Puchar Narodów Afryki - egzotyczna impreza rozgrywana gdzieś daleko dla Europejczyka (obecna edycja w Ghanie, a jak ktoś nie wierzy Wiki klik, można też zajrzeć tutaj, bardzo ciekawy blog o samym turnieju) i w jakimś dziwnym i niezrozumiałym terminie (z powodu klimatu), powodującym osłabienie kadr większości zespołów. Kto wie, może w tym roku walka o tytuł, czy o jakieś eksponowane miejsce w tabeli, zależeć będzie od tego, ilu zawodników danego klubu pojechało na mistrzostwa afrykańskiego kontynentu. Impreza potrwa od 20 stycznia, do 10 lutego, ale zawodnicy dołączą do kadr swoich zespołów wcześniej (dwa tygodnie przed startem turnieju, bo tak wymaga FIFA; podejrzewam że bez tego, niektóre kluby nie puściłyby swoich zawodników aż do ostatnich minut przed danym meczem w mistrzostwach). W najgorszym wypadku dla klubu (a w najlepszym dla zawodnika), dany gracz może opuścić pięć-sześć kolejek, a po powrocie niewiadomą pozostaje jego forma i zdrowie.
Portal BBC przygotował takie ładne podsumowanie kto wyjeżdża.
W walce o tytuł liczą się, no powiedzmy że cztery zespoły, z tradycyjnie rozumianej wielkiej czwórki. Mistrz jest w najlepszej sytuacji, bo traci tylko jednego zawodnika: Mateus Alberto Contreiras Gonçalves, w skrócie Manucho. Nie oszukujmy się, to nie jest gracz, którego brak Sir Alex Ferguson zauważy. Liverpool traci dwóch piłkarzy. Nabil El-Zhar to gracz rezerw, w tym sezonie wystąpił trzy razy w pucharach krajowych. Teoretycznie poważniejsza może być strata Mohameda Sissoko, który może nie gra dużo, ale występuje w środku pomocy. Jeśli The Reds dotknie jakiś kryzys kontuzji, to wtedy Malijczyk byłby potrzebny, ale z drugiej strony, skoro do tej pory Benitez radzi sobie praktycznie bez niego, to nie sądzę, że akurat teraz coś się zmieni. Dużo poważniejsze, przynajmniej na papierze, wydają się ubytki Arsenalu. Kolo Toure to filar obrony, jedyny zawodnik w kadrze, który zagrał komplet spotkań w lidze od pierwszej, do ostatniej minuty. Zastąpić ma go Johan Djourou, który miał problemy z regularną grą w Birmingham. Jedyny, mały plusik, to terminarz, w którym nie ma szczególnie wymagających rywali. Dziurę, która powstanie po wyjeździe Emmanuela Eboue chyba łatwiej załatać, bo po prawej stronie pomocy może grać Walcott, Hleb czy inny młody zdolny gracz z rezerw. Jeśli uznajemy straty Arsenalu za poważne, to jak nazwać to, co spotkało Chelsea? Czterech graczy opuści klub, czterech bardzo ważnych zawodników decydujących praktycznie o obliczu zespołu. Do braku Drogby można było się przyzwyczaić, bo napastnik leczył ostatnio kontuzję, ale strata Kalou, Obiego i Essiena to poważna wyrwa. Każdy z tych zawodników grał ostatnio regularnie w podstawowym składzie, a ten, który teoretycznie ma najbliżej by ich zastąpić, czyli Claude Makélélé, zmaga się z kontuzją i nie wiadomo, kiedy będzie gotowy do gry. Na pocieszenie, wydaje się, że do formy wrócił Michael Ballack. Razem z nim będzie grał prawdopodobnie Steve Sidwell, który na razie się nie sprawdza i dla którego to może być ostatnia szansa żeby pokazać, że będzie przydatny Chelsea, ewentualnie właściciel klubu da pieniądze na zakup jakiegoś innego pomocnika, który załata tę wielką dziurę w linii pomocy. Pieniądze będą potrzebne, żeby ściągnąć jakiegoś napastnika, bo w tym momencie Chelsea zostaje z kontuzjowanym Szewczenką, a Pizarro to raczej nie jest zawodnik, który będzie regularnie strzelał bramki. Sinclair czy Sahar, gracze rezerw, też raczej nie wskoczą do pierwszego składu. Jeśli nie uda się sfinalizować wkrótce zakupu Anelki z Boltonu, to może być ciężko ze zdobywaniem bramek, a wtedy szanse na tytuł zmaleją bardzo szybko.
Pozostałe drużyny nie walczą o tytuł, ale o inne zaszczyty w lidze. Na pierwszy plan wysuwa się rzecz jasna Portsmouth, które traci pięciu zawodników i jest chyba klubem najbardziej poszkodowanym przez PNA. To już naprawdę sytuacja kryzysowa i trzeba oczekiwać wieści o transferach do klubu, bo inaczej można zapomnieć o wysokiej pozycji w tabeli. Swoją szansę powinien dostać David Nugent, który do tej pory marnował się gdzieś pomiędzy ławką rezerwowych i rezerwami, a kosztował przecież £6m. Poważnie osłabiony będzie także Everton, który straci podstawowego obrońcę, pomocnika i napastnika. Teoretycznie każdą lukę można jakoś załatać, ale strata tych trzech zawodników w jednym czasie może sporo kosztować The Toffees. Newcastle czeka dekompozycja obrony, co raczej nie pomoże będącemu pod presją menadżerowi. Teoretycznie najpoważniejszą stratą będzie nieobecność Martinsa, ale akurat zastępstwo na tej pozycji nie powinno być kłopotem. Kłopoty mogą czekać Bolton. Odrodzenie pod wodzą nowego menadżera może się boleśnie zakończyć, bo dwóch kluczowych zawodników wyjeżdża do Afryki, a Anelka jest nie tyle jedną nogą w Chelsea, a raczej trzyma się tylko paznokciami drugiej w Boltonie. Na razie oferta £10-12m została odrzucona, ale to tylko takie przekomarzanie się i liczenie na to, że ktoś da więcej. Może się okazać za tydzień, że Bolton nie ma kim straszyć z przodu (Kevin Davies królem strzelców raczej nie zostanie), a brak podstawowego obrońcy może zachwiać linią obrony.
Reszta klubów nie traci zbyt dużo. Birmingham opuści trzech zawodników, ale o żadnym nie można powiedzieć, że odgrywa pierwszoplanową rolę w zespole. Blackburn traci Mokoenę, mojego ulubionego obrońcę w grach z serii FM, ale jego nieobecność nie spowoduje katastrofy w zespole. Fulham traci Kamarę i tu jest pewne niebezpieczeństwo. Może się okazać, że nikt nie zauważy nieobecności tego zawodnika, zwłaszcza że Fulham powinno ruszyć do jakiejś ofensywy transferowej (no, ofensywki). Middlesbrough traci dwóch zawodników, ale to właściwie żadna strata. Mido ma ciągłe kłopoty z kontuzjami i powrotem do formy z tego pamiętnego sezonu w Spurs, gdzie wygryzł ze składu Grzegorza Rasiaka, natomiast Mohamed Shawky zagrał raptem jeden cały mecz w lidze i na tym zakończył na razie swoje występy w barwach klubowych. Istnieje szansa, że Mido jednak zostanie w klubie, z powodu kłopotów z odbudową kondycji meczowej. Dodatkowo na poprzednich mistrzostwach miał nieprzyjemną scysję z selekcjonerem Egiptu Hassanem Shehatą (no ale potem panowie się pogodzili). Reading traci trójkę graczy i tu najpoważniejsza wydaje się strata Ibrahima Sonko, ale to nie powinien być powód do jakiejś katastrofy. Menadżer Sunderlandu wyjazd Etuhu może potraktować jako pretekst do wzmocnień w składzie. Wyjazdem dwójki graczy z Tottenhamu raczej nikt nie będzie się przejmował, klub czeka prawdopodobnie solidna przebudowa w tym okienku (w końcu to pierwsza taka możliwość nowego szkoleniowca), a Ghaly i Zokora raczej nie będą w przyszłości kluczowymi graczami Spurs. Wyjazdu dwóch graczy West Ham też można nie zauważyć, bo obaj zawodnicy są bardzo pewnymi zawodnikami rezerwowymi i ich brak właściwie nie spowoduje niczego złego. Podobna sytuacja może mieć miejsce w Wigan, które także wysyła dwóch zawodników. Nie sądzę, że ktoś w klubie będzie się na poważnie przejmował tymi ubytkami.
Reasumując, najbardziej dotknięte ubytkami są zespoły Chelsea i Portsmouth. Za nimi, o szczebel niżej, mamy Everton, Bolton i Arsenal, tuż niżej Newcastle. Cała reszta zespołów, nawet jak kogoś wysyła do Afryki, to nie powinno to mieć większego wpływu na formę, a sam wyjazd można potraktować po prostu jak kontuzję, czyli coś co się zdarza, a na co nie mamy wpływu, ale trzeba się na to przygotować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz