Koniec sezonu i niesamowite zwroty akcji w dole tabeli. Jeśli dobrze pamiętam, Fulham znalazło się w strefie spadkowej po osiemnastej kolejce. Potem już było tylko gorzej, a na początku kwietnia wydawało się, że londyńczycy spadną i nic ich już nie uratuje. Okazało się, że wystarczy grać dobrze (trzy wygrane w czterech ostatnich meczach) i czekać na potknięcia rywali. Birmingham ostatni raz wygrało w marcu, w ostatniej kolejce przegrali mecz o pozostanie w lidze właśnie na Craven Cottage. Reading notuje, sam nie wiem jak to nazwać, bo kryzys nie oddaje powagi sytuacji. Sześć spotkań bez strzelonej bramki i jedyne co teraz pozostało, to nadzieja, że mecz z Derby zakończy się jakimś fantastycznym rezultatem (żeby poprawić bilans bramkowy), albo Fulham zgubi punkty. Praktycznie pewny pozostania w lidze jest Bolton. Zwycięstwo z Sunderlandem właściwie gwarantuje utrzymanie się, bo rywale z Reading nie nadrobią raczej jedenastu bramek różnicy. Czarne Koty zapewniły sobie utrzymanie jeszcze w poprzedniej kolejce, nic więc dziwnego, że teraz ulegli Boltonowi.
Bardzo interesująca zrobiła się także walka o miejsce w Pucharze Intertoto. Aston Villa, do niedawna całkiem pewny kandydat do zajęcia tego miejsca, przegrała u siebie z Wigan i może nie odeprzeć ataku mocno finiszującego Blackburn. Natomiast sprawa tytułu jest rozstrzygnięta. West Ham stawiał opór całe trzy minuty, a cała defensywa sprawiała wrażenie, że się widzi pierwszy raz w życiu. Dużo zamieszania zrobiły słowa menadżera Młotów przed spotkaniem, że niewywalczenie przez Czerwone Diabły będzie niesprawiedliwością, a sam wzniesie toast, gdy Manchester wygra ligę. Gracze West Hamu nie sprawiali wrażenia drużyny, która chce zagrozić w jakiś poważniejszy sposób gospodarzom. Owszem, są już myślami na wakacjach i porażka nie jest zaskoczeniem, ale menadżer, czy zawodnicy, nie powinni ujawniać publicznie przed meczem, kto się cieszy ich sympatią. W końcu należy zakładać, że gdy zaczyna się mecz, obie drużyny grają na 100%, a nie jedna przegrywa w szatni. Nie dziwię się, że Avram Grant zareagował na słowa menadżera Młotów, dziwię się, że jego słowa spotkały się z taką krytyczną reakcją. W końcu każdy inny trener reagowałby w podobny sposób będąc w sytuacji Izraelczyka.
Bardzo interesująca zrobiła się także walka o miejsce w Pucharze Intertoto. Aston Villa, do niedawna całkiem pewny kandydat do zajęcia tego miejsca, przegrała u siebie z Wigan i może nie odeprzeć ataku mocno finiszującego Blackburn. Natomiast sprawa tytułu jest rozstrzygnięta. West Ham stawiał opór całe trzy minuty, a cała defensywa sprawiała wrażenie, że się widzi pierwszy raz w życiu. Dużo zamieszania zrobiły słowa menadżera Młotów przed spotkaniem, że niewywalczenie przez Czerwone Diabły będzie niesprawiedliwością, a sam wzniesie toast, gdy Manchester wygra ligę. Gracze West Hamu nie sprawiali wrażenia drużyny, która chce zagrozić w jakiś poważniejszy sposób gospodarzom. Owszem, są już myślami na wakacjach i porażka nie jest zaskoczeniem, ale menadżer, czy zawodnicy, nie powinni ujawniać publicznie przed meczem, kto się cieszy ich sympatią. W końcu należy zakładać, że gdy zaczyna się mecz, obie drużyny grają na 100%, a nie jedna przegrywa w szatni. Nie dziwię się, że Avram Grant zareagował na słowa menadżera Młotów, dziwię się, że jego słowa spotkały się z taką krytyczną reakcją. W końcu każdy inny trener reagowałby w podobny sposób będąc w sytuacji Izraelczyka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz