wtorek, 10 kwietnia 2007

Liga angielska górą

Mecz Valencii z Chelsea zaczął się zgodnie z oczekiwaniami od przewagi gości którzy musieli strzelić gola by wywalczyć awans. Niewiele wynikało jednak z przewagi w środku pola i wykonywanych rzutów rożnych, bo defensywa z Ayalą na czele nie popełniała błędów. Wrażenie zdecydowanie zagubionego sprawiał sędzia spotkania, Grek Kyros Vassaras, który moim zdaniem zdecydowanie zbyt często ingerował w wydarzenia na boisku i podejmował dość niezrozumiałe decyzje. Mniej więcej po pół godzinie zabrzmiał głośny dzwonek alarmowy dla The Blues, kiedy Morientes trafił w słupek. Ostrzeżenie jednak nie odniosło skutku, praktycznie zaraz potem Hiszpan strzelił gola po fatalnym błędzie w ustawieniu defensywnym gości. Z prawej strony piłkę dośrodkował Joaquín, trzech zawodników pilnowało najprawdopodobniej Davida Villę, a Nando był sam i nie zmarnował okazji. Zaraz potem mógł podwoić swą zdobycz bramkową, bo wyraźnie oszołomiona Chelsea straciła koncentrację i gdyby nie Ashley Cole, który jakoś nogami zatrzymał strzał Morientesa, to mogło i powinno być dwa do zera. Jednak Londyńczycy się pozbierali dość szybko i zmusili do kapitalnej interwencji Santiago Cañizaresa, który piłki wykopywał fatalnie, ale strzał głową Drogby wybronił chyba paznokciami.
Druga połowa to niemal totalna dominacja Chelsea, może nie przekładało się to na strzały czy piękne składne akcje, ale skracanie pola gry, pressing i gra defensywna niemal zupełnie pozbawiły Valencię pomysłu na atak, dość powiedzieć, że pierwsze poważniejsze zagrożenie pod bramką Chelsea to dopiero 79 minuta, jednak wtedy już był wynik remisowy. W 52 minucie gola strzelił Szewczenko. Najpierw rzut wolny źle wykonał Lampard (zresztą jak większość pozostałych), obrona Valencii zbyt krótko wybiła piłkę którą przejął Michael Essien, dośrodkował, i o ile defensywa gospodarzy powstrzymała jakoś Drogbę, to Ukrainiec był sam i skwapliwie skorzystał z takiego prezentu. Potem był długi fragment gry, gdzie Chelsea starała się zdobyć drugą bramkę, John Obi Mikel rozgrywał znakomite spotkanie jako defensywny pomocnik, a gospodarze chyba chcieli doczekać do karnych. Gdy wydawało się że dogrywka jest pewna, Essien przedarł się prawą stroną i pokonał Cañizaresa bardzo mocnym strzałem w krótki róg bramki. Co prawda Essien nie zagra w następnym meczu z powodu żółtych kartek, ale to on wprowadził Chelsea do półfinału.
W drugim dzisiejszym spotkaniu Man Utd zdemolował Romę. Można było się spodziewać że Roma przegra to spotkanie, ale chyba nawet najbardziej zagorzali fani Czerwonych Diabłów nie spodziewali się wyniku 7:1. Już do przerwy było 4:0, co praktycznie rozstrzygało losy spotkania, a po przerwie gospodarze dołożyli jeszcze trzy gole. Na uwagę zasługują pierwsze bramki w tej edycji UCL Cristiano Ronaldo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz