Sporo niespodzianek było w tej kolejce w Anglii, bo rzadko się zdarza, żeby przegrały dwa kluby wielkiej czwórki i to jeszcze z tak nisko notowanymi rywalami. Kryzys Arsenalu jest jednak faktem, a brak Fabregasa jest szalenie widoczny. Jeszcze remis z Newcastle w środę nie był aż tak złym wynikiem, ale wyjazdowa porażka z Boro już tak. Dodatkowo doszła jeszcze słaba gra, jak określa to BBC to był najgorszy występ w tym sezonie. Za tydzień Kanonierzy podejmują Chelsea i w takiej formie trudno będzie myśleć o korzystnym wyniku. Na pewno lekarze zrobią wszystko, by młody Hiszpan mógł zagrać w tym meczu, ale na chwilę obecną nic nie wskazuje na to, że Fabregas zagra w niedzielę. Jego nieobecność zostawia wielką dziurę w środkowej linii Arsenalu, a Chelsea ma chyba najsilniejszą linię pomocy w Premier League i na pewno wykorzysta to osłabienie.
Drugą drużyną, która przegrała, jest Liverpool. We wtorek kluczowy mecz w UCL w Marsylii, potem w niedzielę mecz z mistrzem Anglii na swoim stadionie, a w tej kolejce porażka w Reading. Raczej nie poprawi to stosunków na linii Benitez-prezesi klubu. To jest jeden z kluczowych tygodni w tym sezonie dla Liverpoolu i źle się zaczął. Jeśli źle się skończy, to cierpliwość prezesów może się szybciutko wyczerpać. Owszem hiszpański menadżer może się tłumaczyć meczem wtorkowym, rotacją, brakiem szczęścia (bo pierwszy gol, z karnego, był dość kontrowersyjny), ale z takimi rywalami jak Reading, zespół walczący o tytuł musi wygrywać. Nie sądzę, że inni faworyci też pogubią tu punkty, więc w ostatecznym bilansie ta strata może decydować.
Kolejnymi niespodziankami, ale już mniejszymi, jest wygrana West Hamu w Blackburn, bo tu można było zakładać, że gospodarze dadzą sobie spokojnie radę, oraz zwycięstwo Portsmouth na Villa Park. Z jednej strony goście grają fenomenalnie na wyjazdach (szóste zwycięstwo z rzędu), z drugiej Aston Villa wypadła znakomicie w drugiej połowie meczu z Arsenalem i wydawała się dość pewnym faworytem. Nic z tego jednak nie wyszło i Portsmouth pomału staje się głównym kandydatem do miejsca piątego, a może nawet powalczy o małe mistrzostwo Anglii. Kłopot z tą druzyną polega jednak na Pucharze Narodów Afryki, bo wielu zawodników z tego klubu wyjedzie na mistrzostwa swojego kontynentu, co na pewno zaburzy formę i wyniki drużyny. Niespodzianką był też wynik spotkania Manchesteru United z Derby. Dokładniej strzelenie gola przez gości to niemal sensacja. Nie wiem czy to zasługa nowego trenera, czy po prostu szczęście, ale faktem jest strzelenie pierwszego gola wyjazdowego w tym sezonie. Przed tym meczem Derby w ośmiu spotkaniach nie strzeliło bramki, a Man Utd u siebie stracił tylko jednego gola, także w ośmiu meczach. No ale gdzie lepszego stadionu na pierwszego gola wybrać sobie nie mogli.
Drugą drużyną, która przegrała, jest Liverpool. We wtorek kluczowy mecz w UCL w Marsylii, potem w niedzielę mecz z mistrzem Anglii na swoim stadionie, a w tej kolejce porażka w Reading. Raczej nie poprawi to stosunków na linii Benitez-prezesi klubu. To jest jeden z kluczowych tygodni w tym sezonie dla Liverpoolu i źle się zaczął. Jeśli źle się skończy, to cierpliwość prezesów może się szybciutko wyczerpać. Owszem hiszpański menadżer może się tłumaczyć meczem wtorkowym, rotacją, brakiem szczęścia (bo pierwszy gol, z karnego, był dość kontrowersyjny), ale z takimi rywalami jak Reading, zespół walczący o tytuł musi wygrywać. Nie sądzę, że inni faworyci też pogubią tu punkty, więc w ostatecznym bilansie ta strata może decydować.
Kolejnymi niespodziankami, ale już mniejszymi, jest wygrana West Hamu w Blackburn, bo tu można było zakładać, że gospodarze dadzą sobie spokojnie radę, oraz zwycięstwo Portsmouth na Villa Park. Z jednej strony goście grają fenomenalnie na wyjazdach (szóste zwycięstwo z rzędu), z drugiej Aston Villa wypadła znakomicie w drugiej połowie meczu z Arsenalem i wydawała się dość pewnym faworytem. Nic z tego jednak nie wyszło i Portsmouth pomału staje się głównym kandydatem do miejsca piątego, a może nawet powalczy o małe mistrzostwo Anglii. Kłopot z tą druzyną polega jednak na Pucharze Narodów Afryki, bo wielu zawodników z tego klubu wyjedzie na mistrzostwa swojego kontynentu, co na pewno zaburzy formę i wyniki drużyny. Niespodzianką był też wynik spotkania Manchesteru United z Derby. Dokładniej strzelenie gola przez gości to niemal sensacja. Nie wiem czy to zasługa nowego trenera, czy po prostu szczęście, ale faktem jest strzelenie pierwszego gola wyjazdowego w tym sezonie. Przed tym meczem Derby w ośmiu spotkaniach nie strzeliło bramki, a Man Utd u siebie stracił tylko jednego gola, także w ośmiu meczach. No ale gdzie lepszego stadionu na pierwszego gola wybrać sobie nie mogli.
Mecz Crewe z Walsall miał jednego bohatera, niestety bramkarza gospodarzy. Ben Williams wybronił wszystko co trzeba i mecz zakończył się bezbramkowym remisem. Dzięki temu klub jest na ósmym miejscu w tabeli, w 19 meczach zgromadził 28 punktów, a stosunek bramek wynosi 20:17. Do szóstego miejsca są cztery punkty straty, ale w następnej kolejce Walsall podejmuje Leeds i to będzie prawdziwa weryfikacja aspiracji zespołu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz