No i znowu mamy zmianę lidera, tym razem na własne życzenie Manchesteru United. Mecz z West Hamem w Londynie układał się dobrze do 66 minuty. Wtedy Cristiano Ronaldo podszedł do rzutu karnego i spudłował, co pozwoliło gospodarzom uwierzyć w siebie i wygrać. Nie mam wątpliwości, że gol na 0:2 rozstrzygnąłby losy meczu na korzyść Czerwonych Diabłów, a tak jedno pudło z karnego i oglądający mecz z trybun Sir Alex Ferguson miał powody, by się solidnie zdenerwować. Nie wiem, czy nieobecność menadżera na ławce miała wpływ na grę zespołu (kara za obrażanie sędziego), ale w następnym spotkaniu zawodnicy United staną pewnie na głowie, żeby zmazać jakoś tę porażkę. Narażają się oni dość systematycznie swojemu menadżerowi ostatnio, najpierw pozwalając, by impreza świąteczna wymknęła się spod kontroli, a teraz przegrywając wygrany mecz. Arsenal wykorzystał szansę i wrócił na pozycję lidera, ale w pierwszej połowie meczu z Evertonem starał się udowodnić wszystkim, że jednak jest w kryzysie. Natomiast w drugiej połowie Everton zrobił coś, co trudno wytłumaczyć. Zaraz na początku Gael Clichy zagrał długą piłkę z własnej strefy obronnej, która leciała, leciała, aż doleciała do brazylijskiego Chorwata, który spokojnie strzelił gola. Co robiła w tym momencie defensywa gospodarzy, oprócz podziwiania lecącej piłki? Nic. Potem znów Eduardo da Silva błysnął i zrobiło się 1:2 praktycznie z niczego. Czerwone kartki podgrzały atmosferę, defensywa Evertonu zaczęła się gubić, a czwarty gol, zdobyty przez Kanonierów praktycznie na stojąco, dopełnił dzieła zniszczenia.
Kolejnym kandydatem do meczu sezonu stało się spotkanie Tottenham-Reading. Dziesięć bramek i niesamowity występ Dimitara Berbatova. Mam swoją teorię na temat eksplozji formy tego zawodnika, po prostu zbliża się okienko transferowe, więc wypadałoby się przypomnieć menadżerom innych klubów, zwłaszcza że pierwsza część sezonu nie była zbyt ciekawa w wykonaniu Bułgara. Co ciekawe menadżer może się zgodzić na taki transfer (mimo głoszenia oficjalnego sprzeciwu), bo będzie potrzebował pieniędzy na zakup kilku zawodników pasujących do jego koncepcji i przede wszystkim jakichś obrońców na poziomie Premier League, bo na razie Spurs straszą dziurawą obroną. Podstawą bardzo dobrej drużyny jest przede wszystkim obrona, a tego na razie nie widać w Tottenhamie. Meczem sezonu nie zostanie na pewno spotkanie kończące rok 2007 w Premier League, pomiędzy Manchesterem City a Liverpoolem. Gospodarze grali o remis, a goście marnowali sytuację za sytuacją. Strata 10 punktów do lidera w tym momencie (mając jeden mecz rozegrany mniej) i konieczność rozegrania czterech trudnych wyjazdów wiosną (Chelsea, Man Utd, Arsenal i Tottenham) rozstrzyga chyba definitywnie, że The Reds tytułu nie wywalczą. Może gdyby był tylko jeden rywal, to te szanse byłyby większe, ale przy trzech innych zespołach, chcących wywalczyć tytuł, to się raczej nie uda.
W spotkaniach dołów tabeli Sunderland zdobył cenne trzy punkty w meczu z Boltonem. Kenwyne Jones ma wielką szansę stać się dla Czarnych Kotów kimś tak ważnym, jak Didier Drogba dla Chelsea. Szybki, silny, dynamiczny napastnik, dodatkowo dobrze panujący nad piłką może być kluczem do pozostania w lidze. Zwycięstwo pozwoliło Sunderlandowi wygrzebać się ze strefy spadkowej, ale ścisk na dole jest niesamowity, a dobra forma w dwóch-trzech meczach może poważnie zmienić sytuację zespołu. Fulham zdobyło cenny punkt w Birmingham, cenny dlatego, że gospodarze byli niemal pewnym faworytem i ewentualne zwycięstwo dałoby im siedem punktów przewagi nad londyńczykami. Nowy menadżer, który oficjalnie dzisiaj objął władzę w klubie, ma jednak dużo do zrobienia, bo niemal wszyscy rywale wydają się mieć silniejsze składy. Derby z kolei przegrało chyba ostatnią szansę na pozostanie w lidze. Mecz z Blackburn mógłby być momentem przełomowym, bo goście ostatnio nie wygrywali, mimo świetnej formy Roque Santa Cruza. Derby dobrze zaczęło, wyszło na prowadzenie i miało rzut karny. Ponieważ specyfiką tej kolejki było jednak niewykorzystywanie tego stałego fragmentu gry, Steve Howard nie pokonał Brada Friedela, a goście jeszcze przed przerwą wyszli na prowadzenie. W drugiej połowie wynik się nie zmienił, mimo że obie strony miały na to okazje (goście lepsze) i Derby traci do bezpiecznego miejsca w tabeli 10 punktów. Biorąc pod uwagę formę zespołu i umiejętności piłkarzy, odrobienie tej straty nie wydaje się możliwe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz