Roma - Manchester United
Wielki rewanż za ubiegłoroczną klęskę, tym jest ten dwumecz dla włoskiego zespołu. Awans chyba liczy się w tym momencie mniej, niż zmazanie tej porażki, tej klęski z Manchesteru. Faworytem jest zespół angielski, co do tego nie ma wątpliwości, ale rzymianie, startując z drugiego szeregu, mogą napsuć sporo krwi. Patrząc obiektywnie goście mają wszystkie niemal atuty w ręku, sam trener Romy, Luciano Spalletti, nazywa ich "najlepszym zespołem na świecie", ale to nie będą łatwe mecze. Nie wiem na ile poważna jest kontuzja Francesco Tottiego (to może być zasłona dymna przed spotkaniem), ale nawet bez niego pierwszy mecz, na Stadio Olimpico, będzie bardzo trudnym zadaniem dla Czerwonych Diabłów. Gospodarze, chcąc zniwelować przewagę umiejętności gości, zagrają z dużym zaangażowaniem, pasją i zaciętością. Kluczowe będzie przetrwanie pierwszych kilkunastu minut, bo jeśli Roma strzeli wtedy bramkę, złapie wiatr w żagle, to następne bramki mogą być tylko kwestią czasu. To będzie także kluczowe spotkanie dla Cristiano Ronaldo, bo on znów musi udowodnić, że potrafi grać dobrze w tych kluczowych meczach. Mecze z Romą właśnie takie będą, a najgorsze co można teraz zrobić, to zlekceważyć rywala. Awansuje Manchester, ale na pewno nie po takich meczach, jak rok temu.
Schalke - Barcelona
Łatwe zwycięstwo faworyta, czy niespodzianka, tak się zastanawiam. W poprzedniej rundzie skreśliłem niemiecki zespół bardzo wcześnie, a on awansował. Przed meczem z katalońskim klubem powinienem zrobić to samo, ale coś nie daje mi spokoju. Niemcy są niebezpiecznym zespołem, bo teraz grają już na luzie. Osiągnęli wszystko, na co realnie mogli liczyć, teraz grają z drużyną, która jest typowana nawet jako zwycięzca tej edycji, tak więc nikt nie będzie miał pretensji o porażkę. Grając na luzie, bez presji, można naprawdę sprawić kłopot Barcelonie. Tym bardziej, że boryka się ona z problemami. Przede wszystkim w lidze, bo teraz jest dopiero trzecie miejsce, a pogoń za madryckim Realem nie wygląda zbyt dobrze. Dalej z kontuzjami, bo Lionel Messi to naprawdę wielki atut tego klubu, pod warunkiem że jest zdrowy. Na koniec zostaje Ronaldinho, który w tym momencie chyba nie wie, co dalej robić. Pierwszy mecz, na Arena AufSchalke, może być kluczowy. Jeśli Schalke ograniczy zapędy ofensywne gości i wypracuje sobie przewagę, to wtedy może coś zwojować. Inaczej nic z tego nie wyjdzie i nie pomoże nawet kolejny znakomity występ Manuela Neuera. Powinna awansować Barcelona, a Schalke może osiągnie korzystny rezultat u siebie.
Fenerbahçe - Chelsea
Powiem brutalnie, że w angielskim klubie bardziej chyba myśli się o angielskim półfinale, niż o tym meczu. Turcy osiągnęli naprawdę korzystny wynik z Sevillą, ale trafili akurat na drużynę zmierzającą w dół. Teraz zagrają z zespołem, który jest po pierwsze silniejszy, po drugie bardziej zdeterminowany. The Blues zdają sobie sprawę z tego, że jedyną realną szansą na silverware jest triumf w Lidze Mistrzów i po prostu nie przegrają tego dwumeczu. Wiele można mówić o tym, że mecz na Sükrü Saraçoglu będzie trudny, że gospodarze się nie położą prosząc o najniższy wymiar kary, ale i tak rewanż jest w Londynie. To wystarczy do tego, żeby turecka przygoda z UCL skończyła się na tym etapie.
Arsenal - Liverpool
Jakie to nie będą fajne mecze. Nie będą, bo pierwsze miejsce będzie odgrywać defensywa. To nie jest przypadek, że tylko te dwie drużyny (oraz Chelsea) zachowały czyste konto w meczach poprzedniej rundy i to grając z naprawdę silnymi, włoskimi zespołami. Trudno też stwierdzić, który zespół jest faworytem przed tym trójmeczem. Trójmeczem, bo dwa spotkania w UCl są przedzielone meczem w Premier League. Tak więc najpierw dwa razy Emirates Stadium, a potem raz Liverpool i będziemy wiedzieć, kto awansuje. Wydaje się, że w korzystniejszej sytuacji są Kanonierzy. Jesienią zremisowali 1:1 na Anfield, a w poprzednim sezonie niemal upokorzyli The Reds, wygrywając tam dwa mecze pucharowe w odstępie trzech dni, najpierw 3:1 w FA Cup, a potem 6:3 w Pucharze Ligi. W lidze już było bardziej równo, bo porażka 3:0 na Emirates została odrobiona zwycięstwem 4:1 na Anfield. Nie należy jednak zapominać, że Liverpool w tych meczach pucharowych grał rezerwami, a Rafa Benìtez uwielbia mecze w UCL. Potrafi przygotować swój zespół perfekcyjnie do takich pojedynków, zniwelować wszelkie przewagi rywala i ostatecznie to jego drużyna wychodzi z rywalizacji zwycięska. Jak będzie tym razem nie wiem, bo oba zespoły mają moim zdaniem po 50% szans. Decydować będą detale, a te raczej lepiej potrafi dopracować hiszpański menadżer Liverpoolu, ale to niczego nie przesądza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz