż potencjał ofensywny holenderskiej drużyny musi budzić szacunek (19 bramek w 7 meczach w tej edycji Pucharu UEFA). W rewanżu na pewno Sroki będą musiały zagrać dobrze i uważnie w obronie, bo AZ stać na odrobienie deficytu bramkowego. Sporting Braga (bez Marcina Chmiesta, który nie został zgłoszony do rozgrywek) przegrał z Tottenhamem (wszystkie pięć bramek padło w drugiej połowie). Robbie Keane w doliczonym czasie gry zapewnił zwycięstwo Kogutom i to praktycznie rozstrzyga który zespół awansuje dalej.
W pozostałych meczach sokojnie i planowo. Werder po raz kolejny potwierdził wysokie ambicje wygrywając na Balaídos z Celtą, co prawda skromnie 1:0. Zremisowały dwa hiszpańskie kluby grające na wyjazdach, Espanyol i Osasuna, co stawia ich w bardzo korzystnej sytuacji przed meczami rewanżowymi, zaplanowanymi na 15 marca. Nie wydaje się możliwe, żeby zespoły Maccabi Hajfa i Glagow Rangers potrafiły osiągnąć korzystny wynik w Hiszpanii. Mecz Lens z Leverkusen i PSG z Benficą zakończyły się wynikami 2:1, ale to absolutnie o niczym nie decyduje i rewanżowe spotkania powinny obfitować w emocje.

piątek, 23 lutego 2007

Pierwsza runda Pucharu UEFA za nami

Czym byłby puchar bez niespodzianek? Tym razem były, więc nie mogę czuć się rozczarowany. Największą moim zdaniem jest wyeliminowanie CSKA Moskwa przez Maccabi Hajfa. Roberto Colautti strzelił bramkę już w 13 minucie i mimo wysiłków Yurija Zhirkova wynik już nie uległ zmianie. W ten sposób izrealski zespół pokonał grypę i rywala, a w następnej rundzie zmierzy się z hiszpańskim Espanyolem. Starcie drużyn, które prześladowały polskie zespoły, wygrał Szachtar Donieck. Skromna wygrana 1:0 na boisku Nancy wystarczyła do awansu, Mariusz Lewandowski grał tym razem 83 minuty, dwie minuty przed zmianą dostając żółtą kartkę (Wojciech Kowalewski ze Spartaka cały mecz spędził na ławce rezerwowych). W następnej rundzie czeka o wiele trudniejszy przeciwnik - obrońca trofeum Sevilla. Wyspiarskie kluby poradziły sobie w miarę dobrze, Newcastle pokonało 1:0 Zulte Waregem, a Glasgow Rangers rozbiło 4:0 Hapoel Tel-Awiw, rewanżując się za porażkę 1:2 w pierwszym meczu. Blado na tym tle wypada Blackburn Rovers, które bezbramkowo zremisowało z Bayerem Leverkusen, a menadżer Mark Hughes miał przede wszystkim pretensje do arbitra zawodów, jednak przyznał, że główną przyczyną odpadnięcia była nieskuteczność jego zespołu pod bramką rywali. W starciu z niemiecką drużyną można było oczekiwać jednak lepszej postawy zespołu Blackburn. Zespół Werderu niemal stracił trzybramkową zaliczkę z pierwszego meczu i gdyby nie gol Hugo Almeidy i bardzo dobra postawa bramkarza Tima Wiese to nie wiem, czy w następnej rundzie nie grałby zespół Ajaxu. Chyba największe emocje w tej serii spotkań fundowali swoim kibicom gracze AZ Alkmaar. Pierwszy mecz zakończony wynikiem 3:3 zapowiadał emocje w rewanżu. Po pierwszej połowie Fenerbahçe prowadziło 2:0 i było jedną nogą w następnej rundzie. Druga połowa przyniosła dwie bramki dla gospodarzy, a decydujące o awansie trafienie Opdama to dopiero 86 minuta.
Ósmego oraz 14 lub 15 marca zostanie rozegrana następna runda. Sporting Braga spotka się z Tottenhamem, a Newcastle z AZ Alkmaar. Rangersi zagrają z Osasuną, a wychodzący z potężnego kryzysu zespół PSG zmierzy się z Benficą. Lens z Bayerem i Celta Vigo z Werderem to pozostałe pary 1/8 rozgrywek. Zapowiadają się ciekawe spotkania.