Chorwacki napastnik, którego kontuzja wstrząsnęła piłkarską Anglią, obchodzi dzisiaj urodziny. Bardzo smutne, bo w szpitalu, tuż po operacji, kiedy nie wiadomo czy wróci w ogóle do gry. Jeszcze kilka-kilkanaście lat temu Eduardo musiałby przejść zabieg amputacji stopy, bo nie byłoby możliwości jej uratowania. Teraz, na szczęście, zawodnik ma szansę wrócić na boisko, ale wciąż czeka go długa i żmudna rehabilitacja. Jak podaje komunikat na oficjalnej stronie Arsenalu, noga jest w gipsie, a przez sześć-osiem tygodni Eduardo będzie poruszał się o kulach. Potem zacznie się proces rehabilitacji i jeśli wszystko będzie szło dobrze, to za sześć miesięcy Chorwat będzie mógł biegać, a po dziewięciu odzyska pełną sprawność. Tego kiedy i czy w ogóle, wróci do formy, nie wie nikt. Pozostaje mieć nadzieję, że stanie się to jak najszybciej.
W całym tym zdarzeniu warto zwrócić uwagę na jedną rzecz, reakcję samego zawodnika. To był nieszczęśliwy wypadek, ale takie sytuacje zdarzają się w piłce nożnej. Właśnie tak to trzeba odbierać, a nie zastanawiać się jak ukarać Martina Taylora. Po opadnięciu emocji, przeanalizowaniu całej sytuacji, ze swoich pierwszych komentarzy wycofał się Arsene Wenger, który początkowo domagał się dożywotniej kary dla zawodnika Birmingham. Martin Taylor dwa razy był w szpitalu, w którym przebywał Chorwat. Za pierwszym razem nie mógł się z nim spotkać, bo akurat trwała operacja. Za drugim razem doszło do spotkania zawodników i wydaje się, że wyjaśnili oni, między sobą, ten cały incydent. W tym momencie sprawa jest zakończona i nie widzę większego sensu by do niej wracać. Są tylko dwie niewiadome, pierwsza kiedy Eduardo wróci na boiska, druga czy liga zdecyduje się na dodatkową karę dla Taylora. Reszta to tylko bicie zbędnej, medialnej piany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz