Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą misc. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 lutego 2012

Wolne refleksje o blogowaniu


Ostatnio spostrzegłem, że na liczniku stuknęło tysiąc wysłanych wiadomości na blog. To dobra okazja do małego podsumowania. Z góry ostrzegam, że to będzie wpis dość osobisty, nie o piłce nożnej sensu stricte, ale też można go przeczytać.

Przede wszystkim dlaczego piszę. Nie ukrywam, że głównym powodem jest to, że mogę to robić. Ponad 10 lat temu kupując pierwszą grę z serii Championship Manager, nie spodziewałem się, że doprowadzi to do prowadzenia bloga (to już ponad pięć lat), czy takiego interesowania się angielską piłką. Dla mnie zawsze już futbol w Anglii pozostanie tym najlepszym, a dokładniej ligowa piłka w Anglii zostanie tą najlepszą. Reprezentacyjna ma przerost formy nad treścią, że tak to ujmiemy, a występy w pucharach to inna historia. Brakowało mi jednak informacji o lidze. Dlatego chyba największą korzyścią z prowadzenia bloga jest pogłębianie znajomości języka angielskiego. Pamiętam swój angielski sprzed kilku lat i to nie było nic, czym można byłoby się pochwalić. Teraz lektura portalu BBC nie sprawia mi już problemów, a jak spotykam jakieś zdanie, czy słówko, którego nie rozumiem, to mam przecież słowniki w Internecie. Kiedyś szukałem tłumaczenia z angielskiego na polski, teraz otwieram słownik języka angielskiego. Jak to się pozmieniało.

Zmieniło się też zainteresowanie polską liga. Kiedyś ona była najbliższa, a potem coraz wyraźniej zacząłem dostrzegać jej mankamenty. Ogólnie można powiedzieć, że polska piłka ma tak wiele problemów, że czasami nie widać tego, że piłkarze grają. Część z nich można byłoby rozwiązać w miarę szybko, ale do tego są potrzebne chęci. No i tutaj jest chyba największy problem. Jakie to szczęście, że nie mój.

Dlaczego Walsall? To może się wydawać dość karkołomnym wyborem, tym bardziej że w Anglii jeszcze nie byłem, ale chciałem poprowadzić klub w grze (wspomniany wcześniej CM), który mogę doprowadzić do sukcesów. Pamiętam, że wybierając z trzecioligowych zespołów (po nazwach) zostały dwa. Manchester City i Walsall. Zdecydowałem się na ten drugi i trzeba przyznać, że śledzenie losów takiego małego klubu uczy cierpliwości. I cieszenia się małymi rzeczami.

Taką małą rzeczą jest na przykład prowadzenia tego bloga. Nie jest on popularny, nie oszukujmy się, ale nigdy o to nie dbałem. Wystarczy, że jedna osoba jest zadowolona z tego, co zostało napisane (ja) i to wystarcza. Dlatego też dopóki będzie sprawiać mi to przyjemność, to będę pisać. W taki sam sposób, jak teraz. Zawsze będę miał własne zdanie i nawet jeśli cały świat będzie miał przeciwne, to bez argumentów na poparcie tego, ja swojego nie zmienię.

Zakończę podziękowaniami dla wszystkich czytelników. Dziękuję, że jesteście. Skoro mnie czytacie, to oznacza, że interesujecie się angielską piłką, a trudno o lepsze zainteresowania.

środa, 15 kwietnia 2009

20 lat po tragedii na Hillsborough

Dokładnie dwadzieścia lat temu w Sheffield miała miejsce tragedia, która odcisnęła swoje piętno na tym, jak wygląda angielska piłka obecnie. O zdarzeniu można przeczytać tutaj: klik.

Informacja na antenie BBC o tragedii klik.

W tym miejscu natomiast specjalna strona na BBC o tym wydarzeniu: klik.

W tym miejscu umieszczone na YouTube video którego autorem jest Tamzen9, poświęcone pamięci ofiar klik.

Tutaj znajduje się lista wszystkich 96 osób, które zginęły tamtego dnia: klik.
Spoczywajcie w pokoju.

Natomiast tutaj (po angielsku) o raporcie Taylora, który doprowadził do tego, jak wyglądają obecnie stadiony piłkarskie w Anglii. Bez płotów odgradzających boisko i bez miejsc stojących. Klik i klik.

Ogólnie polecam tę stronę, bo to doskonałe źródło informacji o tej tragedii: klik.

Tutaj natomiast wpis na blogu Michała Okońskiego: klik. Futbol czasami jest okrutny. Ale chyba nie tak, jak myślimy.

To jeszcze EPL Talk i ciekawy wpis (a raczej grupa wpisów): klik.

środa, 18 lutego 2009

Jeden mały mecz dla nich, wielki krok dla piłki nożnej?

Co można napisać o spotkaniu ligi Blue Square South (szósta liga) pomiędzy Fisher Athletic i Eastleigh? Nic takiego, co zainteresowałoby kibica w Polsce. A jednak ten mecz może przejść do historii. Wszystko z powodu tego, kto będzie prowadził zespół gospodarzy. Będzie to kobieta, Donna Powell.

Chciała prowadzić zespół w dorosłej piłce i wykorzystała okazję. Ma pewne doświadczenie, bo pracuje z zespołem U-11. Jednak przeskok z piłki dziecięcej, do seniorskiej, może być trudny. Ma co prawda licencję trenerką pierwszego i drugiego stopnia wydawaną przez FA, ale jej kandydatura budzi, w najlepszym wypadku, wesołość.

Tym bardziej że jest trenerem jednodniowym. Klub jest w bardzo złej sytuacji finansowej i postanowił nagrodzić osobę, która im pomoże. Zebrała 500 funtów, sumę w dzisiejszym futbolu niewielką, ale dla Fisher znaczącą. I tak, w tym meczu, to ona odpowiada za taktykę i dobór zawodników. Dodatkowo to wydarzenie rozreklamowało klub. Pierwszy raz w historii piłki nożnej, kobieta poprowadzi męski zespół w lidze, jako trener. Może uda się dzięki temu wybrnąć z kłopotów finansowych.

A czy Donna Powell zostanie na stanowisku menadżera? Prawdopodobnie nie, mimo że zespół jest przedostatni w tabeli. Nawet seria dziesięciu porażek nie spowodowała zwolnienia menadżera. Dave Mehmet nie ma jednak łatwego życia, tym bardziej że piłkarze już pięć miesięcy nie dostają pieniędzy. Co prawda klub twierdzi, że może zostanie na stałe, jak odmieni losy drużyny, ale to trudno zrobić w jednym meczu.

Ten mecz może przełamać pewną niechęć klubów w sprawie zatrudniania kobiet na stanowisku menadżera. Nie mówiąc o tym, że zwiększy się zainteresowanie futbolem. Życzę powodzenia!

Skończyło się porażką 1:2. Goście dwie bramki zdobyli do przerwy, honorowe trafienie to dopiero 88 minuta. Teoretycznie jest pewna poprawa, ale przyszłość nie wygląda zbyt różowo.

poniedziałek, 4 sierpnia 2008

MyFootballClub po polsku czyli KupimyKlub.pl

Swego czasu sprawa z MyFootballClub zrobiła spore zamieszanie w piłce nożnej. Will Brooks wpadł na rewolucyjny pomysł. Fani piłki nożnej z całego świata mieli się zebrać na jednej stronie internetowej, wpłacić określoną składkę która pozwoliłaby kupić klub piłkarski, a następnie współdecydować o losie tegoż zespołu. W listopadzie 2007 kupiono Ebbsfleet United, a niedawno doczekaliśmy się polskiej wersji tego projektu, dostępnej na stronie www.kupimyklub.pl
Plany są dość ambitne, najpierw zebranie pięćdziesięciu tysięcy osób, które wyrażą zainteresowanie projektem, rejestrując się na stronie. Tak właściwie chodzi o rozpropagowanie pomysłu i dotarcie do jak największej liczby osób. Pomysłodawcy dają sobie na to rok czasu, a następnie, zakładając że uda się zrealizować zamierzenia pierwszego etapu, projekt przechodzi do drugiej fazy. W niej zarejestrowani użytkownicy zostaną poproszeni o złożenie deklaracji członkowskiej i wpłacenie pierwszej składki. Jej wysokość jest planowana na dwadzieścia złotych rocznie. Rozpoczną się również poszukiwania sponsora projektu. Po zakończeniu fazy drugiej (wstępnie planowanym na grudzień 2009), czas na kolejny etap, który może jest opisany dość lakonicznie (pozwolę sobie zacytować fragment planu, dostępnego na stronie):
3.1 Rejestracja Klubu oraz Stowarzyszenia, uchwalenie Statusu oraz wybór władz Klubu.
3.2 Wybór oraz zakup działającego klubu lub odpowiedniego zaplecza sportowego do rozwoju Klubu i budowa Klubu od podstaw.
3.3 Rozpoczęcie statutowej działalności Klubu.
3.4 Zakończenie oraz weryfikacja Etapu III zaplanowana jest na grudzień 2010.
Nie da się zaprzeczyć, ze właśnie ten etap ma najdalej idące skutki. W grudniu 2010 polski futbol powinien być bogatszy o klub, działający na zasadach znanych z MyFootballClub. Nie wiem, czy ta inicjatywa się uda, chyba nawet organizatorzy tego nie wiedzą (ale na pewno mocno wierzą w powodzenie), ale wiem jedno, będę trzymał kciuki, żeby się udało. To trochę tak, jakby grać w Football Managera na żywo.

niedziela, 6 lipca 2008

Nowy sezon Fantasy Premier League

Ruszyła kolejna edycja tej ciekawej zabawy. Jakoś w tym roku udało mi się przegapić dzień rozpoczęcia, ale to nie ma większego znaczenia, bo pierwsza kolejka rusza 16 sierpnia. Zmiany, w porównaniu z poprzednią edycją, są kosmetyczne. Najważniejszą jest zamienienie jednej z lig, do której można było się zapisać, na odpowiednik prawdziwej Premier League. To znaczy 20 graczy będzie rozgrywać między sobą sezon, zdobywając wirtualne bramki. Reszta to naprawdę nieistotne drobiazgi, jak rozbudowanie informacji o danym graczu, umieszczenie na głównej stronie zajmowanych miejsc w ligach prywatnych, czy dodanie przycisku Help gdzie się da. Zabawa jest za darmo, jedyne co jest potrzebne to połączenie internetowe i jako taki angielski, jak również wiedza o angielskiej Premier League, chociaż to ostatnie nie jest aż tak konieczne. W ostatniej edycji udział wzięło ponad milion siedemset tysięcy drużyn, bo liczy się przecież dobra zabawa.
A 23 lipca rusza I Know The Score.

poniedziałek, 28 kwietnia 2008

Jim Valvano

Dzisiaj mija piętnasta rocznica śmierci tego trenera, myślę że raczej nieznanego w Polsce. Był trenerem koszykówki akademickiej w USA, dyscypliny dla nas, w Polsce, dość egzotycznej. W 1983 roku wygrał wraz z North Carolina State University NCAA Basketball Tournament, ale przegrał najważniejszą walkę swego życia, gdy jego przeciwnikiem był nowotwór. W marcu 1993 roku, odbierał nagrodę ESPY (Excellence in Sports Performance Yearly Awards) w kategorii Arthur Ashe Courage Award. Wygłosił wtedy bardzo emocjonalne przemówienie, które można znaleźć tutaj. Ogłosił wtedy powstanie V Foundation, której motto brzmi Don't give up. Don't ever give up, a której cel jest jasny. Wikipedia wyszczególnia ten fragment przemówienia jako jeden z najbardziej wzruszających:
To me, there are three things we all should do every day. We should do this every day of our lives. Number one is laugh. You should laugh every day. Number two is think. You should spend some time in thought. And Number three is, you should have your emotions moved to tears, could be happiness or joy. But think about it. If you laugh, you think, and you cry, that's a full day. That's a heck of a day. You do that seven days a week, you're going to have something special.

Nie wiem, ale dla mnie całe to przemówienie jest szczególne, chociaż bardziej podoba mi się ten fragment o pierwszej przemowie trenerskiej w Rutgers University. Nie da się ukryć, że najważniejsze jest właśnie to motto: Don't give up. Don't ever give up. Właśnie w myśl tego motta powinniśmy postępować w życiu i nigdy się nie poddawać.

wtorek, 12 lutego 2008

Janas miał Dudka i Frankowskiego

Beenhakker zaś Kuszczaka i Jelenia. Do finałów zostało jeszcze 115 dni z godzinami, a sensacyjnym niusem, który obiegł wszystkie niemal portale, jest ten o pozostawieniu poza składem na EURO 2008 Tomasza Kuszczaka. Widział ktoś skład na finały polskiej reprezentacji? Nie, z jednego prostego powodu, jego na razie nie ma. Nie sądzę też, że selekcjoner jest w stanie już dzisiaj powiedzieć, kogo zabierze do Austrii, a raczej kogo nie zabierze na pewno. W końcu do czerwca wiele się może zmienić i mówienie tak kategorycznym tonem, że dany zawodnik nie pojedzie jest co najwyżej zabawne. Ja rozumiem dziennikarzy, bo w końcu o czymś można pisać w kontekście polskiej reprezentacji. Pierwszy, historyczny awans już jest, wywalczony pewnie, z pierwszego miejsca w grupie. Po raz pierwszy odkąd interesuję się piłką nożną, polscy piłkarze grają tak, jak reprezentacje silnych, europejskich krajów. Może na razie tylko fragmenty spotkań, ale to jeszcze jest czas poprawić. Ostatnio wygraliśmy z Czechami, jedną z czołowych europejskich drużyn. Atmosfera w kadrze podobno jest znakomita, piłkarze w pełni ufają selekcjonerowi, wszyscy się przygotowują do meczów na EURO. No i o czym tu pisać na pierwszych stronach gazet, w końcu to nic ciekawego. Lepiej w tym momencie stworzyć jakiś sztuczny problem, a następnie z zapałem go pielęgnować do mistrzostw. Powstała Kuszczakgate, czyli wielkie zastanawianie się, dlaczego polski bramkarz nie pojedzie na finały. Można i tak, chociaż nie przyniesie to żadnego pożytku kadrze. Moim zdaniem sprawa jest prosta jak budowa gwoździa. Selekcjoner ma wybrać 23 zawodników, którzy stworzą najsilniejszą możliwą drużynę. To jak ich wybierze i kogo wybierze, to już nie nasze zmartwienie. To w końcu Leo Beenhakker bierze na siebie odpowiedzialność za wyniki reprezentacji i to on będzie decydować, kto pojedzie na finały. Nie dziennikarze Gazety Wyborczej, czy innej gazety, nie presja kibiców, tylko holenderski selekcjoner. Owszem każdy z nas może napisać, powiedzieć, jak według niego wyglądałaby kadra, ale decyzji selekcjonera podważać nie można. Do czego to może doprowadzić widzieliśmy już podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Drugi raz ja bym tego nie chciał oglądać.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Prawo Webstera

Całkiem mozliwe że za kilka lat ta zasada prawna wywróci piłkę nożną do góry nogami, podobnie jak kilka lat temu zrobiło to Prawo Bosmana. Istnieje szansa, że latem skorzysta z niej Frank Lampard, zeby dołączyć do Barcelony, a w przyszości kilku innych zawodników. Do tej pory kluby miały możliwość blokowania transferu swojego zawodnika, jeśli ten miał wazny kontrakt. Mogły żądać sporych pieniędzy od potencjalnych nabywców i traktować swojego zawodnika po prostu jak towar. Andy Webster przetarł drogę dla zmian, po tym jak chciał opuścić Heart of Midlothian i przenieść się do Wigan. Poprzedni klub musiał zadowolić się tylko rekompensatą finansową za zerwany kontrakt, natomiast nie mogł otrzymać jakiejkolwiek sumy transferowej. Rzecz jasna nie każdy kontrakt można zerwać, muszą zostać spełnione pewne warunki. Zawodnik mający od 23 do 28 lat musi wypełnić minimum trzy lata swojego kontraktu. Zawodnik mający więcej niż 28 lat minimum dwa. Z tych zapisów jasno wynika, że z tej reguły nie będą mogli korzystać zawodnicy, którzy podpisali kontrakty na okres dwóch, lub trzech lat. Jeśli zawodnik zdecyduje się zerwać kontrakt, musi powiadomić o tym klub w terminie 15 dni od ostatniego meczu w sezonie. Klub otrzymuje wtedy rekompensatę równą zarobkom piłkarza w pozostałym okresie kontraktu. Tylko tyle i nic więcej.
Z czasem coraz więcej zawodników będzie gotowa skorzystać z tego rozwiązania, a płacenie wielkich sum za zawodników raczej odejdzie w przeszłość. Teraz gracze mają możliwość zerwania kontraktu i odejścia z klubu, a kluby za bardzo nie mogą temu przeciwdziałać. Z jednej strony ucierpią na tym kluby, zwłaszcza te biedniejsze, które do tej pory żyły ze sprzedaży swoich graczy. Z drugiej strony nie sposób przyznać racji zawodnikom, w końcu nikt z nas nie chciałby utknąć w pracy, której nie lubi. W przypadku piłkarzy dochodzi jeszcze kwestia awansu sportowego, w końcu wielu zawodników mogło zmienić klub na lepszy, ale nie mogło z powodu sprzeciwu obecnego klubu. W ten sposób mogła przepaść jedyna w życiu okazja do zaistnienia w piłce na wysokim poziomie. Żeby uchronić się przed wykorzystaniem prawa Webstera, kluby będą renegocjować częściej kontrakty z piłkarzami, co będzie oznaczać z reguły wzrost zarobków. Wyższe kontrakty będą oznaczać też ewentualnie wyższe odszkodowanie za zerwanie kontraktu, czyli najprawdopodobniej pieniądze wydawane na zawodników zostaną przesunięte na pensje dla graczy. Prędzej czy później doczekamy się zawodnika, który będzie zarabiał np. ćwierć miliona £ tygodniowo, co oznaczać będzie około 13 milionów £ ewentualnego odszkodowania. Trudno to porównać do kwot, jakie wydaje się na nowych zawodników, ale jakieś zabezpieczenie dla klubu będzie. Rzecz jasna nie można wykluczyć, że wielkie transfery nie będą się zdarzać, ale kluby mając do wyboru pozyskanie zawodnika zgodnie z prawem Webstera, albo normalny zakup, zdecydują się raczej na to pierwsze rozwiązanie. W końcu nawet jeśli będzie on gorszy, to i tak tańszy. Rynek transferowy jak był aktywny, tak dalej będzie, ale większą uwagę będzie się zwracać na kontrakty zawodników, bo to będzie decydujące, a nie cena ustalona przez klub.

poniedziałek, 4 lutego 2008

Super Bowl XLII

The Giants are Super Bowl champions!

Fantastyczny mecz, bez wątpienia godny finału. Zaczęło się spokojnie, field goal Giants i touchdown Patriots, praktycznie wszystko w pierwszej kwarcie, bo przyłożenie było kilka sekund po starcie drugiej kwarty. Potem, używając terminologii piłkarskiej, gra toczyła się w środku pola, a formacje defensywne skutecznie wykonywały swoją robotę. No a potem zaczęła się czwarta kwarta, która chyba przejdzie do historii. David Tyree łapie podanie na touchdown, na zegarze 11:05 do końca, 10:7 dla Giants. Potem sprawy w swoje ręce bierze Tom Brady i Patriots grają tak, jak można tego oczekiwać od niepokonanej w tym sezonie drużyny. Jard za jardem, coraz bliżej pola punktowego i jest przyłożenie. Randy Moss wyprowadza Patriots na prowadzenie 14:10, do końca 2:42, zawodnicy New England już sobie gratulują, bo wydaje się, że mecz jest rozstrzygnięty. Wtedy do gry wchodzi bohater meczu, wybrany potem MVP Eli Manning. Zaczyna 17 jardów od własnego pola punktowego, ma 159 sekund i trzy przerwy na żądanie, a celem jest odległa o 83 jardy strefa punktowa rywali. Giants pomału idą do przodu, a 80 sekund przed końcem ma miejsce akcja życia Manninga: SB XLII Can't-Miss Play: Eli miracle (na początku leci reklama). Jarvis Green i Richard Seymour już go praktycznie trzymali, ale Manning się wyrwał i świetnie podał, przez środek, do Davida Tyree, który piłkę złapał ręką i kaskiem na głowie. Świetne podanie, świetne złapanie, niesamowity kop do morale, bo Giants poczuli, że mają szansę. Steve Smith rehabilituje się za pomyłki z pierwszej połowy, a w nastepnej akcji Plaxico Burress myli pilnującego go zawodnika i łapie podanie Manninga na touchdown. Brady wchodzi na boisko mając 29 sekund i trzy przerwy. Może jest zmęczony, bo został zsakowany pięć razy podczas tego meczu, może wszystko zużył na wcześniejszą akcję, bo teraz nie potrafi poprowadzić swojej drużyny do wygranej. Dwa dalekie podania do Mossa nie zostały złapane i mecz się skończył. New England Patriots przegrali tylko jeden mecz w sezonie, ale to tak, jakby przegrali je wszystkie.

wtorek, 8 stycznia 2008

Premier League a sprawa PNA

Puchar Narodów Afryki - egzotyczna impreza rozgrywana gdzieś daleko dla Europejczyka (obecna edycja w Ghanie, a jak ktoś nie wierzy Wiki klik, można też zajrzeć tutaj, bardzo ciekawy blog o samym turnieju) i w jakimś dziwnym i niezrozumiałym terminie (z powodu klimatu), powodującym osłabienie kadr większości zespołów. Kto wie, może w tym roku walka o tytuł, czy o jakieś eksponowane miejsce w tabeli, zależeć będzie od tego, ilu zawodników danego klubu pojechało na mistrzostwa afrykańskiego kontynentu. Impreza potrwa od 20 stycznia, do 10 lutego, ale zawodnicy dołączą do kadr swoich zespołów wcześniej (dwa tygodnie przed startem turnieju, bo tak wymaga FIFA; podejrzewam że bez tego, niektóre kluby nie puściłyby swoich zawodników aż do ostatnich minut przed danym meczem w mistrzostwach). W najgorszym wypadku dla klubu (a w najlepszym dla zawodnika), dany gracz może opuścić pięć-sześć kolejek, a po powrocie niewiadomą pozostaje jego forma i zdrowie.

Portal BBC przygotował takie ładne podsumowanie kto wyjeżdża.
W walce o tytuł liczą się, no powiedzmy że cztery zespoły, z tradycyjnie rozumianej wielkiej czwórki. Mistrz jest w najlepszej sytuacji, bo traci tylko jednego zawodnika: Mateus Alberto Contreiras Gonçalves, w skrócie Manucho. Nie oszukujmy się, to nie jest gracz, którego brak Sir Alex Ferguson zauważy. Liverpool traci dwóch piłkarzy. Nabil El-Zhar to gracz rezerw, w tym sezonie wystąpił trzy razy w pucharach krajowych. Teoretycznie poważniejsza może być strata Mohameda Sissoko, który może nie gra dużo, ale występuje w środku pomocy. Jeśli The Reds dotknie jakiś kryzys kontuzji, to wtedy Malijczyk byłby potrzebny, ale z drugiej strony, skoro do tej pory Benitez radzi sobie praktycznie bez niego, to nie sądzę, że akurat teraz coś się zmieni. Dużo poważniejsze, przynajmniej na papierze, wydają się ubytki Arsenalu. Kolo Toure to filar obrony, jedyny zawodnik w kadrze, który zagrał komplet spotkań w lidze od pierwszej, do ostatniej minuty. Zastąpić ma go Johan Djourou, który miał problemy z regularną grą w Birmingham. Jedyny, mały plusik, to terminarz, w którym nie ma szczególnie wymagających rywali. Dziurę, która powstanie po wyjeździe Emmanuela Eboue chyba łatwiej załatać, bo po prawej stronie pomocy może grać Walcott, Hleb czy inny młody zdolny gracz z rezerw. Jeśli uznajemy straty Arsenalu za poważne, to jak nazwać to, co spotkało Chelsea? Czterech graczy opuści klub, czterech bardzo ważnych zawodników decydujących praktycznie o obliczu zespołu. Do braku Drogby można było się przyzwyczaić, bo napastnik leczył ostatnio kontuzję, ale strata Kalou, Obiego i Essiena to poważna wyrwa. Każdy z tych zawodników grał ostatnio regularnie w podstawowym składzie, a ten, który teoretycznie ma najbliżej by ich zastąpić, czyli Claude Makélélé, zmaga się z kontuzją i nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry. Na pocieszenie, wydaje się, że do formy wrócił Michael Ballack. Razem z nim będzie grał prawdopodobnie Steve Sidwell, który na razie się nie sprawdza i dla którego to może być ostatnia szansa żeby pokazać, że będzie przydatny Chelsea, ewentualnie właściciel klubu da pieniądze na zakup jakiegoś innego pomocnika, który załata tę wielką dziurę w linii pomocy. Pieniądze będą potrzebne, żeby ściągnąć jakiegoś napastnika, bo w tym momencie Chelsea zostaje z kontuzjowanym Szewczenką, a Pizarro to raczej nie jest zawodnik, który będzie regularnie strzelał bramki. Sinclair czy Sahar, gracze rezerw, też raczej nie wskoczą do pierwszego składu. Jeśli nie uda się sfinalizować wkrótce zakupu Anelki z Boltonu, to może być ciężko ze zdobywaniem bramek, a wtedy szanse na tytuł zmaleją bardzo szybko.
Pozostałe drużyny nie walczą o tytuł, ale o inne zaszczyty w lidze. Na pierwszy plan wysuwa się rzecz jasna Portsmouth, które traci pięciu zawodników i jest chyba klubem najbardziej poszkodowanym przez PNA. To już naprawdę sytuacja kryzysowa i trzeba oczekiwać wieści o transferach do klubu, bo inaczej można zapomnieć o wysokiej pozycji w tabeli. Swoją szansę powinien dostać David Nugent, który do tej pory marnował się gdzieś pomiędzy ławką rezerwowych i rezerwami, a kosztował przecież £6m. Poważnie osłabiony będzie także Everton, który straci podstawowego obrońcę, pomocnika i napastnika. Teoretycznie każdą lukę można jakoś załatać, ale strata tych trzech zawodników w jednym czasie może sporo kosztować The Toffees. Newcastle czeka dekompozycja obrony, co raczej nie pomoże będącemu pod presją menadżerowi. Teoretycznie najpoważniejszą stratą będzie nieobecność Martinsa, ale akurat zastępstwo na tej pozycji nie powinno być kłopotem. Kłopoty mogą czekać Bolton. Odrodzenie pod wodzą nowego menadżera może się boleśnie zakończyć, bo dwóch kluczowych zawodników wyjeżdża do Afryki, a Anelka jest nie tyle jedną nogą w Chelsea, a raczej trzyma się tylko paznokciami drugiej w Boltonie. Na razie oferta £10-12m została odrzucona, ale to tylko takie przekomarzanie się i liczenie na to, że ktoś da więcej. Może się okazać za tydzień, że Bolton nie ma kim straszyć z przodu (Kevin Davies królem strzelców raczej nie zostanie), a brak podstawowego obrońcy może zachwiać linią obrony.
Reszta klubów nie traci zbyt dużo. Birmingham opuści trzech zawodników, ale o żadnym nie można powiedzieć, że odgrywa pierwszoplanową rolę w zespole. Blackburn traci Mokoenę, mojego ulubionego obrońcę w grach z serii FM, ale jego nieobecność nie spowoduje katastrofy w zespole. Fulham traci Kamarę i tu jest pewne niebezpieczeństwo. Może się okazać, że nikt nie zauważy nieobecności tego zawodnika, zwłaszcza że Fulham powinno ruszyć do jakiejś ofensywy transferowej (no, ofensywki). Middlesbrough traci dwóch zawodników, ale to właściwie żadna strata. Mido ma ciągłe kłopoty z kontuzjami i powrotem do formy z tego pamiętnego sezonu w Spurs, gdzie wygryzł ze składu Grzegorza Rasiaka, natomiast Mohamed Shawky zagrał raptem jeden cały mecz w lidze i na tym zakończył na razie swoje występy w barwach klubowych. Istnieje szansa, że Mido jednak zostanie w klubie, z powodu kłopotów z odbudową kondycji meczowej. Dodatkowo na poprzednich mistrzostwach miał nieprzyjemną scysję z selekcjonerem Egiptu Hassanem Shehatą (no ale potem panowie się pogodzili). Reading traci trójkę graczy i tu najpoważniejsza wydaje się strata Ibrahima Sonko, ale to nie powinien być powód do jakiejś katastrofy. Menadżer Sunderlandu wyjazd Etuhu może potraktować jako pretekst do wzmocnień w składzie. Wyjazdem dwójki graczy z Tottenhamu raczej nikt nie będzie się przejmował, klub czeka prawdopodobnie solidna przebudowa w tym okienku (w końcu to pierwsza taka możliwość nowego szkoleniowca), a Ghaly i Zokora raczej nie będą w przyszłości kluczowymi graczami Spurs. Wyjazdu dwóch graczy West Ham też można nie zauważyć, bo obaj zawodnicy są bardzo pewnymi zawodnikami rezerwowymi i ich brak właściwie nie spowoduje niczego złego. Podobna sytuacja może mieć miejsce w Wigan, które także wysyła dwóch zawodników. Nie sądzę, że ktoś w klubie będzie się na poważnie przejmował tymi ubytkami.
Reasumując, najbardziej dotknięte ubytkami są zespoły Chelsea i Portsmouth. Za nimi, o szczebel niżej, mamy Everton, Bolton i Arsenal, tuż niżej Newcastle. Cała reszta zespołów, nawet jak kogoś wysyła do Afryki, to nie powinno to mieć większego wpływu na formę, a sam wyjazd można potraktować po prostu jak kontuzję, czyli coś co się zdarza, a na co nie mamy wpływu, ale trzeba się na to przygotować.

sobota, 29 grudnia 2007

Phil O'Donnell 1972-2007 [*]

Kolejna tak smutna wiadomość w tym roku. Kapitan Motherwell, dzisiaj wystąpił w spotkaniu z Dundee United i miał zostać zmieniony, gdy upadł na boisko. Mimo wysiłków lekarzy nie udało się go uratować. Zostawił żonę i czwórkę dzieci.
Spoczywaj w pokoju

Artykuł o zawodniku na stronie BBC

poniedziałek, 22 października 2007

Upadek "polskiego Mourinho"

Czesław Michniewicz został zwolniony z Zagłębie Lubin. Szok? W pewnym sensie tak, z drugiej strony sygnały o konflikcie, napięciach były dość czytelne. Michniewicz zaczął pracę w Lubinie niemal rok temu, na początku października 2006. Nikt chyba wtedy nie oczekiwał, że Zagłębie włączy się do walki o tytuł. Wiosna była rewelacyjna w wykonaniu lubinian, 11 zwycięstw, 35 punktów i tytuł mistrzowski. Po sezonie rozbudzone nadzieje, a potem zaczęła się jazda w dół. Wywalczenie Superpucharu to przysłowiowe miłe złego początki, bo Zagłębie potem przegrało wszystko. Ligę Mistrzów w meczach ze Steauą, a teraz przegrywa tytuł w Polsce. Czternaście punktów straty do Wisły po zaledwie jedenastu kolejkach to dystans zbyt duży, żeby myśleć o jego odrobieniu. Pytanie czy to jest tylko wina trenera. Osobiście nie do końca upatrywałbym jedynego winnego w osobie Czesława Michniewicza, bo moim zdaniem zawodzą także piłkarze i zarząd. Wiosną grali znakomicie i wydawało się przez chwilę, że powstała w końcu drużyna mogąca reprezentować nasz kraj na arenie pucharowej z sukcesami. Jednak potem nie było ani wzmocnień takich, na jakie liczono, a sam start w pucharach wypadł blado. Doszły do tego słabe wyniki w lidze i postanowiono wybrać najłatwiejsze rozwiązanie, czyli zwolnić trenera. To nie jest dobra droga, bo budowa silnego, klasowego zespołu wymaga czasu i cierpliwości. Nie można wygrywać sezon po sezonie, nie wzmacniając poważnie składu i nie wymieniając zawodników, którzy stracili motywację do gry na wysokim poziomie. Tylko że to wymaga solidnej pracy, a z reguły wolimy chodzić na skróty.
Czesław Michniewicz pozostanie bardzo wysoko w moim rankingu polskich trenerów, bo uważam go za jednego z najlepszych szkoleniowców w lidze. Nie sądzę, że pozostanie długo bezrobotny, chociaż nie widać za bardzo drużyny z czołówki, albo mającej wielkie ambicje, która mogłaby zatrudnić Michniewicza. Mam nadzieję, że dostanie szansę w Lechu, tak żeby w końcu w Poznaniu powstała wielka drużyna. Jednak jednej rzeczy jestem pewien, Zagłębie dzisiaj popełniło duży błąd.

piątek, 31 sierpnia 2007

Blog day 2007

Nie do końca podoba mi się pomysł tej akcji, czy pewne szczegóły, no ale skoro sam bloguję to można wziąć udział w takiej inicjatywie. No to jedziemy, kolejność przypadkowa.

1. TrueHoop
Blog o koszykówce, przede wszystkim o NBA. Koszykówka jest tym sportem, który budzi we mnie żywsze emocje, miałem nawet epizod w reprezentacji szkoły. Stąd też zainteresowanie NBA, tak więc nie mogłem nie czytać tego bloga, stojącego na znakomitym poziomie.

2. Piszę bo zapominam
Blog Adama Romańskiego też o koszykówce, ale tej krajowej.

3. Aaaby sprzedać... dodaj fotkę.
Blog o trudnej sztuce sprzedawania na Allegro, a raczej wzbogacania aukcji zdjęciem. Niektórzy powinni przynajmniej spojrzeć na zdjęcie przed opublikowaniem.

4. Fotka PE EL
Publikowanie dziwnych zdjęć, żeby coś sprzedać jeszcze rozumiem. Publikowanie zdjęć, które są dziwne, żeby się wylansować na fotce jest, no nie do końca przemyślane. Przeglądając tego bloga można znaleźć całą masę fotek, które nie powinny opuścić karty pamięci aparatu fotograficznego, a jednak wiszą w necie.

5. Michał Świgoń - niecodziennik internetowy
No i last but not least blog redaktora naczelnego Histmaga. Ostatnio nieco rzadziej aktualizowany, ale prędzej czy później sytuacja pewnie wróci do normy. Bardzo ciekawy blog z mojej perspektywy, bo autor mimo pewnych podobieństw, inaczej patrzy na świat. No i przede wszystkim redaktor Histmaga, że też jeszcze, po pięciu latach, im się chce. Podziwiam.

czwartek, 30 sierpnia 2007

Same smutne wiadomości

Końcówka sierpnia (a właściwie ostatnia dekada miesiąca) przyniosła wiele tragicznych zdarzeń związanych z piłką nożną. Trzech piłkarzy zmarło, można rzec przy wykonywaniu swojej pracy: Anton Reid, Antonio Puerta i wczoraj gracz Hapoelu Beer Szewa Chaswe Nsofwa. Ray Jones, gracz Queens Park Rangers zginął w wypadku samochodowym 25 sierpnia, miał zaledwie 18 lat. 22 sierpnia został zamordowany Rhys Milford Jones, jedenastoletni kibic Evertonu. Natomiast 28 sierpnia w przerwie meczu w Pucharze Ligi, ataku serca doznał Clive Clarke i obecnie jest w szpitalu. Na szczęście jego stan zdrowia się poprawia.
Mam nadzieję, że ta fatalna seria się już skończyła i już nigdy nie wróci.

wtorek, 28 sierpnia 2007

piątek, 20 lipca 2007

Pierwsze mecze pucharowe

Oglądałem tylko jedno spotkanie, tak więc o meczu PGE GKS Bełchatów mogę powiedzieć jedynie tyle, że dwie bramki zaliczki przed rewanżem powinny wystarczyć do awansu. Wicemistrz Polski ma na tyle silną drużynę, że powinien spokojnie poradzić sobie w spotkaniu wyjazdowym. Oglądanie spotkania Groclinu to była istna męka. Nudny mecz, w którym ciekawych momentów było bardzo niewiele. Szkoda strzału w słupek Adriana Sikory, bo cała akcja była bardzo ładna. Dwie dogodne sytuacje zmarnował Filip Ivanovski, co spowoduje znowu wysyp zapytań, czy ten transfer do klubu był trafionym pomysłem. Najprawdopodobniej Groclin u siebie spokojne wygra i awansuje, bo po piłkarzach MKT Araz nie widać umiejętności, które mogłyby zagrozić polskiemu zespołowi. Jednak mimo tego można było postarać się o strzelenie chociaż jednego gola na wyjeździe, tak aby być w pełni spokojnym o losy dwumeczu.
Inną kwestią jest odmowa występu w meczu o Superpuchar Polski. To nie przystoi klubowi, który zdobył Puchar Polski. Kara za takie zachowanie, która może sięgnąć 100 tysięcy złotych, jest moim zdaniem całkowicie nieadekwatna, bo klub zlekceważył w ten sposób kibiców i same rozgrywki. Kara nie powinna polegać na zapłaceniu określonej sumy pieniędzy, bo w ten sposób bogate zespoły będą sobie wybierać mecze do gry. W takim wypadku Groclin powinien zostać zdyskwalifikowany z rozgrywek Pucharu Polski, dodatkowo można jeszcze ukarać klub walkowerami w lidze. Może i jestem w tym momencie surowy, ale mnie bardzo irytują takie zachowania, bo one pokazują jaki dystans dzieli polską piłkę od tej europejskiej.

poniedziałek, 16 lipca 2007

Ryszyła kolejna zabawa

Chociaż ta zabawa to w dużym cudzysłowie. Wygraj Ligę, organizowana przez portal Gazeta.pl ma jak dla mnie jeden cel - wyrwać tak dużo kasy, jak się da. Zupełnie nie rozumiem pomysłu, żeby za zmiany w składzie (kupno, sprzedać, zmiana kapitana, pierwszego składu czy ustawienia) płacić 1,22 w każdej kolejce. Nie rozumiem też dlaczego można zorganizować bezpłatne w każdym aspekcie zabawy na stronie UEFY czy FPL, a polska wersja ma jakieś dziwne własne udziwnienia. Szkoda, wszystko wskazuje na to, że założę drużynę, a potem nie będę dokonywał w niej zmian, bo nie wyobrażam sobie po prostu płacenia za możliwość zabawy, no i nie mam komórki. Równie dobrze mogę się bawić z kartką papieru i ołówkiem.

piątek, 29 czerwca 2007

I po losowaniu

Na początku wydawało się, że losowanie jest w miarę korzystne dla mistrza Polski, ale to wynikało tylko z błędu na stronie UEFY. Ostatecznie przeciwnikiem polskiego zespołu będzie Steaua Bukareszt, czyli bardzo niewygodny i bardzo trudny przeciwnik. Rumuński klub przeżywa swoje złote lata od momentu, kiedy prezesem został George Becali, a pewnym ukoronowaniem tego okresu był rok 2006, kiedy Steaua dotarła do półfinału Pucharu UEFA. W ostatnim sezonie Steaua brała udział w fazie grupowej UCL, gdzie nie sprostała drużynom z Lyonu i Madrytu, a w pierwszych meczach Pucharu UEFA trafiła na Sevillę, późniejszego triumfatora rozgrywek. W kraju Steaua zajęła drugie miejsce, dlatego musi grać już w drugiej rundzie, tak więc sezon był rozczarowaniem, a chęć rewanżu będzie jeszcze większa. Czy Zagłębie ma szansę na awans? Teoretycznie co roku powinna zdarzyć się jakaś niespodzianka, ale w tym przypadku trudno być optymistą. Jedyna nadzieja w tym, że Rumuni zlekceważą miedziową jedenastkę, a Czesław Michniewicz stworzy coś, co zaskoczy rywala. Pewnej szansy upatrywałbym w osobie trenera rumuńskiego zespołu, bo Gheorghe Hagi nie odnosił do tej pory sukcesów jako trener, poza zdobyciem Pucharu Turcji z drużyną Galatasaray. Reszta klubów rozstawała się z nim jednak dość szybko, z reguły po serii słabych wyników. Na pewno potencjał Steauy jest o wiele większy niż Zagłębia, i dziewięć z dziesięciu rywalizacji rumuński klub rozstrzygnąłby na swoją korzyść, ale może będzie ten jeden raz i to polski zespół awansuje dalej. Na razie pozostaje trzymać kciuki i wierzyć w awans.
W Pucharze UEFA polskie drużyny pojadą w te okolice, które niedawno zwiedzała reprezentacja Polski. Azerski FK MKT Araz, przeciwnik Groclinu, zajął piąte miejsce w lidze, czyli musiał awansować poprzez puchar krajowy. Rok temu odpadli z Pucharu Intertoto, po porażce 1:2 z FC Tiraspol (ta sama drużyna, która potem wyeliminowała Lecha Poznań), ale u siebie wygrali 1:0. Ameri Tbilisi z Gruzji jest przeciwnikiem wicemistrza Polski i podejrzewam, że ta drużyna uzyskała awans poprzez puchar krajowy, ponieważ w lidze zajęła trzecie miejsce. W sezonie 2006/2007 Ameri brało udział w rozgrywkach Pucharu UEFA i nawet wyeliminowało swojego pierwszego przeciwnika, FC Banants, dzięki większej liczbie strzelonych bramek na wyjeździe. W drugiej rundzie kwalifikacyjnej napędzili trochę stracha Hercie Berlin, bo na wyjeździe przegrali tylko 0:1, a u siebie zremisowali 2:2, dwa razy obejmując prowadzenie. Mimo wszystko nie są to przeciwnicy, których trzeba się obawiać. Oba polskie zespoły pierwszy mecz grają u siebie i to jest korzystne, bo losy dwumeczu można rozstrzygnąć jeszcze w Polsce, a tym samym uniknąć nerwowych chwil na Zakaukaziu. Jak widać te drużyny są groźne raczej tylko na swoim stadionie, tak więc wypracowanie bezpiecznej przewagi w pierwszym meczu może być kluczowe do awansu.

wtorek, 5 czerwca 2007

UEFA European Under-21 Championship

Zaczynają się już 10 czerwca w Holandii, jednocześnie gospodarze bronią tytułu wywalczonego rok temu. Osiem reprezentacji juniorskich, podzielonych na dwie grupy, zakończy tę fazę rozgrywek po tygodniu, a 23 czerwca będzie miał miejsce finał. W grupie A zagra Belgia, Holandia, Izrael i Portugalia (która wyeliminowała jesienią Polskę w eliminacjach), a w grupie B reprezentacje Anglii, Czech, Serbii i Włoch. Tradycyjnie na stronie UEFY kibice mogą brać udział w organizowanych tam zabawach: Predyktorze i Fantasy Football.

środa, 2 maja 2007

Puchar dla Groclinu

Mecz rozgrywany 1 maja w południe musi mieć w sobie coś z atmosfery pikniku. Byłem sceptycznie nastawiony do oglądania tego spotkania (bo transmisję robił TVN), jednak po ściszeniu dało się w miarę przyjemnie oglądać, żeby tylko tak nachalnie nie promowano pewnej platformy cyfrowej, to naprawdę byłoby miło. Przed meczem dość zdecydowanie faworyta upatrywano w kielczanach, którzy są przecież wyżej w ligowej tabeli, a omawiając szanse Groclinu koncentrowano się na krytykowaniu rotacji w składzie, czy podkreślaniu, że w drodze do finału grodziszczanie pokonali tylko jedną drużynę z OE. Sam mecz zaczął się od chaotycznych i nieuporządkowanych ataków Korony, co w pewien sposób się zemściło po kwadransie. Tak właściwie tę bramkę pozwolił sobie strzelić Maciej Mielcarz, a utrata gola bardzo negatywnie odbiła się na graczach Korony. Nerwowość i chęć natychmiatowego niemal odrobienia strat doprowadziła do czerwonej kartki dla Mariusza Zganiacza, który był już upomniany żółtą kartką, jednak postanowił zarobić drugą w wyjątkowy bezsensowny sposób. Od tego momentu Groclin praktycznie spokojnie kontrolował grę, gdyby piłkarze byli skuteczniejsi, to Korona mogłaby przegrywać kilkoma bramkami. Gry ofensywnej Korony praktycznie nie było, bardzo dobrze grająca druga linia grodziszczan kasowało w zarodku niemal wszystkie ofensywne akcje kielczan, którzy i tak grali tak, jakby zupełnie nie wierzyli w mozliwość odrobienia strat. Finał wygrał zespół zdecydowanie lepszy, grający dużo dojrzalej i efektywniej. Korona na tle zwycięzców wypadła bardzo słabo, co chyba jest znakiem kryzysu w zespole. W takiej dyspozycji, walka o drugie miejsce w tabeli na koniec sezonu, wydaje się być zadaniem ponad siły kielczan. Trzecie miejsce da prawo gry w Pucharze Intertoto, ale dla praktycznie wszystkich drużyn to tylko dodatkowy kłopot i skrócenie wakacji, po jakże ciężkim i wyczerpującym sezonie.