poniedziałek, 25 lutego 2008

18 kolejka OE

To chyba jakaś nowa tradycja, zimy nie było, a niektóre kluby zapadają w sen zimowy. Liga ruszyła meczem ŁKS z Jagiellonią, ale o tym spotkaniu można powiedzieć, że było i na tym zakończyć opis tego jakże pasjonującego widowiska. W C+ pokazano mecz Korony z Wisłą, teoretycznie najciekawsze spotkanie z całej kolejki. W praktyce była nudna pierwsza połowa (cały jeden celny strzał, ja rozumiem że emocje trzeba dawkować, ale to przesada) i dwie bramki po przerwie. Najpierw Wisła dała się zaskoczyć i nadziała na kontrę, ale po godzinie gry wyrównał Adam Kokoszka i do końca wynik się już nie zmienił. Więcej spodziewałem się po Wiśle, chociaż rozumiem, że 10 punktów przewagi może działać demobilizująco. Korona niby wypadła dobrze (w końcu nie przegrała z liderem), ale też nie pokazała niczego, co mogłoby rzucić na kolana.
Wydawało się, że Wiślacy stracili dwa punkty, bo Legia mogła podjąć, chyba ostatnią, próbę dogonienia rywala. Jeśli Legia chciała wygrać swój mecz, to ukryła chęci po mistrzowsku. Nic nie wskazywało, choćby przez chwilę, że goście myślą o trzech punktach. Zabrakło chyba wiary, ale nie we własne możliwości, a raczej w szansę dogonienia lidera. Wygrana Groclinu jedną bramką to absolutnie najmniejszy wymiar kary, bo tak właściwie grała tylko jedna drużyna. Nie wyciągałbym jednak z tej porażki daleko idących wniosków. Legia odzyska świeżość i prawdopodobnie już w następnej kolejce pokaże na co ją stać, natomiast Dyskobolia ma tak ambitne plany, że prędzej czy później coś się w niej zatnie.
Najbardziej zaskoczył mnie wynik meczu w Krakowie, gdzie Cracovia podejmowała Polonię Bytom i była w miarę pewnym faworytem. Wyszedł remis, który najprawdopodobniej oznacza koniec systemu 4-4-2 (wprowadzonego właściwie w ostatniej chwili przed startem rundy). Gospodarze nie pokazali niczego ciekawego z przodu, a takie mecze powinno wygrywać się właśnie grą ofensywną, dokładniej strzeleniem dwóch bramek. Remisy prześladowały zespoły z dołów tabeli, poza Widzewem, który pokonał Odrę. Siedem bramek robi wrażenie, podobnie jak pretensje do arbitra. To właśnie łodzianie są największym zwycięzcą tej serii spotkań, bo jako jedyna drużyna walcząca o utrzymanie się (no, w przypadku Widzewa chodzi o uniknięcie spadku do trzeciej ligi) zdobyli trzy punkty. Pozostałe kluby po jednym, więc Widzew ma już pięć punktów przewagi nad swoim sąsiadem z miasta. Biorąc pod uwagę, co ŁKS pokazał w piątek, to może by bezpieczny dystans, ale nie należy zapominać, że większość wzmocnień Rycerzy Wiosny nastąpiła tuż przed startem rundy, czyli teoretycznie ŁKS będzie z każdą kolejką grał lepiej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz