Liverpool - Chelsea
Po raz enty w ostatnich latach. Od sezonu 2004/2005 obie drużyny grały ze sobą osiemnaście razy i co z tego, że Chelsea wygrała więcej spotkań (8:5), jak to The Reds dwa razy wyrzucili londyńczyków z Ligi Mistrzów. Nie należy spodziewać się gradu bramek w tym dwumeczu. Sześć ostatnich spotkań w UCL między tymi drużynami przyniosło aż trzy gole. Średnio pół bramki na spotkanie. Nie sądzę, że tym razem będzie inaczej. Owszem, w meczu Liverpool-Arsenal padło sześć bramek, ale tam mieliśmy grających radośnie w ataku i w defensywnie Kanonierów. Teraz rządzić będzie defensywa, taktyka, wyrachowanie i czekanie na błąd rywala. Wydaje mi się, że szybciej Grant zaskoczy Beniteza, niż odwrotnie. Trzech trenerów The Blues zna chyba już wszystkie sztuczki, które może zastosować hiszpański menadżer rywala. Natomiast on może zostać zaskoczony czymś, co wymyśli Henk ten Cate. To właśnie Holender odpowiada najprawdopodobniej za taktykę zespołu. Gdy Barcelona wygrywała Ligę Mistrzów pojawiły się głosy, że to ten Cate był jednym z głównych autorów tego sukcesu. Mecze z Liverpoolem potraktuje na pewno bardzo prestiżowo, bo w końcu ma szansę po raz drugi wygrać UCL w ostatnich latach. Największy problem The Reds w tym momencie nazywa się Steven Gerrard. Nie wiadomo do końca czy zagra. Doniesienia prasowe są sprzeczne, a sama kontuzja karku to w końcu poważna sprawa. Liverpool bez swojego kapitana traci naprawdę wiele i lekarze klubowi zrobią najprawdopodobniej wszystko, żeby Anglik zagrał w tym meczu, pytanie pozostaje otwarte czy będzie zdrowy na 100%. Chelsea zagra na pewno bez Michaela Essiena, który pauzuje za kartki, ale do składu wraca Frank Lampard, który ostatni tydzień spędził przy chorej matce. Czymś co może przesądzić losy rywalizacji, jest kolejność rozgrywania spotkań. Do tej pory, w dwóch półfinałach, to Chelsea grała pierwsze spotkanie na własnym terenie. Zadanie Liverpoolu w takim meczu było proste, nie pozwolić rywalom osiągnąć zbyt dużej przewagi. Teraz to londyńczycy grają rewanż u siebie, co pozwoli im zagrać tak jak Liverpool w ostatnich pojedynkach. Natomiast The Reds muszą grać tak, jak Chelsea, czyli spróbować wypracować jakąś zaliczkę przed rewanżem. To wręcz idealna okazja do skontrowania podopiecznych Rafy Beniteza, a gol w meczu wyjazdowym jeszcze się nie zdarzył w rywalizacji tej pary w UCL. Moim zdaniem większe szanse na awans ma Chelsea, ale ta przewaga jest minimalna. Liverpool z Benitezem niemal perfekcyjnie radzi sobie w UCL (za wyjątkiem sezonu, kiedy bronili tytułu), ale kiedyś musi nastąpić ten pierwszy raz. Rok temu była porażka w finale. W tym roku nadszedł czas na porażkę w półfinale.
Barcelona - Manchester United
Tu widzę bardzo poważne zagrożenie tego, że nie będzie angielskiego finału. Sytuacja przed tym dwumeczem jest bardzo podobna do tej z roku ubiegłego, tylko że wtedy był Milan. Włosi wtedy już nie rozpraszali się ligą (podobnie Barcelona teraz), mieli zawodnika który w pojedynkę może wygrać mecz (wtedy Kaka, teraz jest Lionel Messi) i mieli świadomość, że uratować sezon może jedynie zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Manchester United jest faworytem dwumeczu, ale zastanawiam się, czy zespół czasem nie zmaga się z lekkim załamaniem formy. Remis z Middlesbrough był takim sygnałem ostrzegawczym. Potem przyszło spotkanie z Arsenalem, gdzie Czerwone Diabły nie zdobyły bramki z akcji. Remis z Blackburn przesądza najprawdopodobniej losy walki o tytuł, ale nie można zapomnieć o tym, że gracze United długo nie potrafili strzelić bramki. Oczywiście wiele było pretensji do sędziego o niepodyktowanie rzutów karnych, ale w starciu z takim rywalem wynik nie może zależeć od jednego karnego. Coś niedobrego stało się z grą defensywną, bo w trzech ostatnich meczach ligowych Manchester United stracił trzy bramki. Poprzednio taka seria miała miejsce w październiku. Co ciekawe też był Arsenal i Middlesbrough, tylko że teraz Aston Villę zastąpił Blackburn. Barcelona dysponuje wręcz niesamowitym potencjałem ofensywnym i ewentualne błędy w defensywie mogą sporo kosztować graczy angielskiego zespołu. Nawet jeśli defensywa Czerwonych Diabłów powstrzyma Messiego, to zostają Samuel Eto'o, Thierry Henry (których chyba jak żaden inny zawodnik nie zna tak dobrze rywala), Bojan Krkić, nie wspominając już o Andreasie Inieście, Deco, Xavim czy Eidurze Gudjohnsenie. Słabość Barcelony, niezbyt pewna formacja defensywna, może zostać zrekompensowana wygraniem środka pola. Niezależnie od tego, kto w barwach Manchesteru United wybiegnie w roli środkowego pomocnika, czeka go trudne zadanie wygrania rywalizacja z pomocnikami Barcelony i możemy zobaczyć mecz, w którym Czerwone Diabły przegrają walkę w środkowej strefie boiska. Osobna kwestia to Cristiano Ronaldo. Ostatnio grał fantastycznie, ale obawiam się, że dobra forma przyszła zbyt wcześnie. Od połowy marca, do połowy kwietna strzelał minimum bramkę w każdym meczu w którym grał. Spotkanie z Blackburn było pierwszym, kiedy Portugalczyk bramki nie zdobył. Na pocieszenie miał swoje szanse. Druga sprawa to gra. Z meczu na mecz Portugalczyk sprawia wrażenie, że gaśnie. Może to zmęczenie sezonem, może oszczędzanie się na półfinał, ale to nie był ten Ronaldo, co kilka tygodni wcześniej. Coraz bardziej się obawiam, że angielskiego finału może nie być, ale wiele będzie zależeć od pierwszego spotkania. Barcelonę stać na dobry wynik u siebie, a w sześć dni do rewanżu trudno odbudować formę.
A ja liczę na finał Liverpool- Manchester United. W 99' "Czerwone Diabły" sięgnęły po potrójną koronę. W tym sezonie nie mają już na to szans, ale podwójna jest całkiem możliwa. W Premiership mają wielkie szansę na wywalczenie mistrzostwa. W LM trafili na Barcę, która ma chyba większy dołek od ManU. W dodatku trwa on dłużej. Liczę na powrót do wysokiej formy Ronaldo, gdyż w ekipie Fergusona to on może zadecydować o awansie do finału.
OdpowiedzUsuńmam nadzieje na dobra gre ManU. Jakos mam przeczucie, ze te ostatnie mecze to cisza przed burzą i Diabły dadzą sobie radę w 2 niezwykle ważnych spotkaniach - Barca i Chelsea - obydwa na wyjeździe.
OdpowiedzUsuńCiekaw jestem czy zagra Sar. Wydaje mi sie, ze pogloski o tym ze zastapi go Kuszczak to tylko taktyczne zagrywki i miedzy slupkami zagra swietnie spisujacy sie ostatnio holender
Słuchałem wywiadu z Queirozem, w bramce ma grać VdS. Też mam nadzieję, że Manchester zagra dobrze, bo w końcu potrzebny jest ten angielski finał. Choćby po to, żeby krytycy Premier League mieli ból głowy ;)
OdpowiedzUsuń