poniedziałek, 29 października 2007

Hit jesieni

Zgodnie z przedmeczowymi analizami górą była Wisła, ale wynik 1:0 nie mówi niczego o przebiegu spotkania. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że gospodarze byli o klasę lepszym zespołem, grającym dużo lepiej taktycznie, pewnym siebie i swoich umiejętności, utrudniającym rywalom wyprowadzenie akcji swoim pressingiem, a samemu z łatwością przedostając się pod bramkę Jana Muchy. Niestety lakoniczny skrót, który obejrzy większość kibiców, czy relacje w prasie czy na portalach, tego nie pokaże, ba można nawet wysnuć wniosek, że Wisła wygrała szczęśliwie. To prawda, że gol dla krakowskiego zespołu podarowała defensywa Legii (najpierw Dickson Choto nie wybił piłki zagranej na aferę, a potem dał się przepchnąć Pawłowi Brożkowi, a Wojciech Szala zamiast pilnować swojej strefy, postanowił zejść do środka i pomóc, co otworzyło drogę do bramki Markowi Zieńczukowi), ale krakowianie potrafili przeprowadzić wiele groźnych akcji i gdyby nie Mucha w bramce, to wynik byłby dużo wyższy. Legii brakowało spokoju i dokładności, pressing Wisły nie pozwalał na skonstruowanie właściwie żadnej składnej akcji. Dopiero w końcówce Legia miała swoje okazje, ale po marnowali je Piotr Giza i Bartłomiej Grzelak, a Wisła wtedy już tylko broniła wyniku. Szkoda zwłaszcza tej szansy Gizy, bo ten zawodnik zostawił na boisku wiele zdrowia, a wtedy akurat defensywa Wisły popełniła największy błąd, źle zastawiając pułapkę ofsajdową. Z drugiej strony wynik remisowy skrzywdziłby Wisłę.
Po tym zwycięstwie Wisła ma osiem punktów przewagi nad Legią, teoretycznie najgroźniejszym rywalem w walce o tytuł. Co prawda to za wcześnie, żeby już wręczyć tytuł mistrzowski dla drużyny z Krakowa, ale losy rywalizacji o pierwsze miejsce w tabeli wydają się być przesądzone. W tym momencie największym rywalem Wisły Kraków jest Wisła Kraków, a nie żaden inny zespół w lidze. Piłkarzy Białej Gwiazdy stać na wygranie wszystkich pozostałych spotkań i jedyne co ich może zgubić to brak koncentracji i zaangażowania. Nie sądzę, że inne drużyny mają taki potencjał, żeby dogonić i przegonić Wisłę. Legia notuje poważny kryzys (cztery porażki w pięciu ostatnich meczach, cztery razy na zero z przodu), Korona w ostatnim meczu z Górnikiem pokazała, że jeszcze nie jest gotowa do walki o fotel lidera, natomiast Groclin i Lech nie potrafią ustabilizować formy na dłużej, niż kilka kolejek, nie mówiąc o tym, że Lech ma kłopoty z grą poza swoim stadionem. Szanse KGHM Zagłębia czy PGE Bełchatów są już tylko matematyczne. Wniosek moim zdaniem jest prosty, Wisła jest prawie pewnym mistrzem kraju, dogranie ligi do końca to tylko formalność. Nawet zimowe okienko transferowe nie powinno zmienić za dużo w układzie sił. Teraz trzeba tylko zacisnąć kciuki, żeby nie zepsuto tego, co tworzy trener Maciej Skorża, bo w przyszłym sezonie to może być drużyna, która przyniesie nam wiele radości w europejskich pucharach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz