sobota, 12 kwietnia 2008

34 Gameweek Premier League

Renesans, albo łabędzi śpiew, nie mogę się zdecydować co bardziej pasuje do dwóch wyników z tej kolejki. Dwie drużyny, będące jedną nogą w Championship, wygrały swoje mecze. Zwycięstwo Boltonu to mniejsze zaskoczenie, bo w końcu West Ham o nic nie walczy, a gospodarze grają z nożem na gardle. Miejsca w tabeli to nie zmienia, ale sytucję już tak. Strata do Birmingham, które zremisowało z Evertonem, wynosi już tylko dwa punkty. Grzegorz Rasiak tym razem nie zagrał, ale to się może zmienić w najbliższych kolejkach. Kevin Davies, który zdobył tę jedyną bramkę spotkania, a przy okazji setnego gola w karierze, zobaczył również żółtą kartkę i teraz będzie musiał pauzować dwa mecze. To jest poważne osłabienie zespołu, bo to w końcu jeden z najlepszych napastników w klubie, chociaż trudno w to uwierzyć patrząc na dorobek bramkowy (zaledwie trzy trafienia w tym sezonie). Przed Kusakami wciąż daleka droga, ale wygrana pozwoli nieco bardziej optymistycznie spojrzeć w przyszłość. Natomiast wynik Fulham to spore zaskoczenie. Po pierwsze Reading nie mogło przegrać tego meczu. Wszystko przemawiało przeciwko londyńczykom, łącznie z tym, że nie potrafili oni wygrać na wyjeździe od 33 spotkań, a jednak wygrali 2:0. Komplikuje to bardzo sytuację Królewskich, którzy teraz mają tylko trzy punkty przewagi nad strefą spadkową. Po drodze jest jeszcze Birmingham, które ma ostatnio problemy poza boiskiem. Współwłaściciel klubu David Sullivan i dyrektor zarządzający Kareen Brady zostali w ostatnich dniach zatrzymani i przesłuchani przez policję. Sprawa jest powiązana z aferą korupcyjną w angielskiej piłce i oszustwami finansowymi. Zostali zwolnieni za kaucją, ale cała sprawa musiała mieć wpływ na klub. W tej kolejce Birmingham zremisował z Evertonem, co nie jest sukcesem biorąc pod uwagę słabszą formę The Toffees w ostatnich meczach. Przewaga nad strefą spadkową stopniała do zaledwie dwóch małych oczek, a ostatnie wydarzenia nie pomagają. Jakoś pod koniec sezonu skomplikowała się zarówno sytuacja na górze tabeli, jak i na dole.

Jutro natomiast będzie mecz, który miał decydować o mistrzostwie. Dalej będzie, ale nie tak, jak oczekiwali tego kibice Arsenalu. Nie widzę za bardzo atutów, którymi Kanonierzy mogliby zdobyć Old Trafford, ale mimo wszystko niespodzianka może się zdarzyć. To truizm, ale wiele będzie zależeć od tego, jak szybko Czerwone Diabły strzelą bramkę. Im dłużej Arsenal będzie grał z kontry i oszczędzał siły, tym większe ma szanse na korzystny rezultat. Natomiast jeśli Manchester United strzeli szybko bramkę, to nie sądzę, że goście, zmęczeni trójmeczem z Liverpoolem, dadzą radę odrobić straty i urwać punkty liderowi. Chelsea gra dopiero w poniedziałek swój mecz z Wigan i zawodnicy będą już wiedzieć, jakim wynikiem zakończył się ten mecz. W tamtym sezonie decydować o tytule miało bezpośrednie spotkanie tych drużyn. Nie decydowało, ale może w tym roku się uda. To w końcu coś magicznego, jak o pierwszym miejscu w tabeli decyduje tylko jedno spotkanie z 38.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz