Rewanżowy mecz Milanu z Man Utd zapowiadał się jako wyrównane i ciekawe wydarzenie. Ciekawe rzeczywiście było, wyrównane nie. W ulewnym deszczu (angielska pogoda, mająca niby sprzyjać gościom) zdecydowanie lepiej prezentowali się gospodarze. Straty z pierwszego meczu odrobił niezawodny Kaká, jednak tym razem Milan nie cofnął się do obrony, tak jak to zrobił na Old Trafford tydzień temu. Wracający po kontuzji Nemanja Vidic sprezentował wraz z kolegami z obrony drugą bramkę Milanowi, co oznaczało, że Red Devils musieli strzelić dwie bramki. Jedynym problemem był fakt, że nie było za bardzo chętnych do wykonania tego zadania. Cristiano Ronaldo rozgrywał słabe zawody, wręcz bardzo słabe, a pomoc Man Utd przegrywała z druga linią Milanu, w której brylowali Gennaro Gattuso i Clarence Seedorf. Spodziewałem się, że po przerwie Milan cofnie się pod swoją bramkę, starając się obronić przewagę, a widzowie będą świadkami kolejnego cudownego odrodzenia Czerwonych Diabłów. Pierwsze 20 minut po przerwie wydawało się potwierdzać taki przebieg zdarzeń, bo w tym fragmencie Man Utd prezentował się najlepiej z całego spotkania, inicjując raz po raz ataki na bramkę Didy. Jednak tym razem Milan przetrwał ten napór, zaczął kontrować i odzyskiwać kontrolę nad środkową strefą boiska, a po trzeciej bramce, autorstwa Alberto Gilardino, stało się jasne, że do Aten pojadą diabły, ale te z Mediolanu.
Dzisiaj Man Utd był tylko tłem dla Milanu. Nie będzie powtórki z 1999 roku, o której tak głośno marzono na Old Trafford. Włoski klub stoi teraz przed szansą na zamknięcie pewnego rozdziału w swojej historii, zmazanie pewnej traumy. Poprzedni finał z Liverpoolem, przegrany w dramatycznych okolicznościach, negatywnie wpłynął na klub, a o Carlo Ancelottim mówiło się, że skończył się w Stambule. Teraz przed nim i przed jego piłkarzami szansa na rewanż, ale już teraz można powiedzieć, że Milan jest wielką drużyną. Ewentualna wygrana w finale będzie tego potwierdzeniem.
Dzisiaj Man Utd był tylko tłem dla Milanu. Nie będzie powtórki z 1999 roku, o której tak głośno marzono na Old Trafford. Włoski klub stoi teraz przed szansą na zamknięcie pewnego rozdziału w swojej historii, zmazanie pewnej traumy. Poprzedni finał z Liverpoolem, przegrany w dramatycznych okolicznościach, negatywnie wpłynął na klub, a o Carlo Ancelottim mówiło się, że skończył się w Stambule. Teraz przed nim i przed jego piłkarzami szansa na rewanż, ale już teraz można powiedzieć, że Milan jest wielką drużyną. Ewentualna wygrana w finale będzie tego potwierdzeniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz