czwartek, 10 stycznia 2008

Rozdziobany przez Sroki

No proszę, teoretycznie o zaskoczeniu nie można mówić, ale jednak zwolnienie menadżera teraz wygląda trochę dziwnie. Oficjalna wersja o odejściu za porozumieniem stron dobrze wygląda dla prasy, ale wiele wskazuje na to, że Sam Allardyce został po prostu zwolniony. W środę, na konferencji prasowej, jak donosi prasa, szkoleniowiec przedstawiał plany na okienko transferowe, a potem niby odszedł sam. Szczerze w to wątpię. Kłopoty Anglika zaczęły się w lipcu, kiedy nowym prezesem został Mike Ashley, a który nie był zbyt pozytywnie nastawiony do menadżera. Słaba forma w tych rozgrywkach tylko dała powód do zmiany, bo Sroki grają w tym sezonie po prostu źle. Do dziewiątej kolejki to jeszcze jakoś wyglądało, pięć zwycięstw, dwa remisy, ale potem wszystko zaczęło się sypać. Zwycięstwo z Tottenhamem 22 października zaczęło fatalną serię rezultatów, którą zakończyła dopiero wygrana z Birmingham 8 grudnia. Tydzień później przyszło zwycięstwo z Fulham, ale przełomu nie było. Następne cztery spotkania zakończyły się zdobyciem tylko punktu i cierpliwość się skończyła (rzadkie osiągnięcie, porażka i remis z Derby). Do tego doszło wyeliminowanie z Pucharu Ligi, jeszcze we wrześniu (ale za to z Arsenalem), a w FA Cup męki ze Stoke i konieczność grania powtórki. Przed sezonem wydano na nowych graczy około £26m, więc oczekiwano, że wyniki będą lepsze. Skład, na papierze, też jest mocny, bo w końcu ile zespołów z Premier League może wystawić z przodu porównywalną parę z dwójką Martins-Owen? Nic więc dziwnego, że oczekiwano w klubie czegoś więcej. Klub wręcz desperacko chce zdobyć jakieś trofeum, bo jeśli odliczymy zdobycie Pucharu Intertoto w 2006 roku i inne pomniejsze turnieje, to ostatnim sukcesem jest Puchar Miast Targowych z 1969. W Anglii ostatnim trofeum jest FA Cup z 1955 roku. Wydawało się, że zatrudnienie akurat tego menadżera przez Newcastle jest dobrym wyjściem, bo obie strony chciały tego samego: silverware. Sam Allardyce w Boltonie nie miał pieniędzy na to, by przeskoczyć ten jeszcze jeden stopień i stworzyć klub, który będzie rywalizował z najlepszymi i wygrywał. Newcastle dawało taką szansę, ale nie dało czasu. Pozycja Boltonu była budowa od 1999 roku, a z Newcastle został zwolniony zaledwie po 24 meczach. Trudno oczekiwać, że nowy menadżer machnie czarodziejską różdżką i z przeciętnego zespołu zrobi kandydata na mistrza (hmm, pewien szwedzki szkoleniowiec chyba jednak coś takiego potrafi), nie rozumiem też, dlaczego rozlicza się trenera w trakcie sezonu, a właściwie w jego połowie. Dokonując tak gwałtownych zmian na tym jakże wrażliwym stanowisku, nie zbuduje się nigdy mocnego i silnego zespołu.
Sam Allardyce zaliczył natomiast bardzo spektakularny upadek. Dwa lata temu był kandydatem na stanowisko selekcjonera Anglii, miał bardzo mocną pozycję w Boltonie, wydawało się, że trudno znaleźć menadżera, który ma spokojniejszą i bezpieczniejszą pracę. Teraz o pozycji selekcjonera może pomarzyć, z Boltonu odszedł, z Newcastle go zwolniono, doszła afera korupcyjna związana z kupowaniem zawodników i teraz kariera szkoleniowa Anglika jest na poważnym zakręcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz