Tak podsumowałbym wczorajsze mecze 1/8 UCL. Ta najmniejsza niespodzianka to gol Ricardo Quaresmy w 15 minucie, który od razu zniwelował przewagę Chelsea z bramkowego remisu w pierwszym spotkaniu. Gosodarze wyrównali po strzale Arjena Robbena, który może był kąśliwy i nieprzyjemny, ale bramkarz grający w pierwszym składzie uczestnika UCL nie może popełniać takich błędów. Sam mecz raczej nie był jakimś porywającym widowiskiem (tak przynajmniej wynikało ze skrótu jak i ze statystyk, obie drużyny oddały zaledwie 5 celnych strzałów na bramkę) i gdy wszystko wskazywało na dogrywkę gola dającego awans Chelsea strzelił Michael Ballack po podaniu od Szewczenki. To właśnie dwaj najbardziej krytykowani gracze The Blues wnieśli największy wkład w wyeliminowanie Porto.
Trochę większą niespodzianką jest postawa Barcelony w meczu na Anfield. Można było się spodziewać, że gracze katalońskiego klubu wyjdą w ofensywnym ustawieniu, rzucą się od początku do ataku i to Pepe Reina będzie się uwijał w bramce, ale w pierwszej połowie goście oddali pole graczom The Reds praktycznie bez walki. John Arne Riise w słupek i poprzeczkę, Mohamed Sissoko także w poprzeczkę po fatalnym błędzie Víctora Valdésa, ogólnie 6 celnych strzałów i dwa zablokowane przy jednym niecelnym strzale gości. Po przerwie Barcelona zagrała już lepiej, Ronaldinho trafił w słupek, a w 75 minucie Eidur Gudjohnsen strzelił gola na 0:1. Jednak gospodarze umiejętnie się bronili i ostatecznie dowieźli ten wynik do końca, a w końcówce mogli strzelić sami bramki, ale uparcie celowali w bramkarza Barcy.
Najwieksza niespodzianka to odpadnięcie Interu. Włoski klub, mający praktycznie już zapewnione scudetto, miał się skoncentrować na walce o triumf w UCL. Remis w pierwszym meczu można było uznać za wypadek przy pracy, bo Inter miał patent na ogrywanie Valencii na Mestalla, ale w rewanżu graczy gości chyba zjadły nerwy. To gospodarze byli dużo bliżsi strzelenia bramki i nawet kontuzja Rubéna Baraji nie wpłynęła negatywnie na gospodarzy. O samym meczu kibice zapomnieliby pewnie bardzo szybko, gdyby nie wydarzenia po jego zakończeniu. Zamieszanie zaczęło się od wymiany zdań między Carlosem Marcheną a Nicolásem Burdisso i wydaje się, że gracz Valencii kopnął gracza Interu. Gracze obu zespołów zaczęli się przepychać na boisku i wtedy do akcji wkroczył David Navarro, który cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Złamał nos Burdisso, a potem salwował się piękną ucieczką przed zawodnikami włoskiego klubu, co wywołało regularną bójkę między graczami, sztabami trenerskimi i służbami porządkowymi zarówno na boisku, jak i szatniach zespołów. Podejrzewam że UEFA wyciągnie surowe konsekwencje, bo takie zachowania do tej pory można było oglądać w wykonaniu pseudokibiców na trybunach, a nie graczy na boisku.
No i sensacja, porażka Lyonu u siebie a AS Roma 0:2. Gospodarze marzący o odniesienu w końcu sukcesu w Europie (bo we Francji nie mają z kim rywalizować) nie dali rady pokonać rzymskiego klubu, ba nie byli nawet w stanie strzelić gola (a w fazie grupowej strzelali średnio dwie bramki na mecz). W pierwszej połowie goście oddali dwa celne strzały na bramkę i prowadzili 2:0, a po przerwie znakomicie bronił bramkarz Romy Doni. Ciężko wytłumaczyć racjonalnie tę porażkę, zwłaszcza że Lyon miał się skupić niemal wyłącznie na grze w UCL. Zastanawiające jest, że w tej rundzie odpadają zespoły będące zdecydowanymi liderami w swoich ligach. O ile Inter po fenomenalnej serii 17 zwycięstw z rzędu w lidze mógł mieć mały kryzys formy (no i Valencia to jednak silniejszy zespół od Romy), to nic nie tłumaczy graczy OL. To miał być sezon, w którym francuski klub przełamie w końcu barierę ćwiercfinału, a może nawet otrze się o finał. Jednak wszystko skończyło się już teraz, na początku marca. Praktycznie dla graczy Lyonu (i Interu) sezon się skończył, a dwa kluby nie mają o co już walczyć (Inter na pocieszenia ma chociaż okazję na wywalczenia Pucharu Włoch).
Trochę większą niespodzianką jest postawa Barcelony w meczu na Anfield. Można było się spodziewać, że gracze katalońskiego klubu wyjdą w ofensywnym ustawieniu, rzucą się od początku do ataku i to Pepe Reina będzie się uwijał w bramce, ale w pierwszej połowie goście oddali pole graczom The Reds praktycznie bez walki. John Arne Riise w słupek i poprzeczkę, Mohamed Sissoko także w poprzeczkę po fatalnym błędzie Víctora Valdésa, ogólnie 6 celnych strzałów i dwa zablokowane przy jednym niecelnym strzale gości. Po przerwie Barcelona zagrała już lepiej, Ronaldinho trafił w słupek, a w 75 minucie Eidur Gudjohnsen strzelił gola na 0:1. Jednak gospodarze umiejętnie się bronili i ostatecznie dowieźli ten wynik do końca, a w końcówce mogli strzelić sami bramki, ale uparcie celowali w bramkarza Barcy.
Najwieksza niespodzianka to odpadnięcie Interu. Włoski klub, mający praktycznie już zapewnione scudetto, miał się skoncentrować na walce o triumf w UCL. Remis w pierwszym meczu można było uznać za wypadek przy pracy, bo Inter miał patent na ogrywanie Valencii na Mestalla, ale w rewanżu graczy gości chyba zjadły nerwy. To gospodarze byli dużo bliżsi strzelenia bramki i nawet kontuzja Rubéna Baraji nie wpłynęła negatywnie na gospodarzy. O samym meczu kibice zapomnieliby pewnie bardzo szybko, gdyby nie wydarzenia po jego zakończeniu. Zamieszanie zaczęło się od wymiany zdań między Carlosem Marcheną a Nicolásem Burdisso i wydaje się, że gracz Valencii kopnął gracza Interu. Gracze obu zespołów zaczęli się przepychać na boisku i wtedy do akcji wkroczył David Navarro, który cały mecz spędził na ławce rezerwowych. Złamał nos Burdisso, a potem salwował się piękną ucieczką przed zawodnikami włoskiego klubu, co wywołało regularną bójkę między graczami, sztabami trenerskimi i służbami porządkowymi zarówno na boisku, jak i szatniach zespołów. Podejrzewam że UEFA wyciągnie surowe konsekwencje, bo takie zachowania do tej pory można było oglądać w wykonaniu pseudokibiców na trybunach, a nie graczy na boisku.
No i sensacja, porażka Lyonu u siebie a AS Roma 0:2. Gospodarze marzący o odniesienu w końcu sukcesu w Europie (bo we Francji nie mają z kim rywalizować) nie dali rady pokonać rzymskiego klubu, ba nie byli nawet w stanie strzelić gola (a w fazie grupowej strzelali średnio dwie bramki na mecz). W pierwszej połowie goście oddali dwa celne strzały na bramkę i prowadzili 2:0, a po przerwie znakomicie bronił bramkarz Romy Doni. Ciężko wytłumaczyć racjonalnie tę porażkę, zwłaszcza że Lyon miał się skupić niemal wyłącznie na grze w UCL. Zastanawiające jest, że w tej rundzie odpadają zespoły będące zdecydowanymi liderami w swoich ligach. O ile Inter po fenomenalnej serii 17 zwycięstw z rzędu w lidze mógł mieć mały kryzys formy (no i Valencia to jednak silniejszy zespół od Romy), to nic nie tłumaczy graczy OL. To miał być sezon, w którym francuski klub przełamie w końcu barierę ćwiercfinału, a może nawet otrze się o finał. Jednak wszystko skończyło się już teraz, na początku marca. Praktycznie dla graczy Lyonu (i Interu) sezon się skończył, a dwa kluby nie mają o co już walczyć (Inter na pocieszenia ma chociaż okazję na wywalczenia Pucharu Włoch).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz