Główne danie zaplanowane jest na dzisiaj, a cała reszta spotkań została rozegrana w sobotę, żeby przez przypadek nie przyćmić dwóch wielkich spotkań. Sunderland pokonał na wyjeździe Aston Villę, co można uznać za pewną niespodziankę. Po pierwsze Czarne Koty nie radziły sobie na wyjazdach (zero zwycięstw, trzy remisy do tej kolejki), po drugie Villa stara się o miejsce dające prawo gry w pucharach europejskich, po trzecie Sunderland był w fatalnej formie, cztery mecze bez strzelenia bramki i zdobyty tylko punkt. Faworyt jednak zawiódł, grał słabo i nie dał rady wygrać. Najwyraźniej zespół chyba jest w lekkim kryzysie, co skutkować będzie najprawdopodobniej stratą szans na puchary. Szansę na UCL stracił chyba Everton, bo znowu zgubił punkty, tym razem remisując z West Ham i cała nadzieja w tym momencie w tym, że Liverpool nie zrobi dobrego rezultatu na Old Trafford.
Bardzo ciekawie było, tradycyjnie już niemal, w dole tabeli. Middlesbrough zrobiło kolejny kroczek do pozostania w lidze, pokonując Derby, skromnie jedną bramką. Newcastle pokonało Fulham i to jest pierwsze zwycięstwo, pod wodzą Kevina Keegana, które powinno złagodzić napięcia i zdjąć presję z drużyny. Słabsza forma Srok wynikała, moim zdaniem z tego, że zespół potrzebował zwycięstwa, żeby uwierzyć w swoje możliwości. Teraz wszystko powinno być już dobrze i pozostanie w lidze wydaje się już pewne. Pogorszyła się natomiast sytuacja Fulham, bo zyski z ostatniej kolejki został właśnie stracone. Niby to tylko cztery punkty straty do bezpiecznego miejsca, ale konkurencja na dole jest tak silna, że ten dystans jest naprawdę bardzo duży. Kroczek zrobiło też Reading, wygrywając mecz o sześć punktów z Birmingham. Od tej fatalnej serii ośmiu porażek z rzędu, Royals wygrali trzy mecze z czterech, a w tym przegranym, z Liverpoolem na Anfield, zaprezentowali się korzystnie. Pięć punktów przewagi nad strefą spadkową to jest w miarę bezpieczny dystans, dający miejsce na błędy. Coraz mniej tego miejsca ma za to Bolton, który notuje właśnie serię sześciu spotkań bez zwycięstwa. Po pięciu porażkach przyszedł remis, ale należy go traktować jako stratę dwóch punktów, a nie zysk jednego. Manchester City jest absolutnie do ogrania poza swoim stadionem i zespół chcący zostać w lidze musi takie mecze wygrywać. W końcu Citizens nie walczą już o nic, w styczniu stracili punkty nawet z Derby i tak właściwie trudno o łatwiejszego przeciwnika. Żeby się nie powtarzać, Bolton nie ma napastników, nie zbiera punktów i coraz wyraźniej zmierza do drugiej ligi. Grzegorz Rasiak nie zagrał, ani z Man Utd, ani z Man City.
Dzisiaj natomiast możemy poznać odpowiedź na pewne pytania dotyczące walki o tytuł, albo wręcz przeciwnie, wszystko się znowu zagmatwa. Nie spodziewałbym się pięknych spotkań i gradu bramek, bo mecze wielkiej czwórki z reguły są bardzo spętane taktyką. Formacje defensywne tych zespołów są na światowym poziomie, więc prawdopodobnie zobaczymy po jednej bramce na mecz. W spotkaniu na Old Trafford zwycięstwo powinni odnieść gospodarze, chociaż Liverpool, mając Gerrarda i Torresa, zawsze może coś zdziałać z przodu. Natomiast w meczu na Stamford Bridge może być sensacja, czyli zwycięstwo Arsenalu. Seria 77 spotkań bez porażki na własnym stadionie robi wrażenie, ale nie należy zapominać, że to Kanonierzy po raz ostatni, w lidze, wygrali na stadionie Chelsea, 21 lutego 2004. Mimo słabszej ostatnio formy, Arsenal jest w stanie wygrać ten mecz, w końcu każda seria kiedyś się skończy.
Bardzo ciekawie było, tradycyjnie już niemal, w dole tabeli. Middlesbrough zrobiło kolejny kroczek do pozostania w lidze, pokonując Derby, skromnie jedną bramką. Newcastle pokonało Fulham i to jest pierwsze zwycięstwo, pod wodzą Kevina Keegana, które powinno złagodzić napięcia i zdjąć presję z drużyny. Słabsza forma Srok wynikała, moim zdaniem z tego, że zespół potrzebował zwycięstwa, żeby uwierzyć w swoje możliwości. Teraz wszystko powinno być już dobrze i pozostanie w lidze wydaje się już pewne. Pogorszyła się natomiast sytuacja Fulham, bo zyski z ostatniej kolejki został właśnie stracone. Niby to tylko cztery punkty straty do bezpiecznego miejsca, ale konkurencja na dole jest tak silna, że ten dystans jest naprawdę bardzo duży. Kroczek zrobiło też Reading, wygrywając mecz o sześć punktów z Birmingham. Od tej fatalnej serii ośmiu porażek z rzędu, Royals wygrali trzy mecze z czterech, a w tym przegranym, z Liverpoolem na Anfield, zaprezentowali się korzystnie. Pięć punktów przewagi nad strefą spadkową to jest w miarę bezpieczny dystans, dający miejsce na błędy. Coraz mniej tego miejsca ma za to Bolton, który notuje właśnie serię sześciu spotkań bez zwycięstwa. Po pięciu porażkach przyszedł remis, ale należy go traktować jako stratę dwóch punktów, a nie zysk jednego. Manchester City jest absolutnie do ogrania poza swoim stadionem i zespół chcący zostać w lidze musi takie mecze wygrywać. W końcu Citizens nie walczą już o nic, w styczniu stracili punkty nawet z Derby i tak właściwie trudno o łatwiejszego przeciwnika. Żeby się nie powtarzać, Bolton nie ma napastników, nie zbiera punktów i coraz wyraźniej zmierza do drugiej ligi. Grzegorz Rasiak nie zagrał, ani z Man Utd, ani z Man City.
Dzisiaj natomiast możemy poznać odpowiedź na pewne pytania dotyczące walki o tytuł, albo wręcz przeciwnie, wszystko się znowu zagmatwa. Nie spodziewałbym się pięknych spotkań i gradu bramek, bo mecze wielkiej czwórki z reguły są bardzo spętane taktyką. Formacje defensywne tych zespołów są na światowym poziomie, więc prawdopodobnie zobaczymy po jednej bramce na mecz. W spotkaniu na Old Trafford zwycięstwo powinni odnieść gospodarze, chociaż Liverpool, mając Gerrarda i Torresa, zawsze może coś zdziałać z przodu. Natomiast w meczu na Stamford Bridge może być sensacja, czyli zwycięstwo Arsenalu. Seria 77 spotkań bez porażki na własnym stadionie robi wrażenie, ale nie należy zapominać, że to Kanonierzy po raz ostatni, w lidze, wygrali na stadionie Chelsea, 21 lutego 2004. Mimo słabszej ostatnio formy, Arsenal jest w stanie wygrać ten mecz, w końcu każda seria kiedyś się skończy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz