Anglia też miała swój hit w tej kolejce, na Anfield Liverpool zagrał z Arsenalem. Mimo wyniku 1:1 uważam, że gospodarze to spotkanie przegrali. Liverpool, oprócz bramki Gerrada z rzutu wolnego, nie pokazał tak właściwie niczego ciekawego z przodu. Owszem miał swoje szanse, ale to Arsenal sprawiał wrażenie dużo groźniejszej drużyny, grającej z polotem i fantazją. Goście dwa razy trafili w słupek, a w kilku innych sytuacjach rozmontowali na części defensywę The Reds i gdyby nie dobra gra obrońców i bramkarza, to Arsenal zdobyłby trzy punkty. Zamiast tego był remis, który ucieszył Man Utd, bo w tym momencie Czerwone Diabły mają tyle samo punktów, co Arsenal. Za tydzień kolejny klasyk, Arsenal zagra z mistrzem Anglii na Emirates. Obie drużyny są w formie i to może być mecz, który jedną drużynę zbliży do tytułu. Z tej walki o pierwsze miejsce chyba odpada Liverpool. Nie chodzi nawet o to, że Arsenal był lepszy w tym spotkaniu, chodzi o kontuzje ważnych zawodników. Fernando Torres, Xabi Alonso i Javier Mascherano skończyli mecz z urazami, a ci dwaj pierwsi pauzowali przecież we wcześniejszych meczach. Nie wiadomo jeszcze, ile potrwa ich przerwa, ale bez nich gra się nie układała tak jak powinna.
Zadebiutował nowy menadżer Boltonu, Gary Megson, a swoją pracę z zespołem zaczął od remisu z Aston Villą. Ten punkt nie pomógł za wiele, bo zespół dalej tkwi w strefie spadkowej, chociaż na razie nie ma tak dużych różnic między zespołami. Juande Ramos był na trybunach podczas meczu Tottenhamu z Blackburn i widział porażkę swojego nowego zespołu. Został menadżerem w sobotnią noc, ale zadebiutuje w meczu Carling Cup z Blackpool w środę. Przed Hiszpanem spore wyzwanie, bo drużyna umacnia się w strefie spadkowej i dalej popełnia błędy w obronie. Niektóre kluby zaczynają powiększać dystans nad strefą spadkową do kilku punktów, więc jeśli Spurs utrzymają słabą formę, albo Ramos nie odmieni szybko oblicza zespołu, to może być naprawdę ciężko.
Na koniec trzeba wspomnieć o Chelsea, która podejmowała Manchester City. W IKTS obstawiłem zwycięstwo gości i jak widać sporo się pomyliłem. Nie wiem co się stało z grą defensywną Citizens, nie wiem też jak można wytłumaczyć stratę aż sześciu bramek. Kasper Schmeichel, który tak udanie grał na początku sezonu, został wypożyczony do Cardiff na miesiąc, a jego zastępca, Joe Hart, nie miał udanego dnia na Stamford Bridge. Może gdyby Duńczyk stał w bramce, to tych bramek padłoby mniej, ale obrońcy też popełniali błędy. Chelsea natomiast zagrała tak, jak tego oczekiwał jej prezes. Ofensywnie, z polotem, wykorzystując ofensywny potencjał swoich zawodników. Avram Grant pomału zaczyna wygrywać zaufanie kibiców, kto wie czy nie doprowadzi Chelsea tam, gdzie nie mógł José Mourinho. Los bywa przewrotny i złośliwy, więc nie zdziwię się, jeśli Chelsea z Grantem wygra UCL. Może nawet pokusić się o zwycięstwo w Premier League, bo to jeszcze nie jest strata, której nie można nadrobić. Trzy wygrane z rzędu i do spotkania z Arsenalem w grudniu Chelsea nie ma przeciwnika, z którym nie mogłaby wygrać. Drugie zaskakujące odkrycie, to brak skutków absencji Johna Terrego. W tamtym sezonie brak Anglika oznaczał z reguły straty bramek, błędy w defensywie, a teraz zespół dwa spotkania zagrał na zero z tyłu bez swojego kapitana. Jeśli taka tendencja się utrzyma, to Chelsea może jeszcze włączyć się na poważnie do walki o tytuł, a to będzie jedno z zaskoczeń sezonu, bo po odejściu Mourinho wydawało się, że Chelsea nic wielkiego nie osiągnie.
Zadebiutował nowy menadżer Boltonu, Gary Megson, a swoją pracę z zespołem zaczął od remisu z Aston Villą. Ten punkt nie pomógł za wiele, bo zespół dalej tkwi w strefie spadkowej, chociaż na razie nie ma tak dużych różnic między zespołami. Juande Ramos był na trybunach podczas meczu Tottenhamu z Blackburn i widział porażkę swojego nowego zespołu. Został menadżerem w sobotnią noc, ale zadebiutuje w meczu Carling Cup z Blackpool w środę. Przed Hiszpanem spore wyzwanie, bo drużyna umacnia się w strefie spadkowej i dalej popełnia błędy w obronie. Niektóre kluby zaczynają powiększać dystans nad strefą spadkową do kilku punktów, więc jeśli Spurs utrzymają słabą formę, albo Ramos nie odmieni szybko oblicza zespołu, to może być naprawdę ciężko.
Na koniec trzeba wspomnieć o Chelsea, która podejmowała Manchester City. W IKTS obstawiłem zwycięstwo gości i jak widać sporo się pomyliłem. Nie wiem co się stało z grą defensywną Citizens, nie wiem też jak można wytłumaczyć stratę aż sześciu bramek. Kasper Schmeichel, który tak udanie grał na początku sezonu, został wypożyczony do Cardiff na miesiąc, a jego zastępca, Joe Hart, nie miał udanego dnia na Stamford Bridge. Może gdyby Duńczyk stał w bramce, to tych bramek padłoby mniej, ale obrońcy też popełniali błędy. Chelsea natomiast zagrała tak, jak tego oczekiwał jej prezes. Ofensywnie, z polotem, wykorzystując ofensywny potencjał swoich zawodników. Avram Grant pomału zaczyna wygrywać zaufanie kibiców, kto wie czy nie doprowadzi Chelsea tam, gdzie nie mógł José Mourinho. Los bywa przewrotny i złośliwy, więc nie zdziwię się, jeśli Chelsea z Grantem wygra UCL. Może nawet pokusić się o zwycięstwo w Premier League, bo to jeszcze nie jest strata, której nie można nadrobić. Trzy wygrane z rzędu i do spotkania z Arsenalem w grudniu Chelsea nie ma przeciwnika, z którym nie mogłaby wygrać. Drugie zaskakujące odkrycie, to brak skutków absencji Johna Terrego. W tamtym sezonie brak Anglika oznaczał z reguły straty bramek, błędy w defensywie, a teraz zespół dwa spotkania zagrał na zero z tyłu bez swojego kapitana. Jeśli taka tendencja się utrzyma, to Chelsea może jeszcze włączyć się na poważnie do walki o tytuł, a to będzie jedno z zaskoczeń sezonu, bo po odejściu Mourinho wydawało się, że Chelsea nic wielkiego nie osiągnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz