niedziela, 20 kwietnia 2008

35 Gameweek Premier League

Jednak renesans, przynajmniej w przypadku Boltonu. Zwycięstwo na boisku Middlesbrough jest ważne, choć oczywiście nie należy go przeceniać. The Trotters wygrzebali się ze strefy spadkowej, jak dobrze liczę po siedmiu kolejkach. Przewaga nad Birmingham, które zostało rozbite w meczu derbowym przez Aston Villę, wynosi jednak tylko jeden punkt. Wszystko może się zmienić już w następnej kolejce, ale teraz pozostały już tylko trzy zespoły, z których poznamy jednego spadkowicza. Na ten moment Bolton wydaje się być w dobrym położeniu. Reading chyba liczy na mecz z Derby, a Birmingham jest na pewno rozbite wewnętrznie ostatnimi wydarzeniami. Awansują w tym momencie na pozycję faworyta do zajęcia tego miejsca na podium. Po raz pierwszy w wyjściowym składzie, od momentu wypożyczenia z Southampton, zagrał Grzegorz Rasiak. Za swoją decyzję Gary Megson zebrał wiele opinii krytycznych na forach internetowych, ale ostatecznie można uznać, że miał rację. Polak co prawda bramki nie strzelił, ale trafił w poprzeczkę i miał kilka udanych zagrań. SkySports ocenił go na szóstkę. Szkoda że w 56 minucie Polak musiał zejść z boiska z powodu kontuzji (rozcięcie na twarzy), może doczekalibyśmy się tego polskiego gola. W następnej kolejce Bolton gra w Londynie, z Tottenhamem. Może wtedy?

Natomiast w Fulham renesansu nie ma. Tym razem Liverpool wygrał. Piszę tym razem, gdyż w poprzednim sezonie miała miejsce bardzo podobna sytuacja. W 37 kolejce londyńczycy podejmowali The Reds. Rafa Benitez wystawił wtedy bardzo osłabiony skład i jego drużyna przegrała 1:0. Teraz sytuacja rozwijała się podobnie, końcówka sezonu, rezerwowy skład, tylko wynik padł inny. Rok temu rezultat spotkania najgorzej przyjął Neil Warnock, wtedy prowadzący Sheffield United, bo jego zespół ostatecznie spadł z ligi, między innymi dzięki wynikowi tamtego meczu. Teraz pewnie kibice Fulham, bo porażka oznacza praktycznie spadek. Tak więc zwycięstwo z poprzedniej kolejki, cenne bo wyjazdowe, zostało zmarnowane.

Coraz bliżej jest także rozstrzygnięcie walki o mistrzostwo Anglii. Manchester United musi wygrać dwa mecze, z ostatnich trzech. West Ham i Wigan nie są jakimś wymagającym rywalem, więc nawet Czerwone Diabły mogą sobie pozwolić na porażkę na Stamford Bridge. Owszem, to skomplikuje trochę sytuację, ale Czerwone Diabły stoją już jedną nogą na podium. Wszystko dzięki bramce Carlosa Teveza, wyrównującej wynik meczu. Blackburn zawiesiło wysoko poprzeczkę aktualnemu mistrzowi Anglii, grało bardzo dobrze taktycznie i miało w bramce Brada Friedela. Błąd w obronie United (nieporozumienie dwójki środkowych obrońców po dalekim wrzucie piłki z autu) dał prowadzenie gospodarzom, a potem goście atakowali i atakowali, bez efektu. Bo albo obrona, albo Friedel stawali na drodze piłki lecącej do bramki. W końcu Tevez trafił do siatki, w 88 minucie, co chyba rozstrzyga losy tytułu. Tomasz Kuszczak, który wystąpił w tym spotkaniu, nie miał dużo pracy. Bramka to wina obrońców. Jedna kontrowersyjna sytuacja, kiedy Polak wychodził z bramki i na pewno spowodował upadek Jasona Robertsa. Na pewno trafił w piłkę przy tym wyjściu, ale takie rzuty karne to już widziałem. SkySports ocenił go na sześć (podobnie jak Rasiaka swoją drogą), ale Polak większość meczu się nudził w bramce i tak właściwie trudno powiedzieć, w jakiej jest formie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz