niedziela, 9 grudnia 2007

17 kolejka OE

Za nami ostatnia kolejka przedłużonej rundy jesiennej i z ligą żegnamy się do lutego. Głównym wydarzeniem tej serii spotkań był rzecz jasna mecz Wisły Kraków z Zagłębiem Lubin, myślę że można bez ryzyka stwierdzić mecz obecnego mistrza z przyszłym. Bardzo zacięte spotkanie, chyba najtrudniejsze dla krakowian w całej rundzie. Zagłębie grało naprawdę dobrze, nie załamało się utratą bramki i o włos, a dowiozłoby remis. Zamiast tego straciło bramkę w doliczonym czasie gry. Można uznać, że dzisiaj odbyło się symboliczne przekazanie korony.
W tej kolejce rozgrywano bardzo ważne spotkania dla układu dołów tabeli. Ciekawe kto przed sezonem zakładał, że spotkanie Ruchu z Cracovią będzie meczem o sześć punktów? Na pewno mało osób, a już raczej nikt nie zakładał, że obie te drużyny będą bronic się przed spadkiem. Chorzowianie wygrali i mogą spokojniej zimować, w przeciwieństwie do Cracovii, którą czekają najprawdopodobniej wielkie zmiany. Drugi mecz między drużynami z dołu stawki nie był spotkaniem o sześć, a raczej o dwanaście punktów. Tym razem na Stadionie Śląskim nastąpił mały cud, bo trudno inaczej nazwać zwycięstwo ŁKS po bramce z rzutu karnego w ostatniej minucie meczu. To zwycięstwo, a właściwie nadzieję na to, że wiosną da się obronić pierwszoligowy byt, dał gościom obrońca miejscowej drużyny, dość bezsensownie faulując w polu karnym atakującego zawodnika ŁKS. W ten sposób Polonia Bytom rzuca koło ratunkowe łodzianom i kto wie, czy nie przesądza swojego losu.
Skoro już o tym mowa, to chyba nie ma już nadziei dla Zagłębia Sosnowiec. Przegrana z Odrą Wodzisław, drużyną nie zaliczającą się do czołówki ligi, pozostawia sosnowiczan z dorobkiem zaledwie czterech punktów, po odliczeniu kary za korupcję. Wiadomo że Zagłębie spadnie, ale w tym momencie gra toczy się o to, do której ligi. Spadek do trzeciej może mieć fatalne skutki i tylko szkoda prezesa Leszka Baczyńskiego, bo widać ile włożył on zdrowia, serca i energii w budowę klubu.
Ostatnią wiadomością w Lidze+ Ekstra była ta, że z pracy w telewizji rezygnuje Tomasz Wieszczycki. Jako ekspert, komentator sprawdzał się znakomicie i bardzo przyjemnie się go słuchało. Wymyślił jedno świetne powiedzonko, które podejrzewam, że będzie często przypominane "ekspert nie myśli, ekspert wie". Szkoda że rezygnuje z tej funkcji i wiosną go już nie usłyszymy, ale miłość do klubu jest w końcu ważniejsza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz