czwartek, 3 kwietnia 2008

O pozostanie w lidze

Nie da się ukryć, że jesteśmy na finiszu rozgrywek w Premier League. Do końca zostało już tylko sześć kolejek, w których poznamy pozostałą dwójkę spadkowiczów. Jeden już jest, ale spadek Derby był niemal oczywisty jeszcze w sierpniu. Reszta zespołów stoczy, mam nadzieję że zaciętą, walkę o zajęcie bezpiecznego miejsca.

Fulham - 24 punkty
Bilans u siebie 4-5-7, na wyjeździe 0-7-9. Spotkania do końca sezonu (w nawiasie wynik z pierwszej rundy, drużyna w nagłówku na pierwszym miejscu, kursywą wyjazdy); terminarz nie powinien ulec zmianom
Sunderland (1:1)
Reading (3:1)
Liverpool (2:0)
Man City (3:3)
Birmingham (1:1)
Portsmouth (0:2)

Tu raczej należy się zastanawiać nie czy, a kiedy Fulham spadnie. Teoretycznie utrzymanie powinno zagwarantować zdobycie 38 punktów, 40 to już niemal pewne pozostanie w lidze. Z drugiej strony w sezonie 2002/2003 West Ham, mając 42 punkty, spadł, ale dlatego, że będące za nim drużyny West Bromwich Albion i Sunderland zdobyły odpowiednio 26 i 19 punktów. Czasami wystarczają 34 punkty (znów WBA, tym razem w 2005 roku), ale wtedy ostatni zespół zgromadził zaledwie dwa punkty mniej. Tak więc im bardziej odstają zespoły z miejsc 19-20, tym trudniej się utrzymać. W tym sezonie właśnie tak gra Derby, do tej pory tylko 11 punktów, ale myślę że do pozostania na przyszły sezon w Premier League powinno wystarczyć 39 oczek. Przy takim założeniu, Fulham brakuje jeszcze 15 punktów. Teoretycznie to łatwe zadanie, trzeba tylko wygrać pięć spotkań z pozostałych sześciu, ale nie sądzę, że The Cottagers są w stanie to osiągnąć. Jeśli nawet trzy spotkania na własnym stadionie zakończą się zdobyciem dziewięciu punktów (co wcale nie jest takie pewne, bo dwa z nich to mecze z drużynami także walczącymi o to samo), to fatalna forma na wyjazdach (jeszcze tylko Derby nie wygrało meczu wyjazdowego w tym sezonie) skazuje zespół na spadek. Będę bardzo zaskoczony, jeśli londyński klub pozostanie w lidze na przyszły rok.

Bolton - 26 punktów
Bilans u siebie 5-5-7, na wyjeździe 1-3-11.
Aston Villa (1:1)
West Ham (1:1)
Middlesbrough (0:0)
Tottenham (1:1)
Sunderland (1:3)
Chelsea (0:1)

Nie dość, że cztery punkty straty do bezpiecznego miejsca, to jeszcze fatalny terminarz. Dodatkowo, po sprzedaniu Nicolasa Anelki, nie ma kto strzelać bramek. Ostatnio dwie bramki w jednym meczu strzelił Matthew Taylor, poprzednio zespół dwie bramki w jednym meczu zdobył 2 lutego, a jeszcze wcześniej były nawet trzy bramki w jednym spotkaniu, ale wtedy był jeszcze Francuz w drużynie, bo to był okres przedświąteczny. W międzyczasie jedna bramka, albo zero, a meczów od tej pory było sporo. W 2008 roku 12 spotkań i tylko 8 bramek, trudno o wyraźniejszy dowód słabości drużyny. Nawet jeśli uda się wygrać dwa mecze u siebie, to na pokaźniejsze zdobycze na wyjazdach bym nie liczył. Szansą, chyba już jedyną, na pozostanie w lidze jest słaba gra Birmingham. Nie oszukujmy się, w tym momencie Bolton ma głównie szanse matematyczne (czyli jak uważam żadne, chociaż czasami drużyna potrafi się wygrzebać z dołka) i żeby przetrwać w Premier League potrzebuje pomocy z zewnątrz. Pomyśleć jak zupełnie inaczej wyglądałaby teraz sytuacja, gdyby udało się pokonać Arsenal, który leżał już wyliczony do ośmiu.

Birmingham - 30 punktów
Bilans u siebie 5-6-5, na wyjeździe 2-3-11.
Wigan (3:2)
Everton (1:3)
Aston Villa (1:2)
Liverpool (0:0)
Fulham (1:1)
Blackburn (1:2)

Mimo czterech oczek przewagi nie są w komfortowej sytuacji. U siebie mogą nie zdobyć nawet punktu, a na wyjazdach może być ciężko. Z Wigan raczej przegrają, z Aston Villą pewnie też, bo kryzys w tym zespole musi się kiedyś skończyć (no i to spotkanie derbowe). Z Fulham powinno się udać, bo w tym momencie londyńczycy powinni już spaść. Jednak komplet punktów z tego spotkania może nie wystarczyć, jeśli tylko Bolton zacznie w końcu regularnie wygrywać. Trzeba będzie ugrać coś u siebie, a na razie Everton i Liverpool wydają się zbyt silne. Inaczej może być z Blackburn, ale ten zespół jest niewygodny i nawet w ostatnim meczu sezonu może wygrać. Mimo wszystko nie sądzę, że Birmingham spadnie. Bolton wydaje się w tym momencie niezdolny do tego, by zagrozić pozycji The Blues, chociaż przykład West Ham z poprzedniego sezonu każe się powstrzymywać z ferowaniem kategorycznych sądów. Na razie Birmingham ma w ręku dość atutów, by się utrzymać.

Wigan - 31 punktów
Bilans u siebie 7-3-5, na wyjeździe 1-4-12.
Birmingham (2:3)
Chelsea (0:2)
Tottenham (0:4)
Reading (1:2)
Aston Villa (1:2)
Man United (0:4)

Od Wigan zaczynają się zespoły, które najprawdopodobniej nie spadną, chyba że same będą tego chciały. Cztery spotkania u siebie i wszystkie dość przyjazne. Birmingham i Reading to bezpośredni rywale, Tottenham już o nic nie gra, a Manchester United może świętować już tytuł i szykować się do meczu finałowego w UCL. 12 punktów z tych spotkań jest całkiem realnym celem, a to pewnie wystarczy do pozostania w lidze. Co ciekawe po nich nie widać, że kłopoty ze strzelaniem bramek mogą przekładać się na pozycję w tabeli, tak jak w przypadku Boltonu.

Reading - 32 punkty
Bilans u siebie 8-2-7, na wyjeździe 1-3-11.
Newcastle (2:1)
Fulham (1:3)
Arsenal (1:3)
Wigan (2:1)
Tottenham (4:6)
Derby (1:0)

Fulham u siebie i Derby na wyjeździe oznacza sześć punktów. Tyle powinno wystarczyć do pozostania w Premier League. Nie spodziewam się, że te wszystkie drużyny, będące teraz niżej w tabeli niż The Royals, nagle zaczną wygrywać mecz za meczem. Sześć punktów przewagi nad strefą spadkową, gdy maksymalnie można zdobyć jeszcze tylko 18, to jest bardzo bezpieczny dystans.


Sunderland - 33 punkty
Bilans u siebie 8-3-5, na wyjeździe 1-3-12.
Fulham (1:1)
Man City (0:1)
Newcastle (1:1)
Middlesbrough (2:2)
Bolton (3:1)
Arsenal (2:3)

Roy Keane i jego zawodnicy są już prawie bezpieczni. Dobrze grają na swoim boisku, podejmą jeszcze City i Boro, które średnio sobie radzą na wyjazdach, a ostatni mecz z Arsenalem może być grany na zupełnym luzie, bo obie drużyny nie będą o nic walczyć. Nawet mecze wyjazdowe nie wyglądają tak strasznie, bo Fulham i Bolton to nie są zespoły, z którymi Czarne Koty nie będą w stanie nawiązać walki. Podobnie jak reszta drużyn będąca w tym momencie nad Birmingham, spadek zagraża jedynie w momencie nagłego kryzysu, taki jaki całkiem niedawno miało Reading. W przeciwnym wypadku to nie jest zbyt realne.

Teoretycznie Middlesbrough i Newcastle także walczą o pozostanie w lidze, ale to są drużyny, które raczej niżej niż jedno-dwa miejsca nie spadną. Sroki, po wygraniu pierwszego meczu pod wodzą Kevina Keegana, zaczęły grać dobrze i pojawiają się nawet myśli o finiszu w górnej połówce tabeli. Natomiast Boro jest dość chimeryczną drużyną, ale zbyt silną, żeby dać się zepchnąć na 18 miejsce. Musieliby się bardzo mocno postarać, żeby spaść tak nisko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz