Tegoroczny finał odbędzie się w Moskwie, a na razie mamy ćwierćfinały. Rewanże już za tydzień, więc niewiele czasu mają niektóre drużyny żeby się poprawić. Prawie pewny awans ma już Manchester United, prawie bo nigdy nie wiadomo co zrobi Roma w rewanżu. W Rzymie nie pokazała właściwie niczego ciekawego. Miała dwa okresy dobrej gry, zaraz na początku meczu i po rozpoczęciu drugiej połowy. Mogła nawet strzelić bramkę, ale tego nie zrobiła. Czerwone Diabły odpowiedziały dwiema, co właściwie kończy nam emocje w dwumeczu. Nie sądzę, że Roma wygra w rewanżu np. 3:0 i awansuje, chociaż to byłoby dobre odpłacenie się za porażkę w poprzedniej edycji. Podobna sytuacja jest w dwumeczu Barcelony, bo zwycięstwo 1:0 w Niemczech daje bardzo dużą przewagę przed rewanżem. Natomiast w meczach środowych padły takie wyniki, że dalej niewiele wiadomo. Teoretycznie bliższa awansu jest Chelsea, mimo porażki 1:2. Wiadomo, gol na wyjeździe, rewanż u siebie, Fenerbahçe słabo gra na wyjazdach, ale podobnie myślała Sevilla i srogo się na tym zawiodła. Owszem, Chelsea jest silniejsza i powinna wyciągnąć wnioski z tej lekcji, ale na pewno ten wynik to nie jest powód do chwały. Natomiast ostatni mecz ćwierćfinałowy zakończył się remisem 1:1. Cztery minuty szaleństwa, w których padły dwie bramki i 86 minut piłkarskich szachów, tak można podsumować starcie Arsenalu i Liverpoolu. Kanonierzy mieli przewagę, zwłaszcza że goście byli w zupełności usatysfakcjonowani zdobytym golem, ale jak zwykle z tej przewagi niewiele wychodziło. Sytuacja, w której Nicklas Bendtner zablokował na linii bramkowej bramki The Reds strzał swojego kolegi z zespołu Cesca Fabregasa, oprócz tego że była śmieszna, potwierdziła tezę, że jak nie idzie, to nawet partner z własnej drużyny będzie przeszkadzał. Była jeszcze sytuacja sporna z rzutem karnym. Moim zdaniem Aliaksandr Hleb zbyt szybko się położył w polu karnym, chociaż pewnie wielu arbitrów odgwizdałoby za to jedenastkę. Oczywiście po meczu ze strony Arsenalu było wiele pretensji o tę sytuację, ale to raczej była frustracja po niekorzystnym wyniku. Nie da się w żaden sposób ukryć, że wczorajszy rezultat jest bardzo korzystny dla Liverpoolu, w rewanżu mogą zagrać nawet na bezbramkowy remis. Mimo pewnych podobieństw, to nie jest taka sama sytuacja dla Kanonierów, jak w meczu z Milanem. Ciekawe czy Arsenal zagra drugie takie spotkanie, jak wtedy we Włoszech, ale jeśli nawet zagra, to i tak to może nie wystarczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz