środa, 12 marca 2008

In Leo I Trust

Spotkanie reprezentacji, a raczej jej rezerw, bo to nie był oficjalny termin, z naprędce kleconą kadrą zagranicznych gwiazd OE było nawet dość ciekawe. Mecz w którym pada pięć bramek zawsze musi mieć jakieś emocje, a jeśli padają do tego ładne gole, to już można uznać bez wątpliwości, że warto było. Wiele osób przed tym spotkaniem twierdziło, że cały ten mecz jest "bez sensu", a mi w tym momencie kojarzyły się słowa pewnego klasyka internetowego, który swoje wzniosłe myśli zaczynał zwrotem "bez sęsu". Ja rozumiem pewną zawiść polskiego środowiska trenerskiego, bo na ich podwórko przyjeżdża jakiś tam Holender, powołuje anonimowych piłkarzy, tłumaczy im jak się gra, a na końcu awansuje do finałów EURO 2008. To spycha w cień sukcesy polskich szkoleniowców, te coroczne półfinały UCL i finały Pucharu UEFA, które wręcz znudziły się polskim kibicom. Szkoda że część mediów podchwytuje takie wypowiedzi i je nagłaśnia, no ale czego się nie robi dla zysku. Holender jest niedobrym selekcjonerem, bo konsekwentnie realizuje swój plan przygotowań do finałów, sprawdza zawodników, stara się zbudować taką drużynę, która w czerwcu będzie godnie reprezentować nasz kraj. Podejrzewam że nie będzie takich pozasportowych emocji, jak przy poprzednich selekcjonerach, których gra w finałach wielkiej imprezy po prostu przerosła, a ostateczny wybór kadry zawsze był źródłem niesnasek i konfliktów. Teraz widać, że sztab trenerski pracuje, sprawdza zawodników pod kątem ich przydatności do reprezentacji i potrzebuje w tym momencie zaufania. Cel jest jasny, jak najlepszy występ w Austrii. To selekcjoner będzie ponosił odpowiedzialność za realizację tego celu, więc on musi decydować o metodach jego realizacji. Jeśli uznał, że mecz w Szczecinie jest potrzebny, to osoby niezaangażowane w pracę z reprezentacją powinny mu zaufać. Owszem, można się nie zgadzać i debatować nad celowością rozgrywania spotkania, w którym nie grają zawodnicy występujący za granicą (albo chociaż będący w kadrach zespołów), ale nie powinno się robić tego publicznie, bo w ten sposób podważa się zaufanie do osoby trenera. Każdy może krytykować, ale krytyka powinna znać swoje miejsce i swój czas.

Druga sprawa, która ostatnio chyba najbardziej podzieliła kibiców, to obywatelstwo dla Rogera. Wczoraj Brazylijczyk nie zagrał wielkiego meczu, ale sekundy po zakończeniu spotkania selekcjoner już był atakowany przez pytania na temat występu tego zawodnika, w tym spotkaniu. Przyznam się, że nie rozumiem tego całego zamieszanie związanego z pomocnikiem Legii, bo sprawa jest dość oczywista. Jeśli jest szansa, żeby kadrę zasilił dobry zawodnik, to czemu z niej nie skorzystać. Ja wiem, że wiele osób powie "kadra to nie klub" itd., ale nie zauważa się, że świat się zmienia i wymusza zmiany w futbolu. Coraz bardziej się globalizujemy, a sama koncepcja państw narodowych powoli zaczyna tracić na znaczeniu. Coraz więcej zawodników będzie grać dla tych państw, w których aktualnie mieszkają, a nie dla tych, w których się urodzili i nie zapowiada się, żeby ta tendencja się zmieniła. Obecne przepisy FIFA (jedna reprezentacja i brak możliwości jej zmiany) są wystarczającą gwarancją, że reprezentacje narodowe nie będą klubami, z całym rynkiem transferowym. Wiele opinii odnosiło się też do formy Rogera, który ostatnio nie gra dobrze, podobnie jak cała Legia. Widzę w tym rozumowaniu jedną małą dziurę, wielkości Pacyfiku mniej więcej, czy my potrzebujemy reprezentanta w formie teraz, w pierwszej dekadzie marca, czy może w czerwcu, jak będą rozgrywane finały? Przecież ci zawodnicy, którzy stworzą ostatecznie zespół na turniej finałowy, będą musieli być w formie w czerwcu, tak żeby udanie zagrać w finałach. Nie mówię już w tym momencie o pewnym zwrocie "form is temporary, class is permanent", który można przetłumaczyć jako forma jest tymczasowa, poziom jest stały, bo bardzo często przywiązujemy nadmierną uwagę do tego pierwszego, zupełnie nie zważając na to drugie. Dalej, wcale nie jest przesądzone że Roger, po otrzymaniu obywatelstwa, trafi do kadry na stałe. Dostanie szansę i to od niego będzie zależeć czy ją wykorzysta. Tak więc kończąc, odwołam się znów do klasyka, to "apsurt" że nie mamy zaufania do tego, co robi selekcjoner. W eliminacjach pokazał, że potrafi przezwyciężyć największe trudności, żeby tylko jego piłkarze grali i realizowali założone cele. Dlaczego w finałach miałoby być inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz