Było tak blisko, żeby pokonać Leeds, murowanego faworyta do awansu i wygrania ligi. O sile gości świadczy chociażby to, że mimo kary piętnastu punktów minusowych, zajmują po tej kolejce piąte miejsce w tabeli i dystans do lidera to tylko cztery punkty przy rozegranym jednym spotkaniu więcej. Mimo tego, to Walsall grało świetnie, nie pozwalało gościom na stworzenie zagrożenia pod własną bramką. Zaraz na początku spotkania Mark Bradley trafił w poprzeczkę, a dobitka trafiła już do siatki, ale sędziowie odgwizdali spalonego, potem gospodarze mieli kolejne szanse, a goście nie potrafili sforsować defensywy Walsall. W 76 minucie Tommy Mooney zdobył gola i gdy wydawało się, że spotkanie zakończy się zwycięstwem gospodarzy, nadszedł doliczony czas gry. Rzut wolny, Alan Thompson strzela, piłka odbija się od kogoś w murze (najprawdopodobniej Ian Westlake, gracz gości) i kompletnie myli brakarza Claytona Ince'a. W ten sposób padło wyrównanie, na które goście raczej nie zasłużyli. Szkoda takich spotkań, bo przed meczem punkt zostałby uznany za sukces, a po meczu i zaprezentowanej grze, ten remis pozostawia spore uczucie niedosytu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz