sobota, 9 lutego 2008

26 Gameweek Premier League

Ta kolejka wciąż trwa, ale w oczekiwaniu na trzy, mam nadzieję że emocjonujące mecze, rozegrano pozostałe spotkania. Na razie nie było większych niespodzianek, dla kibiców w Polsce wydarzeniem jest debiut Grzegorza Rasiaka w Boltonie. Polak wszedł na boisko po godzinie gry i zastąpił El-Hadji Dioufa. Miał szansę na strzelenie gola, ale dzisiaj cudów w bramce dokonywał David James. Gra Polaka musiała spodobać się kibicom, bo ma wysoki wynik w ocenach wystawianych na stronie BBC przez internautów. Update: miał, oj coś czuję że się kibice z Polski rzucili pomóc rodakowi. Bardziej miarodajny wynik będzie dopiero jutro, ale już teraz można powiedzieć, że Rasiak przez te pół godziny zrobił duży krok w stronę regularnego miejsca w pierwszej jedenastce. Przegrały również inne drużyny walczące o pozostanie w lidze. Reading spadło do strefy spadkowej, nic dziwnego jeśli przegrywa się siedem spotkań z rzędu. Tym razem z Evertonem, drużyną która będzie chyba do końca walczyć o UCL. Fulham także straciło wszystkie punkty, a wydawało się, że pokonanie Aston Villi w poprzedniej kolejce będzie zwiastować lepsze czasy. Nic z tego, bo Boro wygrało i ma już w miarę bezpieczny dystans nad strefą spadkową. Jérémie Aliadière zmobilizował się chyba po przyjściu Afonso Alvesa, który dzisiaj zadebiutował w klubie. Francuz, strzelając jedyną bramkę w meczu, dość wyraźnie pokazuje że nie chce tracić miejsca w pierwszym składzie, co wyjdzie na dobre klubowi. W końcu posiadanie skutecznego napastnika bardzo przybliża zapewnienie sobie utrzymania, bo z reguły drużyny z końca tabeli mają spore kłopoty ze strzelaniem bramek. Wigan przegrało ważne spotkanie z Sunderlandem, ważne bo obie drużyny będą walczyć przede wszystkim o pozostanie w lidze. Można powiedzieć, że to była pechowa porażka, albo uznać, że zespół nie potrafiący wykorzystać stwarzanych sytuacji nie zasługuje na zwycięstwo. W końcu w tym sporcie chodzi o to, kto strzeli więcej bramek.
Jutro będą dwa ważne mecze dla układu góry tabeli. Derby Manchesteru mają jednego zdecydowanego faworyta, natomiast w meczu Chelsea-Liverpool wszystko wydaje się możliwe. Obie drużyny powinny walczyć o komplet punktów, Chelsea by gonić czołówkę, The Reds by nie tracić dystansu do Evertonu. Chelsea teoretycznie jest w lepszej sytuacji, ma imponujący rekord na swoim stadionie, gdzie po raz ostatni została pokonana 21 lutego 2004 w meczu z Arsenalem. Do składu może wrócić Frank Lampard, wraca Ricardo Carvalho po karze za kartki, natomiast Liverpool stracił Fernando Torresa, a kilku innych zawodników jest wciąż kontuzjowanych. Nie należy jednak zapominać, że Rafa Benitez uwielbia takie spotkania i może czymś zaskoczyć Avrama Granta. Jeśli miałbym szukać szansy na wygraną, to upatrywałbym ją właśnie w jakimś pomyśle taktycznym hiszpańskiego menadżera, ewentualnie w jakimś cudzie sztabu medycznego Liverpoolu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz