czwartek, 19 kwietnia 2007

22 kolejka OE

Zastanawia mnie fenomen Korony. W meczu z Widzewem piłkarze kieleckiego zespołu nie wznieśli się na wyżyny swych umiejętności i zagrali raczej słabe spotkanie. Pierwsza bramka z karnego, druga ze spalonego, całe szczęście że trzecia, autorstwa Michała Trzeciakiewicza (polski Peter Crouch) była ładna i wynagrodziła trudy oglądania tego meczu. Legia przeżywa renesans wygrywając drugi mecz 3:0. Wiosną za trenera Zielińskiego zespół zdobył 6 punktów w dwóch meczach, za trenera Wdowczyka 4 punkty w pięciu meczach. Stosunek bramek tu 6:0, a tu 3:6. Do strefy pucharowej jest jeszcze daleko, ale jeśli Legia utrzyma narzucone tempo, to ma szansę na koniec sezonu zająć miejsce w pierwszej dwójce. Spotkanie zaplanowane na 20 kwietnia pomiędzy Legią a Koroną da też odpowiedź na dwa ważne pytania, czy ten renesans ma solidne podstawy i czy Korona jest jednak pretendentem do walki o pierwsze miejsce w tabeli.
Reszta kolejki rozgrywana była w cieniu Cardiff (ale to niestety nie przełożyło się automatycznie na wyższy poziom rozgrywek). Lider męczył się z Groclinem, ale w końcu jedną bramkę wdusił (ze spalonego) i wygrał. Na pewno nie zachwycił, ale o wrażeniach artystycznych nikt nie będzie pamiętał za kilka dni. Krakowska Wisła pożegnała się z Adamem Nawałką (trzeci trener w tym sezonie) i już pod wodzą Kazimierza Moskala wreszcie wygrała mecz ligowy z zawsze groźnym i walczącym o puchary Górnikiem Łęczna 2:1. Żartuję sobie w tym momencie, ale jeśli nie z tym zespołem, to z kim Wisła miałaby wygrać? Górnicy z Łęcznej zostali niedawno zdegradowani o dwie klasy rozgrywkowe, wiosną zdobyli tylko trzy punkty, a jednak to oni objęli prowadzenie, co zmobilizowało graczy gospodarzy do żywszej gry i w końcu do strzelenia bramek (w poprzednich czterech meczach Wisła strzeliła jednego gola). Wydaje mi się, że gdyby nie ta bramka Łukasza Masłowskiego, to Wisła dowiozłaby remis, a tak pod Wawelem kibice wciąż mogą się łudzić, że ich zespół coś jeszcze zwojuje wiosną w lidze. Górnik Zabrze gładko uległ Zagłębiu, chociaż dwie pierwsze bramki stracił pechowo. Najpierw piłka po strzale Łukasza Piszczka odbiła się od słupka, a potem od bramkarza i wpadła do bramki, potem drugi gol po rykoszecie i praktycznie było po meczu. W Poznaniu miejscowy Lech rozbił Pogoń 3:0, a wszystkie bramki strzelił miejscowy Raúl González, czyli Piotr Reiss (nie przyjmuję do wiadomości faktu, że to naciągane porównanie). Ciekawe czy Lechici utrzymają formę do następnego spotkania w Bełchatowie, bo dobrym wynikiem dla ligi byłaby strata punktów przez GKS. Zastanawiam się, jakim cudem Arka przegrała mecz z Odrą, bo ze skrótu wynikało że dominowała przez długie fragmenty spotkania, miała nawet rzut karny, który Janusz Dziedzic strzelił tak, jakby zupełnie nie wierzył w możliwość zdobycia gola. Chyba decyzja o degradacji tak podłamała piłkarzy z Gdyni, że chyba już do końca rozgrywek niczego nie zwojują. No i w ostatnim meczu ŁKS pokonał Cracovię w spotkaniu dwóch drużyn, które zajmują bezpieczne miejsca w środku tabeli.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz