niedziela, 3 lutego 2008

25 Gameweek Premier League

No i znów trójka liderów grała wyjazdy i było blisko trzech niespodzianek. Chelsea teoretycznie miała najłatwiejszego przeciwnika, bo Portsmouth u siebie gra słabiej, niż na wyjazdach. Gdy Nicolas Anelka strzelił gola na 0:1 wydawało się, że goście już dowiozą wynik i zmniejszą dystans do wicelidera. Wydawało się całe dziewięć minut, bo debiutujący w barwach gospodarzy Jermaine Defoe wyrównał, po bardzo prostej akcji. Długie podanie od bramkarza, wygrany pojedynek główkowy przez Milana Barosa i spokojny finisz Anglika. Trudno o mniej skomplikowanego gola i jak każda prosta rzecz, jest niezwykle trudna do zrealizowania. Do końca spotkania obie strony miały jeszcze swoje okazje, ale wynik się nie zmienił i pierwszy punkt dla gospodarzy w meczach z Chelsea, w Premier League, stał się faktem. Z Defoe jest jeszcze nierozwiązana sprawa transferu. Anglik jest tylko wypożyczony, bo jego transfer jest powiązany z transferem Benjaniego do Man City. Ponieważ ten drugi transfer nie doszedł do skutku (zabrakło czasu, ale z czyjej winy, to już trudno ustalić), Defoe na razie jest tylko wypożyczony. W przyszłym tygodniu cały ten bałagan mają wyjaśniać władze ligi i dobre rozwiązanie, to potwierdzenie transferu. Złe rozwiązanie to brak zgody na transfer, czyli złe rozwiązanie jest bardzo dobre dla Portsmouth.
Kolejną niespodzianką jest remis mistrza Anglii. Remis z którego Czerwone Diabły muszą być zadowolone, bo gospodarze grali bardzo dobrze i zasłużyli na komplet punktów. Niestety dla kibiców Spurs, ich drużyna traci sporo bramek w końcówkach spotkań i w tym meczu to się potwierdziło. Carlos Tevez, praktycznie niewidoczny przez całe spotkanie, został bohaterem ostatniej akcji i załamał fanów gospodarzy. Manchester United grał dziwnie słabo, nie wiem czy to objaw jakiegoś chwilowego kryzysu, czy to po prostu gospodarze grali tak dobrze. Rzadko się zdarza, że gracze United stwarzają tak małe zagrożenie pod bramką rywala. Wersja z doświadczeniem nie zdała egzaminu (Giggs, Scholes), nie pomogła też za bardzo wersja z młodością, chociaż z Nanim i Andersonem Czerwone Diabły wyglądały ciut lepiej. Sir Alex Ferguson po meczu ponarzekał na sędziego, ale pretensje powinien mieć przede wszystkim do swoich zawodników. Z taką grą trudno będzie gonić Arsenal, zwłaszcza że Kanonierzy są jedyną drużyną z czołówki, która wygrała swój mecz. Manchester City był niepokonany na swoim stadionie w tym sezonie i punkty zdążył stracić tam zarówno Liverpool jak i Man Utd. Arsenal trafił na nieco słabszą formę Citizens, ale coś takiego jeszcze trzeba wykorzystać. Pomogła w tym dobra forma Adebayora, który walczy o koronę króla strzelców. Zastanawiam się, czy nie będzie podobnej sytuacji w wyścigu o tytuł, jak rok temu. Wtedy Chelsea też goniła, licząc na mecz u siebie, ale zanim doszło do tego spotkania, losy tytułu były już rozstrzygnięte. Ciekawe czy teraz historia się powtórzy.
Grzegorz Rasiak nie zadebiutował, ale można powiedzieć, że jego przyjście do Boltonu zmobilizowało kolegów do lepszej gry. Reading notuje co prawda fatalny okres, ale Bolton odniósł pierwsze wyjazdowe zwycięstwo od 10 miesięcy, bardzo cenne, bo obie drużyny walczą o pozostanie w lidze. W tym momencie Reading staje się dość poważnym kandydatem do spadku, bo to sześć porażek z rzędu. Jeśli drużyna nie zacznie zdobywać punktów, najlepiej od zaraz, to ciężko będzie jej pozostać w lidze. Wydawało się, że pozycja klubu jest dobra, bo było to 12-13 miejsce w tabeli i w miarę bezpieczny dystans nad strefą spadkową. W ostatnich spotkaniach rywale zaliczali się do tych z najwyższej półki (bo była Chelsea, Man United, Tottenham, Portsmouth czy Aston Villa), ale taki mecz jak z Boltonem musi kończyć się zdobyciem kompletu punktów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz