wtorek, 13 lipca 2010

Inter Baku 0-1 Lech Poznań

Przyznam się, że przed meczem miałem bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony miło, że gra mistrz Polski, zespół który nie miał poprzednio takiej szansy. Z drugiej, oj to trudny wyjazd. Polskie zespoły nie kochają się z lipcowymi terminami meczów, a przygoda Wisły Kraków z Levadią Tallin pokazała jak trudno sforsować bramy Ligi Mistrzów. Nie mówiąc już o tym, że Inter Baku jest trudniejszym rywalem od mistrza Estonii. Dlatego obawiałem się bardzo mocno tego spotkania.

Spotkanie o 17 obiecująco zaczął mistrz Polski. Rywal nie stłamsił i nie zaatakował odważnie Lechitów. Gra w początkowych fragmentach meczu dawała nadzieję na korzystny wynik. Takie mam wrażenie, iż groźniej atakował Lech. Bez efektu bramkowego co prawda, ale już nie wymagajmy zbyt wiele. Moim zdaniem Lech po prostu grał dojrzalej. Nie pozwalał przeciwnikowi rozpędzić się za bardzo. Trochę szkoda, że nie było większego efektu z tych wszystkich rzutów wolnych które wywalczyli Poznaniacy. Tak więc bezbramkowy remis, który moim zdaniem był korzystnym wynikiem, utrzymał się do przerwy.

Po przerwie zaatakował Lech i od razu strzelił gola. Semir Stilić dośrodkował, Artur Wichniarek dołożył nogę i zrobiło się prowadzenie. Lech potem trochę się cofnął, miał przecież swój wynik, a Inter nie był w stanie zrobić czegoś korzystnego. W takim letnim tempie toczyła się ta druga połowa. Jedni nie mogli, drudzy chyba nie bardzo chcieli. Gospodarze od pewnego momentu chyba już przestali wierzyć w awans, wiedząc, że czeka ich podróż do Poznania. Jak już skonstruowali jakąś poważniejszą akcję i oddawali strzał, to z reguły zagrożenie dla bramki Kotorowskiego było minimalne. Do końca meczu wynik się już nie zmienił.

Mnie postawa Lecha ucieszyła. Bez nerwów, bez nadmiernego wysiłku pokonany został przeciwnik, który przed meczem sprawiał wrażenie groźnego. Levadyjskie upiory z poprzedniego sezonu na szczęście się nie pokazały. Lech musi co prawda grać jednak lepiej, bo drugiego tak słabego zespołu już nie będzie w tej edycji Ligi Mistrzów. Na razie jest delikatny optymizm, bo to co pokazał Lech daje nadzieję na wielki sukces polskiej piłki klubowej. Dlatego trzymam kciuki i odważnie marzę. Rewanż już 21 lipca. Na razie w długiej drodze o nazwie Lech w Lidze Mistrzów został wykonany jeden mały kroczek. Czekam na kolejne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz