wtorek, 18 marca 2008

30 Gameweek Premier League

Chyba już poznaliśmy Mistrza Anglii. Wiem, że do końca sezonu jest jeszcze daleko, ale w tym momencie Arsenal stracił już nie tylko jakąkolwiek przewagę, ale pozycję lidera i wiele wskazuje na to, że po odrobieniu zaległości (jutro) będzie miał trzy oczka straty do Czerwonych Diabłów. Nie sądzę też, że Manchester United dopadnie taki kryzys formy, jak teraz Kanonierów. Po sezonie prawdopodobnie ten moment zostanie uznany za decydujący w walce o tytuł, bo czwarty remis z rzędu musi pozostawić ślady. Co z tego, że w meczu z Boro Kanonierzy tradycyjnie już dominowali posiadaniem piłki, stwarzanymi okazjami, rzutami rożnymi, jak w piłce nożnej chodzi o strzelanie bramek. Z tym ostatnio Arsenal ma problem i to jest najpoważniejszy skutek kontuzji Eduardo. Robin van Persie wraca dopiero do pełni sił, Emmannuel Adebayor przestał strzelać i robi się kłopot. W zespole nie ma napastnika, który mógłby wykorzystać tę jedną okazję, którą stworzą mu koledzy. Manchester United w meczu z Derby pokazał swoje dwa atuty: żelazną defensywę (nie stracili gola, mimo że Ben Foster debiutował w tym meczu i wrócił po ciężkiej kontuzji) i Cristiano Ronaldo. Portugalczyk napsuł co prawda wiele szans na objęcie prowadzenia, ale tę jedną wykorzystał. Za zwycięstwa 6:1 i 1:0 są przyznawane dokładnie trzy punkty i nie widzę powodów do narzekań. W końcu zespół w kryzysie nie wychodzi na pierwsze miejsce w tabeli, inaczej każdy chciałby mieć taki kryzys.

Coraz ciekawiej dzieje się w dole tabeli, od razu widać że jest wiosna i walczymy na śmierć i życie. Dosłownie, bo nawet ostatnia drużyna w lidze dostanie około £26m z tytułu praw do transmisji telewizyjnych. Spadek teraz oznacza, że powrót do Premier League na dłużej, niż jeden sezon, może być niemożliwy do zrealizowania, nic więc dziwnego że nikt nie chce spadać. Derby co prawda już się chyba pogodziło z tym, że nie wyjdzie spod kreski, ale reszta drużyn będzie walczyć do końca. Najświeższy przykład to Fulham. Jeszcze kilkanaście dni temu wydawało się, że nic nie uratuje londyńczyków przed spadkiem. Teraz, po pokonaniu Aston Villi i Evertonu, dystans do bezpiecznego miejsca zmalał do czterech punktów, a forma zespołu zdaje się rosnąć. Mimo że sytuacja wciąż jest trudna, to jednak ostatnie mecze dają nadzieję piłkarzom i kibicom. W zupełnie innym miejscu jest Bolton. Planowo odpadł z pucharów, żeby się skoncentrować na lidze, a w ostatniej kolejce wyjechał do Wigan. Gospodarze też bronią się przed spadkiem, więc to był mecz o tak zwane sześć punktów. W piątej minucie czerwoną kartkę zobaczył Jason Koumas, pomocnik gospodarzy, co stawiało gości w uprzywilejowanej pozycji. Nic z tego jednak nie wyszło, bo Emile Heskey w 34 minucie wyprowadził swój zespół na prowadzenie,które The Latics utrzymali do końca meczu. Skoro drużyna nie potrafi zdobyć choćby punktu w takim meczu, można realnie wierzyć w utrzymanie się w lidze? Grzegorz Rasiak pojawił się na boisku w 42 minucie, bramki nie strzelił. Na SkySports dostał szóstkę, w głosowaniu kibiców na tej samej stronie 4.0, co jest drugim-trzecim wynikiem w drużynie. Zastanawiam się, kiedy Polak dostanie szansę od pierwszej minuty, bo wydaje się, że na to zasługuje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz