niedziela, 5 lutego 2012

24 Gameweek Premier League


Przyszła zima. Szczerze mówiąc nie przypominam sobie za bardzo śniegu na meczach Premier League. Odwoływanie spotkań też nie zdarza się za często. Na przykład mecz Walsall został odwołany z powodu zmrożonego boiska. Premier League oczywiście grała, ale niektóre kluby chciałyby pewnie odwołać swoje spotkania. W końcu to nic przyjemnego jechać w taką pogodę na stadion rywala i bardzo boleśnie przegrać.

czwartek, 2 lutego 2012

23 Gameweek Premier League


Gdyby ten blog był jak Ulica Sezamkowa, to mógłbym użyć zwrotu dzisiejszy wpis sponsorują rzuty karne. No ale nie jest. W Premier League za to jest remis między zespołami z Manchesteru. Po 54 punkty, tylko sześć bramek więcej po stronie Citizens sprawia, że są nad zespołem United. Porażka z Evertonem była trochę pechowa, trzeba to przyznać. Arbiter nie podyktował dwóch oczywistych moim zdaniem rzutów karnych, a to miało wpływ na rezultat. Manchester City nie grał jednak na swoim stałym poziomie. Winę za to wziął na siebie Roberto Mancini, ale to prosty zabieg ściągnięcia presji z piłkarzy. Oni są liderami od października poprzedniego roku. Inne zespoły traktują już inaczej ten zespół, a media oczekują samych wygranych. Dlatego liderowanie w tabeli nigdy nie jest łatwe. Trzy porażki w ostatnich 10 meczach to dużo, ale jeszcze nic nie jest przegrane w lidze.

Manchester United jest tuż tuż, ale to nic dziwnego, jak rywale sami popełniają takie błędy. Za te dwa karne udusiłbym chyba swoich piłkarzy na miejscu menadżera Stoke. Czerwone Diabły były osłabione brakiem jedenastu zawodników, a w bramce oglądaliśmy trzeciego bramkarza (przy okazji wyjaśniło się, że Tomasz Kuszczak jest bramkarzem numer cztery). Lepszej okazji na urwanie punktów chyba już nie będzie. Schody jednak dopiero czekają zespół United. Zaczynają się trudne mecze, a sąsiedzi mają już ten gorący okres za sobą. Zero punktów w dwóch następnych meczach jest możliwe, a wtedy mistrzostwa chyba już nie da się obronić. 
Nie uda się obronić też statusu zespołu z Premier League drużynie Wigan. Pięć punktów, a szósty z różnicy bramkowej to niby nic, ale mamy już luty. Dlatego taki dystans robi się wyzwaniem. Przede wszystkim nie ma kto strzelać bramek, a bez tego pozostanie w lidze wydaje się niemożliwe. Tym bardziej, że rywale nie chcą kapitulować.

Blackburn może i przegrywa z Newcastle, ale to był naprawdę dobry mecz. Duży pech prześladował jednak piłkarzy gospodarzy. Pierwszy gol rykoszet, bramkarz nie miał szans. Potem seria niewykorzystanych dobrych sytuacji i drugi cios, już w doliczonym czasie gry. Czasami nie da się niczego zrobić. Jednak można patrzeć optymistycznie w przyszłość. Wkrótce do składu powinni wrócić Yakubu i Chris Samba, a to będą poważne wzmocnienia. Kto wie czy nie przesądzą one o pozostaniu w lidze.

Wydaje się, że są już tylko cztery zespoły, które będą się bić o pozostanie w lidze. Tylko czas może to rozstrzygnąć, jednak oprócz Wigan, które ma już dużą stratę, źle wygląda też sytuacja Wolverhampton. 0-3 z Liverpoolem to fatalny wynik. Podobnie fatalnie wygląda gra defensywna zespołu. Muszą zacząć gromadzić punkty, ale patrząc w kalendarz spotkań nie widać meczu, w którym Wolves byliby faworytem. Dlatego niezadowolenie fanów jest zrozumiałe.

Następna kolejka już w sobotę i widzę, że będzie transmisja hitowo zapowiadającego się spotkania Arsenal – Blackburn. Dlaczego hitowo może ktoś spytać. Arsenal musi zabrać się do pracy i zacząć walczyć o jakieś miejsce dające europejskie puchary. Pisałem już dawno, że z obecnym menadżerem zespół czeka już tylko regres. Pytanie tylko jak duży. Blackburn natomiast nie może pozwolić sobie na stratę punktów. Raz już zszokowali ligę zdobywając Old Trafford. Czy uda im się też zdobyć Emirates? Czas pokaże.

środa, 1 lutego 2012

Dwa mecze Walsall


Carlisle 1 – 1 Walsall

1-0 Lee Miller 7’
1-1 Alex Nicholls 82’ (z rzutu karnego; faulowany był Andy Butler)


Walsall 0 – 1 Notts County

0-1 Lee Hughes 3’

Fatalne wyniki. Przewaga nad ostatnim zespołem w tabeli to już tylko dwa punkty. Jak to ktoś ładnie podsumował na forum - za dużo gadania ze strony graczy Walsall, za mało grania. Przed meczem czytałem wiele zapowiedzi, że piłkarze są silni, zwarci i gotowi na walkę o uchronienie się przed spadkiem, a potem przychodzi taki mecz, w którym nie pokazują tak właściwie niczego. Kontuzje (Jon Macken i Jimmy Walker), skuteczne neutralizowanie atutów Walsall przez rywala (Jamie Paterson był pilnowany przez dwóch-trzech zawodników), tradycyjna niemoc w linii pomocy i okazuje się, że nadziei na dobry wynik jest tyle, ile lodu na ulicy w upalne popołudnie. To już chyba nawet zmiana menadżera niewiele pomoże. Co z tego, że klub wypożyczył zawodnika. Florent Cuvelier, mający 19 lat pomocnik ze Stoke, wypełnia w teorii jedną lukę w składzie, ale od razu widać pewne mankamenty. Po pierwsze jest młody. Co prawda wiek nie decyduje, ale doświadczenie już tak, a po graczu mającym naście lat trudno oczekiwać, że je ma. Kilka spotkań w kadrze U-19 Belgii to raczej za mało. Druga sprawa, nawet jak zda egzamin w klubie, to jest wypożyczony tylko na miesiąc. Nie rozumiem pozyskiwania graczy na takie umowy. Z klubu odszedł Claude Gnakpa do Inverness Caledonian Thistle. Z tego co czytam to był chyba darmowy transfer. Tego też nie mogę zrozumieć. Cierpliwości do obecnego menadżera też. Dwie wygrane w ostatnich 23 meczach ligowych. W wielu klubach zdążyłby się spakować już kilka razy. Następne spotkanie ze Scunthorpe na wyjeździe to absolutnie mecz o sześć punktów, który trzeba wygrać. Tylko że takie mecze o sześć punktów potem będzie trzeba rozgrywać co kolejkę.

Podsumowanie zimowego okienka transferowego w Premier League


Biorąc pod uwagę temperatury za oknem, to faktycznie zimowe. Może dlatego zabrakło głośnych zakupów, które przykuwałyby uwagę wszystkich kibiców. Niektóre kluby można powiedzieć przespały to okienko i nie dokonały żadnego tak właściwie zakupu. Inne z kolei ruszyły na gorączkowe poszukiwanie wzmocnień. Listę wszystkich transferów można znaleźć tutaj klik. Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie skomentował niektórych zakupów.

Królem zimowego polowania na graczy został więc zespół QPR. Wzmocniono defensywę, ale przede wszystkim atak. Kupiono dwóch sprawdzonych już w warunkach Premier League napastników i wypożyczono jeszcze młodego Federico Machedę z Manchesteru United. Ściągnięto również tercet graczy defensywnych i staje się jasne, dlaczego zwolniono poprzedniego menadżera klubu. W tym momencie klub najprawdopodobniej zagwarantował sobie pozostanie w Premier League na przyszły sezon.

Zaciekawienie budzą też transfery Evertonu. Klub w końcu miał pieniądze na jakieś zakupy. Najprawdopodobniej decydująca była sprzedaż do Spartaka Moskwa Dinijara Bilialetdinowa. Środki uzyskane w tym transferze pozwoliły pozyskać czwórkę graczy. I o ile Landon Donovan szybko wróci za Atlantyk, tak pozostała trójka będzie w klubie do końca sezonu. Wzmocnienia pomocy i ataku zapowiadają się ciekawie.

Zaskoczył, ale to już tradycja okienek transferowych, Tottenham. Louis Saha? Ryan Nelsen? Razem mają 67 lat. Problemy z kontuzjami są wręcz częścią ich życiorysu. Nelsen zagrał w tym sezonie tylko jeden mecz. Saha grał często, ale ma tylko jedną strzeloną bramkę w tym sezonie. Sprawia to wrażenie zakupów do pierwszej kontuzji. Rozumiem, że Spurs są silni, ale takie transfery są bardzo zaskakujące.

Ciekawe też czy Papiss Demba Cisse zaskoczy Premier League, czy liga zaskoczy jego. Kosztował stosunkowo dużo pieniędzy, bo około 10 milionów funtów. Jednak jeśli stworzy razem ze swoim reprezentacyjnym kolegą atak marzeń (Cisse – Ba), to Newcastle może mierzyć wysoko.

Kończąc dwa słowa o Blackburn. W ich przypadku największym sukcesem może okazać się pozostanie w klubie Chrisa Samby. Anthony Modeste może dać kilka potrzebnych bramek, Bradley Orr powinien uporządkować grę w defensywie, ogólnie mówiąc zapowiada się, że to bardzo przemyślane zakupy. Wyglądają chyba lepiej, niż to co zrobił Bolton. W końcu strata podstawowego środkowego obrońcy może zaboleć. No i też lepiej niż transfery Wolverhampton czy Wigan. Kto wie czy te transfery nie przesądziły losu pewnych klubów. Odpowiedź na to pytanie poznamy jednak dopiero 13 maja. W tym dniu zakończy się sezon.

sobota, 28 stycznia 2012

Liverpool 2 – 1 Manchester United


Takie spotkania zawsze są czymś wielkim, tym bardziej że to nie liga, a Puchar Anglii. Oba zespoły pokonywały niedawno Manchester City, oba myślą o trofeach, wreszcie oba mają na to szansę. Nie ma co pisać większej zapowiedzi, bo nie obejmie ona wszystkich smaczków. Gramy.

W bramce gości David De Gea i w 4 minucie jego pierwsza interwencja w meczu. Bardzo skuteczna trzeba dodać. Goście odpowiedzieli strzałem z dystansu, ale również bez powodzenia. Tempo meczu nie było wysokie, co trochę dziwiło patrząc na klasę zespołów. Coraz wyraźniejszą przewagę miał Manchester i w 17 minucie Antonio Valencia trafia w słupek. Jak odpowiedział Liverpool? Bramką. Rzut rożny, De Gea zagubiony w akcji (po co wychodził do tej piłki? chyba nawet on tego nie wie), Daniel Agger oddaje strzał i mamy 1-0. Po tym golu tempo meczu znów spadło, ale to nic dziwnego. Gospodarze nie musieli już się zabijać na boisku, a goście, cóż. Na pewno nie grali dobrze, tak można to delikatnie ująć. Zdobywanie bramek z niczego to jednak specjalność United. Rafael przedarł się na skrzydle, piłka dotarła do Ji-Sung Parka i Jose Reina bez szans. Do przerwy wynik już się nie zmienił. Tak myślę, że lepsze oceny za te pierwsze 45 minut otrzymują jednak goście. Manchester grał ciut lepiej, a gdyby nie hmm, chyba jednak błąd, tak to trzeba nazwać, przy kornerze dla gospodarzy, to goście prowadziliby w tym meczu. Nie przypominam sobie, żeby The Reds mieli jakąś okazję bramkową tak właściwie.

Oni zaczynają drugą połowę. Dużych zmian w stylu gry jednak nie było. Gospodarze mieli dalej problem z tym, żeby zaznaczyć swoją obecność w tym spotkaniu. Goście natomiast grali cierpliwie, tak jakby wiedzieli, że ich szansa w tym spotkaniu jeszcze przyjdzie. Taka wewnętrzna siła jest chyba największą zaletą tego zespołu. W przypadku bramkarza United, to trudno jednak mówić o sile. Błędów popełniał bardzo dużo. Gospodarze nie potrafili jednak z nich skorzystać. No i tak ten mecz się toczył. Bez jakiś poważniejszych spięć podbramkowych. W 72 minucie schodzi z boiska Steven Gerrard. Nie da się ukryć, bardzo zastanawiająca zmiana, bo zastępuje go Craig Bellamy. Obrazu gry za bardzo to nie zmieniło, Liverpool dalej nie potrafił zaatakować jakoś skuteczniej. Coraz wyraźniej zmierzało to do powtórki meczu. Jednak Liverpool był w stanie przeprowadzić tę akcję meczu. Długa piłka od Reiny, Andy Carroll zgrywa piłkę do Dirka Kuyta, a ten pokonuje bramkarza rywali. Patrice Evra zgubił krycie holenderskiego napastnika, a to się zemściło. Potem jeszcze jedna groźna akcja gospodarzy i mecz się zakończył.

Manchester chyba przyjechał po remis. Nie szukał za bardzo drugiej bramki, starał się raczej zagrać powtórzony mecz. Samo spotkanie nie było jakimś wielkim pojedynkiem. Zdecydowały błędy. Przy każdej bramce tak właściwie można doszukać się pomyłki defensorów, czy bramkarza. O jedną więcej popełnili goście, zeszli więc z boiska z przegraną. Na pocieszenie mogą skoncentrować się na tym, co ich rywal zza miedzy, a więc liga krajowa i może Liga Europejska.


1-0 Daniel Agger 21’
1-1 Ji-Sung Park 39’
2-1 Dirk Kyut 88’

czwartek, 26 stycznia 2012

Liverpool 2 – 2 Manchester City


W teorii faworytem do awansu był zespół gospodarzy, który miał jedną bramkę przewagi. Dodajmy do tego bardzo słabą pierwszą linię City (Carlos Tevez zawieszony na amen przez klub, Sergio Aguero na ławce, Mario Balotelli z czterema meczami zawieszenia, zostaje tylko Edin Dzeko, delikatnie bez formy, że tak to powiemy) i nagle Liverpool staje się murowanym faworytem, nawet jak pamiętamy mecz z Boltonem. Samo zawieszenie włoskiego napastnika jest dość kontrowersyjne. Moim zdaniem dostał ją za całokształt, a nie tylko z powodu tego zagrania. Jak pisałem wcześniej, tylko Włoch wie, czy to była próba kopnięcia, czy walka o uchronienie się przed upadkiem. My tego nie możemy wiedzieć. Jeśli dodamy do tego brak jakiejkolwiek kary dla Joleona Lescotta za uderzenie łokciem w twarz Younesa Kaboula (tutaj naprawdę nie można było mówić o przypadku, a kary jednak nie było) to tym bardziej kara dla Włocha budzi zdziwienie. Wracając jednak do meczu. Jedna bramka przewagi to czasami bardzo niebezpieczna rzecz. Może ona zmobilizować rywala, a uśpić drugi zespół. Jak było w tym wypadku?

Citizens w ustawieniu rzadko spotykanym w obecnym futbolu, a więc z trójką środkowych obrońców. Jednak przewagę miał Liverpool, zwłaszcza w stwarzanych sobie okazjach bramkowych. The Reds zdobywają nawet bramkę, ale ze spalonego, więc się nie liczy. Tylko że czymś innym jest stwarzać sobie okazje, a czymś innym je wykorzystywać. Z reguły taka nieskuteczność się mści i proszę. W 31 minucie pada gol dla gości. Dość niespodziewany autor tej bramki, bo Nigel De Jong, ale czy to ma jakieś znaczenie? Raczej nie. Ale jaki to był ładny strzał. Z ręką na sercu, nie spodziewałbym się tego po Holendrze. Liverpool odpowiedział rzutem karnym. Szczerze mówiąc dość kontrowersyjny karny. Widziałem już jak arbiter dyktował jedenastkę w takich wypadkach i jak tego nie robił. Inny sędzia mógłby podjąć inną decyzję, a to nie pomaga w emocjonowaniu się piłką. W końcu prawo i jego interpretacja powinna być zrozumiała, a każda taka sytuacja, że arbitrzy różnią się co do oceny bardzo podobnych zdarzeń, powoduje, że nie można powiedzieć, że się zna reguły gry w piłkę nożną. W końcu to był rykoszet od nogi obrońcy City i trudno przewidzieć, gdzie poleci wtedy piłka. Na pewno nie leciała wtedy do bramki. Nawet Graham Poll, były sędzia piłkarski, uważa, że podyktowanie karnego w tej sytuacji to błąd klik. Koniec końców Steven Gerrard nie dał szans bramkarzowi City i mieliśmy przerwę.

W niej zmiana, schodzi Stefan Savić, wchodzi Sergio Aguero i zaczynamy drugą połowę. Wyglądała ona podobnie do pierwszej. Liverpool atakował, stwarzał sobie okazje, ale nie potrafił ich wykorzystać. Dlatego tak wysokie oceny za ten mecz dostał Joe Hart. Gdy wydawało się, że gol dla gospodarzy to tylko kwestia czasu, bramkę zdobywają goście. Można to uznać za błąd defensywy, bo nikt nie zainteresował się piłką, która przeszła przez praktycznie całe pole karne. Drugi raz w tym spotkaniu City obejmuje prowadzenie i drugi raz nie potrafi go utrzymać. Siedem minut później Craig Belamy nie daje szans bramkarzowi City po dwójkowej akcji z Glenem Johnsonem. Do końca meczu wynik już się nie zmienił. Goście się starali, ale brakowało im argumentów. Gospodarze pilnowali wyniku dającego im awans.

Tak więc jakie wnioski można wyciągnąć z tego meczu? Ważniejsze chyba może opracować City. W tym momencie zostaje im na głowie liga krajowa no i może Liga Europejska. Zawieszenia, kontuzje, inne rozgrywki w których uczestniczą piłkarze klubu w końcu się skończą, a zespół skoncentruje się podejrzewam, że na jednym tylko celu – wywalczeniu mistrzostwa kraju. Poprzednie to 1968 rok, a więc bardzo dawno temu. Można dostrzec ciekawą prawidłowość. Puchar Anglii, dwa ostatnie zwycięstwa to lata 1969 i 2011. Z tego wynika, że 2012 będzie sezonem mistrzostwa.

Liverpool natomiast, cóż. Wygrał jedną bitwę, ale ważniejsza jest wojna o miejsce dające prawo gry w Lidze Mistrzów. No a tutaj zarówno Tottenham, jak i Chelsea wydają się być za silne, żeby myśleć o skutecznej rywalizacji. Dlatego finał Pucharu Ligi, gdzie Liverpool jest faworytem, to może być tylko i wyłącznie małe pocieszenie po sezonie, w którym nie będzie Ligi Mistrzów.

Finał Pucharu Ligi - 26 luty, Wembley, Cardiff – Liverpool.

niedziela, 22 stycznia 2012

22 Gameweek Premier League


Dwa hitowo zapowiadające się mecze rozegrano w niedzielę. W końcu rzadko się zdarza, że cztery zespoły w pierwszych pięciu w tabeli grają między sobą mecze. Zacznę jednak od walki na dole tabeli. Jaki płynie z niej wniosek? Nikt nie chce spaść z Premier League. W końcu to nic dziwnego jak zdamy sobie sprawę z tego, ile pieniędzy dostaje klub za samą grę w Premier League. Zespół Blackpool w tamtym sezonie zarobił najmniej, ale to najmniej, to i tak prawie 40 milionów funtów.

sobota, 21 stycznia 2012

Polacy w Premier League

Nigdy się nie spodziewałem, tworząc pierwszy taki wpis klik, że stanie się on powracającym motywem na moim blogu (swoją drogą sierpień 2008, a mi się dalej chce). Szkoda byłoby to zmarnować, tak więc postanowiłem uzupełnić takie wpisy o historię. Efektem jest ta strona na blogu klik.