Okres świąteczny, a w Anglii grają. To może być jeden z ostatnich sezonów, kiedy Premier League gra w święta (bo konieczność poprawienia wyników reprezentacji może wymóc wprowadzenie przerwy zimowej), więc trzeba korzystać i cieszyć się angielską ligą przy świątecznym stole. Dzisiaj zaczyna się kolejna kolejka, w której uczeń spotyka się z Mistrzem, ale przez weekend grano poprzednią kolejkę. Arsenal z Tottenhamem stworzył ciekawe widowisko, takie w sam raz na rozgrzanie emocji przedświątecznych. Co prawda pierwsza połowa była dość słaba i nie obfitowała w spięcia podbramkowe, ale już druga przyniosła wiele emocji. Gol Arsenalu zaraz po przerwie zmusił gości do żywszych ataków, a pierwszym sygnałem ostrzegawczym było trafienie w poprzeczkę Robbiego Keane'a. Ponieważ nie obudziło to graczy Kanonierów, to po minucie stracili gola (jakoś Berbatov zmieścił piłkę między słupkiem, poprzeczką a bramkarzem), a potem to goście mieli rzut karny. Zawalił strzelec, wspominany już Keane, bo strzelił zbyt słabo, zbyt blisko środka bramki, żeby Almunia nie zdołał tego obronić. Wenger w tym czasie zaczął robić zmiany i wprowadzenie Nicklasa Bendtnera było strzałem w dziesiątkę, a raczej w trzy punkty. Duńczyk przebywał na boisku kilkanaście sekund i w pierwszym kontakcie z piłką strzelił gola. To już tak podłamało graczy Spurs, że już nie byli w stanie wyrównać. Z jednej strony Arsenal grał słabo, ale zdobył trzy punkty. Po sezonie okaże się, że to był jeden z tych meczów decydujących o wysokim miejscu w tabeli, bo sztuką jest wygrać wtedy, kiedy nie idzie. Tottenham natomiast grał dobrze i widać, że nowy szkoleniowiec prowadzi zespół we właściwym kierunku. Mecze w Pucharze Ligi zapowiadają się bardzo ciekawie.
W innych spotkaniach padło kilka dość ciekawych wyników. Newcastle u siebie zremisowało z Derby i to oznacza, że gospodarze zdobyli na niemal pewnym spadkowiczu tylko punkt w tym sezonie. Portsmouth przerwało swoją serię wyjazdowych zwycięstw, nie dając rady wygrać w Liverpoolu. Poprzednich sześć spotkań zakończyło się zdobyciem kompletu punktów, ale Anfield to jednak za wysokie progi. Jeden ważny wynik padł także w dole tabeli. Bolton pokonał pewnie Birmingham i chyba walkę o pozostanie w lidze ma rozstrzygnięta na swoją korzyść. Tam zmiana trenera była potrzebna, nie zrobiono błędu jak Charlton rok temu i wydaje się, że Bolton powinien zostać w lidze, pod warunkiem, że dalej będzie się prezentował tak, jak dotychczas. Dwa beniaminki, które teoretycznie miały pozostać w miarę spokojnie w lidze, mają na razie poważne kłopoty ze złapaniem formy i wydostaniem się czy to ze strefy spadkowej, czy z miejsc tuż nad nią.
Na koniec słówko o Walsall. Zwycięstwo 3:0 nad Millwall pozwoliło awansować na miejsce szóste, czyli dające prawo gry w barażach. Tommy Mooney strzelił dwie bramki, Neil Harris dołożył bramkę samobójczą i już do przerwy został ustalony wynik spotkania. Ciekawsze są jednak doniesienia prasowe dotyczące ewentualnych transferów. Leeds podobno chciało kupić Daniela Foxa, ale ćwierć miliona funtów nie przekonało Walsall. Z jednej strony to dobra wiadomość, bo do tej pory klub sprzedawał młodych, zdolnych zawodników tanio, ale z drugiej to zła wiadomość. Fox ma kontrakt chyba tylko do czerwca, bo klub ma taką właśnie politykę podpisywania umów tylko na rok i co prawda nie odejdzie za darmo ze względu na wiek, ale sumę odstępnego ustali specjalny trybunał i na pewno będzie ona duża niższa niż to, co można wytargować teraz. Ponieważ reszta młodych zawodników także jest obserwowana przez inne kluby, może się okazać że zimowe okienko transferowe będzie bardzo napięte na Bank's Stadium.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz