Futbol nie jest sprawiedliwy, to jest wniosek wczorajszego finału. Manchester United grał dobrze pierwszą połowę, tak do 43 minuty. Cristiano Ronaldo po lewej stronie to nie było coś, co mogło zaskakiwać, w końcu chodziło o to, żeby Ashley Cole i Portugalczyk omijali się na boisku. Owen Hargreaves po prawej stronie miał zagęścić środek pola, a jednocześnie zostawić dwóch napastników w pierwszym składzie. Te roszady taktyczne zaskoczyły jednak londyńczyków, czego najlepszym dowodem bramka dla Czerwonych Diabłów. Ronaldo zgubił Michaela Essiena, a Frank Lampard dał się ograć po lewej stronie boiska, co umożliwiło Wesowi Brownowi dobre dośrodkowanie lewą nogą. Potem Manchester miał kolejne okazje, dwa strzały w 36 minucie, które fantastycznie wybronił Petr Cech i Carlos Tevez przed pustą bramką kilka chwil później, nie trafiający w piłkę. Czym odpowiedziała Chelsea? Bramką. Trochę przypadkową, trochę szczęśliwą, ale liczyło się, że padł gol do szatni. Po przerwie dominowali londyńczycy, a wbrew temu co komentatorzy mówili o zmęczeniu, po Chelsea nie było za bardzo tego widać. Dryblujący Makelele, w dogryce jeśli dobrze pamiętam, to rzadki widok. Był słupek po strzale Drogby, była poprzeczka po strzale Lamparda, było kilka decyzji arbitrów na niekorzyść jednej czy drugiej drużyny. No i były Czerwone Diabły, starające się dograć do karnych chyba tylko siłą woli. Przez długie momenty drugiej połowy bramkarz Chelsea po prostu się nudził. W dogrywce wyglądało to trochę lepiej dla gospodarzy tego meczu, bo Chelsea opadła trochę z sił, a murawa i pogoda nie pomagały. John Terry został bohaterem, po tym jak wybił zmierzający do siatki strzał Ryana Giggsa. Pod koniec nie udało się opanować emocji i Didier Drogba zobaczył czerwoną kartkę. Nie chcę pisać, czy słusznie czy nie, bo to zależy w końcu od sędziego. Natomiast całą aferę wywołał Tevez, który nie oddał piłki po tym, jak wybili ją gracze Chelsea, jeśli dobrze pamiętam całe zajście. To był newralgiczny moment meczu, bo kilku zawodników, z obu drużyn, złapały skurcze i potrzebna była przerwa w grze. Wyszła z tego spora przepychanka i czerwona kartka. Mecz się właściwie skończył wtedy, bo te kilka pozostałych chwil to było oczekiwanie na karne.
No i rzuty karne, tak jak przewidziałem. Nie trafił Ronaldo, który nie zmylił Cecha swoim rozbiegiem na dwa tempa. Przed ostatnim karnym było 4:4, mimo że Van der Sar był bliższy obron, niż czeski bramkarz rywali. Wtedy do piłki podszedł Terry, symbol, ikona, kapitan, wychowanek Chelsea. Wszystko zrobił prawie jak trzeba, czyli piłka była przy innym słupku, niż bramkarz, niestety dla niego prawie. Poślizgnął się przy oddawaniu strzału i dlatego zabrakło tych kilku centymetrów. Potem czekaliśmy, kto się pierwszy pomyli, zrobił to Nicolas Anelka, po którym nie było widać, że się jakoś tym przejął, czy że mu zależy na triumfie. W ten sposób zwycięstwo Manchesteru stało się faktem. Czekamy na EURO, to jest coś, czego Anglicy nie mają ;)
No i rzuty karne, tak jak przewidziałem. Nie trafił Ronaldo, który nie zmylił Cecha swoim rozbiegiem na dwa tempa. Przed ostatnim karnym było 4:4, mimo że Van der Sar był bliższy obron, niż czeski bramkarz rywali. Wtedy do piłki podszedł Terry, symbol, ikona, kapitan, wychowanek Chelsea. Wszystko zrobił prawie jak trzeba, czyli piłka była przy innym słupku, niż bramkarz, niestety dla niego prawie. Poślizgnął się przy oddawaniu strzału i dlatego zabrakło tych kilku centymetrów. Potem czekaliśmy, kto się pierwszy pomyli, zrobił to Nicolas Anelka, po którym nie było widać, że się jakoś tym przejął, czy że mu zależy na triumfie. W ten sposób zwycięstwo Manchesteru stało się faktem. Czekamy na EURO, to jest coś, czego Anglicy nie mają ;)
Nie zgadzam się, że mecz był niesprawiedliwy. Obie drużyny zasłużyły tak samo, ale jedna może wygrać, wczoraj lepszy okazał się Mancheter United.
OdpowiedzUsuńWynik był niesprawiedliwy, nie mecz. Moim zdaniem Chelsea ciut bardziej zasłużyła na wygraną, ale naprawdę, różnica była niewielka.
OdpowiedzUsuń