Zaczniemy od drogi naszych finalistów do Moskwy. Najpierw gospodarz, Manchester United:


Co łączy obie te drużyny (rzecz jasna oprócz tego, że grają w Anglii)? W fazie pucharowej, za każdym razem, pierwsze spotkanie było meczem wyjazdowym. Gdyby na podstawie drogi do finału mielibyśmy typować jego zwycięzcę, to faworytem jest Manchester United. W fazie pucharowej (bo grupowa to takie przedszkole dla tych najsilniejszych) Czerwone Diabły straciły tylko jedną bramkę, Karim Benzema w 54 minucie pierwszego meczu pierwszej rundy pokonał Edwina van der Sara. Od tej pory, przez 486 minut, nikt tego nie dokonał, mimo że po drodze los przydzielił Barcelonę. Chelsea w tym czasie straciła pięć bramek, ale aż trzy w półfinałach. Zdarzyło jej się też przegrać mecz, coś, co jest obce graczom United.Tylko, że to o niczym nie decyduje.Przed tym meczem można sobie zadać dwa pytania. Przede wszystkim, którego klubu piłkarze będą się cieszyć z wygranej. Dla mnie szanse obu zespołów są równe. Ostatnie spotkania między tymi zespołami o niczym nie mówią. Chelsea Mourinho już nie ma, więc wcześniejsze mecze, kiedy Portugalczyk zasiadał na ławce londyńskiego zespołu, nie mają już takiego znaczenia, żeby się nimi poważniej zajmować. Chelsea Granta grała dwa razy z Manchesterem. Pierwsze spotkanie, na Old Trafford, to porażka 0:2, ale ten mecz był rozgrywany zaledwie trzy dni po tym, jak Jose Mourinho został zwolniony. W Chelsea działo się wtedy wiele rzeczy, niekoniecznie związanych z przygotowaniami do tego meczu. W rewanżu Czerwone Diabły wystawiły taki lekko rezerwowy skład i wiedziały, że to spotkanie o niczym nie decyduje.
Co więc może zdecydować w Moskwie? Większa chęć odniesienia triumfu. Można powiedzieć, że to głupie, bo przecież jedni i drudzy będą chcieli równie mocno wygrać ten finał, ale u niektórych osób można się doszukiwać specjalnej, dodatkowej motywacji. Pojawia się coraz więcej spekulacji prasowych, że Sir Alex Ferguson może przejść na emeryturę, czemu Szkot zaprzeczał już wiele razy. Nie dziwię się, bo poprzednie ogłoszenie zamiaru odejścia z klubu, w 2001 roku, spowodowało kryzys w zespole. Dlatego teraz nie należy oczekiwać, że Ferguson to powtórzy. A dlaczego miałby przechodzić na emeryturę? Po pierwsze wiek, Sir Alex Ferguson ma już 66 lat i rok temu minęło pół wieku od jego debiutu na boisku. Po drugie byłoby miło, gdyby tak wielki menadżer odchodził z klubu, będąc na szczycie, a nie po sezonie bez wywalczonego żadnego trofeum. Zdobycie podwójnej korony stałoby się swoistym zwieńczeniem kariery w Manchesterze United. Liczenie na to, że za rok, czy dwa, będzie jeszcze lepszy sezon, może się zakończyć rozczarowaniem. Konkurencja w Anglii, jak i w Europie, będzie bardzo silna, a ciążący na klubie dług może ograniczyć działania na rynku transferowym. W końcu trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym! Zależeć będzie również Paulowi Scholesowi, bo nie mógł wystąpić w tym pamiętnym finale z 1999 roku i chyba już godził się z myślą, że do końca kariery nie zagra już w takim spotkaniu. Jest również Ryan Giggs, który może kończyć swoją karierę tym meczem, już nie mówiąc o Cristiano Ronaldo, którego kusi ta Hiszpania. Nie wspominam już o tym, że w tym roku mija 50 lat od tragedii w Monachium.
W Chelsea sytuacja jest jednak podobna. Avram Grant wie, że to ostatnie spotkanie w roli pierwszego trenera londyńskiego zespołu. Gdy przegra, Roman Abramowicz zastąpi go kimś innym, a w prasie pojawiło się już naprawdę sporo nazwisk. Natomiast jak zwycięży, miał to powiedzieć swoim bliskim znajomym, że odejdzie z klubu, bo nie do końca podoba mu się zainteresowanie mediów i presja, jaka spoczywa na nim. Zależy mu jednak na tym, żeby odejść, będąc na szczycie. Kilku zawodników też może rozgrywać swój ostatni mecz w barwach Chelsea. Didier Drogba będzie chciał znów pracować razem z Jose Mourinho, który zapowiada,iż niezadługo wraca na ławkę trenerską (prawdopodobnie Milan). Wygrany finał pozwala wynegocjować lepszy kontrakt, po drugie to może być jedyna szansa w karierze zawodnika z Afryki. Dla Franka Lamparda to też może być pożegnanie z klubem. Podejrzewam, że po śmieci matki przemyśli wiele spraw w swoim życiu i może się zdecydować na transfer do innego zespołu. Jego narzeczona Elen Rives pochodzi z Katalonii i chce,by dzieci wychowywały się właśnie tam, a Barcelona akurat będzie się przebudowywać po słabym sezonie. Nie trzeba być geniuszem, żeby dopasować te fakty do siebie. Co prawda na razie to nic pewnego, ale na razie Lampard nie podpisał nowego kontraktu i wiele będzie zależeć od rezultatu, jakim skończy się mecz. Ricardo Carvalho ostatnio publicznie ogłosił, że nie wie, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie, a Claude Makalele wie, że to jego ostatni finał. W końcu niezależnie od wyniku, latem Chelsea czeka przebudowa. Ashley Cole będzie się chciał zrewanżować, w pewnym sensie, za finał sprzed dwóch lat. Tak więc po jednej i drugiej stronie, zarówno na ławkach trenerskich, jak i na boisku, będzie wiele osób, którym będzie zależeć szczegolnie na zwycięstwie.
Drugie pytanie, jak będzie wyglądał finał? Wszyscy chyba pamiętamy poprzednie spotkanie Manchesteru na tym etapie rozgrywek (a jak ktoś nie pamięta, to na pewno przypomni mu to prasa, radio, telewizja), kiedy Bayern został zrzucony ze szczytu sekundy przed końcem meczu. Albo mecz Liverpoolu z Milanem w Stambule i niesamowity zwrot akcji po przerwie. Czy teraz można liczyć na podobne emocje? Wątpię. Manchester United w Premier League strzelał co prawda wiele bramek, ale ten finał jest zasługą gry defensywnej i nie spodziewam się, że nastąpi jakaś poważna zmiana taktyki. Chelsea to doskonała gra w obronie (w lidze stracili tylko cztery bramki więcej, niż rywale, a oba zespoły zachowały tyle samo czystych kont), nawet w Lidze Mistrzów. W końcu londyńczycy stracili tylko dwie bramki więcej. W liczbie zdobytych bramek jest remis, po 19 trafień, co daje średnią 1,58 bramki na mecz, nawet w liczbie żółtych kartek jest remis. Gdy spotykają się tak równe drużyny, trudno oczekiwać wysokiego, hokejowego wyniku.
Gdzie szukać przewag któregoś z zespołów? Na pewno Manchester United jest groźniejszy na skrzydłach. Cristiano Ronaldo to prawdziwe utrapienie dla obrońców drużyny przeciwnej. Po lewej stronie Sir Alex Ferguson może wystawić Ji-Sung Parka, Ryana Giggsa lub Naniego i chyba Koreańczyk załapie się na pierwszy skład. Chelsea ma za to silniejszy środek pola. Michael Carrick i Paul Scholes to trochę za mało na tercet Frank Lampard, Michael Ballack i Claude Makelele (a jest jeszcze Obi). The Blues mogą zdominować tę strefę na boisku. Manchester United może poświęcić jednego napastnika i wystawić za niego kolejnego pomocnika, najprawdopodobniej Owena Hargreavesa (lub Andersona). Kłopot jednak w tym, że Wayne Rooney jak i Carlos Tevez nie do końca lubią grać w roli tego wysuniętego, nie mówiąc o tym, że nie mają za bardzo ku temu predyspozycji fizycznych. Mniejsze zagadki są za to z liniami obrony. W Manchesterze Van der Sar na bramce, przed nim Rio Ferdinand i Nemanja Vidić, po lewej stronie Patrice Evra, a po prawej Wes Brown (może za tego ostatniego Hargreaves, ale to raczej małe szanse). W Chelsea cztery nazwiska są w miarę pewne, Petr Cech w bramce, John Terry i Ricardo Carvalho przed nim, po lewej stronie Asley Cole z zadaniem pilnowania Ronaldo. (wślizg Makelele na dzisiejszym treningu doprowadził do urazu kostki; w ten sposób występ Anglika staje pod znakiem zapytania; ewentualne zastępstwo to Wayne Bridge). Mały znak zapytania jest na prawej obronie. Teoretycznie powinien tam grać Michael Essien, ale Juliano Belletti już raz wygrywał finał UCL, strzelił nawet zwycięską bramkę i trochę szkoda rezygnować z jego doświadczenia. W ataku The Blues rzecz jasna Didier Drogba. Ławki rezerwowych reprezentują bardzo podobny poziom. Natomiast jeśli chodzi o menadżerów, to wydaje się, że Czerwone Diabły mają tu sporą przewagę. Moim zdaniem nie do końca. Avram Grant wyciągnął wnioski z finału Carling Cup, a obok niego siedzi przecież Henk ten Cate, chyba najbardziej niedoceniany człowiek we współczesnej piłce. To co Sir Alex Ferguson wraz z Carlosem Queirozem planują na finał, to można w miarę przewidzieć. Tego co planują Grant, ten Cate i Clark raczej nie. Szanse na to że Chelsea zaskoczy Czerwone Diabły są większe, niż to, że Cheslea zostanie czymś zaskoczona.
Typ na finał: skoro sezon zaczął się rzutami karnymi (w meczu o Tarczę Wspólnoty), to i tak samo się skończy. Tym razem jednak wygra Chelsea.

A teraz Chelsea:

Co łączy obie te drużyny (rzecz jasna oprócz tego, że grają w Anglii)? W fazie pucharowej, za każdym razem, pierwsze spotkanie było meczem wyjazdowym. Gdyby na podstawie drogi do finału mielibyśmy typować jego zwycięzcę, to faworytem jest Manchester United. W fazie pucharowej (bo grupowa to takie przedszkole dla tych najsilniejszych) Czerwone Diabły straciły tylko jedną bramkę, Karim Benzema w 54 minucie pierwszego meczu pierwszej rundy pokonał Edwina van der Sara. Od tej pory, przez 486 minut, nikt tego nie dokonał, mimo że po drodze los przydzielił Barcelonę. Chelsea w tym czasie straciła pięć bramek, ale aż trzy w półfinałach. Zdarzyło jej się też przegrać mecz, coś, co jest obce graczom United.Tylko, że to o niczym nie decyduje.Przed tym meczem można sobie zadać dwa pytania. Przede wszystkim, którego klubu piłkarze będą się cieszyć z wygranej. Dla mnie szanse obu zespołów są równe. Ostatnie spotkania między tymi zespołami o niczym nie mówią. Chelsea Mourinho już nie ma, więc wcześniejsze mecze, kiedy Portugalczyk zasiadał na ławce londyńskiego zespołu, nie mają już takiego znaczenia, żeby się nimi poważniej zajmować. Chelsea Granta grała dwa razy z Manchesterem. Pierwsze spotkanie, na Old Trafford, to porażka 0:2, ale ten mecz był rozgrywany zaledwie trzy dni po tym, jak Jose Mourinho został zwolniony. W Chelsea działo się wtedy wiele rzeczy, niekoniecznie związanych z przygotowaniami do tego meczu. W rewanżu Czerwone Diabły wystawiły taki lekko rezerwowy skład i wiedziały, że to spotkanie o niczym nie decyduje.
Co więc może zdecydować w Moskwie? Większa chęć odniesienia triumfu. Można powiedzieć, że to głupie, bo przecież jedni i drudzy będą chcieli równie mocno wygrać ten finał, ale u niektórych osób można się doszukiwać specjalnej, dodatkowej motywacji. Pojawia się coraz więcej spekulacji prasowych, że Sir Alex Ferguson może przejść na emeryturę, czemu Szkot zaprzeczał już wiele razy. Nie dziwię się, bo poprzednie ogłoszenie zamiaru odejścia z klubu, w 2001 roku, spowodowało kryzys w zespole. Dlatego teraz nie należy oczekiwać, że Ferguson to powtórzy. A dlaczego miałby przechodzić na emeryturę? Po pierwsze wiek, Sir Alex Ferguson ma już 66 lat i rok temu minęło pół wieku od jego debiutu na boisku. Po drugie byłoby miło, gdyby tak wielki menadżer odchodził z klubu, będąc na szczycie, a nie po sezonie bez wywalczonego żadnego trofeum. Zdobycie podwójnej korony stałoby się swoistym zwieńczeniem kariery w Manchesterze United. Liczenie na to, że za rok, czy dwa, będzie jeszcze lepszy sezon, może się zakończyć rozczarowaniem. Konkurencja w Anglii, jak i w Europie, będzie bardzo silna, a ciążący na klubie dług może ograniczyć działania na rynku transferowym. W końcu trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść niepokonanym! Zależeć będzie również Paulowi Scholesowi, bo nie mógł wystąpić w tym pamiętnym finale z 1999 roku i chyba już godził się z myślą, że do końca kariery nie zagra już w takim spotkaniu. Jest również Ryan Giggs, który może kończyć swoją karierę tym meczem, już nie mówiąc o Cristiano Ronaldo, którego kusi ta Hiszpania. Nie wspominam już o tym, że w tym roku mija 50 lat od tragedii w Monachium.
W Chelsea sytuacja jest jednak podobna. Avram Grant wie, że to ostatnie spotkanie w roli pierwszego trenera londyńskiego zespołu. Gdy przegra, Roman Abramowicz zastąpi go kimś innym, a w prasie pojawiło się już naprawdę sporo nazwisk. Natomiast jak zwycięży, miał to powiedzieć swoim bliskim znajomym, że odejdzie z klubu, bo nie do końca podoba mu się zainteresowanie mediów i presja, jaka spoczywa na nim. Zależy mu jednak na tym, żeby odejść, będąc na szczycie. Kilku zawodników też może rozgrywać swój ostatni mecz w barwach Chelsea. Didier Drogba będzie chciał znów pracować razem z Jose Mourinho, który zapowiada,iż niezadługo wraca na ławkę trenerską (prawdopodobnie Milan). Wygrany finał pozwala wynegocjować lepszy kontrakt, po drugie to może być jedyna szansa w karierze zawodnika z Afryki. Dla Franka Lamparda to też może być pożegnanie z klubem. Podejrzewam, że po śmieci matki przemyśli wiele spraw w swoim życiu i może się zdecydować na transfer do innego zespołu. Jego narzeczona Elen Rives pochodzi z Katalonii i chce,by dzieci wychowywały się właśnie tam, a Barcelona akurat będzie się przebudowywać po słabym sezonie. Nie trzeba być geniuszem, żeby dopasować te fakty do siebie. Co prawda na razie to nic pewnego, ale na razie Lampard nie podpisał nowego kontraktu i wiele będzie zależeć od rezultatu, jakim skończy się mecz. Ricardo Carvalho ostatnio publicznie ogłosił, że nie wie, gdzie będzie grał w przyszłym sezonie, a Claude Makalele wie, że to jego ostatni finał. W końcu niezależnie od wyniku, latem Chelsea czeka przebudowa. Ashley Cole będzie się chciał zrewanżować, w pewnym sensie, za finał sprzed dwóch lat. Tak więc po jednej i drugiej stronie, zarówno na ławkach trenerskich, jak i na boisku, będzie wiele osób, którym będzie zależeć szczegolnie na zwycięstwie.
Drugie pytanie, jak będzie wyglądał finał? Wszyscy chyba pamiętamy poprzednie spotkanie Manchesteru na tym etapie rozgrywek (a jak ktoś nie pamięta, to na pewno przypomni mu to prasa, radio, telewizja), kiedy Bayern został zrzucony ze szczytu sekundy przed końcem meczu. Albo mecz Liverpoolu z Milanem w Stambule i niesamowity zwrot akcji po przerwie. Czy teraz można liczyć na podobne emocje? Wątpię. Manchester United w Premier League strzelał co prawda wiele bramek, ale ten finał jest zasługą gry defensywnej i nie spodziewam się, że nastąpi jakaś poważna zmiana taktyki. Chelsea to doskonała gra w obronie (w lidze stracili tylko cztery bramki więcej, niż rywale, a oba zespoły zachowały tyle samo czystych kont), nawet w Lidze Mistrzów. W końcu londyńczycy stracili tylko dwie bramki więcej. W liczbie zdobytych bramek jest remis, po 19 trafień, co daje średnią 1,58 bramki na mecz, nawet w liczbie żółtych kartek jest remis. Gdy spotykają się tak równe drużyny, trudno oczekiwać wysokiego, hokejowego wyniku.
Gdzie szukać przewag któregoś z zespołów? Na pewno Manchester United jest groźniejszy na skrzydłach. Cristiano Ronaldo to prawdziwe utrapienie dla obrońców drużyny przeciwnej. Po lewej stronie Sir Alex Ferguson może wystawić Ji-Sung Parka, Ryana Giggsa lub Naniego i chyba Koreańczyk załapie się na pierwszy skład. Chelsea ma za to silniejszy środek pola. Michael Carrick i Paul Scholes to trochę za mało na tercet Frank Lampard, Michael Ballack i Claude Makelele (a jest jeszcze Obi). The Blues mogą zdominować tę strefę na boisku. Manchester United może poświęcić jednego napastnika i wystawić za niego kolejnego pomocnika, najprawdopodobniej Owena Hargreavesa (lub Andersona). Kłopot jednak w tym, że Wayne Rooney jak i Carlos Tevez nie do końca lubią grać w roli tego wysuniętego, nie mówiąc o tym, że nie mają za bardzo ku temu predyspozycji fizycznych. Mniejsze zagadki są za to z liniami obrony. W Manchesterze Van der Sar na bramce, przed nim Rio Ferdinand i Nemanja Vidić, po lewej stronie Patrice Evra, a po prawej Wes Brown (może za tego ostatniego Hargreaves, ale to raczej małe szanse). W Chelsea cztery nazwiska są w miarę pewne, Petr Cech w bramce, John Terry i Ricardo Carvalho przed nim, po lewej stronie Asley Cole z zadaniem pilnowania Ronaldo. (wślizg Makelele na dzisiejszym treningu doprowadził do urazu kostki; w ten sposób występ Anglika staje pod znakiem zapytania; ewentualne zastępstwo to Wayne Bridge). Mały znak zapytania jest na prawej obronie. Teoretycznie powinien tam grać Michael Essien, ale Juliano Belletti już raz wygrywał finał UCL, strzelił nawet zwycięską bramkę i trochę szkoda rezygnować z jego doświadczenia. W ataku The Blues rzecz jasna Didier Drogba. Ławki rezerwowych reprezentują bardzo podobny poziom. Natomiast jeśli chodzi o menadżerów, to wydaje się, że Czerwone Diabły mają tu sporą przewagę. Moim zdaniem nie do końca. Avram Grant wyciągnął wnioski z finału Carling Cup, a obok niego siedzi przecież Henk ten Cate, chyba najbardziej niedoceniany człowiek we współczesnej piłce. To co Sir Alex Ferguson wraz z Carlosem Queirozem planują na finał, to można w miarę przewidzieć. Tego co planują Grant, ten Cate i Clark raczej nie. Szanse na to że Chelsea zaskoczy Czerwone Diabły są większe, niż to, że Cheslea zostanie czymś zaskoczona.
Typ na finał: skoro sezon zaczął się rzutami karnymi (w meczu o Tarczę Wspólnoty), to i tak samo się skończy. Tym razem jednak wygra Chelsea.
zgadzam sie, ze zapowiadaja sie karne...przy przkrytym C.Ronaldo ManU traci caly arsenal ofensywny bo i nie tam kto prochu wymyslic, solidnoscia finalu LM sie nie wygrywa...w Chelsea jest paru graczy ktorych stac na fajerwerki, licze tu szczegolnie na Ballacka...
OdpowiedzUsuńżałoski tekst jak zwykle z resztą
OdpowiedzUsuń