poniedziałek, 26 listopada 2007

14 Gameweek Premier League

To mogła być kolejka, o której po sezonie będziemy mówić że była jednym z punktów zwrotnych. Arsenal podejmował Wigan, ale musiał grać bez Cesca Farbregasa (Hiszpan łapię dość dużo żółtych kartek), kluczowego gracza i po przerwie na mecze w kwalifikacjach do ME 2008. Dodatkowo Steve Bruce został oficjalnie potwierdzony jako nowy menadżer drużyny gości (co prawda pracę zacznie dzisiaj, ale można było zakładać, że zawodnicy postarają się pokazać nowemu trenerowi). Do 83 minuty wydawało się, że możemy być świadkiem sensacji, bo utrzymywał się bezbramkowy remis, jednak gracze Arsenalu potrafili w trzy minuty strzelić dwie bramki i ostatecznie wygrać mecz. Dużo łatwiejsze zadanie czekało Manchester United, który jechał do Boltonu. W tamtym sezonie Czerwone Diabły wygrały dwa spotkania z Kłusakami, strzelając osiem bramek, a tracąc tylko jedną. Cristiano Ronaldo nie zagrał z powodu kontuzji i od razu miało to wpływ na wynik, chociaż bardziej dało się odczuć nieobecność serbskiego obrońcy Nemanji Vidicia, bo zastępujący go Gerard Piqué miał swój udział w bramce dla Boltonu. W ten sposób Manchester United traci trzy punkty do Arsenalu, który ma jeszcze mecz zaległy i chociaż wydaje się, że to niewiele, to jednak ten dystans zaczyna wyglądać niebezpiecznie. Sezon temu Chelsea w okresie świątecznym straciła sześć punktów i do końca sezonu nie była w stanie dogonić podopiecznych Sir Alexa Fergusona, teraz może być podobnie.
C+ w sobotę uszczęśliwił widzów meczem Newcastle z Liverpoolem i to było ciekawe spotkanie ze względu na menadżerów obu zespołów. Sam Allardyce w 2006 był głównym faworytem do objęcia stanowiska selekcjonera kadry Anglii. Jak wiadomo kadrę poprowadził ktoś inny, a Big Sam przed tym sezonem objął Newcastle, dość silny i bogaty klub, który jakoś nie może osiągnąć jakiegokolwiek sukcesu. W poprzednim meczu na swoim stadionie, Newcastle przegrało z Portsmouth 1:4, tracąc trzy gole w cztery minuty. W meczu z Liverpoolem było niewiele lepiej. Wynik 0:3 to głównie zasługa Fernando Torresa, który marnował sytuację za sytuacją. Liverpool z kolei ma nieporozumienia na linii właściciele - menadżer. Rafa Benítez otwarcie krytykuje politykę transferową władz klubu, a to się nie podoba właścicielom. Ciekawe w jakim kierunku potoczą się dalej losy Hiszpana, który chyba jednak nie ma aż tak mocnej pozycji, żeby w mediach krytykować prezesów.
Na uwagę zasługuje także strzelecki wyczyn Evertonu. Strzelić siedem rywalom, na poziomie pierwszoligowym, to naprawdę spore osiągnięcie. Po tej porażce Czarne Koty wylądowały w strefie spadkowej. Ciekawe czy Roy Keane opanował hairdryer treatment, podobno znak rozpoznawczy Sir Alexa Fergusona.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz