Z polskiego punktu widzenia zakończone właśnie okienko było dość sensacyjne. Grzegorz Rasiak wraca do Premier League i można powiedzieć że wraca w wielkim stylu. Do końca sezonu wypożyczył go Bolton, zespół który niedawno sprzedał Nicolasa Anelkę do Chelsea, czyli można uznać, że Polak ma zastąpić Francuza (nie należy jednak zapominać, że Bolton próbował wcześniej kupić Leroya Litę). Ten transfer to w pewnym stopniu policzek dla wszystkich "kibiców" którzy wyśmiewają polskiego napastnika, korzystając z pozornej anonimowości internetu. W końcu jest ktoś, kto ufa w umiejętności Polaka i nie boi się na niego postawić w trudnym momencie, kiedy drużynie grozi spadek. Owszem, zawsze "eksperci" mogą powiedzieć, że raz już próbował w Tottenhamie i nic nie zwojował, ale wtedy nie dostał właściwie szansy. Miał dużo mocniejszą konkurencję niż teraz, bo Mido kapitalnie wystrzelił z formą, a żaden trener nie posadzi na ławce napastnika będącego w dobrej dyspozycji. Teraz powinno być łatwiej, bo oczekiwania w Boltonie są mniejsze, niż wtedy w Spurs, a konkurencja w ataku nie powinna być tak zabójcza. Nie należy też zapominać, że Rasiak walczy o miejsce w składzie kadry na finały ME i spośród wszystkich reprezentantów, którzy próbują z powrotem zaistnieć w piłce klubowej, zrobił najlepszy transfer. Kilka bramek strzelonych w Premier League (a wierzę, że Polak jest w stanie tego dokonać) błyszczy dużo jaśniej, niż nawet kilkanaście bramek zdobytych w Polsce, czy w USA. To bardzo odważna decyzja, bo gdy się nie uda, to szanse na wyjazd zmaleją praktycznie do zera, ale jeśli się uda, to Rasiak będzie pierwszym kandydatem do gry w ataku reprezentacji. Choćby za to ryzyko trzeba docenić zawodnika, bo to jasno pokazuje, jak bardzo zależy mu na wyjeździe do Austrii.
Natomiast z ligowego punktu widzenia, największy transfer to rzecz jasna zakup Nicolasa Anelki. Tu już mniej więcej wiadomo na czym się stoi. The Blues wzmocnili także linię obrony i pozyskali jeden talent na przyszłość i tak właściwie to pierwsze okienko transferowe nowego menadżera było dość senne, bez jakiegoś takiego wielkiego, hitowego transferu. Owszem, można powiedzieć że kupno Francuza jest czymś takim, ale Chelsea potrzebowała napastnika, a trudno oczekiwać że zawodnika na poziomie Chelsea kupi się za niewielkie pieniądze.
Kilka zespołów wzmocniło się dość kompleksowo. Najbardziej zaskakiwał, do pewnego momenntu przynajmniej, Tottenham. Pierwsza możliwość wzmocnienia składu przez Juande Ramosa została wykorzystana bardzo dobrze, bo wzmocniono przede wszystkim defensywę. Woodgate powinien uszczelnić nieco cały blok obronny, a Hutton po prawej stronie może być nowym Danim Alvesem. Hiszpan nie ściągnął nikogo ze swojego byłego zespołu i aż do ostatnich chwil nie sprzedał nikogo z pary napastników, którą chciało praktycznie pół ligi. Jermaine Defoe jednak zmienił klub, na Portsmouth i zakończyła się jedna z sag transferowych. Bolton wzmocnił się bardzo rozsądnie, przede wszystkim kupując obrońców. Bardzo łatwo zapomnieć, że stworzenie silnej drużyny wymaga przede wszystkim zbudowania silnej linii obrony, bo to w końcu defensywa wygrywa mistrzostwa. Co prawda aspiracje Boltonu to tylko, albo aż, pozostanie w lidze, ale teraz wydaje się, że skład jest do tego wystarczająco silny. Inni kandydaci do spadku także się wzmacniali, ale za każdym razem trochę inaczej. Derby ściągało chyba wszystkich tych, którzy się na to zgadzali i miało pecha. Danny Mills doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry do końca sezonu i trzeba było szukać gorączkowo innego gracza. Znalazł się Alan Stubbs, ale całość sprawia wrażenie zbieranej chaotycznie grupki graczy, którą dopiero trzeba przekuć w zespół. Fulham pozyskało też kilku graczy i co ciekawe tylko jeden przyszedł z innego angielskiego klubu. Cała reszta to transfery spoza Wysp, co jest dość ryzykownym połączaniem w przypadku zespołu tracącego już cztery punkty do bezpiecznego miejsca w tabeli. Owszem Nevland i Litmanen grali już w Anglii (no, w przypadku tego pierwszego grał to może za duże słowo, no ale jak się gra w Anglii powinien wiedzieć), ale nie sądzę, że są w stanie zbawić zespół. Wigan pozyskało kilku zawodników, z których Marlon King wydaje się być dobrą odpowiedzią na kłopoty ze strzelaniem bramek. Zastanawia mnie jedynie dlaczego Denny Landzaat został sprzedany do Feyenoordu. Holender może nie miał takiego wpływu na grę zespołu, jak można było się spodziewać, ale tracenie zawodników w tym momencie może mieć negatywne skutki. Zupełnie inaczej wzmocniła się drużyna Middlesbrough, która za około £12m kupiła Afonso Alvesa, który w Heerenveen strzelał te bramki jedna za drugą. Jeśli w Anglii będzie mu szło choć w połowie tak dobrze, jak w Holandii, to Boro powinno być w miarę spokojne o pozostanie. Kilka innych zespołów przeprowadziło też ciekawe transfery, ale nie chciałbym rozciągać tej notki w nieskończoność.
Na koniec o Walsall. Zakończyła się kilka dni temu sprawa transferu Daniela Foxa, klub dostał trochę pieniędzy, jest odpowiednie zabezpieczenie na lewej obronie (Paul Boertien), wydawało się, że już jest wszystko dobrze. Niestety od tej pory wszystko zaczęło się walić. Oczywiście nie kupiono nikogo, kto wzmocniłby zespół. Michael Ricketts nie dołączył na stałe do zespołu, ale to jeszcze można zrozumieć, bo ma kontuzję. Kevin Betsy przyszedł w jego miejsce, oczywiście na zasadzie wypożyczenia, pytanie tylko czy zagwarantuje te kilka bramek w pozostałych do końca sezonu meczach. Kilka minut przed północą doszło jednak do kolejnego osłabienia zespołu, bo do Coventry został sprzedany Scott Dann, podstawowy środkowy obrońca. Nie wiadomo za ile, nie wiadomo kto mógłby go zastąpić, ale wiadomo jedno, o awansie można zapomnieć. Smutne, że prezes i zarząd zamiast spróbować podjąć chociaż walkę, poddają się od razu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz