wtorek, 27 maja 2008

Albania - Polska 0:1

Chyba za dużo wymagam. Po pierwsze to są sparingi, mecze zupełnie bez znaczenia, o których po tygodniu będą pamiętać jedynie statystycy. Po drugie, po co forma dzisiaj? Ona jest potrzebna podczas EURO, więc nie ma powodu do takiego przeżywania tych spotkań. Po zdaniu sobie sprawy z tych dwóch oczywistości zupełnie inaczej oglądałem dzisiejszy mecz z Albanią. Wszystko niemal wyglądało lepiej, nie wiem czy to wynik zmiany mojego nastawienia, czy występu tej pierwszej jedenastki (przynajmniej dużej jej części). Początek najlepszy jak się da, gol Macieja Żurawskiego w trzeciej minucie. Ta bramka to piękny przykład, co może dać dobre wykonany stały fragment gry jakim jest wrzut z autu. W taki sposób można zaskoczyć nawet najlepsze formacje defensywne. Ta bramka pozwoliła również uspokoić grę, bo Polacy nie musieli atakować i mogli szanować piłkę. Bardzo podobały mi się te fragmenty, kiedy nasi zawodnicy wymieniali kilkanaście podań, a przeciwnik tylko biegał za piłką. Owszem, Albania to nie Niemcy czy Chorwacja, które będą grały z dużo większym zaangażowaniem, ale taka gra cieszy. Potem tempo spadło, nic dziwnego, bo jak sprawdzałem pogodę to w Reutlingen jest bardzo gorąco i trudno w takich warunkach o szybką i efektowną grę. Takim lekko spacerowym tempem udało się dowieźć to jednobramkowe zwycięstwo, ważne bo pozwoli trochę odetchnąć od krytyki. Zadanie domowe to wykonywanie stałych fragmentów gry, a dokładniej dośrodkowywanie piłki. Trzeba obudzić w którymś zawodniku chociaż kawałek Andrei Pirlo, Shunshuke Nakamury czy kogo tam uważamy za dobrego wykonawcę rzutów wolnych.

Po tym meczu najważniejszym pytaniem jest wygląd tej 23-osobowej kadry. Nie wiem, kogo selekcjoner wykreśli, ale musi to zrobić z trójką zawodników. Prawdopodobnie jeden obrońca i dwóch napastników. Któryś ze środkowych defensorów, albo Mariusz Jop, albo Adam Kokoszka. Z napastnikami jest ciut większy problem, bo Radosław Matusiak i Marek Saganowski nie za bardzo zagrozili dwójce Ebi Smolarek i Maciej Żurawski. Dodatkowo zrobił się problem na prawej pomocy, kontuzję ma Jakub Błaszczykowski i nie wiadomo, czy wyleczy się na mecz z Niemcami. Dzisiaj kontuzji nabawił się Wojciech Łobodziński, z pierwszych doniesień wynika, że bardzo poważnej, kto wie czy nie wykluczającej go z mistrzostw. Trochę szkoda wystawiać tam Smolarka, bo jego miejsce jest w ataku. Tak więc Leo Beenhakker ma kolejny problem na głowie. No i na koniec Roger. Dzisiaj oficjalny debiut i chyba polskiego Brazylijczyka zjadła trochę trema. Tej okazji na strzelenie bramki nie ma za bardzo co wypominać, takie coś zdarza się nawet najlepszym, ale widać było, że nie do końca funkcjonuje jako jeden z trybików w maszynie, jaką jest reprezentacja. Dziwię się, że zagrał tylko 45 minut, bo powinien zgrywać się z resztą zespołu na boisku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz