niedziela, 23 marca 2008

Chelsea - Arsenal 2:1

Przyznam się, że jestem zaskoczony, bo nie sądziłem, że Chelsea jest w stanie wygrać to spotkanie. Remis prędzej, może nawet porażka, ale na pewno nie zwycięstwo. Pierwsza połowa zakończyła się bezbramkowym remisem, a na boisku rządził chaos. Miały się z niego wyłonić bramki, ale obie drużyny bardzo sprawnie kasowały ataki rywala i nie było zbyt wielu klarownych sytuacji. Sytuację rozruszał gol Kanonierów. Błąd w kryciu podczas rzutu rożnego, Bacary Sagna zgubił kryjącego go Salomona Kalou i strzelił bramkę. Potem była seria interwencji lekarskich, przez moment aż trójka zawodników Arsenalu przebywała za linią boczną, a ostatecznie strzelec bramki musiał zejść z kontuzją. Ataki Chelsea zaczęły wyglądać coraz groźniej, a Didier Drogba przypomniał, że wraca do formy. Dwie bramki wystarczyły do wygrania.

Po tych dwóch spotkaniach zwycięzcą, oprócz kibiców którzy widzieli dwa ciekawe mecze i sześć bramek, jest Manchester United. Pięć punktów przewagi nad Chelsea i sześć nad Arsenalem to pokaźna zaliczka. Co prawda do końca sezonu pozostało siedem kolejek, a jak stracić dystans pięciu punktów pokazali ostatnio Kanonierzy, ale wydaje się, że Czerwone Diabły są za silne i rozpoczęły właśnie finisz, którego nie wytrzymają konkurenci. Arsenal na pewno się w końcu przełamie, ale mając przed sobą mecz na Old Trafford trudno być optymistą. Największą zagadką w tym momencie jest Chelsea, która po cichu wdrapała się już na drugie miejsce. Mecze do końca sezonu wydają się być dość przyjemne, a spotkanie z Manchesterem United, na własnym boisku, może jednak mieć znaczenie. Nie należy jednak zapominać, że w tym momencie więcej atutów ma w ręce mistrz Anglii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz