środa, 12 marca 2008

Walsall - Brighton 1:2

Zaczęło się dobrze, w 29 minucie Anthony Gerrard nie dał szans bramkarzowi gości i strzałem głową pokonał Michaela Kuipersa. Asystę zaliczył Lee Holmes, który wydaje się, że jest jednym z najlepszych pomocników całej lidze i szkoda, że jest tylko wypożyczony z Derby. Potem już było tylko gorzej, zgodnie z zasadą miłe złego początki. Już po pięciu minutach wyrównał Nicky Forster, ogrywając wcześniej Iana Ropera, a Clayton Ince przy tej bramce się nie popisał. Potem nieskuteczne ataki, aż w końcu w 79 minucie do siatki trafia Gerrard. Niestety do tej samej co w pierwszej połowie, co oznacza bramkę samobójczą. Na dokładkę Richard Taundry w 89 minucie obejrzał czerwoną kartkę, co dopełniło obrazu porażki. Ciekawie działo się też po meczu. Menadżer Richard Money narzekał, tradycyjnie ostatnio, na atmosferę na stadionie i zasugerował, że latem odejdzie z klubu. Chyba coś jest na rzeczy, bo niedawno Roy Whalley, jeden z dyrektorów w klubie, mówił o tym, że trudno jest zatrzymać trenera, który odnosi sukcesy. Jestem coraz bardziej przekonany, że po sezonie Richard Money przejdzie do innej drużyny, winę zwali na kibiców, a nie powie choćby złego słowa o zarządzie, tak jakby to kibice byli winni brakowi inwestycji w celu wzmocnienia składu. Mecz z Brighton pokazał wyraźnie, jakie słabości ma drużyna w tym najważniejszym, bo decydującym o obliczu sezonu, okresie. Brak napastnika, który gwarantuje minimum kilkanaście bramek na sezon, brak dobrego środkowego obrońcy, który wypełni lukę po sprzedaży Scotta Danna (jak przeczytałem na jednym forum internetowym, Ian Roper jest za wolny, by złapać nawet przeziębienie), a bez tego trudno będzie rywalizować z drużynami walczącymi także o baraże. Do końca marca Walsall zagra trzy mecze wyjazdowe, z Nottingham Forest, z Leeds i z Southend. Każdy z tych zespołów celuje w miejsca 3-6 i zrobi wszystko, by na własnym boisku zdobyć komplet punktów. Pozostaje się cieszyć z tego, że byt ligowy został już praktycznie zapewniony i mieć nadzieję na możnego sponsora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz