piątek, 15 lutego 2008

36 punktów do mety

Rywalizacja o mistrzostwo w Anglii co prawda jest daleka od rozstrzygnięcia (i oby tak było do ostatniego meczu), ale można powiedzieć, że zespoły właśnie zaczynają ostatnią prostą. Arsenal prowadzi mając pięć punktów przewagi nad Manchesterem United. Na tym właściwie wyczerpuje się lista drużyn mających szansę na tytuł, ale jest jeszcze Chelsea. Co prawda The Blues mają najmniejsze szanse na zdobycie tytułu, ale mogą odegrać kluczową rolę w tej rywalizacji. Zresztą gdzie dwóch się bije, tam trzeci obrywa najmocniej, znaczy się korzysta.

Arsenal - 63 punkty
Bilans u siebie 12-2-0, na wyjeździe 7-4-1. Spotkania do końca sezonu (w nawiasie wynik z pierwszej rundy, na pierwszym miejscu zawsze drużyna wymieniona w nagłówku; kursywą wyjazdy); terminarz może ulec zmianom, w zależności od tego, jak kluby będą sobie radziły w FA Cup i UCL.

Birmingham (1:1)
Aston Villa (2:1)
Wigan (2:0)
Middlesbrough (1:2)
Chelsea (1:0)
Bolton (2:0)
Liverpool (1:1)
Man. United (2:2)
Reading (3:1)
Derby (5:0)
Everton (4:1)
Sunderland (3:2)

Jak na razie Kanonierzy pokazali, że możliwe jest życie bez Thierry Henry'ego, i to nawet całkiem znośne, ale na razie są w połowie drogi. Niczego jeszcze nie wygrali, a liderowanie w tabeli liczy się tylko po ostatniej kolejce. Niepokojąca jest zwłaszcza ta porażka w półfinale Carling Cup, gdzie Tottenham rozbił swoich rywali 5:1, bo jeśli to był nawet słabszy dzień, to takie wyniki nie powinny się zdarzać, a już na pewno nie powinna mieć miejsca sytuacja Adebayor-Bendtner. Arsenal ma wręcz rewelacyjny bilans na swoim stadionie, więc cztery z pięciu spotkań powinien wygrać bez problemu. Co prawda Aston Villa walczy o miejsce dające prawo gry w pucharach, ale to nie jest przeciwnik mogący sprawić jakiś poważniejszy kłopot. Mecz z Evertonem może już o niczym nie decydować. Problemem może być pokonanie Liverpoolu, bo remis może nie wystarczyć. Klucz do mistrzostwa leży w meczach wyjazdowych, gdzie Kanonierom idzie trochę gorzej, chociaż nie wiem czy to jest dobre określenie, skoro zespół poniósł na razie tylko jedną porażkę w lidze. Birmingham i Wigan to drużyny walczące o pozostanie w lidze, więc tanio punktów nie oddadzą, ale zespół walczący o tytuł takie mecze musi wygrywać. Wyjazd do Chelsea będzie pierwszym poważnym sprawdzianem i zdobycie Stamford Bridge będzie niezwykle trudnym zadaniem. The Blues mają imponujący rekord na swoim stadionie i też, teoretycznie przynajmniej, walczą o pierwsze miejsce. Jeśli Kanonierzy utrzymają pięć punktów przewagi do tego meczu, to przynajmniej będą mieć miejsce na ewentualne potknięcie. Potem mecz z Boltonem, uwagi podobne jak przy meczach z Birmingham i Wigan, ale tu może być jeszcze trudniej, bo Kłusaki wtedy mogą grać z nożem na gardle. Wyjazd na Old Trafford i to dopiero będzie wyzwanie. Jeśli przed tym meczem Kanonierzy będą mieć cztery punkty przewagi nad Czerwonymi Diabłami, to będą już jedną nogą na najwyższym stopniu podium. Jeśli mniej, to może być mecz przełomowy dla całego sezonu. Ostatnie cztery mecze zapowiadają się w miarę przyjemnie i zdobycie w nich kompletu punktów wydaje się być całkiem możliwe. Arsenal w tym momencie jest najbliżej triumfu, ale trzeba pamiętać, że wciąż w drużynie nie było obniżki formy. Co prawda było kilka spotkań, gdzie Kanonierzy grali słabiej, ale mimo wszystko potrafili wygrywać. Nie miał miejsca natomiast kryzys, podobny do tego jaki dotknął właśnie Manchester United. Wydaje się, że do końca sezonu musi on dopaść Arsenal.

Manchester United - 58 punktów
Bilans u siebie 12-1-1, na wyjeździe 6-3-3.

Newcastle (6:0)
Fulham (2:0)
Bolton (0:1)
Derby (4:1)
Liverpool (1:0)
Aston Villa (4:1)
Middlesbrough (4:1)
Arsenal (2:2)
Blackburn (2:0)
Chelsea (2:0)
West Ham (1:2)
Wigan (4:0)

Pierwsze pytanie, jakie wręcz się ciśnie na klawiaturę, to jakim cudem mistrz Anglii ma taką stratę do lidera. Pięć punktów to teoretycznie niedużo, ale Czerwone Diabły nie mają już praktycznie miejsca na błędy. Do końca sezonu muszą popełnić o dwie pomyłki mniej niż Arsenal, ale jak patrzę na pozostałe mecze, to trudno być optymistą. Już pierwszy mecz z Newcastle może być ryzykowny, bo Newcastle musi prędzej czy później zaskoczyć, a wyjazdy na St James' Park są dla czołówki trudnym testem, z reguły prowadzącym do straty punktów. Potem mecze z trójką drużyn zagrożoną spadkiem, czyli teoretycznie dziewięć punktów. Potem przyjazd The Reds i to może być trudny mecz. Nie wiem co wymyśli Rafa Benítez, ale nie będzie to nic dobrego dla gospodarzy (z Arsenalem będzie podobnie). Mecz z AV to teoretyczny komplet punktów, ale potem jest wyjazd do Middlesbrough. Drużyna jest nazywana Jekyll i Hyde z uwagi na to, że nigdy praktycznie nie wiadomo jak zagra dany mecz. Spotkanie z Arsenalem może być sporym wydarzeniem, jeśli tylko różnica między drużynami nie będzie zbyt duża. Dalej czekają dwa trudne wyjazdy. Blackburn jest dość silnym zespołem, zdolnym do tego by urwać jakiś punkt. Chelsea to zupełnie inny rozmiar wyzwania, bo nie wiadomo czy nie będzie to mecz decydujący o tytule. Na pewno Manchester United będzie zdolny do wygrania tego spotkania, zwłaszcza jeśli Tevez pod koniec sezonu będzie grał tak samo dobrze jak pod koniec poprzedniego. West Ham i Wigan nie powinny sprawiać problemów, chyba że ostatnia kolejka będzie decydować o spadku The Latics, to wtedy mogą być spore kłopoty ze zdobyciem kompletu punktów. Niezależnie od tego przed graczami United nerwowe chwile. W tym momencie, zaczynając każdy mecz, będą mieli świadomość, że nie można tracić punktów albo się straci tytuł. To może nieco paraliżować zawodników, zwłaszcza w momencie kiedy na boisku nie będzie wszystko szło tak, jak trzeba.

Chelsea - 55 punktów
Bilans u siebie 8-5-0, na wyjeździe 8-2-3.

West Ham (1:0)
Derby (2:0)
Sunderland (2:0)
Tottenham (2:0)
Arsenal (0:1)
Middlesbrough (2:0)
Man. City (6:0)
Wigan (2:0)
Everton (1:1)
Man. United (2:0)
Newcastle (2:1)
Bolton (1:0)

Niby najmniejsze szanse, praktycznie nikt nie uważa Chelsea za faworyta do tytułu, ale tak właściwie The Blues są wciąż w walce o pierwsze miejsce. Co prawda nie wiem, czy w klubie nie skoncentrowano się na walce o zwycięstwo w UCL, bo tego jakby najbardziej brakuje do szczęścia, ale w lidze przecież też można spróbować. Terminarz jest trudny, by nie rzec bardo trudny, ale potencjał Chelsea pozwala myśleć o wygraniu tych spotkań, chociaż to nie będzie łatwe. Mecz derbowy z West Hamem i spotkanie z Derby wydają się być w miarę łatwe (co nie oznacza, że można już dopisywać sześć punktów), potem się zaczynają wyzwania. Sunderland gra dobrze u siebie, a Tottenham jest inną drużyną, niż na początku sezonu. Mecz z Arsenalem będzie poważnym testem mistrzowskich ambicji The Blues. Porażka może oznaczać utratę realnych szans na tytuł, zwycięstwo może zniwelować dziurę do czołówki. Mecz z Boro u siebie to znów możliwość niespodzianki, potem Man City na wyjeździe, kolejne trudne spotkanie. Citizens grają bardzo dobrze u siebie i będą chcieli się zrewanżować za wynik z pierwszej rundy. Wigan u siebie to taki przerywnik przed kolejnym trudnym meczem, bo Everton będzie najprawdopodobniej do końca walczył o czwarte miejsce. Mecz z Man Utd może być ważny tylko dla jednej drużyny, dla gości, bo trzy kolejki przed końcem tylko oni mogą mieć jeszcze szanse na pierwsze miejsce w lidze. Na koniec sezonu zostaje mecz z Newcastle, gdzie o komplet punktów może być trudno i Bolton, który może się wtedy bić o pozostanie w lidze. Tak więc niby Chelsea walczy o pierwsze miejsce w tabeli, a w rzeczywistości może wcale nie podejmie nawet próby zdobycia tytułu, wszystkie siły koncentrując na innych rozgrywkach. Jeśli ktoś w sztabie trenerskim przeanalizował pozostałe mecze trzech czołowych drużyn, to mógł dojść do wniosku, że nie opłaca się walczyć z parą Arsenal-Man Utd, a zamiast tego spróbować obronić dwa puchary krajowe i wygrać Ligę Mistrzów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz