Cztery drużyny, trzy mecze do wygrania, ale zwycięzca może być tylko jeden, tak można podsumować półfinałowe spotkania w UCL. Pierwsze spotkania dziś i jutro, rewanże za tydzień, a sam finał 23 maja. Dla wszystkich drużyn to kluczowy moment sezonu, który zadecyduje czy zostanie on zapamiętany na lata, czy zapomniany tydzień po jego zakończeniu. Szanse zarówno na angielski finał, jak i na włoski triumf, są moim zdaniem równe. Niezależnie od wyniku połfinałów, w finale czeka nas rywalizacja mająca drugie dno. Jeśli Milan spotka się z Liverpoolem, to będziemy mieli rewanż za pamiętny mecz, w którym Jerzy Dudek został bohaterem. Jeśli Milan spotka się z Chelsea, to będzie to pojedynek Andrija Szewczenki ze swoim byłym klubem. Mecz Man Utd z Liverpoolem będzie chociażby rewanżem za ostatnią porażkę w lidze, kiedy Czerwone Diabły zdobyły Anfield. Natomiast jeśli los da nam w finale spotkanie Chelsea i Man Utd, to na pewno będzie to mecz, w którym jedna drużyna będzie się starała udowodnić coś drugiej. Jak widać niezależnie od tego kto awansuje, czeka nas emocjonujące spotkanie finałowe.
W tym momencie każdy zespół ma równe szanse na awans. Milan spotka się na Old Trafford z drużyną, która zdruzgotała Romę w poprzedniej rundzie. Rossoneri do tej pory w UCL trafiali raczej na słabszych rywali, więc nie wiadomo do czego są zdolni. Man Utd ma w tym momencie poważny problem z kontuzjami kluczowych zawodników obrony, praktycznie cała pierwsza czwórka obrońców nie zagra na pewno w pierwszym meczu. Nie wiem, czy to będzie miało decydująca znaczenie dla losów półfinału, ale strata bramki u siebie przez Man Utd może mieć bardzo poważne konsekwencje. Bardzo ciekawie zapowiada się też starcie Cristiano Ronaldo, wybranego niedawno graczem roku i Ricardo Izecsona Santosa Leite, który w tej edycji ma w dorobku siedem bramek i dwie asysty. Na papierze lepszy skład mają Włosi, ale Man Utd w tym sezonie walczy o potrójną koronę, a bycie tak blisko celu wytwarza dodatkową motywację. Jednak jeśli Czerwone Diabły pozwolą wbić sobie gola, to o awans może być niezwykle trudno.
Drugi półfinał to rewanż za spotkania sprzed dwóch edycji. Wtedy to też był półfinał, który Liverpool wygrał po kontrowersyjnym golu. Teraz sytuacja jest zdecydowanie inna, pozycja w klubie José Mourinho jest dość niepewna, w lidze do tytułu daleka droga, a właściciel czeka wciąż na sukces w Europie. W Liverpoolu z kolei wszystko wydaje się być takie, jak powinno. Klub nie ma za bardzo o co walczyć w lidze (więc wszystkie siły może skoncentrować na UCL), nowi właściciele nie chcą wyrzucać Rafaela Beniteza, atmosfera jest dobra, a chęć powtórzenia osiągnięcia sprzed dwóch lat duża. W Chelsea zabraknie pauzującego za kartki Michaela Essiena, a to niezykle ważny gracz dla londyńczyków, chociaż Mikel John Obi w meczu z Valencią pokazał, że w środku pola może zagrać równie dobrze. Jeśli pierwszy półfinał jest starciem geniuszy na boisku, to drugi jest starciem geniuszy na ławce trenerskiej. Obaj trenerzy nie raz udowodnili, że są zdolni do wielkich rzeczy i szkoda, że któryś z nich musi odpaść już teraz. To już czwarte spotkanie tych drużyn w tym sezonie i na razie to The Reds mają pewną przewagę, bo wygrali dwa spotkania, w tym prestiżowe o FA Community Shield, tylko że to nie będzie miało żadnego przelożenia na mecze półfinałowe.
Kto wygra? Mam nadzieję, że wygra piłka, że obejrzymy cztery ciekawe spotkania okraszone wieloma bramkami, a do finału awansują dwie najlepsze drużyny.
W tym momencie każdy zespół ma równe szanse na awans. Milan spotka się na Old Trafford z drużyną, która zdruzgotała Romę w poprzedniej rundzie. Rossoneri do tej pory w UCL trafiali raczej na słabszych rywali, więc nie wiadomo do czego są zdolni. Man Utd ma w tym momencie poważny problem z kontuzjami kluczowych zawodników obrony, praktycznie cała pierwsza czwórka obrońców nie zagra na pewno w pierwszym meczu. Nie wiem, czy to będzie miało decydująca znaczenie dla losów półfinału, ale strata bramki u siebie przez Man Utd może mieć bardzo poważne konsekwencje. Bardzo ciekawie zapowiada się też starcie Cristiano Ronaldo, wybranego niedawno graczem roku i Ricardo Izecsona Santosa Leite, który w tej edycji ma w dorobku siedem bramek i dwie asysty. Na papierze lepszy skład mają Włosi, ale Man Utd w tym sezonie walczy o potrójną koronę, a bycie tak blisko celu wytwarza dodatkową motywację. Jednak jeśli Czerwone Diabły pozwolą wbić sobie gola, to o awans może być niezwykle trudno.
Drugi półfinał to rewanż za spotkania sprzed dwóch edycji. Wtedy to też był półfinał, który Liverpool wygrał po kontrowersyjnym golu. Teraz sytuacja jest zdecydowanie inna, pozycja w klubie José Mourinho jest dość niepewna, w lidze do tytułu daleka droga, a właściciel czeka wciąż na sukces w Europie. W Liverpoolu z kolei wszystko wydaje się być takie, jak powinno. Klub nie ma za bardzo o co walczyć w lidze (więc wszystkie siły może skoncentrować na UCL), nowi właściciele nie chcą wyrzucać Rafaela Beniteza, atmosfera jest dobra, a chęć powtórzenia osiągnięcia sprzed dwóch lat duża. W Chelsea zabraknie pauzującego za kartki Michaela Essiena, a to niezykle ważny gracz dla londyńczyków, chociaż Mikel John Obi w meczu z Valencią pokazał, że w środku pola może zagrać równie dobrze. Jeśli pierwszy półfinał jest starciem geniuszy na boisku, to drugi jest starciem geniuszy na ławce trenerskiej. Obaj trenerzy nie raz udowodnili, że są zdolni do wielkich rzeczy i szkoda, że któryś z nich musi odpaść już teraz. To już czwarte spotkanie tych drużyn w tym sezonie i na razie to The Reds mają pewną przewagę, bo wygrali dwa spotkania, w tym prestiżowe o FA Community Shield, tylko że to nie będzie miało żadnego przelożenia na mecze półfinałowe.
Kto wygra? Mam nadzieję, że wygra piłka, że obejrzymy cztery ciekawe spotkania okraszone wieloma bramkami, a do finału awansują dwie najlepsze drużyny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz