wtorek, 12 lutego 2008

Janas miał Dudka i Frankowskiego

Beenhakker zaś Kuszczaka i Jelenia. Do finałów zostało jeszcze 115 dni z godzinami, a sensacyjnym niusem, który obiegł wszystkie niemal portale, jest ten o pozostawieniu poza składem na EURO 2008 Tomasza Kuszczaka. Widział ktoś skład na finały polskiej reprezentacji? Nie, z jednego prostego powodu, jego na razie nie ma. Nie sądzę też, że selekcjoner jest w stanie już dzisiaj powiedzieć, kogo zabierze do Austrii, a raczej kogo nie zabierze na pewno. W końcu do czerwca wiele się może zmienić i mówienie tak kategorycznym tonem, że dany zawodnik nie pojedzie jest co najwyżej zabawne. Ja rozumiem dziennikarzy, bo w końcu o czymś można pisać w kontekście polskiej reprezentacji. Pierwszy, historyczny awans już jest, wywalczony pewnie, z pierwszego miejsca w grupie. Po raz pierwszy odkąd interesuję się piłką nożną, polscy piłkarze grają tak, jak reprezentacje silnych, europejskich krajów. Może na razie tylko fragmenty spotkań, ale to jeszcze jest czas poprawić. Ostatnio wygraliśmy z Czechami, jedną z czołowych europejskich drużyn. Atmosfera w kadrze podobno jest znakomita, piłkarze w pełni ufają selekcjonerowi, wszyscy się przygotowują do meczów na EURO. No i o czym tu pisać na pierwszych stronach gazet, w końcu to nic ciekawego. Lepiej w tym momencie stworzyć jakiś sztuczny problem, a następnie z zapałem go pielęgnować do mistrzostw. Powstała Kuszczakgate, czyli wielkie zastanawianie się, dlaczego polski bramkarz nie pojedzie na finały. Można i tak, chociaż nie przyniesie to żadnego pożytku kadrze. Moim zdaniem sprawa jest prosta jak budowa gwoździa. Selekcjoner ma wybrać 23 zawodników, którzy stworzą najsilniejszą możliwą drużynę. To jak ich wybierze i kogo wybierze, to już nie nasze zmartwienie. To w końcu Leo Beenhakker bierze na siebie odpowiedzialność za wyniki reprezentacji i to on będzie decydować, kto pojedzie na finały. Nie dziennikarze Gazety Wyborczej, czy innej gazety, nie presja kibiców, tylko holenderski selekcjoner. Owszem każdy z nas może napisać, powiedzieć, jak według niego wyglądałaby kadra, ale decyzji selekcjonera podważać nie można. Do czego to może doprowadzić widzieliśmy już podczas Mistrzostw Świata w Niemczech w 2006 roku. Drugi raz ja bym tego nie chciał oglądać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz