Wielki mecz na Emirates, z którego zwycięsko wyszła ... Chelsea. To właśnie jest prawdziwy zwycięzca ostatniej serii spotkań, bo remis w meczu na szczycie, oraz potknięcie Liverpoolu w meczu z Blackburn, oznacza że londyńczycy odrobili dwa punkty do czołówki. Sam mecz Arsenalu z Man Utd mógł się podobać, chociaż to było w głównej mierze spotkanie walki, a nie pięknych akcji. Wydaje mi się, że przed spotkaniem remis w ciemno wziąłby Man Utd, a Arsenal byłby z takiego wyniku niezadowolony, tak po spotkaniu remis dla Kanonierów to sukces, a dla United pozostawia on spore uczucie niedosytu. W końcu to goście dwa razy obejmowali prowadzenie, ale nie potrafili go utrzymać przy żywiołowo atakujących gospodarzach. Co prawda do mistrzostwa jeszcze daleka droga, ale pomału okazuje się, że najwięcej atutów ma Arsenal. Bezbramkowy remis Liverpoolu sprawił, że The Reds spadli na siódme miejsce w tabeli. W UCL jest źle, w lidze niewiele lepiej, walka o tytuł mistrzowski nie wydaje się możliwa. Zmiana szkoleniowca? Myślę że tak radykalnego kroku władze klubu nie podejmą (już teraz), ale widać, że z roku na rok, Liverpool osiąga coraz gorsze rezultaty, niż można było się tego spodziewać. Z zapowiadanej walki o tytuł nic nie wynika, a nie wiem, jak bardzo cierpliwi są prezesi. Zupełnie w innym miejscu jest Chelsea, która ostatnio gra coraz lepiej i wygrywa mecz za meczem. Ostatnią ofiarą padło Wigan, które przypomina trochę Ruch Chorzów. Po dobrym początku sezonu przyszła seria fatalnych wyników, za którą pracę stracił menadżer Chris Hutchings. Po raz kolejny okazało się, że przeskoczenie z drugiego szeregu (Hutchings był wcześniej asystentem) do pierwszego nie jest tak proste, jak można było się spodziewać.
Ligowy debiut Juande Ramosa zakończył się remisem na Riverside. Ten punkt pozwolił się wygrzebać z miejsc spadkowych, ale przecież nie na to liczono przed sezonem. Spurs muszą zacząć wygrywać, im szybciej tym lepiej i trzy następne mecze to taki prawdziwy test nowego szkoleniowca. To musi być dziewięć punktów, bo inaczej okaże się, że zwolnienie Martina Jola nie było zbyt potrzebne. Na uwagę zasługuje także zwycięstwo Portsmouth 4:1 na boisku Newcastle. Trzy gole w cztery minuty kompletnie rozbiły gospodarzy i to była pierwsza domowa porażka, od momentu gdy Sam Allardyce przejął władzę w zespole.
Ligowy debiut Juande Ramosa zakończył się remisem na Riverside. Ten punkt pozwolił się wygrzebać z miejsc spadkowych, ale przecież nie na to liczono przed sezonem. Spurs muszą zacząć wygrywać, im szybciej tym lepiej i trzy następne mecze to taki prawdziwy test nowego szkoleniowca. To musi być dziewięć punktów, bo inaczej okaże się, że zwolnienie Martina Jola nie było zbyt potrzebne. Na uwagę zasługuje także zwycięstwo Portsmouth 4:1 na boisku Newcastle. Trzy gole w cztery minuty kompletnie rozbiły gospodarzy i to była pierwsza domowa porażka, od momentu gdy Sam Allardyce przejął władzę w zespole.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz