Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka w Polsce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą piłka w Polsce. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 lutego 2012

Polskie występy pucharowe


Dokładniej rzecz biorąc podsumowanie polskich występów. Najważniejszą rzeczą w tych wszystkich meczach było zbieranie punktów, co przełoży się potem na wyższe miejsce w rankingu. A im wyższe miejsce, tym więcej zespołów w pucharach i później rozpoczynająca się przygoda. Tak więc po kolei: 

Jagiellonia Białystok – jeden punkt

Wygrali jeden mecz z Irtyszem Pawłodar, a potem polegli w rewanżu. Takie mam wrażenie, że puchary przyszły za szybko, a klub nie był na nie gotowy. Zresztą najlepiej świadczy o tym miejsce w tabeli, na którym znajduje się obecnie klub. 

Śląsk Wrocław - 2 i pół punktu

Poprzednio Śląsk grał w pucharach europejskich ćwierć wieku temu, ale przynajmniej nie było kompromitacji. Pierwszy przeciwnik został pokonany dzięki bramce na wyjeździe, drugi w karnych i dopiero Rapid Bukareszt okazał się za silny. Wiele wskazuje jednak na to, że w przyszłym sezonie wrocławski klub też będzie grał w pucharach europejskich. 

Legia Warszawa – 10 punktów

Niezapomniane mecze ze Spartakiem Moskwa, potem bardzo udana gra w fazie grupowej (trzy zwycięstwa w czterech meczach) i … coś co można nazwać katastrofą. Potem warszawski klub zdołał zremisować tylko jeden mecz. Gorsze wrażenie pozostawiła po sobie pewna kapitulacja, której dokonali właściciele klubu. Szkoda, że nie wzmocniono zespołu przed wiosennymi meczami, bo jak widać była szansa na awans. Sporting Lizbona może i nie pokazał wszystkiego, ale głównie straszył nazwą. Dlatego szkoda, że nie zobaczyliśmy jednego-dwóch transferów do klubu. Dziwi mnie to, bo w taki sposób nie uda się wygrać ligi krajowej. Jeśli ktoś myślał o tym poważnie, czy o chęci pokazania się w Europie, to piłkarzy trzeba było sprowadzać przed rozpoczęciem przygotowań do rundy, a nie w jej trakcie tak właściwie. Zarówno Nacho Novo, jak i Ismael Blanco mogą stać się nawet gwiazdami naszej ligi, ale sprowadzono ich za późno. Klub mający ambicje powinien postępować inaczej. 

Wisła Kraków – 13 punktów 

Tak blisko była Liga Mistrzów. Ailton uratował Apoel w 87 minucie. I to wcale nie jest słaby zespół, skoro potem wygrał swoją grupę. Wisła natomiast zaczęła przygodę z Ligą Europejską od trzech porażek w czterech pierwszych spotkaniach. Nic dziwnego, że skończyło się to zmianą szkoleniowca. Potem dwa zwycięstwa, awans (bardzo szczęśliwy, bo londyński zespół Fulham jakimś cudem zremisował swój ostatni mecz) i podobnie jak Legia, klub postanowił przed tym wyzwaniem nie wzmacniać przez przypadek składu. Dlatego jeszcze bardziej szkoda tych meczów ze Standardem, bo była szansa na wyeliminowanie tego zespołu. W kraju dogonienie Śląska też będzie bardzo trudne. No ale właściciele chyba wiedzą co robią. 

Razem dla Polski – 6,625 punktu. 

Punkty podliczone na stronie:

wtorek, 8 listopada 2011

Zwolnienie Maaskanta


Przyznam się, że są na świecie pewne rzeczy, których nie rozumiem. Jedną z nich jest postawa reprezentowana przez właściciela krakowskiej Wisły, który trenerów zmienia jak rękawiczki. Jak dobrze liczę to już chyba 20 zmiana szkoleniowca, a przecież od przejęcia klubu przez jego obecnego właściciela minęło zaledwie czternaście lat. W takich warunkach nie da się zbudować silnej drużyny, która z powodzeniem będzie walczyć w Lidze Mistrzów.

Myślałem, że teraz nie zostaną wykonane jakieś radykalne zmiany. W końcu tak wykpiwany w Internecie Apoel Nikozja prowadzi w grupie G i jest bardzo bliski awansu do fazy pucharowej, a przecież Wisła była gorsza tylko o bramkę. Tylko że tam trener pracuje od 2008 roku i nikt nie myśli o jego zwolnieniu. Tego można jednak nie zauważać. Jest jednak przykład z Polski pokazujący, co daje zaufanie trenerowi. Warszawska Legia kilka miesięcy temu prowadziła zaawansowane rozmowy z Vladimirem Weissem, a Maciej Skorża miał szukać nowej pracy. Minęło pół roku i Legia awansowała z fazy grupowej Ligi Europejskiej, a w lidze krajowej zajmuje drugie miejsce i wcale nie straciła dystansu do lidera z Wrocławia. To jest skutek pozostawienia szkoleniowca.

Czasami zwolnienie trenera ma sens. Jeśli nie radzi on sobie z prowadzeniem zespołu, nie osiąga wyników z powodu popełnianych błędów, wtedy można myśleć o takim rozwiązaniu. Tylko że tutaj szkoleniowiec przegrał z losem fundującym ciągle kontuzje podstawowym graczom. Jak wyglądałaby Legia, gdyby nie mógł grać Miroslav Radović i Danijel Ljuboja? Lech bez Rafała Murawskiego i Artioma Rudniewa? Biała Gwiazda nie mogła korzystać z kilku podstawowych piłkarzy, a mimo tego dalej liczy się w walce o tytuł kraju. Dlatego zwolnienie trenera jest błędem.

Oczywiście można powiedzieć, że nie było wyników. Najpierw porażka z Podbeskidziem (ale tego, że to był trzeci mecz w tygodniu to już nikt nie zauważa), potem wysoka przegrana z Fulham (tak się kończy, gdy polski klub zostanie potraktowany poważnie przez silniejszego rywala), no i przegrana w derbach. Tylko że zwalnianie za to trenera jest złą decyzją. Rozliczanie szkoleniowca powinno następować po sezonie, a w trakcie jedynym dobrym momentem jest ten, kiedy zmiana trenera będzie korzystnym impulsem dla wyników klubu broniącego się przed spadkiem. Jose Mourinho pojechał z Realem do Barcelony i przegrał pięcioma bramkami. Czy ktoś go zwolnił? Sir Alex Ferguson na pierwszy sukces czekał cztery lata, co doczekało się nawet słynnego transparentu na trybunach Ta ra Fergie i jakoś nikt nie wpadł na pomysł jego zwolnienia. Dlaczego więc właściciel Wisły postanowił inaczej?

Można też doczepić się, że Robert Maaskant nie stawiał na Polaków. Tylko że on się nie uparł złośliwie, by ich pomijać. Nie grali, bo byli słabsi od zawodników zagranicznych. Za to odpowiedzialność ponoszą władze klubu, bo przykład warszawskiej Legii pokazuje, że można stworzyć szkółkę dającą dobrych piłkarzy. Dlaczego więc Wisła nie zrobiła tego dekadę temu?

Bardzo niecierpliwa decyzja nie doprowadzi do niczego dobrego. Upragniona Liga Mistrzów oddala się coraz wyraźniej, bo nowy szkoleniowiec krakowian będzie musiał przede wszystkim poradzić sobie z konkurencją w kraju. To już nie tylko Legia i Lech, ale wyrastający pomału na potentata wrocławski Śląsk. Jest jeszcze Polonia Warszawa, której właściciel co prawda też rotuje trenerami, ale jak przestanie, to kto wie co się wydarzy. Dlatego powrót na ligowy szczyt może być bardzo trudny, jeśli nie niemożliwy. Nigdy nie mogę zrozumieć właścicieli klubów, którzy mają duże problemy ze zrozumieniem, że w piłce nożnej nie ma sukcesów instant. Każdy z nich poprzedza długa praca nad swoim zespołem. Tutaj nie można iść na skróty, a kolejne próby sprawiają, że oddalamy się od celu.

wtorek, 23 sierpnia 2011

Apoel 3 - 1 Wisła


Jak łatwo można podsumować ten dwumecz po jego zakończeniu. Jak wiele wniosków można wyciągnąć. Krakowianie awans przegrali w Krakowie. To pierwszy mecz zdecydował, że Wisła odpadła. W rewanżu było wszystko, czego można było się spodziewać. Żywiołowy doping kibiców, pogoda (prawie 30 stopni i bardzo wysoka wilgotność powietrza) i ataki gospodarzy wchodzące jak w masło. Co więc nas zaskoczyło? Błąd przy pierwszej bramce, który nie miał prawa się zdarzyć. Chociaż lepszym określeniem jest prawdziwa kumulacja błędów. Najpierw Patryk Małecki przy słupku chyba za długo myślał, potem pomyłka Sergeia Pareiki i było 1-0 dla gospodarzy. Dwa kolejne gole obciążają solidarnie całą defensywę. Dlatego jedna bramka, która i tak była ponad to, co Wisła zaprezentowała w tym meczu, to było za mało.

Ogólnie mówiąc jestem bardzo mocno rozczarowany. Spodziewałem się, że może być trudno, ale Wisły po prostu nie było. Właściwie nawet przez chwilę nie można było odnieść wrażenia, że kontroluje ona przebieg meczu. Piłkarze reagowali tak właściwie tylko na to, co zrobi Apoel. Prawie 70% w posiadaniu piłki dla Cypryjczyków jest tego najlepszym dowodem. Tak można grać, jak się przyjeżdża bronić kilku bramek przewagi, a nie tylko jednej. Oczywiście można mówić i pewnie pojawią się takie głosy, że to była pechowa porażka. W końcu zabrakło kilku minut tylko. Tylko że to będzie oszukiwanie siebie. Apoel był po prostu o wiele lepszy w tym meczu. Albo Wisła była o wiele słabsza, niż wszyscy zakładali.

Trener w wywiadzie pomeczowym nie chciał obarczać winą piłkarzy, wskazywać z nazwiska tych, którym mecz nie wyszedł. To bardzo słuszne, ale podejrzewam, że będą go czekać trudne rozmowy z piłkarzami. Wisła ten mecz przegrała dość wyraźnie, pozwoliła Apoelowi na zbyt wiele. Jeśli dodamy do tego indywidualne pomyłki, zarówno na boisku, jak i w przygotowaniu mentalnym przed meczem (to było widać, że ten mecz niektórych piłkarzy przerósł; to była za duża presja, której nie udało się wyrzucić z głów), to nic dziwnego, jaki padł rezultat. Szkoda, ale w każdej porażce trzeba szukać czegoś pozytywnego.

Wiemy na pewno, że mamy zespół, który teraz nie awansował do fazy grupowej Ligi Mistrzów, ale za rok ma na to szanse. Potrzebny jest spokój i zainwestowanie pewnych pieniędzy w zespół. Prędzej czy później zakupy dyrektora sportowego nie wypalą. Trzeba będzie ściągnąć sprawdzonych graczy, a takich nie da się pozyskać za darmo. Myślę, że awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów jest tego warty, jest wart wydania dużych pieniędzy. Nie daje on tylko bardzo dużych korzyści finansowych, ale jednocześnie degraduje wszystkich rywali w kraju o ligę. Jeśli jakiś polski zespół awansuje w końcu do fazy grupowej Ligi Mistrzów, to na 95% zdominuje rozgrywki o tytuł mistrza Polski na lata. Nie da się rywalizować z zespołem, który ma takie zaplecze finansowe. To po prostu będzie inna liga, nieosiągalna dla wielu klubów w Polsce. Dlatego gra jest warta ryzyka. Pytanie tylko, czy ktoś ją podejmie.

Skrót klik.

środa, 17 sierpnia 2011

Wisła 1 - 0 Apoel

Trudno powiedzieć, że Wisła zagrała dobry mecz. Nie wiem, czy rywal był aż tak dobry, czy stawka meczu sparaliżowała piłkarzy. Wydaje mi się, że w poprzednich pucharowych spotkaniach wyglądało to lepiej. Są jednak pozytywy. Zachowane czyste konto. Strzelona bramka. Pozytywny wynik. Tylko że gra rozczarowała, niestety. Osobiście spodziewałem się więcej po krakowskim zespole. Oczywiście gra nie ma bezpośredniego przełożenia na wynik. Tylko że na pewno inaczej byśmy odbierali ten mecz, gdyby Wisła grała lepiej.

W rewanżu może być ciężko. Apoel wie, że dzieli go od Ligi Mistrzów bardzo niewiele. Będzie mieć po swojej stronie pogodę (mniej więcej plus 30 w prognozie), kibiców i wiarę w to, że rywala można pokonać. Wisła zrobiła dziś niewiele, żeby pokazać rywalowi, kto jest lepszy. Żeby odebrać nadzieję, na jej pokonanie. Miejmy jednak nadzieję, że będzie dobrze i po meczu będziemy mieć polski zespół w Lidze Mistrzów.

Skrót klik.

czwartek, 11 sierpnia 2011

Polacy w Premier League (sezon 2011-2012)

Może jednak zmienić ten tytuł na polscy bramkarze w Premier League? Sam nie wiem. Nie wiem też, czy w ogóle doczekamy się zawodnika z Polski, który gra w klubie z tej ligi na innej pozycji, niż bramkarz.

Wojciech Szczęsny (Arsenal)
Pierwszy bramkarz w zespole. Pozostaje nam dmuchać i chuchać, żeby przez rok nie złapał żadnej kontuzji, żadnej obniżki formy, zwłaszcza przed finałami Euro 2012.

Łukasz Fabiański (Arsenal)
Można praktycznie obstawiać w ciemno, że będzie rezerwowym. Na jego miejscu spróbowałbym sił w innym klubie. Potencjał do gry na wysokim poziomie na pewno jest, ale bez regularnej gry szybko stanie się wspomnieniem, a o taką będzie trudno w Kanonierach. Występy w pucharach dadzą maksymalnie kilkanaście gier na sezon, a to bardzo niewiele.

Tomasz Kuszczak (Manchester United)
Byłem przekonany, że klub rozwiązał z nim kontrakt. Okazało się, że jednak nie. Niestety, bo teraz Polak jest trzecim, jeśli nawet nie czwartym bramkarzem w klubie. Na jego miejscu schowałbym dumę do kieszeni i poszedł bronić do innego klubu, nawet w Championship. Mieć 29 lat i zaledwie 60 (plus trzy z ławki) występów od pierwszej minuty w karierze? To wprost niewyobrażalne. Szkoda tak marnować swój potencjał. Że są pieniądze? No ale to nie jest najważniejsza rzecz w życiu.

O Polakach w Championship nie będę pisać, może to przyniesie im szczęście i awans. Cieszę się jedynie, że mam możliwość oglądania transmisji ze spotkań tej ligi. Co ciekawe nawet nie wyłączam komentarza, więc SportKlub ma plusa ;). Strona internetowa stacji klik mogłaby być co prawda bardziej przejrzysta, no ale nie można mieć wszystkiego. W zamian są emocje z oglądania spotkań w Championship, bo mecze tam są bardzo ciekawe. Można powiedzieć dość surowe technicznie, ale widać, że cały stadion żyje tym, co się dzieje na murawie, a przecież w piłce nożnej chodzi przede wszystkim o emocje.

czwartek, 4 sierpnia 2011

Wisła Kraków 3 - 1 Liteks Łowecz

Oj, będą pretensje. A raczej byłyby pretensje, gdyby Wisła była na miejscu Liteksu. Oczywiście pretensje do arbitra, bo jego decyzje miały pewien wpływ na wynik. Jednak nie tak duży, jak można byłoby się tego spodziewać. Wisła była lepsza, przyznał to nawet Lubosław Penew, trener bułgarskiej drużyny. Oglądając mecz widziałem dojrzałą drużynę, która wie czego chce i jest pewna swoich umiejętności. Widać jak duży wpływ ma trener, który potrafi dotrzeć do zawodników i zdjąć z nich presję i ciężar odpowiedzialności za wyniki. Na tym polu widać wyraźnie, jak bardzo Robert Maaskant odbiega na plus od trenerów z rodzimego podwórka. Nie sądzę, że oni potrafiliby zapanować nad zawodnikami przed takim meczem, w którym trzeba było potwierdzić, że jest się lepszym. Nie mówiąc o odpowiednim przygotowaniu mentalnym, czy jakże udanej grze z kontry.

Dlatego jest optymizm przed piątkowym losowaniem. Od Ligi Mistrzów Wisłę dzieli już tylko jeden przeciwnik. Nieważne kto nim będzie, ważne że jest szansa na awans. Nie wiem jak duża, bo to zależy od rywala, ale można i należy być optymistą. Nie należy się też przejmować opiniami, że nie ma w składzie mistrza Polski wielu polskich zawodników. To nie jest wina Wisły. Za to odpowiada PZPN, który nadzoruje szkolenie młodych piłkarzy, nadzoruje edukację trenerów, którzy za to odpowiadają. Dlatego pretensje są kierowane pod złym adresem. Mając polskich zawodników Wisła mogłaby nie przejść nawet pierwszego przeciwnika. Czy wtedy bylibyśmy zadowoleni? Nie sądzę.

Skrót klik.

środa, 27 lipca 2011

Liteks Łowecz 1 - 2 Wisła Kraków

Bardzo podobał mi się ten mecz. Nie chodzi tylko o wynik, który jest jak wisienka na torcie. Chodzi o to, jak Wisła zagrała. To nic, że dała się wyszaleć gospodarzom i pozwalała im na kreowanie akcji zaczepnych. Nie padły z tego bramki. Dwa razy piłka zatrzymywała się na poprzeczce? To nie jest gol.

Oglądając ten mecz czułem się po prostu jak kibic zagranicznego zespołu. Wisła grała pewna swoich możliwości. Kontrująca skutecznie, kiedy się dało. Nie pozwalająca rywalowi na sfinalizowanie jego akcji. Gdyby piłkarze Wisły mieli lepsze umiejętności, to skończyłoby się wygraną kilkoma bramkami. W końcu piłka nie jest łyżwiarstwem figurowym, tu nie ma ocen za styl. Liczą się tylko zdobyte bramki, a krakowianie wracają do kraju z pewnym praktycznie awansem. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby Liteks wygrał w Krakowie.

Widać wyraźnie, jaką pracę wykonał trener znający się na swojej pracy i dyrektor sportowy, który wie, kogo może ściągnąć do klubu. Nie wiem czy Wisła awansuje do Ligi Mistrzów, ale wiem, że zakończył się okres dążenia na ślepo po sukcesy. Teraz klub ma bardzo dobry i zgrany tandem ludzi odpowiedzialnych za wyniki sportowe. To musi przynieść sukcesy. Jeśli nie dziś, to na pewno jutro. Można chyba już trzymać kciuki, żeby piątego sierpnia los przydzielił Wiśle rywala, którego da się ograć.

Skrót, unikany, bo z literówkami, klik.

środa, 20 lipca 2011

Wisła 2 - 0 Skonto

Cieszy mnie ten wynik, cieszyła mnie też gra. Widać wyraźnie, że krakowski zespół się przełamuje. Bardzo miło wyglądała odważna, ale przemyślana gra ofensywna, która nie dawała miejsca przeciwnikowi nawet na myślenie o atakowaniu bramki gospodarzy. Oczywiście można mieć delikatne pretensje, że powinno być lepiej, ale po co? Teraz czekamy na mecze z Liteksem Łowecz.
Skrót klik.

czwartek, 14 lipca 2011

Skonto - Wisła 0 - 1

Przyznam się, że nie rozumiem czego oczekiwaliśmy po tym meczu. Krakowska Wisła przywozi bardzo dobry wynik przed rewanżem, więc nie dostrzegam za bardzo powodów do narzekań. W piłce liczy się przecież wynik, a nie dobra gra. Oczywiście jak uda się połączyć jedno z drugim, to można bić brawa, ale z reguły o grze zapomina się po kilku dniach, a wynik zostaje. Dlatego dziwią mnie dość krytyczne głosy w sportowych gazetach. Wisła grała słabo? No ale przecież wygrała. Wolę, żeby lepsza gra pojawiła się w następnych spotkaniach. Teraz to nie było potrzebne. Mam wrażenie, że krakowianie kończyli przygotowania przedsezonowe niedawno, stąd więc gra nie była taka, jaką oczekiwaliśmy. Z każdym kolejnym meczem powinno być jednak lepiej. Miejmy nadzieję, że skończy się to awansem.

Skrót klik.

wtorek, 12 lipca 2011

W drodze do raju

Oczywiście tym rajem jest Liga Mistrzów, do której polski zespół nie może awansować już ładnych kilkanaście lat. Ostatni mecz w niej polskiego zespołu, to pojedynek Widzewa zimą 1996 roku. To był ciekawy rok, trzeba to przyznać. Premierem był Włodzimierz Cimoszewicz, Wisława Szymborska otrzymała Nagrodę Nobla, wydano pierwszą część gry Diablo, a firma Pfizer opatentowała Viagrę. Jak widać świat się zmienił od tego czasu. Polska piłka też, niestety na gorsze. Impulsem, który mógłby wyrwać ją z marazmu byłby sukces polskiego klubu. Tylko czy krakowską Wisłę na to stać?

Wierzę, że holenderski trener mistrza Polski, Robert Maaskant wie, jak przygotować swój zespół do walki o Ligę Mistrzów. Bardzo podoba mi się kierunek, który Wisła obrała przed tamtym sezonem. Ściągnięto nie tylko szkoleniowca, ale też dyrektora sportowego. Jego zasługą jest przebudowa składu, która daje nadzieje na awans. Tylko że ewentualny sukces, albo porażka, nie będzie tylko zasługą Stana Valckxa. Wiele może dodać od siebie trener i piłkarze.

Jednak nawet jak wszystko będzie ok, to Wisła może przegrać i odpaść. Piłka nożna jest nieprzewidywalnym sportem, czasami o wyniku meczu decydują detale. Dlatego nigdy nie można mówić o pewności, a jedynie o szansach. Co pomaga, żeby one się zrealizowały i przerodziły w sukcesy? Na pewno motto, które ma Kew Jaliens - If you can believe, you can achieve. Zawsze trzeba jednak zakładać, że się nie uda i być gotowym na ewentualną porażkę. Mam nadzieję, że Wisła nie zrobi kolejnej rewolucji i nie obierze nowego kierunku. Wydaje się, że krakowianie są na dobrej drodze do sukcesów.

Zakładając jednak, że Wisła awansuje. Co to będzie oznaczać? Pojawienie się w Polsce prawdziwego piłkarskiego hegemona. Dwa sezony temu klub, który się tylko pojawił na sześć spotkań w fazie grupowej, dostał od UEFA około siedem milionów Euro. To w budżetach polskich klubów wręcz niewyobrażalna suma pieniędzy. Reszta zespołów może zostać zepchnięta głęboko w cień drużyny, która zapewni sobie prawo gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów. W ten sposób Wisła jutro nie będzie walczyć tylko o awans do Ligi Mistrzów. Będzie również walczyć o dominację w lidze krajowej na lata.

Dlatego z jednej strony sukces polskiego klubu będzie czymś, na co czeka wiele osób. Możliwość gry w fazie grupowej Ligi Mistrzów będzie zarówno wyzwaniem, jak i nobilitacją. Z drugiej strony może to spowodować, że rywalizacja w Polsce będzie się toczyć o drugie miejsce. Może jednak tak powinno być i warto zapłacić cenę za to, że ligę na sezony zdominuje Wisła Kraków.

sobota, 26 lutego 2011

Dlaczego już jej nie kocham

Wbrew pozorom to wpis o pewnej lidze. Lidze, która kiedyś była mi bardzo bliska, a obecnie nie zauważam praktycznie jej istnienia. Polska Ekstraklasa budzi różne, sprzeczne emocje. Dlaczego jednak ktoś może się od niej odkochać? Niestety nie znam odpowiedzi. Moje własne myśli, przekonania można przeczytać w artykule na portalu SportSukces.pl klik.

wtorek, 24 sierpnia 2010

Holenderski eksperyment krakowski

Nie spodziewałem się, że tak szybko doczekam takiej sytuacji. Po, powiedzmy sobie szczerze przedwczesnym zwolnieniu Macieja Skorży i zatrudnieniu Henryka Kasperczaka, braku tytułu i porażkach w meczach z egzotyczną dla nas drużyną z Azerbejdżanu, Wisła Kraków chyba wybrała wreszcie profesjonalnie. Nowy trener nie ma znanego nazwiska. Nie ma większych sukcesów na koncie. Oznacza to jednak, że Robert Maaskant będzie pracował w Polsce na swoją sławę. I na pewno da z siebie wszystko. Ja liczę że to się uda. Dlaczego? Bo to pokaże ile są tak faktycznie warte te wszystkie szkolenia organizowane przez PZPN. Jedną z wad polskiej piłki jest to, że nie potrafimy wyedukować szkoleniowców. Nie chodzi tu o przygotowanie fizyczne, bo za to może odpowiadać specjalny trener, ale o taktykę. Taktyka nie polega na rzucaniu się na przeciwnika na hurra. W silnych ligach jest to właśnie ta różnica powodująca, dlaczego lepszy na papierze zespół przegrał.
Oczywiście Roberta Maaskanta czeka wiele wyzwań. Nie mówię tu tylko o poradzeniu sobie z polskim piekiełkiem. Przekonać do siebie piłkarzy, przekonać dziennikarzy, przekonać kibiców to będą wyzwania. Zastanawiam się jak głębokie są zmiany w sztabie szkoleniowym Wisły. W końcu nie wiem czy ważniejszą nie jest nowy dyrektor sportowy. Stan Valckx na razie wzbudza ciekawość imionami jakie ma. Jednak nie to świadczy o kompetencjach na stanowisku dyrektora sportowego klubu. Praca w PSV tak. Jak na Polskę to fachowiec jakiego jeszcze nie było. Po prostu obaj Holendrzy mogą wnieść wiele dobrego do polskiej ligi.
Problemem jednak będzie cierpliwość właściciela Wisły. Trudno oczekiwać, że dobry klub zrobi się pstryknięciem palców. Ostatnie lata były powolnym, ale jednak konsekwentnym upadkiem Wisły Kraków. Stawianiem na szkoleniowców, którzy nie sprawdzali się w takim klubie. Kupowaniem piłkarzy, którzy przegrywali ze zdrowiem. Spodziewam się tutaj pierwszego konfliktu, bo jeśli klub po kilku miesiącach znów ustąpi przed piłkarzami i zwolni holenderskiego trenera, to wtedy chyba już nic nie przywróci Wiśle dawnego blasku. Tylko że piłkarze nie mają za bardzo komu się poskarżyć, jak treningi będą wymagające. To daje nadzieję, że będzie w końcu polski zespół w Lidze Mistrzów. Nie udało się Lechowi, mimo że szansa była duża. Może za rok uda się Wiśle. Co prawda jeszcze daleka droga do tego, ale pozostaje wierzyć.

piątek, 6 sierpnia 2010

Rusza Ekstraklasa

Hurra.
Nie będę jednak ukrywać, że bardzo trudno wyzwolić mi w sobie jakikolwiek entuzjazm. Po tym co widziałem w pucharach najciekawiej wypadła prezentacja Legii Warszawa. To już świadczy o tym, że polska piłka szoruje po dnie. Najgorsze w tym jest to, że nikomu chyba nie zależy by coś z tym zrobić. Wracając jednak do ligi.
Jest kilku pretendentów do tytułu. Lech Poznań będzie chciał obronić mistrzostwo. Jednak zasada bij mistrza może sprawić, że to będzie bardzo, ale to bardzo trudne. Już wiemy, że kierownictwo poznańskiego klubu popełniło podobne błędy jak kierownictwa innych zespołów zdobywających tytuł. Nie zainwestowało w skład, nie uzupełniło luki powstałej po sprzedaży czołowych graczy, w tym wypadku Roberta Lewandowskiego. To był główny powód dlaczego wyszło tak słabo w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Oczywiście w kraju będzie inaczej, lepiej, ale to tylko pokaże, że z polską piłką jest źle.
Kto może zagrozić Lechowi? Raczej nie Wisła Kraków. Tam potrzeba bardzo poważnej przebudowy. Podejrzewam, że nawet odpadnięcie z Ligi Europejskiej impulsem do tego nie będzie. W końcu Wisła miała już takie wyniki i dalej jest w tym samym miejscu. Obawiam się raczej grzęźnięcia w marazmie i stopniowego obniżania swojego sportowego poziomu. Spadkiem to nie grozi, przynajmniej na razie, ale za kilka sezonów wszystko jest możliwe. Zmiana trenera raczej niewiele pomoże, bo obracamy się w zaklętym kręgu polskiej myśli szkoleniowej. Która ma bardzo wiele sukcesów. O których jednak możemy poczytać nie w gazetach, a w encyklopediach.
Ruch Chorzów, Jagiellonia Białystok? Potencjał jest, ale za mały, żeby myśleć o walce o pierwsze miejsce w lidze. Zresztą jak znam życie to prędzej czy później będzie narzekanie, że występ w pucharach zdestabilizował przygotowania przedsezonowe.
Tak wiec wszystko wskazuje na to, że tegoroczne zmagania ligowe będą wyścigiem dwóch warszawskich koni. Polonia Warszawa przykuła uwagę transferami. W końcu Ebi Smolarek w polskiej lidze to wydarzenie. Pokazuje to, że apetyt prezesa jest wielki. A my, kibice piłki zobaczymy, czy ten apetyt da się nasycić. Głównym rywalem Polonii będzie najprawdopodobniej Legia. Nowy stadion, nowy trener, nowe otwarcie. Pozostaje jedynie wykorzystać te wszystkie szanse, które daje warszawskiemu klubowi w tym momencie los. Trzeba jedynie dobrze zagrać kartami, jakie się ma do dyspozycji. Oczywiście wszystko się może zmienić po zimowym okienku transferowym i przerwie, ale myślę, że to może być sezon Legii.

środa, 9 czerwca 2010

Hiszpania 6-0 Polska

Obiecałem sobie, że nic nie będę pisać o meczach polskiej kadry przed Euro 2012, ale się wyłamię. Takie mam wrażenie, że graliśmy ten mecz tylko dlatego, iż Hiszpanie chcieli podbudować się przed finałami. Pamiętam jak grałem w gry z serii Football Manager to zawsze przed startem nowego sezonu ostatni mecz towarzyski to było spotkanie z jakimś amatorskim zespołem. Strzelić kilka bramek, nie doznać kontuzji i mieć dobry nastrój na początek ligi. Hiszpanie zrobili identycznie. Zagrali z zespołem, który na ich tle wyglądał jak amatorzy i strzelili sobie sześć bramek w meczu, który podejrzewam że traktują jak gierkę na treningu. Nie uwierzę, że Hiszpanie zagrali na poważnie, że zabijali się o zwycięstwo. Za to my chyba daliśmy z siebie wszystko. I jeśli przegrywamy z grającą na luzie Hiszpanią 6-0, to zaczynam bać się o Euro 2012. Jeśli Hiszpania strzela nam sześć bramek w takim okresie i przed taką imprezą, to strach pomyśleć co zrobią z nami inne reprezentacje, jak już zagrają na poważnie.

Skrót: Klik

sobota, 15 maja 2010

Lech Poznań mistrzem Polski!

Właściwie nie wiem jak zacząć. Nie będę ukrywać, że lubię Poznań. W końcu to miasto gdzie skończyłem studia i spędziłem pięć wspaniałych lat. Miałem wrażenie, że Poznań czeka na sukces. Wielki sportowy sukces Lecha Poznań. Dzisiaj ten sukces miał miejsce. Lech wywalczył tytuł mistrzowski. Zasłużony, bo był zespołem który zgromadził najwięcej punktów po 30 kolejkach. Rywale mogą mieć pretensje przede wszystkim do siebie, bo to błędy w tych klubach miały wpływ na ostateczny wygląd tabeli.

Ten tytuł dla Lecha to początek drogi poznańskiego zespołu do wielkości w skali kontynentu, a nie tylko Polski. Moim zdaniem ten klub jest budowany bardzo podobnie jak kluby w zachodniej Europie. On ma być przede wszystkim bardzo sprawnie zarządzanym przedsiębiorstwem sportowym, w którym wyniki prędzej czy później przyjdą. Rezultat na boisku jest tylko jednym polem działań. Relacje z fanami (a te w Poznaniu są na bardzo wysokim poziomie), zaplecze finansowe (to też się wydaje być odpowiednie), sieć skautingu (rozwinięta najlepiej w Polsce) czy infrastruktura sportowa (nowy stadion na około 40 tysięcy widzów już praktycznie jest) to także ważne elementy budowy wielkiego klubu. Dlatego cieszę się, że Lech przełamał monopol krakowsko-warszawski i zdobył mistrzostwo.

Nawet jeśli nic nie wyjdzie z Ligi Mistrzów, czy Ligi Europejskiej (w końcu nie wiadomo, kogo się wylosuje), to wywalczone mistrzostwo powinno dać wiarę prezesom i całemu sztabowi osób otaczającemu klub, że Lech idzie właściwą drogą. Prezesi już raz pokazali, że są gotowi podjąć odważną, początkowo niepopularną decyzję. Decyzję właściwą, bo nie sądzę, że Lech z Franciszkiem Smudą zdobyłby tytuł. Jacek Zieliński okazał się być tym właściwym trenerem, takim który jest w stanie doprowadzić klub do mistrzostwa. Ten tytuł jest jego wielkim sukcesem, a jednocześnie takim delikatnym prztyczkiem w nos dla tych osób, które powątpiewały w jego umiejętności.

Wydaje się, że przed Lechem rysuje się bardzo dobra przyszłość. Przyszłość, w której Lech jest najlepszym zespołem grającym w kraju. Klubem który nie przynosi wstydu występując w pucharach. Wreszcie zespołem, gdzie grają najlepsi polscy zawodnicy. Ten tytuł może być bardzo dobrym znakiem dla polskiej ligi w takim ujęciu ogólnym. W końcu ona potrzebuje dużego sukcesu sportowego. Spychającego w cień aferę korupcyjną i wszystkie złe wydarzenia związane z polską piłką. A ze wszystkich polskich zespołów to Lech wydaje się być najbliżej sukcesu.

Gratulacje i czekamy na podobne sukcesy w europejskich pucharach. One prędzej czy później przyjdą. Klub jest po prostu na nie skazany.

PS Przykro mi, ale komentarze pod tym wpisem są wyłączone i nie zamierzam ich włączać.

poniedziałek, 29 marca 2010

32 Gameweek Premier League

Wydarzeniem tej kolejki jest łomot jaki spuściła Chelsea zespołowi Aston Villi. Nie przywiązywałbym jednak do tego wyniku nadmiernej uwagi. Chelsea musiała się zrehabilitować za stratę punktów z zespołem Blackburn, zwłaszcza przed własnymi kibicami. Po drugie kontuzja Didiera Drogby wymusiła zmiany w składzie. Najbardziej skorzystał z nich Frank Lampard, który wbił w tym meczu cztery bramki. Wreszcie Aston Villa. Ktoś musi przekonać Martina O'Neilla że robi gdzieś błąd w przygotowaniach przedsezonowych, ewentualnie podczas sezonu. Co roku praktycznie jest to samo, zespół prowadzony przez niego nie ma w marcu siły do walki. Puchary europejskie nie przeszkadzają, bo zespół odpadł z nich jeszcze w sierpniu. Puchary krajowe? Wydaje się że kadra zespołu jest na tyle silna, że nie powinna tego zauważać. No a jednak marzec jest fatalny. Pięć spotkań i zawrotne sześć punktów. W tamtym sezonie w czterech meczach był punkt. Jeszcze w poprzednim pięć meczów, dwa punkty. Ten sezon wygląda i tak lepiej, ale to dlatego że był wygrany mecz z będącym wówczas bez formy Wigan. Wydaje się, że sen o Lidze Mistrzów znów się nie spełni.

Chyba też nie spełni się sen Arsenalu o tytule. Do meczu z zespołem Birmingham City Kanonierzy przystępowali mając sześć wygranych z rzędu. To był trudny mecz, taki jakiego można było się spodziewać. Mecz, w którym duże znaczenie miała siła fizyczna obu zespołów. Wejście w Cesca Fabregasa, które odebrało mu chęć do gry i mocno zdenerwowało Wengera po meczu nie było kolejnym elementem walki świat przeciwko dzieciom Wengera, tylko po prostu ostrą, męską walką. Nie dziwię się, że francuski menadżer po meczu nie wytrzymał. W 81 minucie Samir Nasri zdobył gola, który wydawało się, że przesądza losy meczu. Potem Arsenal wyprowadził kilka kolejnych ataków, wynik ciągle oscylował wokół 0-1.5, aż przyszło ostatnia minuta. To miłe, że Manuel Almunia postanowił zaćmić występ Łukasza Fabiańskiego przeciwko Porto. Nie oszukujmy się, ten gol na 1-1 to w dużej mierze zasługa bramkarza Kanonierów. Ciekawe czy to będzie kosztować Arsenal tytuł. Cztery punkty straty do lidera, na sześć kolejek przed końcem, to niebezpiecznie duży dystans.

Wiadomo też już mniej więcej kto spadnie. Portsmouth, ukarane odjęciem punktów, ma tylko iluzoryczne szanse na pozostanie w lidze. Los Burnley też wydaje się być jasny. Nawet jak uznamy, że karny był wyciągnięty z kapelusza, to drużyna wygrywająca dwa razy od 31 października jest po prostu za słaba na grę w Premier League. Trzeci spadkowicz to trochę większa zagadka, bo dość niespodziewanie do tego grona wskoczyła drużyna West Ham. Tak się zastanawiam czy to nie jest celowo wywołane tylko po to, by móc przebudować klub po swojemu. Sześć porażek z rzędu nie wyglądałoby tak strasznie patrząc na to, z kim Młoty grały wyjazdy w tym czasie. Jednak trzy mecze u siebie też przyniosły zero punktów. Nie wiem co się dzieje za kulisami klubu, ale ktoś mógł dojść do wniosku, że spadek nie jest taki zły. Można wtedy przebudować zespół, uporządkować finanse, tylko że najpierw trzeba spaść. Ciekawe czy tak postanowiono w klubie.

Dzisiaj wieczorem odbędzie się za to bardzo ważne spotkanie. Manchester City podejmie Wigan i jeśli wygra, to chyba nic go nie zatrzyma w drodze do małego mistrzostwa Anglii. Liverpool? Dwa mecze rozegrane więcej i spotkanie z Chelsea przed nimi. Tottenham ma Tour de France przed sobą ;). Mecze z Arsenalem, Chelsea i dwoma Manchesterami nie rokują nadziei na zdobycie wielu punktów. Aston Villa pokonała się sama, zostają więc Citizens.


Terminarz

Skróty 101GreatGoals oraz FootyTube

środa, 17 marca 2010

Sezon wykopków

Normalnie wykopki mają miejsce jesienią. W polskiej ekstraklasie musi być jednak inaczej i wykopki były na samym początku rundy wiosennej. Wykopano, to znaczy zwolniono z pracy dwóch trenerów czołowych klubów w Polsce. Klubów, które zajmowały miejsca pierwsze i drugie w ligowej tabeli (Lech awansował na pozycję wicelidera dopiero po tej kolejce). Nie wiem jak można traktować poważnie polską piłkę, skoro zwalnia się szkoleniowców tak szybko. Legia i trener Jan Urban to mimo wszystko inna historia. Widać było, że zespół z tym trenerem doszedł do ściany, a szkoleniowiec nie potrafi jej sforsować. Legia jest wysoko w tabeli, ale to nie dziwi jak się ma takie zaplecze finansowe. Brakowało jednak impulsu, wstrząsu, który pozwoliłby ten zastój przełamać. Komentarze po meczu z Odrą, gdzie według trenera winni porażki byli kibice, bo wywierali presję na piłkarzach pokazały, że pewna koncepcja się wypaliła. Skoro szkoleniowiec uważa, że błędów w przygotowaniach nie popełnił, a klub zdobywa tylko trzy punkty na dziewięć możliwych (i to jeszcze cudem, bo tak trzeba nazwać mecz z Cracovią), to wydaje się, że ktoś tu się myli. Z całym szacunkiem dla Odry i Polonii Bytom, Legia powinna takich rywali odprawiać z bagażem kilku bramek. Owszem, forma mogła być szykowana na późniejszy okres, no ale czy to tak trudno przygotować zespół do gry na 100 procent po przerwie trwającej dwa i pół miesiąca? Jakoś na świecie to potrafią zrobić i ewentualne pomyłki dotyczą co najwyżej jednego meczu. Legia zagrała jednak już trzy razy w lidze i poprawę trudno dostrzec. Nic więc dziwnego, że właścicielom klubu skończyła się cierpliwość. Nie wiem jednak, czy ważniejszą zmianą nie jest ta dotycząca stanowiska dyrektora sportowego. Mirosław Trzeciak raczej nie zostanie zapamiętany z powodu sukcesów jakie miał. Szukanie graczy najpierw w Warszawie, potem na Mazowszu, w Polsce i dopiero po tym na świecie doprowadziło do tego, że obecnie największa gwiazda ligi gra w Poznaniu. Mimo tego, że urodził się w Warszawie, ba był nawet w drugim zespole Legii. Moim zdaniem trudno o lepszą laurkę dyrektora sportowego. Marek Jóźwiak raczej nie musi się wiele starać, by efekty jego pracy były lepsze. Jest także nowy trener i tu się pojawiają pytania. Legii nie stać na zagranicznego szkoleniowca, nieskalanego kontaktem z polską myślą szkoleniową, który potrafi przygotować zespół do meczów ligowych? W końcu Legii brakuje moim zdaniem trenera, który po prostu weźmie za pysk graczy kolokwialnie mówiąc, narzuci im system taktyczny i przygotuje porządnie zespół do dwóch połówek sezonu. Można uznać, że Stefan Białas jest trenerem prawie zagranicznym, w końcu mówił o zdobyciu Pucharu Francji, ale jeśli klub chciał mieć trenera Polaka, związanego w jakiś sposób z Legią, to dlaczego nie przekonano Pawła Janasa? Nieważne jaki ma kontrakt w Łodzi, trzeba go było po prostu przekonać i tyle. Trudno mi sobie wyobrazić poważniejsze sukcesy warszawskiego klubu. Na pewno dla tych osób Legia to coś więcej niż tylko kolejny klub, ale to raczej za mało. Chociaż może Stefan Białas sforsuje mur, przed którym praktycznie trzy sezony tkwi warszawski klub.

Zmiana szkoleniowca Wisła Kraków i tak spycha w cień Legię. Zwolniono Macieja Skorżę. Uważany za jednego z najzdolniejszych trenerów młodego pokolenia, odnoszący sukcesy z Wisłą, miał jednak pewną plamę w życiorysie. Levadia, a raczej kłopot w przygotowaniu piłkarzy do rundy, tak żeby już od pierwszego meczu grali dobrze. Jednak nazwisko jego zastępcy to prawdziwa bomba. Podejrzewam, że raczej nikt się nie spodziewał Henryka Kasperczaka. Tylko że Wisła może się na tej zmianie po prostu przejechać. Trener Kasperczak ma w Krakowie olbrzymi kredyt zaufania. Wszyscy chyba pamiętają spotkania z Schalke, Parmą czy Lazio. Niewielu mecz z Valerengą czy Dinamo Tbilisi. Jednak tamta Wisła, a Wisła z tego roku to dwie zupełnie inne drużyny. Nie ma już Macieja Żurawskiego, Kamila Kosowskiego, Mirosława Szymkowiaka, Kalu Uche i wielu innych. Wtedy Wisła była hegemonem w kraju, teraz straciła bardzo wiele na rzecz Lecha i Legii. Wtedy wybijała się poziomem z polskiej ligi, teraz jest mniej więcej w tym samym miejscu, co te zespoły. Osoba trenera to inna historia. Z reprezentacją Senegalu nie wyszło. Z Górnikiem Zabrze to już nie wyszło do sześcianu. Ciekawe czy Wisła nauczyła się, żeby ten trener nie decydował o transferach. Można powiedzieć wiele słów na temat zakupów do Wisły, czy do Górnika, ale uznanie ich za udane to nadużycie. Nadzieja dla Wisły w tym, że trener musi coś udowodnić i zmazać to co się stało w Zabrzu, wyniki więc pewnie będą lepsze. Tylko że walka o tytuł to mogą być za wysokie progi. Brak tytułu może oznaczać kolejną porażkę i w ten sposób z legendy zostanie tylko postument. Tutaj ryzykują obie strony, ale bez ryzyka nie ma wyników czasami. Nie zmienia to jednak faktu, że Wisła moim zdaniem popełniła błąd. Ten zespół zacznie grać lepiej. Ostateczna weryfikacja będzie na koniec sezonu, ale teraz już wiemy że brak mistrzostwa oznacza porażkę. Dodano tylko presji piłkarzom.

Reasumując rywalizacja o tytuł zapowiada się bardzo ciekawie. Pozostaje mieć nadzieję, że jej zwycięzca przedrze się do Ligi Mistrzów. Nieważne kto nim będzie. Reszta nie ma znaczenia.

sobota, 9 stycznia 2010

Jak z lwa zrobił się kotek

Tyle było medialnego zamieszania, konfliktu na linii kibice - PZPN. Wydawało się, że Polski Związek Piłki Nożnej się ugiął. Selekcjonerem został przecież Franciszek Smuda, ulubieniec prawie wszystkich kibiców polskiej piłki nożnej, wydawało się trener, który nie da sobie narzucić zdania 'ekspertów' z PZPN. Jednak związek szybko przeszedł do kontry i pokazał selekcjonerowi, kto pociąga tu za sznurki.
Najpierw była sprawa sztabu pomagającego selekcjonerowi. Miał być Tomasz Wałdoch, Marek Koźmiński, a nawet dziennikarz Canal + Tomasz Smokowski. Będą Jacek Zieliński i Jan Furtok. Zupełnie inny świat. Dlaczego więc selekcjoner zgodził się na taki dobór współpracowników, współpracowników których nie chciał, bo ich nie proponował. Bycie selekcjonerem jest na pewno spełnieniem marzeń, ale dlaczego trener pozwala się tak sterować przez PZPN. Przecież jakby zwołał konferencję prasową i oświadczył, że rezygnuje ze stanowiska, bo PZPN sabotuje jego pracę, to ze związku nic by nie zostało. Wtedy Smuda mógłby wrócić na zgliszcza i wszystko rozplanować po swojemu. A tak wyraził zgodę na to, co robi PZPN. Jednocześnie związek zamknął mu usta, bo podpisany kontrakt zakazuje mu praktycznie krytyki związku. Tego samego, który ustala jego sztab trenerski. Swoją drogą selekcjoner źle to zaplanował. Powinien umowy współpracowników powiązać ze swoją, tak żeby wszyscy podpisali kontrakty w tym samym czasie. Wtedy nie byłoby tego zamieszania i konieczności akceptacji tego, co się stało.
Druga sprawa dotyczy selekcji graczy. Obiecałem sobie, że nie będę nic o tym pisać do czasów finałów w 2012 roku, ale ostatnie wypowiedzi selekcjonera budzą pewien niepokój. Nigdy bym sobie nawet nie wyobrażał, że można skreślić jakiegoś gracza dwa i pół roku przed finałami. W końcu nikt nie wie, selekcjoner też, w jakiej formie i dyspozycji będą polscy zawodnicy w 2012 roku. Ten tabun młodych, zdolnych nie schował się do lasu przed holenderską myślą szkoleniową i teraz nie czeka by szturmować bramy reprezentacji Polski. Jego po prostu nie ma i im szybciej zdamy sobie z tego sprawę, tym lepiej. Zdaję sobie sprawę, że Roger wzbudza wiele kontrowersji, ale nie wiem gdzie będzie za dwa lata. Kto wie, może gwiazdą swojej ligi. Jednak w kadrze już nie zagra. Dlaczego? Z wypowiedzi selekcjonera wynika, że nie jest walczakiem z ciągiem na bramkę. No ale przecież nie o to chodzi w piłce nożnej. Podobna sprawa z Grzegorzem Rasiakiem, jedynym napastnikiem, który robi karierę w Anglii. Co prawda nie w Premier League, ale na jej zapleczu, jednak nie zmienia to faktu, że to naprawdę dobry zawodnik. W końcu Championship to bardzo silna liga, większość drużyn z miejsca zdobyłaby mistrzostwo Polski. Wiek nie dyskwalifikuje tego gracza, bo jak uważa selekcjoner piłkarz musi odnosić sukces za sukcesem. Wiadomo że Rasiak nie będzie zdobywał mistrzostwa co roku, ani nie będzie grał w Lidze Mistrzów, ale dla większości polskich piłkarzy kontrakt w klubie Reading, niedawnym spadkowiczu z Premier League, byłby sukcesem na lata. Spełnieniem kariery. Mam nadzieję, że to nie jest rewanż za poparcie kibiców, że się nie powołuje pewnych graczy.
Dwa następne lata z kadrą będą na pewno ciekawym okresem. Obawiam się tylko, że finały będą potężnym rozczarowaniem, bo na razie wszystko na to wskazuje. A co po finałach? Strach myśleć. Jedno za to wydaje się pewne, z polską piłką na pewno nie będzie lepiej.

piątek, 4 grudnia 2009

Piłkarski okrągły stół z powyłamywanymi nogami

Wiemy gdzie, wiemy kiedy, wiemy kto będzie mówił i wiemy jakie będą efekty. Przynajmniej zgaduję, jakie będą efekty tego dumnie brzmiącego spotkania. Zerowe. Żadne. PZPN może złoży samokrytykę. Zaproszeni eksperci zauważą, że z polską piłką jest źle. Ktoś może nawet przypomni dowcip Franciszka Smudy o występach polskich zespołów w pucharach (za rok odpadną z pucharów już w fazie losowania). Na tym się skończy. Canal+ będzie zadowolony, bo produkt o nazwie Polska Ekstraklasa otrzepie się z błota i kurzu. PZPN będzie zadowolony, bo pokaże, iż chce reform. Eksperci będą zadowoleni, bo będą wystąpienia, telewizja, splendor i honory. Niestety nie pomoże to polskiej piłce. Ona nie potrzebuje kolejnych rozmów. Ona potrzebuje czynów. Takich jak zmiana, kompleksowa, PZPN. Tylko wtedy jest szansa, że za kilka, kilkanaście lat polska piłka będzie znowu coś znaczyć w Europie. Niestety dopóki PZPN nie uzna, że z polską piłką jest źle i nie zrozumie swojej roli w tym co się stało, dopóty będziemy tkwić w tym chocholim tańcu. Świat nam odjeżdża coraz szybciej. Nam pozostaje jedynie czekanie na cud i dalsze tkwienie w micie o polskiej potędze. Rozmowy, niezależnie od tego jak je nazwiemy i kto je zorganizuje, niczego nie są w stanie zmienić.

środa, 18 listopada 2009

Polska 1-0 Kanada

Hurra, wygraliśmy. Tylko nie wiem, czy wypada cieszyć się głośno z tego sukcesu. W końcu u nas piłka nożna jest sportem narodowym. Każdego roku dziesiątki młodych piłkarzy, trenowanych pod światłym kierownictwem PZPN, szturmuje futbolową Europę, a w takiej Kanadzie piłka nożna przegrywa z wieloma dyscyplinami. Hokej, lacrosse, koszykówka, rugby, futbol amerykański, baseball, krykiet, curling. Nic więc dziwnego, że przybysze po dzielnym boju skapitulowali. Możemy się zachwycać, że Polacy grali świetnie, fantastycznie i mistrzowsko, ale na jakim tle. Nawet nie można powiedzieć, że przed selekcjonerem wiele pracy. Tę pracę muszą wykonać przede wszystkim piłkarze w klubach. Tylko że jak się ominęło przedszkole, zerówkę i trzy pierwsze klasy w szkole, to trudno dać sobie radę w czwartej. Tutaj właśnie w pełnej krasie unaoczniają się niedoskonałości systemu szkolenia w Polsce. Na EURO 2012 tak słabych rywali nie będzie. Trzeba o tym pamiętać, zanim zaleje nas fala optymizmu.