Dość niespodziewanie znów mamy title race, czyli rywalizację dwóch, lub więcej drużyn o tytuł mistrzowski. Przez cały niemal sezon wydawało się, że tą walkę, do samej mety, toczyć będzie Arsenal i Manchester United, ale Kanonierzy ostatnio zaprzepaścili niemal wszystkie atuty. Jeszcze niedawno, w momencie gdy pisałem tę notkę, myślałem, że Chelsea nie da rady, a straty z września (dwa punkty z czterech spotkań, zmiana menadżera), nie dadzą się odrobić. The Blues jednak w spokoju, nieco na uboczu (bo cała uwaga koncentrowała się na Arsenalu), gromadzili punkty, niwelowali dystans do czołówki i teraz są tylko trzy punkty od lidera, a w zapasie mają mecz na swoim boisku. To właśnie mecz z Czerwonymi Diabłami, zaplanowany na 26 kwietnia, staje się pomału spotkaniem, które będzie decydować o tytule mistrzowskim. Zwycięzca tego spotkania zostanie najprawdopodobniej mistrzem Anglii, pod warunkiem, że do tego czasu nie przytrafią się głupie straty punktów. Przed Manchesterem już za tydzień mecz z Arsenalem, a ewentualna strata punktów jeszcze bardziej skomplikuje sytuację w górze tabeli.
Czerwone Diabły mogły mieć pięć punktów przewagi, ale zremisowały wyjazdowy mecz z Middlesbrough. Dwie bramki strzelił Afonso Alves (pierwsze w nowym klubie), ale dla gości ważniejszy od straty punktów jest stan zdrowia Rio Ferdinanda. Jego partner na środku obrony, Nemanja Vidić, odniósł kontuzję w meczu z Romą i nie zagra przez dwa-trzy tygodnie. Ile, i czy w ogóle, będzie pauzował Anglik nie wiadomo (dowiemy się w poniedziałek), ale brak dwóch podstawowych środkowych obrońców, w kluczowym momencie sezonu, będzie potężnym osłabieniem. Powody do niepokoju są, bo Ferdinand zszedł z boiska w 69 minucie, a to nie zdarza się zbyt często.
Swoje szanse na tytuł chyba już definitywnie pogrzebał Arsenal, remisując z Liverpoolem, chociaż bliższe prawdy będzie stwierdzenie że z rezerwami Liverpoolu. Rafa Benitez wysłał do boju zupełnie inny skład, niż ten z Ligi Mistrzów, a swoje miejsce w pierwszej jedenastce zachowało zaledwie trzech graczy (Reina, Caragher i Skrtel). Arsene Wenger natomiast zatrzymał się w pół drogi. Dał odpocząć niektórym zawodnikom, ale przykładowo Cesc Fabregas grał pełne 90 minut. Francuz chciał chyba upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i prawdopodobnie zapłaci odpadnięciem z UCL i stratą szans na tytuł. W pierwszej połowie Kanonierzy się męczyli, nie potrafiąc przebić się przez defensywę gości, a wynik otworzył Peter Crouch. W drugiej było lepiej, udało się wyrównać, ale bliższy wygranej był Liverpool. Gdyby tylko Voronin miał ciut lepiej nastawiony celownik, to trzy punkty zabraliby ze sobą goście. Taki przebieg meczu dziwi, zwłaszcza że ligowy debiut zaliczył Damien Plessis, a Kanonierzy nie potrafili z tego skorzystać. Trzeba przyznać, że młody Francuz zagrał świetne zawody. Co prawda większość czasu dreptał gdzieś w środkowej strefie boiska, ale kiedy trzeba było przyspieszyć, to przyspieszał. Nie przegrał rywalizacji w środku pola z Flaminim i Fabregasem (był jeszcze Gilberto Silva), a tego raczej można było się spodziewać po debiutancie. Reasumując, ligowy debiut bardzo udany.
W dole tabeli Fulham i Bolton nie zrobiły niczego, by zaprzeczyć opiniom, prognozującym ich spadek. Bolton przegrał gładko 0:4 i nie potrafił wykorzystać słabszej ostatnio formy Aston Villi. Fulham natomiast przegrał na własnym stadionie z Sunderlandem, czyli tą drużyną, która słabo grała na wyjazdach (jak widać, ostatnio gra dobrze). Mecz o sześć punktów wygrał także Wigan, pokonując Birmingham, tak więc na dole tabeli nic się nie zmieniło, poza dystansem do bezpiecznych miejsc. Reading się zaplątało nisko, ale przed nimi jeszcze mecze z Fulham i Derby, co jest dość rozsądnym powodem do optymizmu.
W Pucharze Anglii poznaliśmy finalistów. W obu spotkaniach wystarczył do tego jeden gol. Portsmouth, planowo można powiedzieć, uporało się z WestBrom, natomiast w meczu niedzielnym odpadł pogromca faworytów, czyli Barnsley. Nie udało się wygrać z Cardiff co oznacza, że walijski klub zagra w finale, 17 maja na Wembley.
Czerwone Diabły mogły mieć pięć punktów przewagi, ale zremisowały wyjazdowy mecz z Middlesbrough. Dwie bramki strzelił Afonso Alves (pierwsze w nowym klubie), ale dla gości ważniejszy od straty punktów jest stan zdrowia Rio Ferdinanda. Jego partner na środku obrony, Nemanja Vidić, odniósł kontuzję w meczu z Romą i nie zagra przez dwa-trzy tygodnie. Ile, i czy w ogóle, będzie pauzował Anglik nie wiadomo (dowiemy się w poniedziałek), ale brak dwóch podstawowych środkowych obrońców, w kluczowym momencie sezonu, będzie potężnym osłabieniem. Powody do niepokoju są, bo Ferdinand zszedł z boiska w 69 minucie, a to nie zdarza się zbyt często.
Swoje szanse na tytuł chyba już definitywnie pogrzebał Arsenal, remisując z Liverpoolem, chociaż bliższe prawdy będzie stwierdzenie że z rezerwami Liverpoolu. Rafa Benitez wysłał do boju zupełnie inny skład, niż ten z Ligi Mistrzów, a swoje miejsce w pierwszej jedenastce zachowało zaledwie trzech graczy (Reina, Caragher i Skrtel). Arsene Wenger natomiast zatrzymał się w pół drogi. Dał odpocząć niektórym zawodnikom, ale przykładowo Cesc Fabregas grał pełne 90 minut. Francuz chciał chyba upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i prawdopodobnie zapłaci odpadnięciem z UCL i stratą szans na tytuł. W pierwszej połowie Kanonierzy się męczyli, nie potrafiąc przebić się przez defensywę gości, a wynik otworzył Peter Crouch. W drugiej było lepiej, udało się wyrównać, ale bliższy wygranej był Liverpool. Gdyby tylko Voronin miał ciut lepiej nastawiony celownik, to trzy punkty zabraliby ze sobą goście. Taki przebieg meczu dziwi, zwłaszcza że ligowy debiut zaliczył Damien Plessis, a Kanonierzy nie potrafili z tego skorzystać. Trzeba przyznać, że młody Francuz zagrał świetne zawody. Co prawda większość czasu dreptał gdzieś w środkowej strefie boiska, ale kiedy trzeba było przyspieszyć, to przyspieszał. Nie przegrał rywalizacji w środku pola z Flaminim i Fabregasem (był jeszcze Gilberto Silva), a tego raczej można było się spodziewać po debiutancie. Reasumując, ligowy debiut bardzo udany.
W dole tabeli Fulham i Bolton nie zrobiły niczego, by zaprzeczyć opiniom, prognozującym ich spadek. Bolton przegrał gładko 0:4 i nie potrafił wykorzystać słabszej ostatnio formy Aston Villi. Fulham natomiast przegrał na własnym stadionie z Sunderlandem, czyli tą drużyną, która słabo grała na wyjazdach (jak widać, ostatnio gra dobrze). Mecz o sześć punktów wygrał także Wigan, pokonując Birmingham, tak więc na dole tabeli nic się nie zmieniło, poza dystansem do bezpiecznych miejsc. Reading się zaplątało nisko, ale przed nimi jeszcze mecze z Fulham i Derby, co jest dość rozsądnym powodem do optymizmu.
W Pucharze Anglii poznaliśmy finalistów. W obu spotkaniach wystarczył do tego jeden gol. Portsmouth, planowo można powiedzieć, uporało się z WestBrom, natomiast w meczu niedzielnym odpadł pogromca faworytów, czyli Barnsley. Nie udało się wygrać z Cardiff co oznacza, że walijski klub zagra w finale, 17 maja na Wembley.
To się porobiło :/ Middlesbrough ostatnio niezle radzi sobie z dobrymi druzynami - z Arsenalem remis, teraz z MU...
OdpowiedzUsuńJako kibic tej ostatniej druzyny mialem niezla nerwowke na spotkaniu z Boro - ostatnie 20 minut rozpaczliwych atakow, niestety nieudanych, pocieszajace przynajmniej to, ze walczyli do konca...
Oby tak bylo i z Premiership - tyle ze tym razem skutecznie :D
Generalnie Boro radzi sobie dobrze z drużynami Wielkiej Czwórki. Z Arsenalem zwycięstwo i remis, z Liverpoolem remis, z Chelsea się nie udało nic zwojować, ale rok temu potrafili wygrać u siebie. Mobilizują się po prostu na silnych i całkiem nieźle im to wychodzi. A co do Manchesteru. Strata punktów to drobnostka, strata Ferdinanda to może być cios. Można atakować, można stwarzać sobie okazje, ale obrona z parą Brown-Pique na środku nie wygląda już tak pewnie, a to ma przełożenie na całą drużynę.
OdpowiedzUsuńNie wydaje mi się, żeby to była jakaś spora kontuzja. Oficjalna strona MU potwierdza na razie, ze żadnego złamania nie wykryto na prześwietleniu.
OdpowiedzUsuńZ Romą IMHO mógłby nie zagrać, odpowiednio opieprzeni Brown i O'Shea powinni poprawić swą grę, a raczej wrócić do codziennej dobrej dyspozycji i byloby dobrze. Czas pokaze