Porażki się zdarzają, to w końcu oczywistość, ale taka klęska to jest coś dziwnego. Manchester United do przerwy zaaplikował trzy bramki, a Arsenal sprawiał wrażenie drużyny, która nie wie gdzie jest i co ma robić. Goście nie stworzyli praktycznie żadnego poważniejszego zagrożenia pod bramką Edwina van der Sara i praktycznie wszyscy w zespole Arsenalu zagrali dużo poniżej swoich możliwości. Z takim nastawieniem nie ma czego szukać w spotkaniach z Milanem, bo to się może skończyć podobną klęską. Z Carling Cup londyńczycy też odpadli z hukiem i pod koniec emocje wzięły górę, doszło do przepychanki między parą napastników Arsenalu. Dzisiaj też zagotowała się głowa, tym razem kapitanowi zespołu Williamowi Gallasowi, który kopnął Naniego bez piłki. Na jego szczęście tej sytuacji nie widział sędzia meczu, Alan Wiley. Emmanuel Eboue miał mniej szczęścia i zobaczył czerwoną kartkę, ale sam faul był wyjątkowo bezmyślny i zasługiwał na takie upomnienie. Jeszcze żeby Manchester wystąpił w najsilniejszym składzie, ale nie, Cristiano Ronaldo i Ryan Giggs nie zmieścili się nawet na ławce rezerwowych, a Carlos Tevez cały mecz spędził właśnie na niej. W pierwszym składzie pojawili się za to Ji-Sung Park i Darren Fletcher co już świadczy o tym, jak bardzo rezerwowy był ten skład. Nie potrafię wytłumaczyć logicznie takiej porażki, a zwłaszcza takiej gry. To był zupełnie inny Arsenal niż w spotkaniach ligowych i nie wiadomo w tym momencie, jak dzisiejszy mecz odbije się na dalszych występach The Gunners w sezonie. Tak dotkliwa porażka, zwłaszcza z głównym rywalem w walce o tytuł, może mieć destrukcyjny wpływ na morale zespołu, a kryzys jest ostatnią rzeczą potrzebną na Emirates.
Cupset, którego autorem jest zespół Barnsley, zasługuje na odrębny akapit. To wręcz niesamowite, ale Liverpool dał się pokonać na własnym boisku drużynie, która zajmuje miejsce mniej więcej w środku stawki w Championship. Dodatkowo The Reds prowadzili już jedną bramką, ale nie dali rady utrzymać korzystnego wyniku do końca spotkania. Strata bramki w ostatnich sekundach meczu musi być czymś strasznie przygnębiającym. Brian Howard jest jednym bohaterem spotkania, bo to on zdobył bramkę w ostatniej akcji meczu. Dwaj inni bohaterowie to Stephen Foster, strzelec pierwszego gola i Luke Steel, bramkarz gości. On w ogóle zagrał przez przypadek. Heinz Muller, pierwszy bramkarz, jest kontuzjowany, a jego zastępca, wypożyczony z Fulham Tony Warner, już grał w pucharach w innym klubie. Steel dołączył awaryjnie, kilka dni temu do klubu (dokładniej 14 lutego) i dzisiaj debiutował. To był znakomity debiut, bo kilka klasowych obron strzałów graczy Liverpoolu pozwoliły zrobić ten największy w tej edycji cupset. Zresztą według kibiców głosujących na stronie BBC to jest gracz meczu, a na stronie SkySport otrzymał, razem z Howardem, dziewiątkę w dziesięciostopniowej skali. Na tej stronie także wygrywa w głosowaniu kibiców.
Ciekawe co dalej z Liverpoolem, a dokładniej z jego menadżerem. Czarne chmury wiszące nad głową Hiszpana stają się coraz większe i coraz groźniejsze. Podejrzewam, że bardzo wiele będzie zależeć od wyniku meczu z Interem, bo ewentualna porażka może doprowadzić do zwolnienia Rafy Beniteza z klubu. Wydaje się w tym momencie, że cierpliwość zarządu i dużej części kibiców już się prawie skończyła i następna wpadka może być decydująca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz