niedziela, 25 listopada 2007

15 kolejka OE

Pierwsza seria spotkań po wywalczeniu awansu na finały Mistrzostw Europy i zaczęło się faktycznie na wysokim, europejskim poziomie, od bramki z rzutu wolnego Josepha Oshadogana z Widzewa o której można powiedzieć stadiony świata. Potem Górnik wyrównał, tempo i poziom gry spadło, ale mecz, bardzo ciekawy i dość ekscytujący, zakończył się remisem. To pewna niespodzianka, bo gospodarze byli stawiani dość wyraźnie w roli faworyta, ale w Zabrzu nie powinni się za bardzo przejmować tym remisem. Górnik na koniec rundy jesiennej (bo to w końcu półmetek rozgrywek) zajmuje wysokie, siódme miejsce i ma całkiem ciekawy skład, z kilkoma kandydatami do gry w reprezentacji. Postęp w porównaniu z ubiegłym rokiem jest bardzo wyraźny i moim zdaniem nie należy się spieszyć.
W sobotę Korona podejmowała Zagłębie Lubin i to było wyśmienite spotkanie, prawdziwy deser na koniec rundy. Korona dobrze zaczęła, miała sporą przewagę i strzeliła bramkę. Do tej pory, jak kielczanie pierwsi zdobywali gola, wygrywali spotkanie. Na swoim stadionie byli niepokonani w lidze od maja, więc wydawało się, że Korona to spotkanie wygra. Zagłębie jednak uporządkowało grę, zaczęło kontrować, a gospodarze zaczęli tracić pomału przewagę. Sygnał ostrzegawczy, kontra w której Szymon Pawłowski trafił w bramkarza, nie podziałał na graczy Korony i właśnie Pawłowski wyrównał, po kontrze. Po przerwie Iwański popisał się świetnym strzałem z wolnego (bramkarz nawet nie próbował interweniować), a Korona się miotała. Dwie kolejne bramki dla Zagłębia dopełniły dzieła zniszczenia. Dziwi mnie ten fenomen Korony, jak przegrywa, to wyraźnie, tracąc z reguły cztery bramki i niemal zupełnie oddaje pole rywalom. Tak grając trudno będzie walczyć o tytuł, zwłaszcza że dystans do Wisły się zwiększa. Wczoraj zdziwiło mnie, że Korona, prowadząc, dalej atakowała i nadziewała się na kontry lubinian, w końcu większość klubów prowadząc jedną bramką, oddaje inicjatywę rywalowi i czyha na kontry. Korona tego nie zrobiła i to jest moim zdaniem dość poważny błąd.
Ponieważ skończyła się runda jesienna, chociaż czekają nas jeszcze dwie kolejki tej zimy, małe podsumowanie tego, co się dzieje na dole tabeli. Przed sezonem wymieniało się w gronie drużyn, zdecydowanie zagrożonych spadkiem, przede wszystkim beniaminków. Jagiellonia radzi sobie bardzo dobrze, Ruch i Polonia Bytom w miarę, Zagłębie Sosnowiec, obciążone punktami minusowymi, na razie nie radzi sobie wcale (pewnie dzisiaj się przełamią, na złość dla mnie). Dość niespodziewanie na dole tabeli umocnił się ŁKS, który po poprzedniej, znakomitej rundzie jesiennej, jedzie w stronę drugi ligi i coraz bardziej przyspiesza. Drugim rozczarowaniem jest Odra Wodzisław i ta pozycja w tabeli powinna budzić niepokój. W tej rundzie wodzisławianie 9 spotkań zagrali u siebie i zdobyli w nich tylko 9 punktów. W rundzie wiosennej Odra podejmie tylko sześć drużyn, z czego o punkty w spotkaniach z Legią, Koroną, Górnikiem i GKSem Bełchatów będzie bardzo trudno. W spotkaniach wyjazdowych Odra nie zachwyca. Co prawda wygrała na Łazienkowskiej, ale miała szczęście trafić na kryzys legionistów. Remis w Grodzisku, w ostatniej kolejce, był bardzo szczęśliwym wynikiem. Trudno w takiej dyspozycji zdobywać punkty i walczyć o pozostanie w lidze. Na razie, dość niespodziewanie, Odra staje się jednym z poważnych kandydatów minimum do miejsca barażowego. Za tydzień bardzo ważne spotkanie w Łodzi, gdzie ŁKS podejmie Odrę. Ten kto przegra, skomplikuje sobie bardzo poważnie sytuację w tabeli.
Zapomniałbym o jednym ważnym wydarzeniu. Polonia Bytom zagrała z Legią na Stadionie Śląskim. Z jednej strony to miłe, że ekstraklasa jest rozgrywana na wielkich stadionach (od razu pozytywne zmiany po awansie do finałów), z drugiej nie było widać w skrócie spotkania w Lidze+ tych czterech tysięcy widzów, raczej te 40 tysięcy wolnych miejsc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz