piątek, 7 marca 2008

NieRealne marzenia

Niektóre drużyny mają chyba patent na odpadanie z danych rozgrywek na pewnym etapie. Oprócz obrońców tytułu, w pierwszej rundzie odpada także madrycki Real, co ciekawe też czwarty raz z rzędu. W meczu z Romą widzieliśmy słaby Real, który przy większym szczęściu gości mógł przegrać trzy, cztery do zera. Kontuzje nie tłumaczą wszystkiego, no może wskazują jaki powinien być następny transfer. Tym razem może przyszedł czas na zmianę lekarzy klubowych, bo w tak wielkim klubie plaga kontuzji dziwi. Chelsea planowo wygrała z Olympiakosem, mimo wielu głosów w mediach, że bezbramkowy remis w pierwszym spotkaniu może się zemścić w rewanżu. Nie wiem, co musieliby zrobić Grecy, żeby wyeliminować wciąż podrażnioną Chelsea, ale większość z tego co przychodzi mi do głowy byłaby niemożliwa do zrealizowania przez grecki zespół. Frank Lampard, który w końcu wrócił po kontuzji, jest w świetnej formie i kto wie, czy nie da rady zaprowadzić The Blues do finałów, W poprzednich latach Anglik miał wręcz żelazne zdrowie i może pod koniec sezonu, w momentach kluczowych, brakowało mu sił i świeżości. Teraz jest w świetnej formie i jeśli ją utrzyma, może osiągnąć wiele z zespołem. Na koniec mecz Porto-Schalke, który zakończył się awansem niemieckiego zespołu. Podejrzewam że to złośliwość losu, bo widziałem wyraźnego faworyta w portugalskim klubie, ale nie przewidziałem, że Manuel Neuer rozegra mecz życia. Wiele świetnych interwencji w regulaminowym czasie gry, w dogrywce, a na koniec obronione dwa karne w serii jedenastek. W statystykach zaliczono mu dziesięć udanych interwencji w czasie meczu i nie będzie przesadą stwierdzenie, że w pojedynkę wyrzucił Porto z UCL.

W tym całym zamieszaniu w Ligą Mistrzów nie należy zapominać, że jest jeszcze Puchar UEFA. Wczoraj rozegrano 1/8 (jakoś bardziej wolę określenie Round of 16) finału i kluby angielskie się nieco skompromitowały. Honor Wyspiarzy obronił Glasgow Rangers, ale to marne pocieszenie, bo w następnej rundzie może nie być żadnego klubu z Anglii, a to znów będzie argument we wszelkich dyskusjach Premier League nie jest najsilniejszą ligą na świecie, tak jakby to tylko puchary europejskie o tym decydowały. Bolton zremisował ze Sportingiem 1:1, co praktycznie przesądza odpadnięcie w rewanżu, ale i tak wypadł najlepiej, mimo nie najlepszej pracy arbitrów (Gary Megson miał sporo zastrzeżeń, zwłaszcza do sytuacji z Rui Patrício, bramkarzem gości, który po zaledwie kwadransie mógł obejrzeć czerwoną kartkę, a nie zobaczył nawet żółtej). Zresztą priorytetem jest Premier League, a nie puchary, więc odpadnięcie nie będzie jakimś wielkim powodem do niepokoju. Everton i Tottenham walczą natomiast o puchar, więc słabe wyniki z pierwszych spotkań to duże rozczarowanie. The Toffees muszą odrobić dwie bramki straty i jeśli zagrają tak samo jak we Włoszech, to mogą o tym zapomnieć. Bardzo słaby występ, czego najlepszym dowodem jest statystyka celnych strzałów: 10:1 dla gospodarzy. Wynik 2:0 to chyba najmniejsza z możliwych porażek, ale i tak szanse na awans poważnie się zmniejszyły. Podobnie Tottenham zawiódł, bo przegrał pierwsze spotkanie, dodatkowo jeszcze na własnym stadionie. PSV nie jest już tą drużyną, która kilka sezonów temu czarowała w UCL (w końcu odeszło wielu graczy, van Bommel, Park, Vogel czy Lee, żeby wymienić tych najgłośniejszych), ale obecny skład wystarczył, by odnieść zwycięstwo na White Hart Lane. Fatalny błąd popełnił debiutujący w barwach gospodarzy Gilberto da Silva Melo, tracąc piłkę przed polem karnym, co wykorzystał Jefferson Farfan strzelając bramkę. Ja rozumiem, że zawodnicy Kogutów musieli odreagować zwycięstwo nad Chelsea, ale myślałem że wystarczy do tego mecz ligowy. Jak widać nie, strata bramki i nieudane próby strzelenia gola spowodowały, że rywalizacja z holenderskim klubem będzie bardzo trudna. Owszem zawsze w rewanżu można odrobić straty, zwłaszcza jak się ma takiego specjalistę na ławce rezerwowych jak Juande Ramos, ale odrobienie strat, przy takiej formie zespołu, wydaje się niemożliwością. Rewanże są zaplanowane na 12/13 marca, czyli już za tydzień możemy wiedzieć, czy w finale rozgrywanym w Manchesterze (na City of Manchester Stadium) będzie uczestniczyć angielska drużyna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz