Niesamowita kolejka, w której GKS Bełchatów stracił pozycję lidera, przerwanych zostało kilka serii i poznaliśmy odpowiedzi praktycznie na wszystkie pytania. Nie wiemy jedynie kto będzie Mistrzem Polski, ale reszta odpowiedzi jest już znana. Widać też, że to koniec sezonu, a drużyny nie są w nastroju do remisowania spotkań. W trzech ostatnich kolejkach jedyny remis padł w derbach Krakowa.
Wisła Kraków jechała do Bełchatowa skazywana na niemal pewną porażkę. Skreślanie Wiślaków wydawało mi się dość przedwczesne, bo z reguły zespół po takiej porażce, jaka się przytrafiła Wiśle w poprzedniej kolejce, stara się zrehabilitować w oczach kibiców. Podejrzewam że piłkarze pamiętali też mecz z rundy jesiennej, który skończył pewną passę dobrych wyników na Reymonta i tak faktycznie zapoczątkował kryzys, ciągnący się do tej pory (zwycięstwo nad GKS było dopiero czwartą wygraną od tamtego spotkania, wcześniej było sześć zwycięstw). Co mnie zaskoczyło to styl zwycięstwa. Do tej pory trener bełchatowian, Orest Lenczyk, powtarzał że jego piłkarze grają w piłkę, a inne drużyny walczą. Wczoraj to Wisła grała w piłkę, a BOT się miotał. Owszem stwarzał sytuacje, trafił w słupek, ale Wisła potrafiła przetrzymać ataki gospodarzy. Gdyby goście mieli taką skuteczność jak Groclin w tym pamiętnym meczu, to mogło być 0:4. W tym samym czasie Zagłębie grało swój mecz z Widzewem i też chciało się zrehabilitować za wpadkę z Górnikiem Łęczna. Dobrze się zaczęło, ale potem to Widzew wyszedł na prowadzenie. Wtedy trener Zagłębia, Czesław Michniewicz, przeprowadził dwie zmiany i od tej pory grali już tylko lubinianie. Trzy bramki, wynik 4:2 i pierwsze miejsce w tabeli.
Dziwną metamorfozę przeszedł Górnik Łęczna, który w piątek wygrał z Zagłębiem, a we wtorek został rozgromiony przez Cracovię. Zupełnie jakby dwa różne zespoły w tych meczach. Gospodarze natomiast pracują nad osiągnięciem, na które nikt nie liczył przed sezonem - być w tabeli wyżej od Wisły. Rozstrzygnęła się również kwestia trzeciego miejsca w tabeli. Zajmie je warszawska Legia, ratując w pewnym stopniu ten sezon. Wygrana w Wodzisławiu Śląskim przerwała passę siedmiu kolejnych zwycięstw Odry, a ponieważ Lech przegrał w Gdyni, to nikt już nie może wyprzedzić Legii w tabeli. Z Lecha po zwycięstwie nad Legią, chyba trochę zeszło powietrze, bo tak ze skrótu spotkania nie wynikało, że goście chcą jakoś to spotkanie wygrać. Arka udowadnia, że zasługuje na utrzymanie się w rywalizacji sportowej, ale następny sezon będzie grała w drugiej lidze. Wydaje się, że z tym trenerem i z tym składem, to będzie tylko roczna przygoda. W dwóch spotkaniach, w których piłkarze praktycznie już o nic nie walczyli, Groclin wygrał z Pogonią (na boisku było pięciu Polaków w barwach Portowców), a ŁKS przełamał swoją złą passę i pokonał Koronę. Ciekawostką z meczu w Grodzisku jest fakt, że obie drużyny dokonały w przerwie zmiany na pozycji bramkarza.
No i na koniec mecz, który miał największe znaczenie dla uczestniczących w nim drużyn, spotkanie Górnik Zabrze - Wisła Płock. Gdy w niedzielę pojawiła się w prasie informacja, że z zabrzańskim klubem pożegnał się trener Marek Motyka (oficjalnie sam zrezygnował), wydawało mi się, że Górnik stracił już nadzieję na pozostanie w lidze. Wisła Płock po zmianie trenera kilka kolejek temu, grała dużo lepiej i pewniej, a zabrzanie zostali w sobotę rozbici przez Arkę. Jednak ten mecz, w obecności 12 tysięcy widzów, zakończył się wygraną Górnika, ale aż do końca kibice czekali nerwowo na ostatni gwizdek sędziego w tym spotkaniu. Do zwycięstwa i uratowania pierwszoligowego bytu potrzebny był błąd bramkarza gości, który praktycznie sam strzelił bramkę. Goście już nie potrafili wyrównać (nic dziwnego, skoro strzelili najmniej bramek w lidze ze wszystkich drużyn), a po meczu zaczęła się radość kibiców, którzy z nadzieją patrzą w przyszłość. Allianz Zabrze? Kto wie.
Wisła Kraków jechała do Bełchatowa skazywana na niemal pewną porażkę. Skreślanie Wiślaków wydawało mi się dość przedwczesne, bo z reguły zespół po takiej porażce, jaka się przytrafiła Wiśle w poprzedniej kolejce, stara się zrehabilitować w oczach kibiców. Podejrzewam że piłkarze pamiętali też mecz z rundy jesiennej, który skończył pewną passę dobrych wyników na Reymonta i tak faktycznie zapoczątkował kryzys, ciągnący się do tej pory (zwycięstwo nad GKS było dopiero czwartą wygraną od tamtego spotkania, wcześniej było sześć zwycięstw). Co mnie zaskoczyło to styl zwycięstwa. Do tej pory trener bełchatowian, Orest Lenczyk, powtarzał że jego piłkarze grają w piłkę, a inne drużyny walczą. Wczoraj to Wisła grała w piłkę, a BOT się miotał. Owszem stwarzał sytuacje, trafił w słupek, ale Wisła potrafiła przetrzymać ataki gospodarzy. Gdyby goście mieli taką skuteczność jak Groclin w tym pamiętnym meczu, to mogło być 0:4. W tym samym czasie Zagłębie grało swój mecz z Widzewem i też chciało się zrehabilitować za wpadkę z Górnikiem Łęczna. Dobrze się zaczęło, ale potem to Widzew wyszedł na prowadzenie. Wtedy trener Zagłębia, Czesław Michniewicz, przeprowadził dwie zmiany i od tej pory grali już tylko lubinianie. Trzy bramki, wynik 4:2 i pierwsze miejsce w tabeli.
Dziwną metamorfozę przeszedł Górnik Łęczna, który w piątek wygrał z Zagłębiem, a we wtorek został rozgromiony przez Cracovię. Zupełnie jakby dwa różne zespoły w tych meczach. Gospodarze natomiast pracują nad osiągnięciem, na które nikt nie liczył przed sezonem - być w tabeli wyżej od Wisły. Rozstrzygnęła się również kwestia trzeciego miejsca w tabeli. Zajmie je warszawska Legia, ratując w pewnym stopniu ten sezon. Wygrana w Wodzisławiu Śląskim przerwała passę siedmiu kolejnych zwycięstw Odry, a ponieważ Lech przegrał w Gdyni, to nikt już nie może wyprzedzić Legii w tabeli. Z Lecha po zwycięstwie nad Legią, chyba trochę zeszło powietrze, bo tak ze skrótu spotkania nie wynikało, że goście chcą jakoś to spotkanie wygrać. Arka udowadnia, że zasługuje na utrzymanie się w rywalizacji sportowej, ale następny sezon będzie grała w drugiej lidze. Wydaje się, że z tym trenerem i z tym składem, to będzie tylko roczna przygoda. W dwóch spotkaniach, w których piłkarze praktycznie już o nic nie walczyli, Groclin wygrał z Pogonią (na boisku było pięciu Polaków w barwach Portowców), a ŁKS przełamał swoją złą passę i pokonał Koronę. Ciekawostką z meczu w Grodzisku jest fakt, że obie drużyny dokonały w przerwie zmiany na pozycji bramkarza.
No i na koniec mecz, który miał największe znaczenie dla uczestniczących w nim drużyn, spotkanie Górnik Zabrze - Wisła Płock. Gdy w niedzielę pojawiła się w prasie informacja, że z zabrzańskim klubem pożegnał się trener Marek Motyka (oficjalnie sam zrezygnował), wydawało mi się, że Górnik stracił już nadzieję na pozostanie w lidze. Wisła Płock po zmianie trenera kilka kolejek temu, grała dużo lepiej i pewniej, a zabrzanie zostali w sobotę rozbici przez Arkę. Jednak ten mecz, w obecności 12 tysięcy widzów, zakończył się wygraną Górnika, ale aż do końca kibice czekali nerwowo na ostatni gwizdek sędziego w tym spotkaniu. Do zwycięstwa i uratowania pierwszoligowego bytu potrzebny był błąd bramkarza gości, który praktycznie sam strzelił bramkę. Goście już nie potrafili wyrównać (nic dziwnego, skoro strzelili najmniej bramek w lidze ze wszystkich drużyn), a po meczu zaczęła się radość kibiców, którzy z nadzieją patrzą w przyszłość. Allianz Zabrze? Kto wie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz